Chorzy na raka i ich rodziny przeżywają dramat. A urzędnikom wszystko jedno

Fot. Wojciech WaligórskiZaktualizowano 
Anna Rogiewicz z pielęgniarką Marzeną Laskowską.
Anna Rogiewicz z pielęgniarką Marzeną Laskowską. Fot. Wojciech Waligórski
Pięćdziesiąt rodzin pacjentów leczonych hospicyjnie w Opolu przeżywa dramat

- Odmówienie mi możliwości leczenia u doktora Judy to dla mnie ukryta wręcz eutanazja - mówi 33-letnia Anna Rogiewicz, od półtora roku leczona w opiece paliatywnej. Błąd w ofercie sprawił, że NFZ nie zakontraktował usług w NZOZ "Samarytanin".

W równie dramatycznej sytuacji jest 50 pacjentów i ich rodzin. Niektórzy są pod opieką onkologa Cezarego Judy oraz zatrudnionego przez niego personelu od czterech lat. Nie wyobrażają sobie, co będzie, jak stracą możliwość leczenia. Piszą błagalne petycje do NFZ.

Anna Rogiewicz mieszka… w Gdańsku. Lekarze w jej rodzinnym mieście skreślili ją już dawno. "Nic więcej nie da się zrobić" - usłyszała. Choroba nowotworowa dała taki rozsiew, że medycyna jest bezradna. Szukała lekarza, który by chciał jeszcze powalczyć i wierzył, że ma szanse na przedłużenie życie. Jeździła po różnych ośrodkach onkologicznych w Polsce, w końcu we Wrocławiu spotkała pacjentów ze Szczecina, którzy powiedzieli jej, że w Opolu jest taki lekarz. Tak trafiła do Cezarego Judy, onkologa z Opola, od dwudziestu lat zajmującego się medycyną paliatywną i opieką hospicyjną, pierwszego specjalisty na Opolszczyźnie zajmującego się tą działką medycyny.

Co dwa tygodnie państwo Rogiewiczowie wsiadają w samochód w kolorze limonki (zmieszanie żółtego, czyli koloru słońca, z zielonym, czyli kolorem nadziei), zabierają limonowego laptopa, limonową komórkę, torbę bagażową w takim samym kolorze i jadą osiem godzin do doktora Judy do Opola, czekają w ciasnej przychodni na swoją kolej i nie wyobrażają sobie, że mogliby leczyć się u siebie. Tak już od półtora roku.

- Dzięki temu żyję, mam nadzieję i siłę do dalszej walki - mówi pani Ania.
Wczoraj, gdy przez zaśnieżone drogi przedarli się do Opola, dowiedzieli się od pacjentów, że od nowego roku takiej szansy pani Ania mieć nie będzie. Prowadzony przez doktora NZOZ "Samarytanin" wypadł z oferty konkursowej - z powodu błędów formalnych, źle wypełnionego wniosku. System jej nie przyjął, inni oferenci nie zrobili błędów. Dla urzędników są lepsi.

O pomyłkę nietrudno

"Wielkie serce ze strony Pana Doktora i ofiarnych pielęgniarek, pomoc na każdy telefon, wsparcie dla naszych rodzin w trudach leczenia i - w wielu przypadkach - jedyna szansa na przedłużanie nam życia i łagodzenie objawów choroby, to wszystko, co mieliśmy. Teraz dowiedzieliśmy się, że to, co było dla nas jedynym wsparciem i jedynym nieraz ratunkiem, ma nam zostać odebrane. (…) Nie zgadzamy się z tym, protestujemy przeciwko pozbawianiu nas prawa do leczenia" - petycję tej treści do dyrektora NFZ podpisują pacjenci i ich rodziny. Nie wyobrażają sobie, że miałby leczyć ich ktoś inny, zwłaszcza że zżyli się ze swoimi lekarzami i pielęgniarkami.

- Błędy powinny być poprawiane od razu na miejscu przez urzędników, o pomyłkę nietrudno - mówi 27-letnia Kasia Kaczyńska, wychowująca samotnie 8-letnią córkę, będąca pod opiekę hospicjum "Samarytanin" od trzech lat. To z inicjatywy jej lekarzy ruszyła ogólnopolska akcja zbierania pieniędzy na protezę nogi dla Kasi, zapoczątkowana przez nto, do której włączyła się telewizja (na koncie jest już blisko 100 tys. zł). - Ale ta pomyłka nie może pozbawiać nas prawa do leczenia u lekarzy, dla których nie jesteśmy kolejnymi przypadkami, tylko osobami z imienia i nazwiska…

U Kasi niestety choroba nowotworowa nie daje za wygraną, teraz rak zaatakował kości miednicy. Każdy profesor medycyny, który zobaczyłby jej wyniki, powiedziałby, że to cud, że Kasia jest w stanie chodzić i w ogóle - że żyje. Ale to zasługa pielęgniarki, która przychodzi do niej dwa razy dziennie z odpowiednimi kroplówkami, doktora Mariana Kani z hospicjum, który jest u niej na każdy telefon i traktuje ją jak własną córkę, oraz leczenia onkologicznego Cezarego Judy. - Nie wyobrażam sobie, że miałabym to wszystko nagle stracić albo że ktoś miałby ich zastąpić - Kasi łamie się głos.

Doktor Juda stawia do pionu

Opinia

Jadwiga Pyszkowska, wojewódzki konsultant medycyny paliatywnej:
- Chorych leczonych paliatywnie czeka nieuchronna śmierć, ale jeśli są prowadzeni niewłaściwie i nieskutecznie, cierpią dużo bardziej i dużo szybciej umierają. Żeby ich leczyć, potrzebny jest specjalista. Mówienie pacjentowi, że nie zostanie bez opieki, bo przyjdzie ktoś nowy, w sytuacji, gdy on umiera, jest głupie i bezduszne. Doszło do tego, że urzędnicy wtrącają się w nasze procedury i mówią nam, jak mamy leczyć. Problem polega na tym, że decydenci z NFZ czy Ministerstwa Zdrowia nie rozumieją, czym jest medycyna paliatywna. Posługują się nazwą "hospicjum domowe", którą sami wymyślili, bo słowo hospicjum nie kojarzy się z leczeniem, a skoro nie leczymy, to opiekę hospicyjną może sprawować każdy, nawet pielęgniarka albo osoba, która dopiero zdobywa odpowiednie kwalifikacje. Prawidłowa nazwa brzmi: "zespół domowej opieki paliatywnej", ale oni tego nie rozumieją, stąd dużo decyzji krzywdzących dla pacjentów i często brak wyobraźni. Zrozumieją dopiero wtedy, jak sami będą umierać, oni albo ich bliscy.

Maleńka przychodnia na ulicy Ozimskiej w Opolu działa od czterech lat. Pomieszczenia dzierżawione od apteki, dwa gabinety, ciasny korytarz i tłumy pacjentów. Niektórzy wystawiają krzesła na chodnik, aby zaczerpnąć więcej świeżego powietrza. Wszyscy czekają, czasem po kilka godzin, aby przyjął ich doktor Cezary Juda. On stawia ich do pionu. Jednym słowem potrafi dać więcej otuchy niż niejeden psycholog. Daje odpowiednie leki, kieruje do specjalistów. Do końca nie przestaje walczyć o pacjentów. Do końca daje nadzieję na przedłużanie życia tak długo, jak się da. Zdarzają się pacjenci, którym inni nie dawali szans, i oficjalnie skreślili z programu leczenia, a on zdołał ich wyleczyć.

- Jestem zapalonym sportowcem, gram w piłkę nożną i bardzo nie lubię przegrywać, tak w sporcie, jak i w chorobie swoich pacjentów. Dlatego walczę do końca. Zawsze jest kilka pomysłów na leczenie - mówi Cezary Juda.

Taki pomysł miał w przypadku Józefa Raudzisa, nauczyciela wuefu w jednej z opolskich szkół, zapalonego piłkarza, trenującego dziś kilka drużyn chłopięcych.

