Bo szrotu wozić nie wolno

Teresa Kudyba
Pozdrawiamy prezydenta. I cały nasz mądry polski rząd. Niech wsiądą w autobus i tu przyjadą. Niech zobaczą, jak dzięki ich genialnym pomysłom traci polskie, a zarabia niemieckie pogranicze.

Tu, czyli do Särichen, małej wsi w pobliżu Görlitz, zapraszają nasz parlament bracia Marek i Jacek ze Strzegomia. Można też autobus z polskim rządem wysadzić dwa kilometry wcześniej, w Kodersdorf albo podjechać nieco dalej - do Markersdorf.
Odkąd funkcjonuje zakaz wwożenia do Polski uszkodzonych aut na lawetach, właściciele niemieckich warsztatów samochodowych wokół Görlitz zarabiają fortuny.
- W skrócie wygląda to tak: Skoro Polak nie może przewieźć szrotu na lawecie, musi ze szrotu "zrobić auto" jeszcze po niemieckiej stronie, najlepiej jak najbliżej granicy, żeby daleko nie jeździć do pracy - tłumaczy Jacek. - Powtarzam: do pracy. Bo jeśli wcześniej zatrudniałem mechanika czy lakiernika w Polsce, teraz ten człowiek pracuje właściwie u mnie, ale w Niemczech. Legalnie. Bo ja tylko wynajmuję u Niemca plac na parę godzin, na dzień, dwa, w zależności od tego, na ile auto trzeba "podpicować". Więc moi pracownicy codziennie przejeżdżają przez granicę do niemieckiego warsztatu. Już choćby z tego powodu ponoszę o wiele większe koszty niż kiedyś.
Trzeba takie auto zrobić jak najszybciej, bo Niemiec wynajmuje plac na warsztacie za 10 marek na godzinę. Przyjeżdżamy tu z Polski ze swoimi narzędziami, przewozimy części na czarno. I remontujemy. Byle było. Byle się ruszało. Szpachlujemy, drutujemy, a potem, w domu i tak trzeba to wszystko porozbierać i zrobić porządnie - dla klienta. Kto najbardziej traci? Klient. Bo musi więcej zapłacić niż dawniej. Ja przecież muszę jakoś moje koszty wliczyć w cenę auta. Kto najlepiej zarabia? Niemiecki warsztat i polski budżet, bo wpływa do niego większe cło za coś, co się niby nazywa auto, a nie jak dawniej - szrot. Dla budżetu wszystko w porządku, bo według oficjalnych papierów wjeżdżają do kraju samochody sprawne, używane. Ale tak naprawdę, to na polskich drogach dalej jeździ ten sam szrot powypadkowy co dawniej.
Adresy gigantów
nowego procederu rozwijającego się na polsko-niemieckim pograniczu dostałam od Stefana z Jeleniej Góry, jednego z dolnośląskich handlarzy samochodów. Żeby wejść z kamerą niemieckiej telewizji SWR na teren zakładu, trzeba było wysłać prośbę faksem. Tylko jeden zakład - Werner Anthes z Särichen potwierdził fakt, że posiada "warsztat dla Polaków". Inni właściciele zaprzeczyli i odmówili współpracy z mediami. Werner wpuścił telewizję, kasując za to 300 marek honorarium. Legalnie, za pokwitowaniem.
Na placu Wernera stoi ponad setka aut, które można w każdej chwili kupić. Jest tu szrot, są też auta "zrobione" na tyle, żeby mogły powędrować na rampę celną w Zgorzelcu czy Jędrzychowicach. Na plac co chwilę podjeżdżają Polacy. Przeważnie z Legnicy, Poznania, Bolesławca, Rawicza - z polskich zagłębi handlu używanymi samochodami. Wystarczy przekroczyć bramę i człowiek czuje się właściwie jak w domu. Słychać wyłącznie język polski. Jedni oglądają, drudzy naprawiają, wynoszą przywiezione z Polski części z busików, inni wyjmują kanapki, termosy. Ktoś wiesza na bramie tablicę, oczywiście po polsku: Za wskazanie złodzieja, który kradnie części - nagroda 500 marek...
