Albania. Tu radio Tirana...

Zbigniew Górniak
Z morza Saranda wygląda, jak jakaś sielankowa środziemnomorska kraina łagodności, a nie wyprażona na słońcu podświadomość Europy.
Z morza Saranda wygląda, jak jakaś sielankowa środziemnomorska kraina łagodności, a nie wyprażona na słońcu podświadomość Europy.
W Albanii przed 1989 rokiem nie wolno było mieć prywatnego samochodu. Więc gdy Albańczycy dostali już wolność, poszli na całość: jak samochód, to tylko mercedes.

Mercedes beczka, mercedes locha, mercedes okularnik, mercedes es-klasa, mercedes kabrio, mercedes coupe i co tam jeszcze wyprodukował przez lata koncern panów Daimlera i Benza, a potem w formie złomu sprowadzili na Bałkany obrotni handlarze.

- My je kochamy - mówi Besian i fachowym okiem, skrytym za podróbką rey benów, odprowadza czarną "sto dwudziestkę czwórkę" z szybami zafoliowanymi na granat.
Siedzimy na werandzie baru na przedmieściu portowej Sarandy i popijając espresso z filiżanek jak naparstki, obserwujemy ruch na jezdni, która zaczyna się tuż przy czubkach naszych butów. I jest jak u pisarza Stasiuka, namiętnego smakosza Bałkanów: "O siódmej rano zaczyna się upał. Właściciele knajp i sklepów spłukują syf z chodników na jezdnie. Wszędzie stoją krzesła i zaraz przyjdą faceci, żeby przesiedzieć cały dzień. Obejmują się i całują, jakby nie widzieli się Bóg wie jak długo, ale przecież siedzieli tu w tym samym składzie poprzedniego wieczoru. Dostają swoją kawę, szklankę wody i zaczynają rozmawiać. Rozpinają koszule, żeby było widać złote łańcuchy. Kelner sprząta ze stolików i wywala śmieci na jezdnię. Wypierdala to tam, gdzie zaczyna się niczyje, czyli reszta świata, która jest próżnią, pustką, czarną dziurą, mrocznym bezpańskim kosmosem i pomieści się tam cały syf Albanii".

Choć trzeba uczciwie przyznać, że w Sarandzie syf jest mniej dokuczliwy, bo w końcu to coś w rodzaju kurortu. Betonowy zgiełk posadzony amfiteatralnie na skale za pieniądze z dawno upadłych piramid finansowych oraz przy współudziale rosyjskiego szemranego kapitału. Zgiełk obfity, przestylizowany niczym cygańska willa, a nierzadko porzucony w połowie roboty, jakby ekipa budowlana nagle musiała przed czymś uciekać, i kto wie, czy nie bywało tak w rzeczywistości.

Kilka kilometrów od Sarandy pokażą mi gigantyczne szkielety niedokończonych hoteli wznoszonych tu przez tych, którzy się przeliczyli. Gdy inwestor stawał się niewypłacalny, władza i banki - zamiast szczuć go komornikiem lub gangsterami - wysyłały doń buldożery, które naruszały konstrukcję budowli tak, aby była ona już nie do użytku. Sporo takich kolosów z przetrąconymi kręgosłupami straszy teraz na albańskiej riwierze.

Choć z daleka, z pokładu promu, jakim przypłynąłem tu z greckiej Kerkiry, wszystko to wygląda imponująco. Jak jakaś sielankowa środziemnomorska kraina łagodności, a nie wyprażona na słońcu podświadomość Europy. (To znów Stasiuk, ta "podświadomość Europy").

Komunizm w czystej postaci

Facet w marynarskim podkoszulku rozkraczony na trapie powstrzymywał ręką długą kolejkę pasażerów, jakby chciał powiedzieć: "Nie tak łatwo, frajerzy. Najpierw ja!"
Już sam abordaż po greckiej stronie na mały stateczek albańskiego armatora, daje przedsmak izolacji, w jakiej tkwiła przez lata Albania. I tkwi nadal, przynajmniej jak na nasze, rozpieszczone układem z Schengen, wyobrażenia. A więc mimo że to kraj europejski i nasz sojusznik z NATO (tak, tak, jesteśmy razem w NATO!), to żeby tam wjechać, potrzebujemy nie tylko paszportu, ale i kilku deklaracji, jakie wręczają nam na pokładzie, żmudnie przy nas wypełniają (a kolejka czeka przy trapie cierpliwie), po czym pobierają opłatę. Trudno się połapać w tych kwitach. Kto pamięta, jak się w latach 70. podróżowało po demoludach, ten wie, o czym piszę.

Albania przez długie lata po drugiej wojnie sama z własnej woli zapędzała się w kozi róg. Albańscy komunistyczni partyzanci, którzy w 1946 roku dostali na własność państwo dzięki wsparciu jugosłowiańskiego marszałka Tity, chcieli być bardziej komunistyczni niż sam Stalin. To dlatego po jego śmierci skłócili się z sowiecką Rosją, a po napaści Układu Warszawskiego na Czechosłowację wystąpili z niego. Ba, dyktator Albanii, Enver Hodża, kazał się wynosić marynarce radzieckiej ze swojego portu, rekwirując jej kilka okrętów i masę amunicji. Zwąchali się z Chinami, bo za Wielkim Murem komunizm był prawdziwszy, ale dość szybko doszli do przekonania, że i tam ten przodujący ustrój jest rozwadniany i nie dość hołubiony. Więc pokłóciwszy się z całym światem, zamknęli granice i ogłosili się autarkią, krzewiącą jedynie słuszną ideę za pośrednictwem legendarnego radia Tirana, o którym śpiewał Kazik: "Tu radio Tirana, od wieczora do rana. Tu radio Tirana prawda płynie jak rzeka".

Tę "prawdę", także w języku polskim, głosił m.in. Kazimierz Mijal, komunista czystej wody, dla którego nawet Polska Gomułki i Jaruzelskiego była zbyt mało komunistyczna, więc uciekł z niej do Tirany. Gdy rok temu umarł, mając prawie sto lat, rodzina dała do prasy nekrolog: "Po długim barwnym życiu, spełnionym w walce o realizację ideałów komunizmu, równości i rozwoju społeczeństwa, które dziś nawet nie przypomina tego, w którym się urodził, zasnął w pokoju i oczekiwaniu 100-lecia urodzin".

Z bunkra - popielniczka

Autarkia to państwo samowystarczalne. Lecz jedynym towarem, jakiego zawsze starczało Albańczykom była bieda. A bronili jej przed światem monstrualnym łańcuchem bunkrów oplatającym kraj.

Hodża postawił na terenie tego małego kraiku aż 700 tys. bunkrów. Widać je wyraźnie od strony morza. Żelazobetonowe kopuły, przywodzące na myśl ogromne pieczarki, których budowa wydrenowała kraj z ostatnich pieniędzy, a które strzec miały raju, jakim Albania nigdy się nie stała.

Dziś w Sarandzie miniaturki tych bunkrów sprzedawane są jako popielniczki - obok koszulek z dumnym albańskim dwugłowym orłem oraz kubków z podobizną Matki Teresy z Kalkuty, która była Albanką.

Bunkry już niczego nie strzegą, więc do Albanii przyjeżdża coraz więcej turystów.

- Jakiś milion rocznie - mówi mi z dumą czarnobrewa dziewczyna z informacji turystycznej. A potem wzdycha: - Ale połowa tego, co turyści tu zostawiają, i tak ląduje w szarej strefie.

A może to lepiej? Z rozwieszonych na słupach plakatów spoglądają twarze facetów, o których można by powiedzieć, że wiedzą, do czego służy nóż, kastet i pałka. Można by powiedzieć, gdyby nie fakt, że to nie są listy gończe, lecz plakaty wyborcze, trwa tu właśnie wyścig do władzy. Lokalnej czy centralnej - nieistotne, bo każda władza w tym zakątku kontynentu oznacza prestiż i duże pieniądze. To dlatego nowi Ruscy tak bardzo pokochali inwestowanie w Albanii, to dlatego wykupili pół sąsiedniej Czarnogóry. Bo tu elastycznie. Bałkańsko.

Gdy iść w górę miasta, dochodzi się do komendy policji. Przed bramą kilka gruchotów bez rejestracji - to auta zarekwirowane złodziejom, które bezskutecznie czekają na właścicieli. Aby znów ich ktoś nie ukradł, podziurawiono im opony. Sam budynek częściowo osmalony, wybite okna, wyłamane kraty. To pamiątka po buncie 1997 roku, kiedy to tysiące Albańczyków wyszło odegrać się na władzy za swoje bankructwo w piramidach finansowych.

Kilka piramid finansowych wycyckało z tego trzymilionowego narodu - 1,2 miliarda dolarów. Dwóch na trzech Albańczyków, czyli praktycznie wszyscy dorośli obywatele kraju, powierzyło swoje pieniądze oszustom, którzy wabili nie lada oprocentowaniem: nawet 50 procent w skali miesiąca. Gdy bańka pękła, lud się wściekł i wyległ na ulice. Niszczono komisariaty, palono koszary, atakowano banki. Zginęło dwa tysiące ludzi, a dziesiątki tysięcy uciekło łodziami do Włoch, nierzadko tonąc w falach Adriatyku.

Żel na włosach kelnera

Saranda jednak nieco mnie zawiodła. Bo choć, owszem, wciąż mocno "zbałkaniona", wybija się jednak mocno na europejskość. I mimo że to taka europejskość na krzykliwą rosyjską, nowobogacką, modłę, to jednak wszystko zaczyna być tu takie samo jak po drugiej stronie Adriatyku, we Włoszech na przykład. Taka sama coca cola z puszki, takie same lody z pudełka, takie same frytki z torebki, taki sam żel na włosach kelnera. Takie samo zamulające disco i taki sam Eurosport na takiej samej plazmie. Całe Śródziemnomorze, od Jaffy - przez wszystkie riwiery: turecką, grecką i jakie tam jeszcze są - aż po Gibraltar, zaczyna przypominać gigantyczny znormalizowany turystyczny supermarket.

A ja miałem nadzieję zobaczyć Albanię ze starych albumów. Albanię - stereotyp. Staruszki w czerni, hordy dzieci domagających się pieniędzy i cukierków oraz ogorzałych milczących facetów na mułach, niechby tylko z przełożonymi przez ramię grabiami zamiast strzelb. Chciałem samolubnie paść oczy folklorem, jakby obowiązkiem Albańczyków było tkwić w biedzie i skansenie, jakby nie mieli prawa aspirować: ubierać się tak jak my, jeść to co my, słuchać tego co my.

Po nadmorskim bulwarze, którego urody - bądźmy sprawiedliwi - mogłoby pozazdrościć Sarandzie niejedno polskie Mielno, paradują rozebrane do bikini młode Rosjanki, które wyglądają jak modelki i noszą wszelkie ich cechy. To znaczy cierpią na bulimię, samouwielbienie i infantylizm, ale ponadto potrafią walić wódę szklankami i zapijać ją piwem, jak chłop. Ich faceci siedzą w klimatyzowanych kabinach obowiązkowo czarnych terenówek albo na tarasach betonowych gargameli i nawijają przez komórki, głaszcząc się po złotych łańcuchach. My zdies bizniesmieny...

Im dalej od bulwaru, tym więcej ulicznych przekupniów: handlują na gazetach na chodniku wszystkim, od starych tenisówek po sfatygowane kurki do kranu, zupełnie jak u nas na szaberplacach 40 lat temu. Kipi energia narodu na dorobku. Co kilka kroków second hand, a w nim gromady kobiet buszujących w szmatach. Wszędzie widać bezpańskie parchate psy, ale niegroźne, jakby naćpane. Upał potrafi tu czasem wzburzyć ludzi, w zwierzętach jednak łagodzi obyczaje. A jak przejawia się łagodność tutejszego kundla? Tym, że większość doby przesypia. Nierzadko pod podwoziem. Oczywiście, że mercedesa, bo czegóż by innego. Jesteśmy przecież w Albanii.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
Bettina
Ech, stary dobry Górniak. To się czyta!!! Więcej takich osobistych tekstów w nto z podróży, a nie tylko rozszerzone wersje przewodników. Brawo.
Dodaj ogłoszenie