36-letnia matka bliźniąt zmarła, bo pielęgniarka z Poznania pomyliła dawki leku. Rodzina walczy w sądzie o 1,8 mln zł zadośćuczynienia

Justyna Piasecka
Justyna Piasecka
To ostatnie zdjęcie Anny Kołcz zrobione 14 stycznia 2019 r. w klinice medycyny naturalnej w Poznaniu na kilka minut przed podaniem wlewu dożylnego przez pielęgniarkę Lucynę P.
To ostatnie zdjęcie Anny Kołcz zrobione 14 stycznia 2019 r. w klinice medycyny naturalnej w Poznaniu na kilka minut przed podaniem wlewu dożylnego przez pielęgniarkę Lucynę P. archiwum prywatne
36-letnia Anna Kołcz, matka bliźniąt, zmarła w styczniu 2019 r., po skorzystaniu z usług kliniki medycyny naturalnej w Poznaniu. Winę za śmierć kobiety ponosi pielęgniarka. Teraz rodzina zmarłej domaga się 1,8 mln zł zadośćuczynienia i renty dla 4-letnich bliźniąt.

Śmierć matki bliźniąt. Zmarła po skorzystaniu z usług medycyny naturalnej w Poznaniu

Pozew o zadośćuczynienie z żądaniem zapłaty solidarnie od pielęgniarki Lucyny P. i poznańskiej kliniki wpłynął na początku roku. W czwartek, 22 września, sprawa była rozpatrywana przez sąd.

– Myślę, że żądane zadośćuczynienie nie jest w stanie zrekompensować tej straty

– mówiła dziennikarzom przed rozprawą mecenas Beata Grygiel-Skrzypczak Kancelaria Grzybowski Guzek i Partnerzy, reprezentująca Macieja Kołcza, męża zmarłej.

Sytuacja pana Macieja jest trudna. Po śmierci żony sprzedał nieruchomości w Poznaniu i przeprowadził się w rodzinne strony. Jest w trakcie budowy domu, samotnie wychowuje 4-letnie bliźnięta, utrzymuje się z prac dorywczych.

Za śmierć pani Anny rodzina domaga się zadośćuczynienia w wysokości łącznie 1,8 mln zł (po 600 zł dla męża kobiety i jej dzieci). Ponadto w pozwie wystosowano żądanie renty dla dzieci w wysokości po 72 tys. zł za okres od 1 lutego 2019 do 31 stycznia 2022 r. i przez kolejne lata - do osiągnięcia przez dzieci pełnoletności - po 2 tys. zł miesięcznie na każde dziecko.

Pełnomocnik Lucyny P. pozostawił sądowi ustalenie kwoty zadośćuczynienia. Jednocześnie podkreślił, że wykazane w pozwie kwoty są znacznie zawyżone.

– Moim zdaniem sąd będzie miał dylemat, ile można zasądzić, żeby było to realne. Musi to odpowiadać dochodom, które ma moja mandantka. Z pustego się nie naleje

– powiedział mecenas Stanisław Rurek, pełnomocnik pozwanej.

Lucyna P. opowiedziała przed sądem o swojej sytuacji materialnej.

– Od 1 marca jestem na emeryturze. Pracowałam jako położna do wydania prawomocnego wyroku. Karę 1,5 roku więzienia odbywam w systemie dozoru elektronicznego. Kara skończy się, jeśli dobrze pamiętam, 30 czerwca przyszłego roku

– powiedziała.

Dodała, że mieszka razem z mężem, dorosłym synem i dorosłą, niepełnosprawną córką. Rodzina utrzymuje się ze świadczeń na niepełnosprawną i emerytury Lucyny P.

W sądzie nie stawił się przedstawiciel pozwanej kliniki. Wiadomo, że placówka zakończyła swoją działalność.

Anna Kołcz zmarła, bo pielęgniarka Lucyna P. pomyliła dawki leku

Anna Kołcz cierpiała na liczne dolegliwości zdrowotne. Leczyła się u wielu specjalistów, lecz żaden z lekarzy nie potrafił postawić precyzyjnej diagnozy. Nadzieja pojawiła się, kiedy kobieta trafiła do jednego z lekarzy w Gdyni.

– Ten lekarz stwierdził, że zna sposób na wyleczenie żony. Uznał, że należy podać niestandardowe leki, aby postawić jej organizm na nogi

– mówił nam pan Maciej.

W Gdyni pani Anna przyjęła pierwszy wlew dożylny z witaminami i lekami, kolejne dwa wlewy zostały podane w Warszawie, następne w Poznaniu.

– W klinice w Poznaniu żona była 4 razy. Wlew podawał jej ratownik medyczny. Ostatnim razem zrobiła to pielęgniarka. Wtedy się pomyliła...

– wskazał.

Każdy pacjent kliniki, korzystający z wlewów dożylnych, miał założoną indywidualna kartę. Na niej zapisane były substancje i ich proporcje, jakie należy podać w kroplówce. Pani Anna miała przepisane DMSO oraz nadtlenek wodoru (perhydrol).

14 stycznia 2019 r. kobieta zgłosiła się na przyjęcie kolejnego wlewu. W oparciu o kartę zaleceń lekarskich Lucyna. P. samodzielnie sporządziła roztwory, które w formie dwóch kroplówek podała pacjentce. Po około 20-30 minutach pani Anna zasygnalizowała pielęgniarce, że źle się czuje.

Wtedy Lucyna P. zorientowała się, że pomyliła się i zakręciła przepływ kroplówki. Wybiegła do recepcji i zażądała wydania opracowanej wcześniej procedury podania nadtlenku wodoru. Oświadczyła wówczas innym pracownikom, że prawdopodobnie pomyliła dawkę podanego pacjentce perhydrolu.

Później okazało się, że pielęgniarka podała pani Annie nadtlenek wodoru o toksycznym stężeniu procentowym, wielokrotnie przekraczającym zapisaną przez lekarza dawkę. Kiedy pani Anna straciła przytomność, wezwano karetkę pogotowia. Lucyna P. zataiła jednak fakt podania perhydrolu. Twierdziła, że do załamania stanu zdrowia pacjentki doszło po podaniu kroplówki z DMSO.

Pani Anna doznała ostrej niewydolności krążeniowo-oddechowej i zmarła dzień później. 36-letnia kobieta osierociła dwójkę 8-miesięcznych wówczas bliźniąt.

Czytaj więcej o sprawie:

Jesteś świadkiem ciekawego wydarzenia? Skontaktuj się z nami! Wyślij informację, zdjęcia lub film na adres: wydawca@glos.com

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Ostrzał Kijowa. W trakcie operacji na sercu dziecka zabrakło prądu

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

88
Obaw pisowskiego uwielbienia jednostki.
Wróć na nto.pl Nowa Trybuna Opolska
Dodaj ogłoszenie