To pierwsze w Polsce tak wydajne wiatraki. A farma, co równie ważne, powstaje bez żadnych społecznych protestów.

Dlatego chcę publicznie podziękować mieszkańcom Pągowa i Pszenicznej za wyrozumiałość - mówi Bogdan Zdyb, wójt Wilkowa. - To na polach wokół ich wsi są budowane turbiny i to oni będą żyli koło farmy.

Być może protestów nie było, bo również sam wójt mieszka w Pągowie i również on będzie musiał z okna obserwować wielkie, kręcące się już niebawem skrzydła.
Na razie na polach w pobliżu drogi Pągów - Bierutów stoją fragmenty pierwszych czterech wież, a obok leżą złożone skrzydła wiatraków.

Przyjechały tu na olbrzymich platformach samochodowych aż z Danii. To właśnie od duńskiej firmy Vestas zakupił turbiny koncern GDF Suez, który jest właścicielem powstającej farmy.

Sam transport elementów, który będzie trwał jeszcze przez wiele tygodni, jest niezwykle skomplikowaną operacją. Odbywa się w nocy, by nie blokować ruchu zbyt wielu samochodów, w asyście policji i pilotujących aut. Cała kawalkada toczy się z prędkością 20 km/h. Liczące kilkadziesiąt metrów platformy muszą też mieć zapewnioną swobodną drogę, dlatego robotnicy już w czerwcu usunęli m.in. część nasypów na rondach w Namysłowie, by ciężarówki mogły pokonać te skrzyżowania bez skręcania.
Wiatraki staną na polach należących do miejscowej spółki rolnej. Ma być ich siedemnaście, co oznacza, że cała farma będzie miała moc 51 MW. Niewykluczone jednak, że w przyszłości GDFSuez postawi kolejne turbiny.

- Wieże mają 119 metrów wysokości, a łopaty wiatraka po 56 metrów - mówi wójt Zdyb. - Będzie je świetnie widać z drogi, ale jednocześnie są dość daleko od zabudowań, bo do najbliższych jest około 550 metrów.

Farma ma być gotowa do końca roku i wtedy skarbnik Wilkowa może zacząć liczyć wpadające do gminnej kasy pieniądze z podatku od nieruchomości. Wójt Zdyb nie chce jeszcze rozmawiać o korzyściach, jakie gmina będzie miała z wiatraków, ale rocznie może to być ponad milion złotych. Nie licząc pomocy, której od początku inwestowania pod  Pągowem koncern udziela samorządowi.

Jak pokazuje jednak przykład z innych rejonów Opolszczyzny, te potencjalne korzyści nie zawsze przekonują wszystkich mieszkańców.

W powiecie brzeskim, kluczborskim, krapkowickim czy kędzierzyńskim nie brakuje ambitnych planów, często trwają intensywne przygotowania, ale równie często terminy rozpoczęcia budowy są odwlekane, bo mieszkańcy piszą odwołania albo nakłaniają władze gminne do blokowania budowy.

Wiadomo już, że wiatraków nie będzie pod Zalesiem Śląskim w gminie Leśnica - jesienią radni nie zgodzili się na zmianę planu zagospodarowania przestrzennego, a bez tego farmy zbudować się nie da.

Kilkuletnią i skuteczną batalię przeciwko turbinom toczyli też mieszkańcy Walec.  Ich śladem poszli niezadowoleni z planów mieszkańcy gminy Olszanka, odwlekając budowę dzięki odwołaniom do Samorządowego Kolegium Odwoławczego.

To samo próbują robić mieszkańcy gminy Grodków, gdzie w różnych miejscach ma stanąć nawet 70 turbin, czy Kluczborka.

Inwestorom opłaca się pokonywać społeczne opory. Można bowiem przyjąć, że na postawienie farmy o mocy 40 MW muszą wydać około 300 mln zł. Inwestycja zwróci się po około 10 latach, a przez kolejną dekadę kręcące się skrzydła będą przynosiły właścicielom kilkadziesiąt milionów rocznie.

POD LUPĄ

Farma pod Pągowem jest czwartą w województwie. Za pierwszą trzeba uznać inwestycję kędzierzyńskiego biznesmena Janusza Franciszkiewicza, który pod miejscowością Maciowakrze (gm. Pawłowiczki) już w 2010 r. postawił trzy wiatraki. Każdy z nich ma 150 KW mocy i 43 metry wysokości.

Wiosną 2011 r. elektrownie wiatrowe stanęły koło Lipnik i Chociebórza w gminie Kamiennik. Na polach jest 15 wiatraków (125 metrów wysokości, około 2 MW mocy).

Trzecim miejscem w województwie, gdzie już działa elektrownia wiatrowa, są Unikowice w gminie Paczków. Wiatrak o mocy 1,5 megawata pojawił się tam w grudniu ubiegłego roku, w planach są kolejne turbiny.