6 groszy za kilometr. Elektryczny romet budzi sensację na ulicach

Sławomir Draguła
Sławomir Draguła
Elektryczny romet budził sensację na ulicach Opola.
Elektryczny romet budził sensację na ulicach Opola. Sławomir Draguła
Dziś widok samochodu elektrycznego na naszych ulicach budzi jeszcze uśmiech. Ale za kilka lat będzie inaczej, bo ropa jest droga i będzie jeszcze droższa, a na dodatek się kończy...

Z samochodami elektrycznymi będzie podobnie jak z telefonami. Kiedyś trudno dostępny był stacjonarny, dziś nawet dzieci mają komórki. Jestem przekonany, że za 100 lat już tylko dziadkowie będą opowiadali wnukom, że kiedyś przy drogach stały stacje benzynowe - uważa Zbigniew Kopeć z Gdańska, pierwszy Polak, któremu w 2000 roku udało się zarejestrować zbudowany przez siebie samochód elektryczny jako osobowy. - Bo świat się zmienia, a nowe technologie wypierają stare, w końcu i samochody elektryczne zastąpią te spalinowe.

A pan Zbigniew, na co dzień właściciel Zakładu Usługowo-Elektromechanicznego, wie, co mówi. W 1996 roku zbudował swój pierwszy samochód napędzany silnikiem elektrycznym. Do dziś na swoim koncie ma dziesiątki takich konstrukcji.

- Tak naprawdę to przerobiłem starą toyotę corollę - mówi pan Zbigniew. - Wyciągnąłem silnik benzynowy, skrzynię biegów, cały układ chłodzenia i włożyłem silnik elektryczny ze sztaplarki.
Najdłuższy dystans, jaki przejechał prądożerną toyotą na trasie Gdańsk - Elbląg, w upalne lato po równej drodze to 170 km. Maksymalna prędkość elektrycznej toyoty to 140 km/h.

- Ale generalnie staram się jeździć ekonomicznie i zgodnie z przepisami. Za ewentualny mandat wolę kupić... akumulator - uśmiecha się pan Zbigniew.

Źródło wysycha

Światowe złoża ropy naftowej się kurczą i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Naukowcy spierają się tylko o to, na jak długo jej starczy. Optymiści mówią o 100, pesymiści o 45 latach.

Dlatego koncerny samochodowe dwoją się i troją, by znaleźć alternatywne źródła energii do napędzania samochodów.

- Przyszłością jest energia elektryczna - przekonuje dr Wacław Hepner z Katedry Pojazdów Politechniki Opolskiej. - Można ją pozyskiwać z różnych źródeł, m.in.: wiatru, słońca, wody, atomu, teoretycznie więc nie powinno jej zabraknąć.

Każdy liczący się koncern motoryzacyjny ma już w swojej ofercie samochody elektryczne lub hybrydowe (napędzane silnikami spalinowymi i elektrycznymi) i cały czas pracuje nad ich udoskonalaniem.
Największym problemem jest magazynowanie energii w akumulatorach i dystans, jaki można pokonać samochodami elektrycznymi. Ten ostatni nie jest imponujący. Na przykład zasięg elektrycznego dostawczaka ze stajni Renault - modelu Kangoo - wynosi 170 kilometrów. Dla porównania na jednym baku oleju napędowego ten sam samochód może pojechać ponad cztery razy dalej.

- Ale technika idzie do przodu - przekonuje Zbigniew Kopeć, konstruktor pojazdów elektrycznych z Gdańska. - Dla porównania mój pierwszy samochód miał zasięg 170, a ostatni już 700 km! A przecież mówię o autach, które przerabiam sam, we własnym warsztacie.

Zasięg samochodu elektrycznego zależy od kilku czynników: prędkości, z jaką się poruszamy, ile osób w nim jedzie, jak ciężkie bagaże wieziemy, czy gra radio, czy włączona jest wentylacja. Duże znaczenie ma też temperatura. Na mrozie sprawność baterii jest niższa. Ładowanie samochodu jest za to dziecinnie proste. Wystarczy standardowe gniazdko elektryczne na 230 V, takie samo, z jakiego zasilany jest telewizor, radio czy toster.

- I po kilku godzinach rozładowane akumulatory gotowe są do dalszej pracy - zapewnia Kopeć.

3 grosze za kilometr

Samochody elektryczne mają za to przewagę nad spalinowymi jeśli chodzi o koszty eksploatacji. Przeciętny koszt energii elektrycznej potrzebnej na przejechanie kilometra wynosi od 2 do 6 groszy przy ładowaniu akumulatorów w taryfie nocnej.

- Po przejechaniu 100 kilometrów samochodem na prąd nasz portfel jest więc lżejszy od 2 do 6 zł! Koszt przejechania tego samego dystansu autem na olej napędowy wynosi ponad 30 złotych, a w mieście nawet 50 zł. A to tylko cena paliwa. Do tego trzeba doliczyć wymianę oleju, płynu chłodzącego, świec, filtrów itp. Auto elektryczne nie ma tych problemów - zaznacza gdański konstruktor. - Biorąc nawet pod uwagę nawet to, że po kilku latach musimy wymienić akumulatory, to i tak użytkowanie samochodu elektrycznego jest o wiele tańsze.

Mało tego. Pojazd elektryczny przy jeździe miejskiej i przy postoju na skrzyżowaniu lub przed światłami nie pobiera energii z akumulatora, bo silnik jest wtedy wyłączony. Napęd taki jest też prosty w konstrukcji, posiada bardzo mało części ruchomych, przez co zmniejsza się prawdopodobieństwo jego awarii.

- A do tego potrafi odzyskiwać prąd w czasie hamowania, bo działa wówczas jako prądnica. To z kolei zwiększa, nawet o 30 procent zasięg pojazdu, szczególnie w jeździe po mieście - tłumaczy Zbigniew Kopeć.

Dr Wacław Hepner z Politechniki Opolskiej przekonuje, że to właśnie niska cena przejechania jednego kilometra powinna mieć decydujący wpływ na popularność tych aut. Dystans jest tu drugorzędny.
- Samochody elektryczne to fenomenalny środek transportu w mieście - mówi dr Hepner. - Dojazd do pracy, na zakupy, do urzędu czy szkoły to góra 20-30 przejechanych dziennie kilometrów. Nawet dziś to pestka dla aut zasilanych prądem - mówi naukowiec. - Na wakacyjne wyjazdy za miasto możemy mieć w garażu drugi samochód, ze spalinowym silnikiem.

Droga zabawa

Mimo to trudno mówić o popularności aut elektrycznych. Wszystko przez cenę zakupu pojazdu. Na przykład renault fluence w wersji spalinowej kosztuje od 53 do 76 tys. zł, a w elektrycznej od 109 do 115 tys.!

Samochód ten ma jednak całkiem przyzwoite osiągi. 90-konny elektryczny silnik rozpędza limuzynę do 135 km/h, a pierwszą setkę ma na liczniku już po 13 sekundach. Z kolei model Kangoo w wersji spalinowej można kupić już od 58 tys. zł, a ten sam samochód z silnikiem elektrycznym kosztuje od 79,9 do 89 tys. zł.

- To chyba dlatego nie sprzedaliśmy jeszcze żadnego elektrycznego samochodu, nikt też nie pytał o takie pojazdy - mówi Robert Bedrunka z opolskiej firmy Vip-Car.

Drogie są też samochody hybrydowe, czyli napędzane silnikami spalinowymi i elektrycznymi. Na przykład honda jazz w wersji spalinowej kosztuje 55 tys., a w wersji spalinowo-elektrycznej 68 tys. zł.

- Dopóki państwo nie będzie nagradzało kierowców samochodów elektrycznych niższymi stawkami za ubezpieczenie, mniejszymi podatkami przy ich zakupie czy np. darmowym parkowaniem w centrach miast, dopóty ten rynek będzie u nas w powijakach - przekonuje Jarosław Stelmachowicz z opolskiego salonu Hondy. - Na Zachodzie kierowcy jeżdżący ekologicznymi samochodami mogą liczyć na takie przywileje.

Polak też potrafi

Mimo to na rynek wchodzi właśnie polski samochód elektryczny produkowany firmę Romet&Arkus, wcześniej znaną z produkcji rowerów i motorowerów.

Tak naprawdę romet 4E, bo tak nazywa się ich najmłodsze dziecko, w myśl obowiązujących przepisów nie jest samochodem, lecz "innym pojazdem czterokołowym".

Do jego prowadzenia potrzeba więc minimum 16 lat i prawa jazdy kategorii B1. Pojazd z napędem na tylną oś jest wyposażony w silnik elektryczny o mocy 6,8 KM pracujący na dwa sposoby. W trybie "eko" rozpędza się maksymalnie do 42 km/h i można nim przejechać nawet 180 km.

Z kolei w trybie jazdy szybkiej, kiedy romet porusza się z prędkością około 65 km/h, pokona dystans do 90 km. Samochód jest pięciodrzwiowy i dwuosobowy. Za fotelami kierowcy i pasażera jest bagażnik o pojemności 800 litrów! To więcej niż w większości samochodów osobowych.

Sprawdźmy więc, co potrafi to cacko. Zasiadamy na miejscu dla kierowcy. Ustawiamy fotel, lusterka, zapinamy pasy, przekręcamy kluczyk i... i nic nie słychać. No tak, przecież siedzimy w samochodzie elektrycznym, bo różnicę między nim a tradycyjnym autem raczej słychać, niż widać. W środku nie ma też skrzyni biegów, tylko wajcha którą przełączamy na dwa tryby "do przodu" lub "do tyłu".

Jest jeszcze oczywiście pedał gazu i hamulca. Naciskamy nieśmiało ten pierwszy i samochód zaczyna się toczyć. Uczucie dość dziwne, bo przemieszczamy się, ale towarzyszy temu błoga cisza. Wyjeżdżamy na drogę. Przechodnie wykręcają głowy za nami, tak jakbyśmy jechali najnowszym modelem ferrari lub przynajmniej porsche. Wciskamy gaz w podłogę, a samochodzik żwawo przyspiesza. Niska waga w połączeniu z trybem szybkim pozwalają na sprawne rozpędzanie wehikułu. Do tego maksymalny moment obrotowy w silniku elektrycznym dostępny jest już na samym początku.

Romet 4E jest zwrotny i łatwo się nim manewruje. Tylko trzy metry długości sprawiają, że łatwo jest go zaparkować nawet w najwęższej szczelinie. Słabiej autko sprawdza się na szerokich drogach krajowych, po których jeździ się szybciej. Wolna jazda po prostu denerwuje innych kierowców. O zużyciu energii elektrycznej informuje czytelny wyświetlacz w kształcie baterii. Producent zapewnia, że komplet dziewięciu akumulatorów, jakie znajdują się w pojeździe, starcza na około 400 cykli ładowania, czyli na pokonanie maksymalnie 72 tys. km. Po tym czasie trzeba zaopatrzyć się w nowe baterie - dziś ich cena to 9 tys. zł.

- Mimo to eksploatacja samochodu elektrycznego jest o niebo tańsza niż tego spalinowego - wyjaśnia Karol Strąg z firmy Ligas z podopolskich Chrząstowic, która zaczyna sprzedaż elektrycznych rometów.

Przyszłość transportu publicznego

Era energii elektrycznej rozpoczyna się powoli w transporcie miejskim. W ubiegłym roku poznańska firma Solaris zaprezentowała pierwszy polski autobus elektryczny o długości do 9 m Solaris Urbino Electric. Kolejnym krokiem jest 12-metrowa wersja autobusu, która dzięki zastosowaniu baterii litowo-jonowych ma uzyskać zasięg do 150 km z jednego ładowania.

- Nie testowaliśmy do tej pory autobusu z napędem elektrycznym, natomiast w listopadzie pojawi się u nas hybrydowe Volvo. Sami ciekawi jesteśmy, jak się spisze - mówi Tadeusz Stadnicki, dyrektor Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego w Opolu.

A czy autobus elektryczny zdałby egzamin w stolicy Opolszczyzny? - Nasze autobusy dziennie przejeżdżają 280 - 300 km, to więcej niż wynosi zasięg elektrycznego solarisa - zauważa Tadeusz Stadnicki. - Natomiast ciekawym rozwiązaniem może być zastosowanie na początek takiego autobusu w zamkniętych dla ruchu pojazdów spalinowych strefach miasta czy strefach o ograniczonym ruchu, na starówkach, szlakach turystycznych, strefach ciszy.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3