- Tych się nie opłaca kupować, za drogie. Dziś, żeby się dało cokolwiek zarobić w tym interesie, trzeba auto przywieźć bezpośrednio od klienta, a tu tylko lekko naprawić - doradza Norbert z Bolesławca. A już najlepiej wykupić koncesję, żeby móc uczestniczyć w przetargach na zakup samochodów rządowych. Wtedy siedzisz w domu, szukasz klienta w Internecie, jedziesz na przetarg - i masz auto jak z bajki. Tak zarabia dziś elita handlarzy z Dolnego Śląska. Ale większość tak zwanych laweciarzy kręci swój interes tak, jak tu widać.
Norbert pokazuje warsztat, gdzie Polacy wynajmują swoje metry kwadratowe na czas naprawy. Nad wejściem do hali napis: "Hobby Werkstatt". Filmujemy nowe pojęcie w niemieckim biznesie - warsztat dla polskich hobbystów motoryzacyjnych. Ale tylko z zewnątrz. Do środka z kamerą wejść nie możemy. Janusz ze Zgorzelca, który u Wernera pracuje jako gospodarz "polskiego hobbywarsztatu" staje w przejściu i rozsuwa ręce na znak zakazu. Przez otwartą bramę widzimy jedynie cztery naprawiane samochody i kilkunastu uwijających się wokół nich ludzi w kombinezonach.
Mamy czas, dwa dni na zrobienie 6-minutowego reportażu, więc kręcimy na razie przebitki na placu, licząc na to, że się któryś z mechaników prędzej czy później zgodzi rozmawiać do kamery. Wychodzi ten z Rawicza. - Nie, nie mogę nic powiedzieć, bo szef by mnie zwolnił. To nie moje auto, nie mój interes, ja tu tylko pracuję.
Wychodzi handlarz z Legnicy. - Nic już nikomu nie powiem. Blokowałem autostradę jak wszyscy laweciarze. I co z tego? Dwie rozprawy sądowe, koszta. Ci, co nie blokowali, mają święty spokój. Ja chcę dalej żyć, a to jest mój chleb. Da mi pani potem pracę?
- Czego się boją
- pytam Stefana, który pomógł mi dotrzeć do niemieckich warsztatów. - Czego? To jasne. Oni przejeżdżają przez granicę prawie codziennie. Wszyscy ich znają. Straż Graniczna, celnicy, koledzy po fachu... Każdy wie, że te auta to nadal taki sam szrot, co dawniej, tylko że niby sprawny, z papierami i niemieckimi tablicami. I każdy przymyka oko. Przecież widzą, że laweta jedzie jak dawniej do Niemiec pusta i wraca z Niemiec też pusta. Tuż za granicą auto, co przed chwilą stało na rampie i niby o własnych nogach przeszło przez odprawę, wsadza się na lawetę i jedzie naprawić "naprawdę". Skoro to funkcjonuje, to dlaczego ludzie mieliby o tym mówić mediom i podcinać gałąź, na której siedzą. Przecież taki celnik sobie zapamięta, kto z wami gadał na przejściu... A Wernerowi czy tym z Kodersdorf, Markersdorf też nie zależy na rozgłosie, bo mają tu świetny biznes. Skoro Polacy wymyślili durne przepisy, muszą nam Niemcy pomóc je jakoś ominąć. I każdy jest zadowolony.
Zadowolenie. To określenie pasuje do wizerunku szefa warsztatu w Särichen. Najnowszy model mercedesa, złote okulary, przysadzista postura. Werner przyjechał "do enerdowa" parę lat temu z Frankfurtu. - Podczas gdy stąd ludzie wyjeżdżali masowo za pracą na zachód, nach Westen, ja byłem przekonany, że polsko-niemieckie pogranicze to najlepsze miejsce do robienia interesów, i to w każdej branży. Sąsiad, ten z Kodersdorf, przeprowadził się tu z Darmstadt, też z Niemiec zachodnich. Ja nie robię nic nielegalnego. Sprzedaję Polakom plac, parking, części, używane auta, pomagam załatwić TÜV, czyli przegląd techniczny, sprzedaję tablice rejestracyjne. Legalnie. A dlaczego nie możecie tego nakręcić, co dzieje się w warsztacie? Bo ci ludzie sobie tego nie życzą. I mają do tego prawo.
W biurze Wernera wisi cennik. Po polsku. Taryfa opłat za wynajem "hobbywarsztatu", za parkowanie, złomowanie, zakup części, używanych opon, pozostawienie starego oleju, starych akumulatorów, za załatwienie TÜV, zielonej karty, ubezpieczenia...
Można kupić kawę w automacie, zimne napoje albo zamówić u Janusza turecki kebab.
- Jak to mówią, full serwis - mówi Stefan. - Tylko w naszych wioskach pustki, bo teraz wszyscy siedzimy tu. Musimy coś jeść, pić, a na wszystkim zarabiają Niemcy.
Szacuję, że "dzięki" zaostrzonym przepisom, zostawiliśmy tu w ciągu ostatnich miesięcy w sumie miliony marek, płacąc za nasze "hobby". Żeby wjechać do Polski, musimy zapłacić za niemiecki przegląd, ubezpieczyć, wykupić tablice rejestracyjne za prawie 300 marek, a zaraz po ocleniu auta możemy te tablice wrzucić do kosza. Na nowo auto trzeba ubezpieczyć, zrobić polski przegląd, no i cło jest teraz o wiele wyższe. Już nie płacimy w Polsce jak za szrot, według rachunku zakupu, jaki mamy przy sobie, ale jak za sprawne auto, według oficjalnej tabeli.
Na granicy kolejka,
jakieś sto aut. Wszystkie do oclenia. - Ja nie wwożę moich samochodów w ciągu tygodnia, tylko w niedzielę, gdy nie ma tirów, wtedy wszystko idzie sprawniej - mówi Stefan i pokazuje, jak mamy ominąć wagę i podjechać prosto pod rampę, gdzie podchodzi celnik.
Mamy zezwolenie na kręcenie zdjęć na przejściu i na rampie. Niestety, kierowniczka zmiany nie widziała faksu ze zgodą, a choćby nawet zgoda była, to ona odmawia udzielenia wypowiedzi na temat przewozu uszkodzonych aut. Proponuje przyjechać jutro, jak będzie naczelnik. My jutro nie możemy, bo w telewizji dwa dni na zrobienie reportażu to dwa dni, a nie jutro...
Podchodzimy na rampę, ludzie się płoszą: - Znowu nam chcecie świństwo zrobić? Znowu pokazujecie, jak to Polacy cwaniaczą - mówi jeden z laweciarzy. - I nie filmuj mnie, bo ci taśmę wyciągnę. Co to da, że zrobicie ten film. Rząd i tak nas nie słucha. Są zadowoleni, że mają większą kasę za cło. To złodziejstwo!
Na rampie czeka Manfred z Legnicy. Wiezie fiestę z Augsburga za 700 marek. Mówi, że nie była uszkodzona, nie musiał jej remontować, choć w zasadzie gołym okiem widać, że dziury jak w szwajcarskim serze, poszpachlowane w miarę podobnym kolorem. Podchodzi celnik, my kręcimy. I ponieważ nie mamy zamiaru czekać, aż jutro od siódmej rano będzie naczelnik, pytam z zaskoczenia zza kamery: - Czy to jest szrot? - Nie, szrotu już do Polski wwozić nie można. Auto musi być sprawne, czyli o własnych siłach przejechać przez granicę. Ma mieć aktualny przegląd i tablice... - A ile aut dziennie pan odprawia? - Ponad 60 na zmianie, przez 12 godzin. No i o taką wypowiedź nam chodziło...
Za Manfredem na rampę podjeżdża pięć samochodów, wszystkie z rejestracją z okolic Kassel.
To handlarze z Lublina, mówią mi, że ostatnio w Kassel najbardziej się opłaca kupować i rejestrować, są też najtańsze usługi mechaniczne, lakiernicze. - Bo ci spod Görlitz to już przesadzają. Hobbywarsztaty przenoszą się powoli nach Westen...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie