Choć wszyscy wszystko wiedzą...

Mirosław Olszewski

Główny Urząd Statystyczny złożył w niemieckiej drukarni zamówienie na druk 320 milionów stron czegoś tam. Niemiecka firma sporo na tym zarobi - ponad siedemnaście milionów złotych. Polska Izba Druku wściekła się. Zamierza zwrócić się do Urzędu Zamówień Publicznych z prośbą o zbadanie, czy podczas przetargu nie złamano prawa.
Śmieszne w sprawie jest to, iż w wyniku przetargu wygrała akurat firma życząca sobie za usługę najwięcej pieniędzy. Jeszcze zabawniejsze jest, że zanim przetarg doszedł do finału, ludzie zorientowani w biznesie wiedzieli, kto zostanie zwycięzcą.
Bez wielkiego ryzyka błędu można założyć, że przetarg został ustawiony. Ktoś wziął w łapę, ktoś zadbał, by poprzeczka wymagań była ustawiona na tyle wysoko, by żadna z krajowych drukarni nie miała szans.
Co więcej - ale już na koniec: prawo dotyczące przetargów, w których udział biorą firmy zagraniczne, wymaga, by nie mniej niż 50 procent wartości surowców pochodziło z Polski, tymczasem firma, która przetarg "wygrała", całość kontraktu zrealizuje za granicą i ani się obejrzy na krajowych producentów.
Właściwie cóż jeszcze można o całej tej sprawie powiedzieć? Ot, na przykład przewidzieć, co będzie dalej. Otóż przez prasę przetoczy się fala krytyki, jeśli Polska Izba Druku zrealizuje swą zapowiedź i złoży wniosek o zbadanie przebiegu przetargu w Urzędzie Zamówień Publicznych, to krzyk będzie nieco większy, ale w efekcie... Otóż w efekcie nic się nie stanie. Kontrakt będzie wykonany przez "zwycięską" firmę, ktoś się wzbogaci, sprawa przyschnie...
Jakiś czas temu zrobiło się w Polsce wielkie halo z tego powodu, że dziwnym trafem jedna z firm komputerowych co rusz wygrywała kolejne przetargi na informatyzację dużych rządowych instytucji. Kilku dziennikarzy zajmujących się tzw. śledczą robotą zarobiło całkiem niezłe wierszówki, opisując powiązania szefostwa firmy z agendami rządowymi, ujawniając nieformalne powiązania między ludźmi, którzy decydowali o warunkach organizowanych przetargów. Oczywiście kwitów żadnych nikt nie znalazł. Kwitów takich, które jednoznacznie wskazywałyby na to, że dokonany został ewidentny przekręt. Trudno było się jednak uwolnić od myśli, że w podobnej sprawie, gdyby dotyczyła podejrzenia o przestępstwo kryminalne, odbyłby się proces poszlakowy, a nawet gdyby z racji ostrożności procesowej wyrok nie był drakoński, to jednak reputacja oskarżonego zostałaby mocno nadwątlona. W sprawach gospodarczych, niestety, nie ma u nas zwyczaju przeprowadzania procesów poszlakowych, zresztą w ogóle żadnych. Choć wszyscy wszystko wiedzą, wszystkiego łatwo się domyślić, wszyscy udajemy, że akurat nie dzieje się nic wielkiego, ot - zwykły przypadek, splot okoliczności etc.
Dzieciaka, który rąbnie w supermarkecie batonik, państwo ściga i karze z wielką zawziętością. Naprawdę wielkich przewalaczy traktuje z estymą tak wielką, że aż graniczącą ze śmiesznością.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie