Celina Hellerowa: - Muzyka to kapitał

fot. Krzysztof Świderski
Celina Hellerowa
Celina Hellerowa fot. Krzysztof Świderski
Celina Hellerowa, nauczycielką w klasie fortepianu: - Estrada jest dla twardych, wytrwałych, którzy potrafią wiele znieść.

Celina Hellerowa należy do najwybitniejszych pedagogów szkół muzycznych w Polsce. Od 1966 roku uczy w opolskiej szkole muzycznej. Ukończyła studia pianistyczne w Akademii Muzycznej w Krakowie, studiowała też muzykologię. Wykształciła 70 uczniów, z których ogromna większość podjęła studia pianistyczne.

- Ile lat miała pani, gdy pierwszy raz siadła do fortepianu?
- Nie pamiętam, bo muzyka towarzyszyła mi od zawsze. Rodzice grali amatorsko, mama na pianinie, a ojciec na skrzypcach - to muzyka ich połączyła. Domowe koncerty odbywały się kilka razy w tygodniu, a już obowiązkowo w niedzielę. Grali muzykę salonową - marsze, walce, operetkowe uwertury. Ja nigdy nie byłam przymuszana do nauki. Kiedy w 1947 roku ojciec zapisał mnie do szkoły muzycznej, od razu wiedziałam, że to jest moje miejsce.

- Marzyła pani o wielkiej karierze estradowej?
- Chciałam być muzykologiem, interesowała mnie etnografia, fascynowało mnie zbieractwo muzyki ludowej. Zdawałam więc i na uniwersytet, i do akademii muzycznej na fortepian. To drugie zrobiłam po to, by mi wreszcie ktoś powiedział, że powinnam sobie dać z tym spokój, bo sama nie chciałam podejmować takiej decyzji. No i dostałam się na oba kierunki. Przez pewien czas uprawiałam kameralistykę, bardzo to lubiłam, ale potem pochłonęła mnie praca pedagogiczna, którą zajmowała się już od liceum muzycznego.
- Kiedy należy zacząć uczyć dziecko muzyki, jeśli miałoby ono coś poważnego w tej dziedzinie osiągnąć?
- Jak najwcześniej - poprzez piosenki, klaskanie, zabawy rytmiczne. O dużych zdolnościach muzycznych trudno jest powiedzieć od razu, bo one się z czasem rozwijają. Ważne jest, by zacząć wcześnie także z tego względu, że chodzi nie tylko o intelektualny rozwój muzyczny, ale przede wszystkim o sprawność instrumentalną, którą w młodszym wieku uzyskuje się znacznie trwalej i lepiej. A fortepian i skrzypce należą do tych szczególnie wymagających instrumentów. Ale nauka muzyki to także wszechstronny rozwój umysłowy. Pęd do muzyki, który podziwiamy u Japończyków, nie jest podyktowany tylko miłością do muzyki. Oni mają świadomość, że dziecko w wieku od 4 do 9 lat, ucząc się muzyki, rozwija się znacznie szybciej niż dziecko, które muzyki się nie uczy. To jest po prostu kapitał, który dziecko uzyskuje, rozwijając się bardziej wszechstronnie. Współczesne dzieci intelektualnie rozwijają się bardzo szybko, co jest związane m.in. z postępami techniki, ale emocjonalnie są dosyć opóźnione w porównaniu do dzieci sprzed kilkudziesięciu lat. Muzyka to wyrównuje.

- Rodzice często pchają dzieci do szkoły muzycznej, bo jest to pewien snobizm
- co prawda bardzo pozytywny - ale nie zawsze podzielany przez malucha.

- W przyprowadzeniu dziecka do szkoły muzycznej widzę zdecydowanie więcej plusów niż minusów, ale co z tego wyniknie, nigdy nie można przewidzieć. Żeby dziecko miało powodzenie w nauce muzyki, musi się w to zaangażować cała rodzina. Nie może być tak, że uczeń wraca z lekcji muzyki, ma w domu ćwiczyć, a wszyscy robią coś innego i nikt nawet nie chce posłucha, jak on gra.

- Ile czasu potrzebuje pani, by ocenić, czy ma potencjał, tę iskrę, którą warto rozpalić?
- Mogę to powiedzieć po paru tygodniach współpracy. Wystarczy podejście dziecka do instrumentu i to, jak on zabrzmi pod jego palcami. Bo ludzie, którzy wykazują zdolności muzyczne, wypełniają muzykę między dźwiękami. To się słyszy, czuje, ale to jest ta tajemnica określana mianem "toucher" - wyuczyć się tego nie da, ale trzeba to u ucznia wyłapać i pielęgnować.
- I to jest właśnie talent?
- Jeden z jego elementów. Na talent składa się odczuwanie muzyki, wyczucie czasu przepływającego między dźwiękami, zdolności instrumentalne, doskonały słuch, odporność psychiczna, wytrwałość w pracy. I łut szczęścia. Wszystko razem decyduje o powodzeniu w muzyce. Ale ja jeszcze nigdy nikomu nie powiedziałam, że będzie zadowodowym, estradowym pianistą. Nie wolno tego robić, bo przecież nie jestem w stanie przewidzieć, jak się potoczy czyjaś kariera.

- Ale nawet nie mówiąc tego uczniowi, swoje pani wie. Czy zdarzyło się pani kiedyś pomylić w przewidywaniach?
- Nie. Ale czasem bywa tak, że ktoś bardzo zdolny muzycznie, lecz pozbawiony silnych łokci, niespodziewanie nie robi kariery, o jakiej marzył. Bo estrada jest dla tych, którzy są wytrwali, twardzi, potrafią wiele znieść. No i mają szczęście.

- Pani uczniowie marzą o wielkich sukcesach?
- Takich rozmów celowo z nimi nie prowadzimy, żeby ich nie pobudzać, by uniknęli rozczarowań. Na pewno marzą o Konkursie Chopinowskim, ale każdy ma prawo do marzeń. Ja im zawsze mówię, że każdy znajduje sobie swoją estradę. A estrady są różne. Oni są bardzo mądrzy. Doskonale wiedzą, jak się ustawić, a jednocześnie lubią robić to, co robią. Czasem młodsi pytają starszych, czy można z tego wyżyć. Dawniej takich pytań nie stawiano. To znak czasów.

- Dlaczego tak trudno dostać się do Konkursu Chopinowskiego?
- Bo nie każdy może grać Chopina, choć wszystkim wydaje się, że mogą. To jeden z najtrudniejszych kompozytorów. Jego muzyka jest bardzo złożona, a do tego trzeba wczuć się w epokę. Dlatego na konkursie czasem wybuchają skandale, bo odczucia publiczności są różne od odczuć profesjonalistów. Publiczność lubi indywidualności, ceni charyzmę i ekspansywność i wtedy nie zauważa, że np. tempo się nie zgadza albo całość jest z ducha inna niż oryginał. Publiczność to kocha, ale jurorzy są kapłanami, którzy muszą pilnować porządku.

- Ale przecież muzyka to nie apteka. Ona ma porwać ludzi!
- Rafał Blechacz, zwycięzca ostatniego konkursu, jest i aptekarzem, i artystą, który porywa. Taki też jest Krystian Zimerman. Pamiętam, jak na konkursie w 1975 zauważyłam w Filharmonii Narodowej Stefanię Wojtowicz, znakomitą śpiewaczkę. Płakała, gdy Zimerman kończył Poloneza As-dur. Grał niezwykle precyzyjnie, przepięknie, a jednocześnie z polotem. I to jest największa sztuka.

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Kiryl

Ta pani przypomina mi jedną nauczycielkę z Olsztyna,też skutecznie zniechęca młodzież do muzyki

V
Valdi
Pani Hellerowa z tego co wiem zniechęciła do gry na instrumencie wielu uczniów,moim skromnym zdaniem pedagog który posługuje się krzykiem zamiast wiedzą jest ograniczony intelektualnie i nadużywa swojej władzy jako nauczyciel.Tacy ludzie nie powinni uczyć,bo robią krzywdę uczniom zwłaszcza tym którzy są mało odporni psychicznie.
o
ola
znam hellerowa, byla nauczycielka mojej kuzynki, serdeczna ,wspaniala muzykalistka i dobry czlowiek
G
Gość
Nie znam osobiście Pani Profesor, ale wiele niedobrego o niej slyszałam od rodziców jej uczniów. Dziecko znajomych zrezygnowało w ogóle z nauki po zajęciach u niej. Od tego czasu patrzy na instrument, jak na wroga, a na początku miało w sobie tyle zapału. Wszystko w nim zdusiła, stłamsiła. Czy tak postępuje dobry pedagog?
u
uczeń 2
Zgadzam się z tą negatywną opinią na temat metod Pani Hellerowej. Sam byłem kiedyś jej uczniem ,osiągnąłem już to czego chciałem ale to nie jej zasługa tylko zasługa mojego charakteru i chęci doskonalenia umiejętności. Pani Hellerowa ma widocznie jakiś kompleks i wyżywa się na uczniach. Jak w takiej atmosferze powinno się postrzegać muzykę to chyba trzeba być masochistą : ) A twardym to można być na ringu przed walką,a w robieniu kariery to i tak nie pomaga, ponieważ istnieje tzw. mafia. Masz pieniądze lub układy,jesteś pianistą estradowym. Jesteś zdolny, to Cię zniszczą : (
u
uczeń
Przecież jest tu powiedziane, że trzeba być twardym, widocznie zapał ci przeszedł, bo zmiękłaś i skupiłaś się na swojej tragedii.
U
Uczennica
Gdyby wszystkie wypowiedzi z tego artykułu były rozsądnie wprowadzane w sposób nauczania tej pani, to... pod "skrzydłami" pani Celiny PSP ukończyłoby nie 70 uczniów ale 170... Wiem to z własnego, przykrego doświadczenia... Zresztą moją opinię podzieliłoby wielu uczniów... Apeluję do rodziców, żeby nie oddawali pod opiekę tej kobiety swoich dzieci... Zamiłowanie do muzyki uzyskane "dzięki" tej kobiecie można utracić tak szybko jak je zyskać...
Dodaj ogłoszenie