- Gdy okazało się, że mam wznowę choroby w węzłach chłonnych, lekarze w opolskim szpitalu onkologicznym nie wiedzieli, co mi zaproponować. Od pacjentów dowiedziałem się o doktorze Judzie. On powiedział mi wprost: mamy szanse pięćdziesiąt procent na pięćdziesiąt i zaproponował plan leczenia - opowiada pacjent.

"Czasem nie wystarczy się starać, trzeba zrobić coś więcej" - powiedział Cezary Juda. Zastosował autoprzeszczep szpiku kostnego, w połączeniu z ciężką chemią i naświetlaniami. A jeszcze przed przeszczepem zagrał z panem Józkiem w piłkę. Od tamtego czasu minęło dwa i pół roku, Józef Raudzis prowadzi dwa zespoły piłkarskie, świetnie sobie radzi z trudnymi dziećmi, ma sukcesy, jest uwielbianym nauczycielem.

- Niedawno awansowaliśmy do drugiej ligi, mamy czwarte miejsce z małą stratą do drugiego - mówi, gdy spotykamy go w poradni medycyny paliatywnej. Nadal jest pod opieką doktora Judy, kontrolne badania, USG, markery nowotworowe.

Doktor Juda zaczynał pracę z umierającymi pacjentami jako wolontariusz, wsiadał do malucha i jechał do nich do domów, gdy nikt inny się nimi nie przejmował. Zakładał pierwsze wyjazdowe hospicjum domowe na Opolszczyźnie i hospicjum stacjonarne Caritas w Siołkowicach Starych. W końcu, po 20 latach pracy, spełnił swoje marzenie. Zainwestował wszystkie oszczędności życia, zaciągnął ogromny kredyt, wystarał się o dotację z funduszy unijnych i wybudował przychodnię z prawdziwego zdarzenia, w której chciał prowadzić kompleksowo chorych onkologicznie, począwszy od szybkiej diagnostyki, skończywszy na leczeniu hospicyjnym. Budynek na ulicy Pużaka jest już oddany do użytku, piękny, komfortowy i nowoczesny, marzenie pacjentów. Dla NFZ to za mało. Błąd formalny w ofercie sprawił, że NZOZ nie został wzięty pod uwagę. Pieniądze na opiekę "hospicjum domowego" dostali inni oferenci.

To tak jak w totolotku…

- Mamy tutaj trudny problem - przyznaje Roman Kolek, dyrektor ds. medycznych w opolskim NFZ. - Skoro w myśl zasad, przedstawionych do publicznej wiadomości, wszyscy inni potrafili sobie poradzić z formalnościami, a "Samarytanin" nie, to ta strona formalno-biurokratyczna zachwiała pozycją tej firmy na rynku usług zdrowotnych. To jak w totolotku: jak ktoś chce coś wygrać, to musi wysłać kupon, a tutaj kupon został bardzo źle wypełniony. Tam gdzie można było skorygować, korygowaliśmy, ale szanse na wygraną zdecydowanie zmalały…

- Jak pan dyrektor może porównać nasze życie do wygranej w totolotka? - denerwuje się pan Wojtek, pod opieką hospicjum od 3,5 roku. Pielęgniarka Marzena Laskowska jest u niego codziennie, zawozi go do szpitala na kolejne zabiegi i operacje, przywozi domowe zupki, jest w jego domu niemal domownikiem. Zajmuje się także jego chorą żoną.

- Ja nie proszę pana dyrektora, ja żądam prawa do leczenia - podkreśla. I tak jak wielu innych podpisuje petycję….

Jadwiga Pyszkowska, wojewódzki konsultant medycyny paliatywnej, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Paliatywnej, podkreśla, że podobny problem z kontraktowaniem usług paliatywnych wystąpił na w województwie śląskim i w całym kraju, tam również niektóre placówki z powodu błędów przy kodach nie otrzymały kontraktów, z wielką szkodą dla pacjentów. - Doktor Juda jest pierwszym lekarzem na Opolszczyźnie, który zrobił specjalizację z medycyny paliatywnej, jest wysokiej klasy specjalistą, ofiarnym dla pacjentów i całkowicie bezradnym wobec sytuacji finansowej w ochronie zdrowia. Ubolewam nad tym, że jego kwalifikacje nie mogą być wykorzystane w odpowiednim stopniu - podkreśla.

Jest taki uniwersalny argument: nikt nie zostanie bez opieki. W miejsce dotychczasowego świadczeniodawcy wejdzie inny, może nawet lepszy. Tak mówią urzędnicy. Ale podopieczni pielęgniarki Marzeny Laskowskiej z "Samarytanina" i ich rodziny nawet nie chcą o tym słyszeć, bo drugiej takiej pielęgniarki po prostu nie ma.

- Nim zatrudniłem u siebie panią Marzenę, spotykałem ją u umierających, gdyż to rodziny ciężko chorych przekazywały sobie jej numer telefonu - opowiada Cezary Juda. - Nie znam drugiej osoby tak oddanej medycynie paliatywnej i tak kochanej przez pacjentów. Dla niej nie liczy się prywatny czas. O pierwszej w nocy, wyrwana w środku snu, w kapciach, wsiada w samochód i jedzie. Ona nawet śpi w mieszkaniach pacjentów, jeśli rodziny lub oni sami ją o to poproszą, bo się boją tego, co ma nieuchronnie nastąpić. Jest z pacjentami do końca.

Rodziny chorych witają ją słowami "Nasze Słoneczko Kochane", nawet po latach ściskają ją na ulicy jak domownika. Pani Marzena przechowuje pamiątki po swoich chorych, intencje modlitewne, święte obrazki, ciepłe słowa. Nie ukrywa, że jej praca jest powołaniem, nie da się jej zamknąć w ramach od - do. To praca 24 godziny na dobę, ale ona nie wyobraża sobie już, że mogłaby zajmować się czymś innym. Córki i narzeczony - także, wszyscy żyją sprawami jej pacjentów. To o tyle zaskakujące, że przez 20 lat zajmowała się… narodzinami, jest wykwalifikowaną położną. Przez pewien czas usiłowała łączyć oba zajęcia, ale tam wielka radość, tu smutek i cierpienie. Nie dało się. Wybrała umierających.

- Jedną z pierwszych moich pacjentek była pani Ewunia, 38 lat, dwa lata wcześniej pochowała męża, który zmarł na raka, potem sama zachorowała. Ze szpitala onkologicznego wypisano ją ze słowami "to kwestia kilku dni". Ja opiekowałam się nią półtora miesiąca. Gdy odeszła, jej mama na środku ulicy rzuciła mi się na szyję ze słowami "jak ja pani dziękuję za ten czas, przedłużyła pani Ewuni życie". Zrozumiałam, że dla takich ulotnych chwil, jak ta wtedy na ulicy, warto robić to, co robię.

Dla pana Wojtka Marzena Laskowska jest jak trzecia córka.
- Ale gdybym w kolejności ustalał, to pierwsza - podkreśla wdzięczny pacjent (73 lata). - Jak idę do szpitala, ją jedną upoważniam do informowania o stanie mojego zdrowia. Ona nawet w szpitalu jest u mnie codziennie, z domowym rosołkiem. Przyjeżdża, mimo że mieszka w Dobrzeniu, to są odległości. Nawet do Gliwic na naświetlania mnie zawiozła.

Gdy pan Bronisław (78 lat), opiekujący się w domu swoją ciężko chorą żoną Romualdą Olewską, szukał opieki hospicyjnej dla żony, to z podsuniętego mu wykazu wybrał "Samarytanina" tylko dlatego, że pracuje tam dobry onkolog. A jego żona opieki onkologicznej nadal wymaga. Z tej, którą otrzymała od doktora Judy, jest bardzo zadowolona.

- Ja uważam, że służba zdrowia powinna zostać sprywatyzowana, żeby to pacjent mógł sam sobie wybrać, u kogo chce się leczyć, a nie inni decydowali za niego - mówi przykuta do łóżka pani Romualda, zadowolona z tego, że dzięki rehabilitantce przysłanej przez doktora zaczęła ruszać rękami i nogami i nawet potrafi stanąć na własnych nogach, a niedawno tylko leżała. Zrobić kroku jeszcze nie da rady, ale wierzy, że w końcu się uda.

Osoby pełne podobnej wiary wypełniają korytarz w przychodni na Ozimskiej. Przekazują sobie nawzajem wiadomości o problemach z kontraktem, podpisują petycję.

- Doktor Juda jest moim jedynym onkologiem, nie wyobrażam sobie, że mogłabym się leczyć u kogoś innego. To człowiek z sercem dla ludzi, pacjent wychodzi od niego podbudowany, a jak ktoś nie wierzy, niech sprawdzi jego wyniki leczenia. Wszystko jest w papierach - mówi Elżbieta Kardela z Opola.
- Z doktorem mam indywidualny kontakt telefoniczny, wiem, że mogę zadzwonić nawet o północy, jakby się coś działo. Kiedyś, jak byłam po zabiegu, próbowałam w nocy zadzwonić do szpitala onkologicznego po pomoc, powiedziano mi, że to nie ta pora - dodaje Kazimiera Maszkowska z Niemodlina. - Cenię w nim także to, że jak widzi, że sobie nie radzi z chorobą, to wysyła mnie na konsultacje do innych specjalistów, najlepszych lekarzy w kraju. Inni lekarze tego nie robią, mają poczucie, że sami są nieomylni.

Doktor uratował mi życie

Pan Wojtek nie boi się mocnych słów: - Doktor Juda uratował mi życie. Mam u niego pomoc na każdy telefon, oddzwania do mnie nawet z Włoch czy Francji, z kosztami się nie liczy. Ma inne, wyższe dobro. Tylko wejdźmy teraz w jego położenie: dostał fundusze z Unii Europejskiej, musiał mieć własny udział, zainwestował, wziął kredyt, żeby zapewnić nam, pacjentom, jak najlepsze warunki. Odmawiając mu kontraktu, wystawia się go na licytację. Ja się domagam prawa leczenia u doktora. Jestem pełnoprawnym obywatelem, tak jak wszyscy funkcjonariusze administracji publicznej, mam prawo do ochrony zdrowia i do wyboru lekarza. Będę zasypywać fundusz prywatnymi rachunkami za leczenie.

Dla Cezarego Judy to, co zrobili dla niego pacjenci w ostatnich dniach, jest powodem największej zawodowej satysfakcji.

- Dali mi poczucie, że są ze mną w trudnych chwilach i że razem możemy walczyć dalej z systemem, który wyrzucił nas z gry. Błąd był mój, byłem zbyt zajęty leczeniem i kolejnymi wyjazdami do pacjentów, by dopilnować formalności, a nie było mnie stać na zatrudnienie wysokiej klasy menedżera. Nie chcę, aby pacjenci hospicjum domowego musieli z tego powodu cierpieć. Złożyłem odwołania, teraz nie pozostaje mi nic innego, jak czekać… Czekać? Nie, nie będę bezczynnie czekać, będę walczyć do końca.

Nic nie zostało przesądzone

Rozmowa z Filipem Nowakiem, dyrektorem Opolskiego Oddziału NFZ.

- Co pan odpowie pacjentom doktora Judy, którzy piszą do pana petycje o umożliwienie im kontynuowania leczenia u jedynego onkologa, specjalisty medycyny paliatywnej, któremu ufają?
- Zapewniam, że nikt z nich nie zostanie bez opieki. Niezwłocznie po rozstrzygnięciu postępowań w tym rodzaju świadczeń zostaną ogłoszone postępowania uzupełniające, poprzedzające zawieranie umów w zakresie hospicjum domowego od 1 stycznia 2011 r. na terenie miasta Opola. Szkoda, że oferent brak staranności w przygotowaniu ofert, które mają być podstawą do zawarcia umów na okres trzech lat i mają być finansowane ze środków publicznych, próbuje przesłonić chorobą pacjentów.

- To przede wszystkim chorzy się martwią…
- Należy pamiętać, że oddział przy przeprowadzaniu postępowań konkursowych działa w oparciu o przepisy prawa, których musi przestrzegać. Podlegamy bowiem kontroli ze strony NIK, MZ oraz prezesa NFZ. Myślę, że na tym etapie postępowań poprzedzających zawieranie umów nie powinniśmy tworzyć wśród pacjentów atmosfery zagrożenia oraz braku poczucia zapewnienia opieki medycznej, do końca roku został jeszcze miesiąc.

