BLOKERS NA NIELEGALU

Krzysztof Zyzik
Krzysztof Zyzik
- Jestem taki, jak całe to pieprzone osiedle - mówi Przemek, bard blokersów.
Sypialnie dużych miast, tutaj wolno płynie czas. Młode foki, stare dupy - alkohol i gras. Chyba wiesz gdzie to jest, nie ma wielu takich miejsc. Związek Walki Młodych - stary, nowy ZWM!

Przemek, bard blokersów z największego opolskiego osiedla, rapuje jeden ze swoich nowych przebojów. Ten kawałek zna na razie grupa kolegów z bloku na ul. Hubala. Siedzimy przy stoliku w pubie "PRL", jednym z ulubionych miejsc spotkań tych młodych, których stać na piwo za cztery złote.
- Jestem taki, jak całe to pieprzone osiedle - mówi młody muzyk. - Moja rodzina - typowa trzecia liga, ledwo starcza do pierwszego, nerwy, żeby nie zwolnili z pracy. Ja zacząłem już trzecie studia i jakoś nie mogę skończyć. Mam pracę, projektuję meble, ale kapusta z tego żadna. Jedyne co mnie cieszy, to kumple z osiedla.
Jarek, przyjaciel Przemka, mieszkaniec wysokiego bloku. Skończył technikum, maturę oblał, wzięli go do wojska. Potem imał się różnych zajęć, sam się zwalniał albo jego zwalniali.
- Większość kumpli z osiedla nie ma pojęcia, czego chce w życiu - mówi. - Oni nawet nie wiedzą, co będą robić na drugi dzień. Chodzi się na piwo, to jedyna rozrywka. Jak starzy nie dają na piwo, to się idzie na jumę. Nie masz na piwo, nie masz na komputer - ukradniesz, opierdolisz paserowi i już masz.
Adam Denkowicz (całe życie w wielkich blokach). Dziś właściciel sklepu z odzieżą dla hiphopowców i skate?owców (fanów deskorolki). Wyrwał się, dorobił, jeździ w Alpy na snowboard.
- Teraz największy szpan to być blokersem - mówi. - Przychodzą do mnie synkowie z bogatych domów i kupują ciuchy uliczne, stylizowane na amerykańskie getta. Tymczasem prawdziwy blokers to dla mnie dziecko z patologicznej rodziny, które wysiaduje w bramach, zimą na klatkach schodowych. Nie zaprasza kumpli do domu, bo tam rodzice chleją. Młodzi złodzieje, małoletnie kurewki - to prawdziwi blokersi. Oni raczej nie przychodzą do mojego sklepu.
Piwo, gandzia, foki
Późny wieczór, ciemna klatka schodowa (stłuczona żarówka), wielki blok na ul. Fieldorfa. Grupka młodych w kapturach na głowach. Żadnych zdjęć, pogadają za pięć złotych na piwo. Z wyglądu jakieś 15-17 lat. Papierosy, tępe spojrzenia.
- Osiedle jest coolowe, klatki też, można spierdalać policji - mówi Anton. - Niekiedy (zaciąga się papierosem), niekiedy skubnie się jakiegoś młodego frajera. Nawet się matce nie poskarży, bo na drugi dzień jeszcze bardziej by dostał. Matka pyta, gdzie pieniądze, a on, że na automatach przepuścił. Woli dostać wpierdol od matki niż od nas.
- Narkotyki? A co to jest? - śmieje się Bolo, a z nim koledzy-kapturowcy. Bolo szybko jednak poważnieje.
- Na osiedlu głównie chodzi gandzia. Kupujesz ją jak lody, w szkole, na klatce. Gram to dziewięć fifek, ale diler, skurwiel, robi z tego dwa gramy. Dwa gramy to "torba". Za torbę płacisz 20 złotych, starczy na cztery osoby, upierdalasz się na amen.
Puszka warki krąży z ręki do ręki. Na klatce same chłopaki.
- Z panienkami nie ma problemu, chcesz, bierzesz - mówi Dżeki. - Mamy kilka dziewczyn, które dają nam po koleżeńsku. Kolesiom spoza bloku też dadzą. Chcesz się poślizgać z młodą foczką, daj jej na dyskotekę i dwa drinki.
Mieszkańcy nie przeganiają z klatek?
- Dzwonią po pały - mówi Anton. - Z mieszkania nie wyjdą, bo się boją. Ale pały nas tylko pouczają. Mogą nam naskoczyć.
To oddolna sztuka
Niepotrzebny ci list gończy, ZWM - tu zaczyna się i kończy
Mój każdy dzień
I co więcej, jestem tu i tam - jak Okrąglak się kręcę
Tu jest moje miejsce i tutaj czuję klimat
Pozdrowienia dla Murina.

Jarek Kowalczyk zaangażował się w ratowanie blokersów z ZWM. Stara się zapełnić im życie.

Jarek Kowalczyk, dziś kierownik działu organizacyjnego Miejskiego Ośrodka Kultury, kiedyś punkowiec, potem lider popularnego zespołu reagge "Bakshish".
- Pamiętam jak dojeżdżałem na studia z Kluczborka - mówi. - Po lewej stronie wyłania się betonowa ściana, jak mury obronne dawnego miasta. Takie mury, oddzielające normalność od głupoty. ZWM - totalne odhumanizowanie. Przecież tam klatka potrafi się ciągnąć pół kilometra, ze zsypów wypełza robactwo. Dla mnie to jest obłęd - nie wiesz, kto mieszka za ścianą, choć go słyszysz co wieczór...
Dla Kowalczyka blokersi to młodzi ludzie, którzy w okresie dorastania zostali sami. Opuścili ich rodzice (ciężko pracują lub chleją na bezrobociu), nauczyciele i włodarze osiedla mają inne problemy.
Jarek zaangażował się w ratowanie blokersów z ZWM-u, stara się jakoś wypełnić im życie. Co roku organizuje spędy grafficiarzy, młodzieży malującej po murach. Załatwia w mieście ściany, po których można legalnie malować, chce wybudować na ZWM-ie skate-park, dla miłośników jazdy na wrotkach.
- Wolę blokersów, ich muzykę hip-hop, niż pana z pewnego popularnego zespołu promującego trójkąty - mówi. - Jako były pankowiec patrzę na blokersów inaczej. W nich jest wiele buntu, wiele rozczarowania światem rodziców, nauczycieli. Ich muzyka, owszem, bywa wulgarna, dosadna. Ale takie zrobiło się życie. To prawdziwa oddolna sztuka - oni opisują co widzą, bez ogródek. A to życie, które lansują w telewizji, umyka im, jest coraz szybsze. Samochody szybsze, dziewczyny szybsze, a oni stoją z boku na tym swoim ZWM-ie...
Sieją postrach
Anna B., pracownica jednego z urzędów z siedzibą na ZWM-ie, od 18 lat mieszka na osiedlu.
- Z roku na rok jest gorzej, niedawno pobili mojego 13-letniego syna - opowiada. - W nocy po ulicach buszują już nawet 12-14-latki, znam ich rodziców. Większość to patologia, ale nie wszyscy. Im nie można zwrócić uwagi, oni bronią tych swoich chuliganów. Ja bym moje dziecko rozniosła, gdyby na klatce piło piwo. Tamtym rodzicom to nie przeszkadza, mają spokój w domu.
Teresa Rozmarynowska, kierowniczka w domu "Złota Jesień":
- Ostatnio złapaliśmy na gorącym uczynku dwóch nastolatków, którzy wtargnęli do naszej świetlicy i zaczęli dewastować pianino. Oni się potem tłumaczyli, że zrobili to z nudów.
Anna B: - Nie rozumiem tego dopisywania ideologii do chuligaństwa, do zwykłego bandytyzmu. Jacy blokersi? Jaka młodzieżowa kultura? W tym nie ma żadnej ideologii, to zwykły bandytyzm.
Czterech na nockę
Komisarzowi Janowi Gałanowi, zastępcy komendanta III Posterunku Policji w Opolu, puchnie głowa, gdy słyszy o blokersach z ZWM-u:
- Tam jest coraz więcej agresji, coraz więcej rozbojów i wymuszeń - opowiada. - Za pięć złotych potrafią pobić dziecko z podstawówki. Wielu tych blokersów to recydywiści, pochodzą z rodzin patologicznych. Ale niedawno miałem przypadek 16-latka, któremu udowodniliśmy dwa wymuszenia pieniędzy. Ten chłopak miał w domu to, co chciał, przysłowiowe ptasie mleczko. Mimo to kradł i bił. Z nudów.
Anna B.: - Policji jest za mało, nic się z tymi młodymi nie robi. Ja osobiście znam przypadek podpalenia komuś drzwi za to, że naskarżył na nich w komisariacie. A sąsiadce z parteru wybili szyby - ona jest tak zastraszona, że do żadnego sądu nie pójdzie.
Wieczorem, kiedy rozmawiamy, 40-tysięczne osiedle patrolować będzie czterech policjantów. Komisarz Gałan wysłałby więcej, ale nie ma etatów.
- Nawet jak uda nam się złapać małolata, udowodnić mu winę, to on śmieje się w nos: "no i co mi zrobicie". Najgorsze jest to, że oni mają rację. Bo nawet jeśli w sądzie orzekną o umieszczeniu nieletniego w placówce, to na taką placówkę się czeka do trzech lat.
