Błędne koło

Krzysztof Ogiolda
Krzysztof Ogiolda
Rodziny, którym brak na komorne, mogą liczyć na rozłożenie zaległości na raty lub umorzenie odsetek.

Na więcej miasto nie może sobie pozwolić.
Łączne zaległości czynszowe opolskich lokatorów mieszkań komunalnych przekroczyły znacznie 4 mln zł. Wprawdzie większość z dłużników ma do uiszczenia opłaty za jeden lub dwa miesiące zaległego czynszu, ale nie brak i takich, którzy nie płacili nawet przez kilka lat.
Próby odzyskiwania długów podejmują zwykle najpierw spółki, które od czterech lat - po likwidacji Miejskiego Zarządu Budynków - administrują mieszkaniami.
- Procedura odzyskiwania należnych nam pieniędzy jest długa i dosyć żmudna - przyznaje Bożena Kubińska, starszy inspektor ds. czynszu w spółce "Enter". - Zanim wypowie się komuś mieszkanie, trzeba najpierw dać mu 30-dniowy termin do zapłaty, potem zawrzeć z najemcą ugodę, czyli rozłożyć mu należność na raty, które nie mogą być większe niż przypis miesięczny, czyli opłaty za czynsz, energię, wodę, ścieki, ogrzewanie itd. Dopiero jeśli przez kolejne dwa miesiące zaległe opłaty nadal nie są wnoszone, można wypowiedzieć lokatorowi umowę i skierować sprawę do sądu z wnioskiem o eksmisję.

Nie oznacza to wcale, że do takiej eksmisji za każdym razem dochodzi. Na bruk eksmitować niełatwo, nie tylko dlatego, że sprzeciwia się temu elementarna wrażliwość na ludzką niedolę, ale także z tego powodu, że mieszkań socjalnych w Opolu brakuje.
Tymczasem jeśli lokator jest bezrobotnym bez prawa do zasiłku, to nawet jeśli ma sporą kolekcję wezwań do zapłaty, i tak płacić nie będzie, bo po prostu nie ma z czego. Z tego samego powodu nie ściągnie też od niego należności komornik i wtedy administracja jest w majestacie prawa bezradna.
- Ludzie reagują na nadsyłane upomnienia różnie - opowiada Bożena Kubińska. - Dla jednych pierwsze wezwanie do zapłaty jest wstrząsem i natychmiast regulują dług lub przychodzą i proszą o rozłożenie go na raty. Ale osoby, które uporczywie nie płacą, specjalnie się tym nie przejmują. Nawet jak sprawa trafi do sądu i sąd wydaje im nakaz zapłaty, to się wcale nie martwią i mieszkają dalej. Jeśli lokal w dodatku jest nieatrakcyjny, wtedy nie dążymy nawet do jego odzyskania drogą eksmisji i lokator zwykle świetnie zdaje sobie z tego sprawę.

Największą barierą w eksmitowaniu niesumiennych lokatorów i odzyskiwaniu mieszkań jest brak lokali socjalnych. Miasto ma ich tylko 170, a potrzeba (nie tylko dla dłużników, ale także dla ludzi biednych i mieszkających kątem lub w ciasnocie) około tysiąca. Takich lokali się jednak nie buduje, bo nie ma na to pieniędzy.
- Mamy takich dłużników, którzy pojawiają się na każdej liście co miesiąc - przyznaje Kubińska. - Nawet jeśli jakimś cudem część należności spłacą (czasem biorąc kredyt), to i tak pojawiają się szybko na spisie dłużników na nowo, bo jak spłacają kredyt, to nie regulują czynszu. To jest po prostu błędne koło.
Administracje nie mają więc innego wyjścia, jak konsekwentnie przypominać lokatorom o ich długu. Zdaniem Jerzego Franiczka, zastępcy dyrektora ds. eksploatacji w spółce "Turhand", przynosi to pewne efekty.
- We wszystkich mieszkaniach, którymi administruje nasza spółka, średnie zadłużenie wynosi tylko 5,8 procent - mówi Franiczek. - W "Turhandzie" większość zobowiązań, które najemcy wobec nas mają, ściągamy. Zalegający z czynszem otrzymują zawiadomienia co miesiąc. Jeśli zarządca nie upomina się o swoje przez pół roku lub rok, to później musi mieć problemy. My upominamy się stale i osiągamy skutek. Ponad 90 procent lokatorów płaci wcześniej lub później.
Zdaniem Zofii Lachowicz, naczelnika Wydziału Lokalowego Urzędu Miasta, jest to tylko część prawdy: - Egzekwowanie, nakłanianie na pewno wywiera swój wpływ. Ale jeszcze bardziej istotny dla skuteczności odzyskania długu jest status osoby, która ma zadłużenie. Jeśli namawiamy do zapłaty wszystkimi możliwymi metodami kogoś, kto ma jakieś stałe dochody, to on istotnie zapłaci.

Nikt z egzekwujących długi nie ma wątpliwości, że naprawdę sporadycznie nie płacą czynszu ci, którzy mogliby to robić, bo mają z czego. Długi jednomiesięczne powstają zwykle tuż po świętach lub po wakacjach. Taka pozostałość po hucznym świętowaniu lub letnim wojażu zwykle po miesiącu jest wyrównywana.
Natomiast u początku powstania większych zaległości leży zazwyczaj po prostu bieda. Dotyka ona rodzin, w których jedna, a nierzadko dwie osoby utraciły pracę, matek samotnie wychowujących dzieci, osób starszych, które nie dość, że mają niską emeryturę lub rentę, to jeszcze chorują i muszą część dochodu przeznaczać na lekarstwa.
Z myślą o nich nowa ustawa regulująca prawa lokatora jest bardziej liberalna od poprzedniej.
- Windykacja długów zaczyna się po trzech, a nie jak dawniej po dwóch miesiącach zaległości - wyjaśnia Bożena Kubińska. - Mniejsza jest możliwość wypowiedzenia umowy, najpierw trzeba zawrzeć z lokatorem ugodę. Trudniej też uzyskać eksmisję. Na bruk nie można eksmitować ciężarnych, chorych, bezrobotnych, czyli w praktyce prawie nikogo z tych, którzy regularnie nie płacą czynszu.
Ubocznym skutkiem bardziej liberalnego prawa jest to, że trudniej niż kiedyś znaleźć chętnego do zamiany mieszkania na mniejsze w zamian za uregulowanie zadłużenia. - Gros ludzi, nawet jeśli ma mieszkanie zadłużone, nie dąży do zamiany na mniejsze i tańsze, na którego utrzymanie będzie ich stać. Ludzie są po prostu przywiązani do swojego kąta - uważa Jerzy Franiczek.
- Zamian wzajemnych z mieszkania większego na mniejsze, z powodu sytuacji finansowej lokatorów przeprowadziliśmy w 2000 roku czterdzieści - stwierdza Zofia Lachowicz. - W poprzednich latach było ich nieco więcej, od 50 do 60. Informuję wszystkich tych najemców, którzy mają kłopoty finansowe, że w wydziale lokalowym (pokój 106) mogą poszukiwać odpowiednich dla nich ofert zamiany mieszkań.
Do Wydziału Lokalowego Urzędu Miasta trafiają z prośbą o pomoc zarówno ci, którzy starają się o umorzenie odsetek od długów już wyrównanych, jak i ci, którzy często po 2-3-letnim niepłaceniu czynszu utracili prawo do mieszkania.
W 2001 roku o umorzenie odsetek starało się 100 osób. Umorzono im oprocentowanie na kwotę 28 tys. zł. Pięćdziesiąt dwie osoby starały się natomiast o rozłożenie na raty dawnych długów i wstrzymanie eksmisji.
- Prosiliśmy o rozłożenie na raty ponad 7 tysięcy zł zadłużenia - mówi pani Leokadia, która zajmuje pięćdziesięciometrowe mieszkanie wraz z mężem, chorym ojcem i dwojgiem bezrobotnych dorosłych dzieci. - Mamy bardzo małe dochody, ale zrobimy wszystko, żeby zaległości spłacić.
O umorzenie 539 zł odsetek prosił pan Józef. Jest bezrobotnym bez prawa do zasiłku, utraciły je także jego dzieci. Jedynym źródłem utrzymania jego rodziny jest stały zasiłek wyrównawczy przyznawany przez MOPR.

W obu przypadkach decyzja Zarządu Miasta była pozytywna. Takim osobom, a trafiają ich do opolskiej lokalówki setki, zarząd zwykle rozkłada należności na 12 lub nawet 24 raty i zawiesza wykonanie wyroku eksmisyjnego. Dłużnik dzięki temu mieszka w lokalu dalej.
Nie planuje się natomiast w najbliższym czasie w Opolu umarzania długów czynszowych, na co zdecydowano się w niektórych dużych miastach jak Poznań i Łódź.
- Na takie umorzenia po prostu nie możemy sobie w Opolu pozwolić - przekonuje Zofia Lachowicz. - Pieniądze z czynszu są przeznaczone na remonty i utrzymanie mieszkań. Starych budynków mamy pod opieką bardzo dużo. Zaległości czynszowe w Opolu sięgnęły w 2001 roku prawie 4,5 mln zł. Te pieniądze z czasem spłyną, ale już brakuje ich na remontowanie budynków.
- W budżecie miasta wpływy czynszowe z lokali mieszkalnych i lokali użytkowych znajdują się w jednym "wspólnym garnku" - dodaje. - Gdyby tak nie było, prawdopodobnie nie zdołalibyśmy naszych zasobów lokalowych utrzymać na takim poziomie jak obecnie.
Zofia Lachowicz podkreśla, że w Opolu nawet wtedy, gdy nie obowiązywała jeszcze obecna ustawa o ochronie lokatorów, nie odbywały się eksmisje na bruk z lokali komunalnych.

- Mamy dwie noclegownie - wyjaśnia Lachowicz. - Więc nawet, gdy nie było obowiązku przydzielania lokalu socjalnego, osoby, wobec których orzeczono eksmisję, kierowaliśmy do noclegowni. Inna sprawa, że nie zawsze chciały z tego skorzystać...
Wiceprezydent Piotr Kumiec podkreśla, że choć w mieście nie przewiduje się w najbliższym czasie umorzeń długów czynszowych, to nie oznacza to braku aktywnej polityki miasta wobec dłużników.
- Czynsz jest to sprawa ważna i ma bezpośredni wpływ na remonty i utrzymanie budynków - mówi Piotr Kumiec. - Chcemy nadal pomagać mieszkańcom przez umarzanie odsetek i rozkładanie zaległości na raty. Najuboższym oferujemy ponadto dodatki mieszkaniowe. Równocześnie chcemy, by lokatorzy czuli się odpowiedzialni w sumieniu za to, że mieszkają w lokalu należącym do gminy. Ktoś kto mieszkałby prywatnie i nie płacił, musiałby po prostu opuścić zajmowane mieszkanie. My jesteśmy przyjaźni wobec najemców i dlatego każdą sytuację indywidualnie badamy pod kątem społecznym, ale oczekujemy również od lokatorów elementarnej sumienności w opłacaniu czynszów.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie