Chociaż większość rolników na skutek suszy straciło dużą część plonów, akurat sadownicy narzekają na klęskę urodzaju. Jabłek jest tak dużo, że w skupie kosztują zaledwie 12 gr za kilogram. Przy takich cenach nie opłaca się ich zrywać.

Sadownicy w całym kraju załamują ręce i liczą straty z powodu klęski urodzaju. Owoców jest tyle, że brakuje na nie zbytu, a ceny są tak niskie, że ledwo pokrywają koszty związane z produkcją.

- Około 5 ton wiśni jeszcze wisi na drzewach w moim sadzie, ale nie opłaca mi się ich zrywać. Poczekam aż same spadną - mówi Jerzy Kozik z Brzostowa (gmina Miasteczko Krajeńskie), który wraz z żoną Marią prowadzi gospodarstwo wielokierunkowe z dziada pradziada.

- W latach 20. mój dziadek posadził sad, na który zarobił pracując w Ameryce. Od tego się zaczęło... - opowiada rolnik.

On przejął gospodarstwo po swoich rodzicach po 1986 roku. Wówczas na gospodarstwo składał się sad, kilkanaście hektarów ziemi i produkcja zwierzęca.

- Mieliśmy trzodę i bydło, ale cztery lata temu zrezygnowaliśmy z ich chowu. Teraz mamy tylko psa i dwa koty - mówi gospodarz.

Obecnie Jerzy Kozik gospodaruje na 38 ha ziemi, na których uprawia ziemniaki i zboża m.in. pszenżyto. Ma też duży sad (6,5 ha), a w nim: jabłka, czereśnie i wiśnie.

- W dzisiejszych czasach nie można nastawiać się na jedną produkcję w gospodarstwie, bo się na tym nie zarobi - mówi.

Jerzy Kozik na 3 ha ziemi ma drzewa wiśniowe, na 1,5 ha - czereśniowe i kolejnych 2 ha piękne jabłonie, które w tym roku miały owoców dwa razy tyle co w zeszłym roku. Niestety, przez taki urodzaj, nie da się na nich zarobić.

- W ubiegłym roku cena za jabłka przemysłowe wynosiła około 90 groszy za kilogram. W tym roku jest to natomiast zaledwie 12 groszy, a więc tyle co nic - mówi.

Według gospodarza przy takich cenach trzeba dokładać do interesu. Praktycznie nic nie opłaca się robić w sadzie.

- Zrywamy jabłka ze względu na ludzi, którzy od lat przychodzą do nas do pracy. Chcemy dać im zarobić, a sami po odliczeniu wszystkich kosztów praktycznie nic nie zarabiamy.

Pomimo tak drastycznie niskich cen nie łatwo jest wcale sprzedać jabłek - rynek jest nimi nasycony.
Jabłek delikatesowych jest pełno w hurtowniach i sklepach, a jabłka przemysłowe w tym roku najczęściej kupują producenci soków.

- Też robimy sok. Trzeba kombinować, aby straty były jak najmniejsze - dodaje mężczyzna.

Według niego cena dobrego tzw. deserowego jabłka powinna wynosić co najmniej 1,50 zł za kilogram, a przemysłowego chociażby te 60-70 groszy, aby produkcja była opłacalna.

Przez najbliższe tygodnie rolnik będzie starał się sprzedać jak najwięcej towaru. Zaopatruje nim m.in. sześć pilskich sklepów. Sporo eksportuje też zagranicę m.in. do Holandii. W styczniu wróci do sadu.
Zobacz galerię
Źródło - Pila.NaszeMiasto.pl: Jabłka po 12 groszy... To efekt klęski urodzaju!

Rolnicy protestowali w Warszawie przeciw niskim cenom skupu - zobacz wideo:

źródło: TVN24/x-news.pl.