Byli strażacy, nie ma strażaków. Ochotnicy nie mają odpowiednich zabezpieczeń, a za czas takiej służby nie dostają żadnych pieniędzy

Edyta Hanszke
Edyta Hanszke
Władze główne OSP przekonują, że ochotnicy powinni brać udział tylko w akcjach ratunkowych, bo do związanych z koronawirusem nie są odpowiednio zabezpieczeni.
Władze główne OSP przekonują, że ochotnicy powinni brać udział tylko w akcjach ratunkowych, bo do związanych z koronawirusem nie są odpowiednio zabezpieczeni. Sylwia Dąbrowa
Udostępnij:
Ochotnicze Straże Pożarne nie uczestniczą w działaniach związanych z COVID-19. W ubiegłym tygodniu ochotnicy w Krapkowicach przestali pomagać w zabezpieczeniu szpitala.

Miejscowa OSP pomagała we wstępnej weryfikacji pacjentów wchodzących do powiatowej lecznicy. Zadaniem strażaków było przeprowadzenie wstępnego wywiadu, przede wszystkim, czy dana osoba była za granicą i zmierzenie temperatury. W niejednoznacznych sytuacjach wzywano lekarza.

W czwartek Sabina Gorzulla, wicestarosta krapkowicka, napisała w mediach społecznościowych: "Byli strażacy pod szpitalem, nie ma strażaków. Nakazy, zakazy, postanowienia! Ustawy, rozporządzenia, komunikaty i decyzje - jedno mądrzejsze od drugiego. Sprzeczne decyzje i pisma. Bardzo smutna rzeczywistość".

I dalej: "Szpital - z póki co zdrowymi jeszcze lekarzami i pielęgniarkami, jednej z nielicznych już w okolicy nie jest ważny..."

W komentarzu załączyła pismo "Komunikat Związku OSP RP" z 13 marca, podpisane przez Ninę Mirgos-Kilanowską, rzecznika prasowego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych Rzeczpospolitej Polskiej, z którego wynika, że OSP nie uczestniczą w działaniach związanych z COVID-19, gdyż w ustawie o zapobieganiu oraz zwalczaniu zagrożeń i chorób zakaźnych nie przewiduje się ich udziału. Nie zapisano go także w ustawie o wprowadzeniu stanu zagrożenia epidemicznego.

"Wsparcie finansowe zostało na poziomie państwa całkowicie przekazane PSP, a główny ciężar utrzymania i finansowania OSP ponoszą samorządy" - napisano dalej w piśmie.

Andrzej Borowski, prezes oddziału wojewódzkiego Związku OSP RP Województwa Opolskiego potwierdza, że strażacy ochotnicy nie zostali włączeni do działań związanych z zabezpieczeniem przed koronawirusem.

Nie jesteśmy do tego przygotowani sprzętowo, nie mamy odpowiedniego zabezpieczenia indywidualnego: kombinezonów, maseczek, rękawiczek, żeby brać udział w takich akcjach - wyjaśnia. - Rząd powołał do tego WOT.

Równocześnie informuje, że jeśli na poziomie gminy czy powiatu dojdzie do porozumienia z miejscową jednostką OSP o jej wyposażeniu w takie środki, to nie ma przeciwwskazań, żeby jednostka ta brała udział w działaniach związanych z zabezpieczeniem przed rozprzestrzenianiem się koronawirusa.

Wicestarosta krapkowicka Sabina Gorzulla zapewnia, że tamtejsi strażacy mieli takie wyposażenie.

- Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Problem w tym, że nie mieli płacone za takie dyżury, bo mimo dobrej woli ani starostwo, ani gmina nie mają do tego podstaw prawnych. Mogłoby to zostać wprowadzone jedynie decyzją rządu.

W Krapkowicach problem zabezpieczenia wejścia do szpitala powiatowego rozwiązano w inny sposób - oddelegowano do tego pracowników starostwa. Dostali wyposażenie. Pytają wchodzących, czy oni lub ich bliscy byli ostatnio za granicą i mierzą im temperaturę.

- Część osób zataja prawdę, że ktoś z ich rodziny przebywał za granicą. Musimy pytać po wielokroć. Dla nich najważniejsza jest możliwość skorzystania z badania. Nie zdają sobie sprawy z zagrożenia, jakie się z tym wiąże - informuje Sabina Gorzulla.

W województwie opolskim jest 15 tys. czynnych strażaków-ochotników i 25 tys. wszystkich działaczy związku. Mamy 535 jednostek OSP, z czego 164 działają w Krajowym Systemie Ratowniczo-Gaśniczym koordynowanym przez PSP. Za udział w akcjach ratowniczo-gaśniczych strażacy mają prawo do starania się o wynagrodzenie.

W Puszczy Białowieskiej utonęło 21 żubrów

Wideo

Dodaj ogłoszenie