Niekochani i samotni
Co ci jest, rusz głową, nie radzisz sobie sam ze sobą
Przerasta cię to życie, umyka grunt spod nóg
Gdybyś tylko mógł wiedzieć,
którą wybrać z dróg
Żeby nie dać znowu gleby, uciec
od pieprzonej biedy.
Barbara Sawicka mieszka na ZWM-ie 16 lat. Jest pracownikiem socjalnym Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. Zna na wylot domy, z których wychodzą każdym popołudniem blokersi. Do których wracają późno w nocy, kiedy podpici tatusiowie już drzemią przed telewizorami.
- Ja tych młodych rozumiem, mam z nimi dobry kontakt, czego nie mogę powiedzieć o rodzicach - mówi Sawicka. - Bo rodziny polskie są w coraz gorszej kondycji, brakuje miłości, brakuje pieniędzy na kolonie, na wczasy. Co ci młodzi mają robić, kiedy spółdzielnia poodkręcała im nawet kosze do koszykówki, bo kilku babciom piłki za głośno się odbijały. Nikt tej młodzieży nie chce, za to wszyscy by ich wsadzali do poprawczaka.
Pani Barbara pamięta młodych, którzy chcieli się jakoś zorganizować, np. stworzyć klub w piwnicy. Takie inicjatywy były od razu torpedowane przez sąsiadów. Widziała, jak blokersi jeździli na rowerach po dachach wieżowców. Wtedy zaproponowała spółdzielni, by zrobić im zawody na górce na nowym ZWM-ie.
- Nikt nawet palcem nie kiwnął - mówi. - Teraz mamy sytuację, kiedy młodzież z dobrych domów jeździ na tenis, na basen, a biedni blokersi wystają na klatkach, bo nic innego nie mają do roboty. Można by ich posadzić przed komputerem, ale ich rodzin nie stać na komputery.
Na nielegalu
Adam Denkowicz nie ukrywa, że zarabia na kulturze, która obraca się wokół blokersów. W MTV dominuje hip-hop, muzyka blokersów. Polska młodzież zatem, niezależnie od tego, czy mieszka na ZWM-ie czy w domku pod Opolem, stylizuje się na hip-hopowców.
- Paradoksalnie - mówi Denkowicz - dyżurny ubiór blokersa, tzw. street-wear, to najdroższe ciuchy w mieście. Za dobre spodnie, takie z MTV, trzeba dać nawet 300 złotych. Za bluzę niewiele mniej.
Adam ma też w sprzedaży inne wielkomiejskie akcesoria, np. spraye z farbą do mazania po ścianach.
- Do "nielegalu" najlepsze są te firmy Montana - mówi młody szef sklepu. - Mają wysokie ciśnienie. To ważne, kiedy trzeba coś szybko namalować i uciekać.
Komisarz Jan Gałan rozkłada ręce:
- No i jak tu walczyć z blokersami, kiedy farbę kupuje się legalnie, a sądy klasyfikują to jako niską szkodliwość?
Bez wyjścia
Kiedyś będzie lepiej, kiedyś
twoje słońce wzejdzie
Tymczasem nowy dzień, ponury
jak te mury
Jakie słońce, zapomnij, na niebie
gęste chmury
Już zaczyna padać, znowu
trzeba wstawać...
Przemek, hiphopowy bard, wyprowadził się z domu do dziewczyny, myśli o założeniu rodziny, w końcu ma już 23 lata.
- Wszyscy o tym gadamy w knajpie, żeby zacząć jakoś normalnie żyć, skończyć z tym szlajaniem się po pubach - mówi. - Ale na gadaniu się kończy, prawie nic się w tym kierunku robi. Mam kilku kumpli na studiach, ale oni są przerażeni, co potem. Jeden jest na AWF-ie, i co, wuefu będzie potem uczył za 700 złotych?
Jarek: - Moim starym udało się. Założyli dwa sklepy i jakoś się wyrwali z biedy. Ja też chcę stąd uciec, wyjadę do Anglii, pobujam się tam, ale pewnie wrócę na osiedle, do kumpli, do swoich.
Przemek: - Rzygać mi się chce już nawet hip-hopem, kiedy większość kapel młóci to samo, że jest syf i bezrobocie, to już jest takie wyciąganie na siłę sierpa z dupy. Niechby ktoś napisał, jak żyć. Sam chciałem, ale nie mam weny.

FLESZ: Polacy żyją krócej. Co nas zabija?

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3