Było-minęło. Co z opolskimi misskami z tamtych lat?

Redakcja
Dominikę można spotkać nie tylko na wybiegach, ale i na galach bokserskich. Poza tym zagrała w filmie z Agnieszką Dygant i pozowała do kalendarza na Euro 2012.
Dominikę można spotkać nie tylko na wybiegach, ale i na galach bokserskich. Poza tym zagrała w filmie z Agnieszką Dygant i pozowała do kalendarza na Euro 2012.
Co się dzieje z opolskimi królowymi piękności? Robią karierę modelki, prowadzą biznesy lub po prostu - schowały szarfy i korony do szuflad. Bo było - minęło.

Daria Hołodnik

lubi patrzeć na swe zdjęcia z ekskluzywnych sesji.

lubi patrzeć na swe zdjęcia z ekskluzywnych sesji.

Dominikę Kucharczyk trudno spotkać w Opolu. Mieszka obecnie w Warszawie. Ma inne plany na życie niż w 2009 roku, gdy stanęła do wyborów. A trafiła na konkurs niemal wprost z biura podróży, gdzie pracowała. - Koleżanki dały mi wizytówkę prezesa firmy, która organizuje opolskie eliminacje wyborów Miss Polonia. Kazały zadzwonić. Rodzice też namawiali.

Tylko w stolicy
Wysoka, zgrabna blondynka, znającą doskonale język niemiecki. Zawsze pełna humoru i gotowa reagować na ciekawe okazje w życiu. W jej warszawskiej agencji modelek, gdy mają "zamówienia" na zgrabną, wysportowaną i uśmiechniętą blondynkę - to kojarzę to zlecenie z Dominiką.
Przygotowania do koncertu finałowego Miss Polonia okazały się jej największą przygodą życia: - Akurat trafiłam na czas, kiedy Miss Polonia obchodziło 80-lecie i biuro zorganizowało nam z tej okazji wycieczkę do Tajlandii.

Poznała też drugą stronę emocji związanych z konkursem i rywalizacją: - Niektórym dziewczynom puszczały nerwy. Zdarzyło się, że dwie się pokłóciły, a że jedna z nich w tym czasie prasowała, to zaczęła w kierunku tej drugiej wymachiwać żelazkiem. A w dniu wyborów nie wszystkie dziewczyny w szatni zdążyły złapać za suknie, w które się ubierały na próbach. Kto był szybszy, ten łapał lepszą kreację. Nie zdążyłam sięgnąć po swoją.

Na finale wprawdzie nie zdobyła korony, ale… - Nałapałam dużo kontaktów do agencji modelek - mówi.
I zaczęła je wykorzystywać, jeździła do Warszawy na castingi, zatrudniała się jako modelka oraz hostessa na eventach. To był inny świat, Dominika pamięta bowiem, jak szukała w Opolu firm sponsorów, które pomogłyby jej sfinansować wydatki związane z wyborami. Biznesmeni się uśmiechali, na bankietach chętnie się z nią fotografowali, ale na obietnicach i uśmiechach się kończyło. Pomógł tylko Bogdan Nowakowski z firmy, której siedziba znajdowała się w miejscowości, gdzie misska mieszkała.
- Miałam na dość kosztowną suknię - mówi opolanka. - Ale tak naprawdę pomogli mi finansowo głównie rodzice.

A biura organizujące wybory potrafią stawiać przed misskami wysokie wymagania: zaopatrzyć się w kilka sukni - wieczorowych i koktajlowych (dobrze, jeżeli w rodzinie lub wśród przyjaciół jest krawcowa, inaczej - trzeba wydać i kilka tysięcy złotych), do tego dwie pary butów kupionych wedle wskazań przesłanych z biura.

- Pracy w Warszawie miałam tyle, że przeprowadziłam się do stolicy - mówi opolanka. - Po jednym z eventów, gdzie byłam zatrudniona, poznałam mojego obecnego narzeczonego, Łukasza. Jest menedżerem w wielkiej korporacji, odnosi sukcesy. Zamieszkałam z nim. Mam już stały kontrakt podpisany z agencją.
Taki stały kontrakt zabezpiecza Dominice comiesięczną płacę, nawet jeśli nie będzie miała ofert konkretnych sesji (co się zresztą nie zdarzyło). Dominika kończy właśnie sesję do kalendarza na Euro 2012. Nagrała scenkę w nowym telewizyjnym serialu "Być kobietą", z Agnieszką Dygant. A poza tym standard: castingi, pokazy mody, sesje fotograficzne.

- W tej branży można zarobić niezłe pieniądze - mówi - ale wiem, że to nie jest praca na całe życie. Za kilka lat wrócę do pracy w biurze podróży lub założę własne.
W przyszłości (zaznacza, że nie bliskiej) planuje mieć dwójkę dzieci. Jeśli to będą córki, to: - Na pewno będę chciała, aby wzięły udział w konkursie miss. Dla przygody, może dla szansy - mówi.

Długa droga
Malwina nie ma długich włosów, nie jest nawet blondynką. Ale jest prawdziwą królową! - tak komentowano wybór Malwiny Ratajczak na Miss Polonia 2005. Dziś włosy Malwiny nieco odrosły, a konkurs to wspomnienie. Zastajemy królową, gdy właśnie szykuje się do wakacyjnego wypadu w Tatry. Zanim porozmawiamy, trzeba jeszcze poczekać, aż Miss Polonia 2005 uśpi dziecko, potem załatwi ostatnie sprawy związane z biznesami. Ma bowiem trzy restauracje, jeden sklep spożywczy oraz firmę zajmującą się przesyłem internetowym. - Nie ukrywam, że to mój mąż wprowadził mnie w biznes i myślę, że tworzymy dobry zespół - mówi.

Ma pokorę: - Gdy zaczęłam prowadzić restauracje, to sama też stanęłam w kuchni. Żeby poznać, o co w tej robocie, także na zapleczu, chodzi - wspomina.

Stawia na rodzinę. Z Krapkowic do Opola ściągnęła swoją mamę, która także pracuje z Malwiną.
Długie ciemne włosy ścięła za namową jednego ze stylistów pracujących z dziewczynami podczas przygotowań do finału wyborów. Przeszła do historii jako pierwsza i jak na razie jedyna Miss Polonia w krótkich włosach. Po konkursie dostała kluczyki do seata, którego wkrótce sprzedała, a część kasy przeznaczyła na wyposażenie budowanego właśnie domu. Innej nagrody - wycieczki na Kubę - nie zrealizowała, nie miała czasu. Otrzymała na własność kreacje, w jakich występowała w finałowym koncercie - ale się w te ciuchy nie stroi. Miała też parę propozycji udziału w telewizyjnych programach, między innymi w "Tańcu z gwiazdami". Nie skorzystała. - Dlatego nie poszłam w kierunku sesji, modelingu? Wolałam zostać na Opolszczyźnie i robić coś zupełnie innego - stwierdza.

Gdy startowała w wyborach, była maturzystką z Krapkowic, dorabiała jako barmanka. - Jaka byłam sześć lat temu? - zastanawia się. - Prosta, zahukana dziewczyna, nie mająca bladego pojęcia o świecie. Ten konkurs pomógł mi w zdobyciu wiedzy o świecie. A moja maksyma to mieć w życiu parę planów oraz świadomość, że nawet jeśli wszystkie one były doskonale przemyślane i przygotowane, to wszystkie mogą się nie udać. Dlatego stawianie na karierę za sprawą konkursu Miss Polonia nie zawsze może przynieść efekty.
Jak definiuje siebie w 2011 roku? Pani magister politologii Uniwersytetu Opolskiego, tytuł jej pracy to "Ryszard Kapuściński - potęga i niemoc". Największy powód do dumy to córka, 14 miesięczna Jagoda.

Malwina Ratajczak

Jeszcze niedawno degustowała potrawy na festynach kulinarnych. Dziś jej restauracja bierze udział w konkursie Festiwal Smaków.

Jeszcze niedawno degustowała potrawy na festynach kulinarnych. Dziś jej restauracja bierze udział w konkursie Festiwal Smaków.

- Przeszłam długą drogę - mówi Miss Polonia 2005.

O pasjach nie zapominają
Daria Hołodnik to finalistka Miss Polonia z 2007, taki "czarny koń", który wówczas zaistniał w konkursie (startowała jako wicemisska Opolszczyzny). Ją również trudno zastać w Opolu. Daria wciąż gra w tenisa: w Polsce, za granicą, w Opolu. Rozmowę dzielimy więc na raty - przed wyjazdem na zawody do Częstochowy i po powrocie.

- Tenis to moja prawdziwa pasja - mówi - konkurs był tylko epizodem w życiu. Ale fantastycznym.
Daria była najpierw wicemiss Opolszczyzny i zdobyła prawo do udziału w kolejnych eliminacjach. Szła jak burza, dotarła do finału i to ona reprezentowała Opolszczyznę w wyborach Miss Polonia. - Oczywiście, że w tym konkursie oceniana jest uroda. Ale jurorzy podczas eliminacji pytali też o pasje i szczególnie wysoko cenili te niebanalne. Sama odpowiedź "Lubię kino i dobrą książkę" już nie wystarcza.

Gdy więc podczas przesłuchania usłyszeli, że opolanka kocha tenis, to się wyraźnie ucieszyli z odmiany, a potem zaczęli wypytywać o szczegóły, nawet egzaminować z wiedzy na temat tenisowych gwiazd. I zdała ten egzamin.

Ale teraz ma na głowie inne egzaminy. Właśnie skończyła licencjackie studia z zarządzania na Politechnice Opolskiej, napisała pracę na temat przewidywania trendów w rozwoju społecznym, będzie jej bronić. Prawdę mówiąc, o perspektywach rozwoju społeczeństwa opolskiego mówiłyśmy chyba dłużej niż o samej karierze miss. Dla takich dziewczyn jak Daria wybory to ekskluzywna zabawa, ale nie pomysł na życie.
Podobną filozofię prezentuje Ewa Chełmińska z Kędzierzyna-Koźla, która w konkursach piękności doszła niemal tak wysoko jak Malwina Ratajczak. Została Wicemiss Polonia 2008. - Fajna zabawa, ekscytująca wycieczka na Kubę, nie żałuję udziału w konkursie. Ale to już przeszłość - mówi.

Miała propozycje sesji, ale gdy zaznaczała, że nie chce pozować w bieliźnie ani w strojach kąpielowych, to oferty traciły na aktualności.

Ewa miała dwa marzenia: wziąć udział w konkursie miss oraz pracować jako nauczycielka w przedszkolu. - Pierwsze marzenie zrealizowałam. Od września zaczynam realizację drugiego marzenia, będę pracować w przedszkolu i nie chcę, aby kojarzono mnie z "rozbieranymi" sesjami.
A szarfę Wicemiss Polonia schowała w szufladzie. Było - minęło.

Warto być królewną. Rozmowa z Ewą Wachowicz

- Są dziewczyny, które nie docierają do ścisłego finału, ale robią karierę w modelingu. Zaś koronowane piękności przepadają, słuch po nich ginie. Dlaczego?
- Bo sam konkurs nie gwarantuje jeszcze sukcesu w show-biznesie czy modelingu. Gwarancją jest raczej własna przebojowość i pomysł na życie. Są przecież "misski", które zdobyły tytuł, po czym kontynuowały realizację poprzednich planów. Tak jest w przypadku Agnieszki Zielińskiej - Miss Polonia 1996, I Wicemiss Miss Europe 1997, I Wicemiss World University 1997, top Miss Millenium 2000. Konkursy piękności były dla niej przygodą, a nie sposobem na życie. Ona konsekwentnie studiowała prawo i teraz pracuje jako notariusz.

- Startowała pani w wyborach jako studentka technologii żywności. Kto wówczas myślał, że trafi pani do rządu albo będzie producentką telewizyjną, wreszcie - sama będzie pani gotować na ekranie?
- No…, skoro studiowałam, to chyba miałam słabość do gotowania! Ale na serio: w moim przypadku konkurs otworzył zupełnie inny etap życia. Trafiłam na eliminacje za namową kolegów ze studiów, a potem - po prostu stało się, wygrałam! Także szansę na nowe życie. To były inne czasy: lata dziewięćdziesiąte, Polska przechodziła z komunizmu do demokracji, nieco wcześniej oddano Polakom paszporty. A ja dzięki konkursowi mogłam swobodnie podróżować po całym świecie, zobaczyć, jak wygląda życie za kurtyną! I pomyślałam sobie, że warto o to życie zawalczyć, nie odpuszczać okazji.

- Ale trzeba być - przepraszam za określenie - kobietą z ikrą, by wyjaśnić, że zgadza się na funkcję rzecznika szefa rządu, bo "premierowi się nie odmawia"?
- (śmiech) To stwierdzenie, że premierowi się nie odmawia, zostało wymyślone dla potrzeba marketingu. Ale świetne było, prawda? Gdy dostałam propozycję, by być sekretarz prasową premiera Pawlaka, to zrozumiałam, że mam kolejną szansę: uczestniczyć w tworzeniu historii mojego kraju. I skorzystałam.

- Od czasów pani czy Anety Kręglickiej jakoś nie przytrafiają się przykłady podobnych karier, czemu?
- Bo myśmy miały fajne czasy. Wtedy konkurs miss miał bardzo prestiżowy charakter, to było święto dla całego kraju. Gdy telewizja - a były wówczas raptem dwa programy - transmitowała finał wyborów, to ulice pustoszały, podobnie jak w czasach, gdy polska reprezentacja piłkarska grała świetnie i pokazywano w TV mecze! Teraz namnożyło się konkursów urody, swój mają kraje bałtyckie, swój - kraje słowiańskie, jest kilka konkursów narodowych oraz światowych. Jest też kilka stacji telewizyjnych, a w każdej transmitowane są inne wybory. W mnogości gubi się indywidualność. Te pierwsze konkursy wciąż przez Polaków są pamiętane. Parę tygodni temu do telewizji Polsat, dla której pracuję, przyszedł bukiet 150 róż z karteczką: "Pani Ewo, dziękuję za to, co Pani robiła w latach 90-tych".

- Królowe ze współczesnych konkursów nie robią może tak oszałamiających karier jak pani czy Aneta Kręglicka. Ale za to wchodzą do świata wielkich pieniędzy i przystojnych mężczyzn odnoszących sukces... No i znajdują mężów.
- I super, że znajdują swoich królewiczów. A zresztą ci mężczyźni też szukają królowych, więc zwracają uwagę na te noszące korony z konkursów miss. Jak ktoś zazdrości, niech się zgłosi do konkursu piękności, może i jemu się poszczęści.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

S
Sprawiedliwy
Tak...A ja znam "Panią" Malwinę sprzed wyborów i wcale nie zaśłużyłą an miano "Pani". Szacunek zdobywa się pracą a nie wskakiwaniem żonatemu mężczyźnie do łóżka gdy jej chłopak (przez którego się poznali) siedział w więzieniu. Albin kupił jej maturę, oplacił studia, oddał lokale bo złapała go na dziecko a przecież coś w życiu "musi" dziewczyna robić. Brzydzę się takimi "Paniami". Ciekawe jak patrzy w oczy rozbitej przez nia rodzinie? Nie buduje się zwojego szczęścia na cudzej krzywdzie. Gdyby Albin nie zapłacił za jej wygraną w wyborach to nikt by o niej nie usłyszał do dziś. ATobie Malwinko radzę sprawdzić co Twój "Mąż" robi na wyjazdach "słuzbowych" Pozdrawiam
m
miki
A ktore to restauracje należa do pani Malwiny?
Może by się tam wybrac na coś dobrego.

Na pewno pizzeria "Oregano" na ZWM. Reszty nie wiem.
J
Janek
A ja widziałem dzisiaj panią Dominikę w kościele.
w
wyjechany900
misski ktore korony zalatwiaja dobrym lodem albo waleniem i dragami caly weekend.
kazdy wie,ze nie tylko uroda jest wazna.
K
Kierka
Co oznacza NA EVENTACH?? mam 87 lat i nie zrozumiałem
j
jas
A ktore to restauracje należa do pani Malwiny?
Może by się tam wybrac na coś dobrego.
Dodaj ogłoszenie