Andrzej to chłop na medal

fot. Klaudia BochenekZaktualizowano 
Andrzej Zając do treningów podchodzi poważnie, wie, że musi być w szczytowej formie. Chociaż na solowym rowerze, bez kolegi z tandemu czuje się trochę nieswojo...
Andrzej Zając do treningów podchodzi poważnie, wie, że musi być w szczytowej formie. Chociaż na solowym rowerze, bez kolegi z tandemu czuje się trochę nieswojo... Fot. Klaudia Bochenek
Andrzej Zając z Lipowej pod Nysą, złoty medalista olimpijski z Pekinu znów sięgnął po laury - tym razem wywalczył mistrzostwo Polski!

Radość ogromna. Tym bardziej, że jakoś w tym roku nie przypuszczałem, że wygramy - cieszy się pan Andrzej, 54-letni niedowidzący mieszkaniec podnyskiej Lipowej, który niespełna dziesięć dni temu wrócił "z tarczą" z Pól Grunwaldu, z mistrzostw Polski niewidzących i niedowidzących kolarzy.

Trasa chociaż piękna i urozmaicona, łatwa nie była. Tak przynajmniej twierdzi nasz mistrz, medalista paraolimpijski z Pekinu. - Było ciężko - wspomina Andrzej Zając. - W sobotę na czasówce zajęliśmy czwarte miejsce i do medalu straciliśmy 11 sekund. Ale za to niedziela należała już do nas.

We wspólnym starcie na 100 kilometrów razem z Darkiem Flakiem, z którym jeździmy w tandemie, postawiliśmy wszystko na jedną kartę, mobilizując wszystkie siły. Jak by nie było to końcówka sezonu, więc trzeba było dać z siebie wszystko.

I dali. Na metę dojechali jako pierwsi, chociaż stale po piętach deptali im mistrzowie świata z Poznania. - Finisz był szybki. Nawet bardzo - uśmiecha się pan Andrzej. - A jako że było lekko z górki, udało się nam rozwinąć prędkość do 80 km na godzinę...

Później była już tylko wielka radość, gratulacje, wzruszenie. Zupełnie nie do pomyślenia jeszcze lata temu, kiedy Andrzej Zając stracił częściowo wzrok. I z dobrze zapowiadającego się wówczas sportowca, w jednej chwili stał się niepełnosprawny.

- To były naprawdę ciężkie chwile. Okropnie trudno było mi się w tym wszystkim odnaleźć - wspomina. Wcześniej był zawodnikiem LKS Ziemia Opolska, jeździł w mistrzostwach Polski, startował w Tour de Pologne. I nagle trach - w wypadku na rowerze stracił oko, drugie zostało mocno osłabione.

- Trzeba było się jednak pozbierać i wrócić do tego, co kocham najbardziej, czyli do kolarstwa - mówi dziś.
Skończył kurs i zaczął pracować w Ziemi Opolskiej już jako instruktor. Później była grupa treningowa Biała Nyska, Frączków, Chio Nysa. - Ktoś mnie zapytał, czy aby nie ma ochoty jeździć w tandemie - opowiada. - Pomyślałem: czemu nie!

Na sukcesy duetu Andrzej i Darek nie trzeba było długo czekać. Ten największy to oczywiście złoto paraoplimpijskie. - Cokolwiek by się nie stało, zawsze już mogę powiedzieć, że jestem spełniony. W końcu nie wszyscy sięgają po te najwyższe olimpijskie laury - uśmiecha się mieszkaniec podnyskiej Lipowej.

- A teraz jeszcze to mistrzostwo Polski... Rzecz jasna, na każdym kroku pan Andrzej zaznacza, że bez Darka Flaka żaden jego sukces nie byłby możliwy. Że świetnie im się razem jeździ, rozumieją się bez słów. - Jazda na tandemie nie jest wcale łatwa - zapewnia kolarz.

- Tu trzeba pracować, i to ciężko. Żaden z nas nie może sobie odpuścić treningu. Jesteśmy w stałym kontakcie i ustalamy, co i jak robimy. Przecież nie dość, że obaj musimy być w szczytowej formie, to jeszcze wypadałoby, żeby to było w tym samym momencie. Każdy z nas choćby nie wiem jak był dobry, bez drugiego nic nie osiągnie.

Jest tylko jedna między nimi różnica - Darek widzi, a Andrzej tylko kątem oka. Pole widzenia ma znacznie ograniczone. Jak więc radzi sobie na szosie? - W takiej sytuacji człowiek uruchamia i wytęża jeszcze bardziej wszystkie inne zmysły - słucha, czuje wibracje - tłumaczy Andrzej Zając. - Do tego tym kątem oka zawsze coś tam zobaczę...

Chociaż przywieźli do Polski paraolimpiskie złoto, chociaż wygrywają mistrzostwa, zbierają medale, obaj czują lekki niedosyt, mały smutek, że niepełnosprawni sportowcy w Polsce nie są traktowani na równi ze sprawnymi. - Nasz sport niestety, jest poza zainteresowaniem związku kolarstwa, ministerstwa - przyznaje opolski paraolimpijczyk.

- Traktują nas trochę jakbyśmy byli niepoważni i zamiast ciężko pracować, bawili się. To przykre, zwłaszcza, że w naszą jazdę inwestujemy sporo czasu, wysiłku i pieniędzy. Na co dzień w swojej miejscowości pan Andrzej na szczęście czuje się akceptowany.

Ludzie rozpoznają go na ulicy, gratulują sukcesów, a przyjaciele pomagają. Na przykład tak: - Wczoraj udało mi się znaleźć sponsora dla Andrzeja - zdradza Romuald Kamuda, wieloletni znajomy kolarza.

- Problemy finansowe będą prawdopodobnie rozwiązane. Andrzej Zając: - W takim razie pozostaje sobie tylko życzyć, żeby zdrowie dopisywało!

Czytaj e-wydanie »

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3