- Ale postępowanie konkursowe zostało rozstrzygnięte…
- Tak, ale teraz jest czas na przeprowadzenie analiz w zakresie zabezpieczenia świadczeń zdrowotnych i my te analizy prowadzimy.

- Pacjenci, z którymi rozmawiałam, zarzucają wam bezduszność i formalizm.
- Myślę, że na obecnym etapie postępowań niepotrzebnie stworzono atmosferę zagrożenia oraz braku poczucia zapewnienia opieki medycznej. Jako dyrektor jestem odpowiedzialny za zapewnienie bezpieczeństwa zdrowotnego mieszkańcom Opolszczyzny i z tego zadania zamierzam się wywiązać. Musimy jednak pamiętać, że opolski oddział to instytucja państwowa, gospodarująca środkami publicznymi, więc musi działać zgodnie z literą prawa.

Czytaj e-wydanie »

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 13

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
W dniu 25.02.2015 o 09:58, Gość napisał:

Jakie ma znaczenie to ze doktor Juda przyjmuje prywatnie?? Kto z Was nie zarabia dodatkowo? Każdy lekarz i nie tylko zarabia dodatkowo- wciąż pracuje i oferuje swoje doświadczenie i pomoc- wiec skąd te oburzenie? To tak jakby jakiś sklep spozyw zy robił akcje dla biednych i robił paczki a na codzien nie zarabiał i pozwalał klientom wynosić towar ze sklepu. Ludzie zastanowcie się najpierw a potem osadzajcie. Pan Cezary Juda jest bez wątpienia świetnym lekarzem który pracuje wiec zarabia i szkoda ze każdy lekarz takim fachowcem z sercem nie jest

Ma takie, że jest nieuczciwy, jest mistrzem obietnic i manipulantem. Nie uprzedza pacjentów o kosztach, najpierw naobiecuje cud leczenie, a jak pacjent znajdzie się na oddziale każe sobie słono płacić. Ludzie są zaskoczeni i nie potrafią nie zachować w takiej sytuacji, jest im tez po prostu głupio się przyznać, że nie stać ich na pokrycie takich kosztów leczenie, które w innym ośrodku mają za darmo. Przetrzymuje pacjentów u siebie bez potrzeby, żeby mieć tylko wypełnione łóżka, a wiadomo, że każdy woli być we własnym domku

 

O
Ostrzegam oszust

To jak doktor Juda traktuje pacjentów przechodzi ludzkie wyobrażenie. Gdybym nie przeżył tego na własnej skórze to bym nie uwierzył. Pod maską dobroci i pomocy jest zwykłym naciągaczem żerującym na cudzej tragedii. Chodzi mu jedynie o zysk materialny i nic więcej się dla niego nie liczy. Jest mistrzem manipulacji i robienia dobrego wrażenia. 
Ludzi traktuje z góry, a ciężko chory człowiek na oddziale pozostaje sam sobie, ciężko jest się o cokolwiek doprosić, na złagodzenie bólu trzeba czekać godzinami !!! 
Ostrzegam wszystkich, proszę dokładnie poczytać negatywne opinie.
Jakbym tu opisał szczegóły to pewnie Państwo nawet by w nie uwierzyli

 

A
Agnieszka

Wszystko ładnie pięknie tylko ilu chorych na nowotwory stać na to leczenie? Średnio tygodniowy koszt leczenia wynosi tam około 10 tys. złotych. Wiem to od osoby której członek rodziny się tam leczył i zbierali pieniądze na jego leczenie

G
Gość

Jakie ma znaczenie to ze doktor Juda przyjmuje prywatnie?? Kto z Was nie zarabia dodatkowo? Każdy lekarz i nie tylko zarabia dodatkowo- wciąż pracuje i oferuje swoje doświadczenie i pomoc- wiec skąd te oburzenie? To tak jakby jakiś sklep spozyw zy robił akcje dla biednych i robił paczki a na codzien nie zarabiał i pozwalał klientom wynosić towar ze sklepu. Ludzie zastanowcie się najpierw a potem osadzajcie. Pan Cezary Juda jest bez wątpienia świetnym lekarzem który pracuje wiec zarabia i szkoda ze każdy lekarz takim fachowcem z sercem nie jest

A
A

MOŻE KIEDYŚ DOKTOR FAKTYCZNIE MIAŁ SERCE DLA SWOICH PACJENTÓW. NIESTETY NIE MOŻNA JUŻ TEGO POWIEDZIEĆ NA CHWILĘ OBECNĄ. SAMARYTANIN W OBECNEJ ODSŁONIE TO ZARABIANIE NA PACJENTACH, KOMERCYJNE WIZYTY, PŁATNE MIEJSCA, RECEPTY NA REFUNDOWANE LEKI.

DOKTOR ZABIEGANY NIE MA CZASU DLA PACJENTÓW, TRUDNO O KONSULTACJE LEKARSKĄ, NIE MÓWIĄC O ZWYKŁEJ ROZMOWIE. ODRADZAM TO MIEJSCE. 

d
dżet
Tak na marginesie, pani redaktor Ewa Kosowska-Korniak pracuje w resorcie sprawiedliwosci. Horror!!!

A jakie to ma znaczenie??????? nie widzę związku!!!!!!!!!!!! Horror!!!!!!!!!
S
Sad

Tak na marginesie, pani redaktor Ewa Kosowska-Korniak pracuje w resorcie sprawiedliwosci. Horror!!!

p
pacjent
Chyba nigdy nie zetknąłeś ( łaś ) się z doktorem Cezarym Judą . To jeden z nielicznych , którzy odbierają telefony od pacjentów , oddzwaniają i naprawdę pomagają . Gdyby nie dr ,dziś byłabym już na Półwsi , kiedy sam nie mógł poradzić sobie z moją chorobą , skonsultował mnie z innymi specjalistami . Biega za piłką - to prawda , ale tym samym daje nam przykład i mobilizuje do walki z chorobą . Doszukiwanie się teorii spiskowych w komentowanym artykule , świadczy tylko o autorze powyższego komentarza i jest szukaniem dziury w całym .

Droga wiki,nikt nie zartuca panu doktorowi braku zawodowyej kompetencji lecz nieodpowiedzialnosc. Winnym tej sytuacji jest zabiegany pan doktor a nie jak usiluje nam przedstawic pani redaktor urzednik NFZ.
Teorie spiskowa rozpowszechnia pani redaktor,ktora jest stronnicza i niekompetentna.
t
tamdra

mam jeszcze jedno pytanie do pani red. Ewy Kosowskiej-Korniak : pan dr Juda jest zatrudniony na oddziale onkologii ,pododziale hematologii centrum medycznego w Pleszewie ( koło Jarocina!- dość daleko) ,czy nie wydaje się pani dziwne że pracując tam, jednocześnie jest na każde zawołanie pacjentów i na nocny telefon w Opolu , jak pisze pani w swoim artykule? Wszystko to niewątpliwie trudniejsze i bardziej wielowątkowe niż pani podaje. A kontrakt pan doktor na pewno dostanie tylko trochę później ,ale niesmak po tym artykule pozostanie także na później.

t
tamdra

czytam reportaż pani Ewy Kosowskiej - Komiak i jestem zbulwersowana jak można pisząc nie sprawdzić podstawowych faktów.Pisze pani że doktor Juda zakładał pierwsze wyjazdowe hospicjum domowe na opolszczyźnie - to kłamstwo! Ja zakładałam to hospicjum wspólnie z jeszcze jednym lekarzem, w oparciu o stację opieki Caritas w Opolu. Można to łatwo sprawdzić w stosownych urzędach i w rozmowie z księdzem dyrektorem Caritas w Opolu.Nie ujmuję zasług doktorowi ale nie można czyichś zasług sobie bezkarnie przywłaszczać.Znalazłoby się w tym artykule jeszcze parę nieścisłości, a dodać by można także i parę smutnych faktów . Zapraszam panią E. Korniak do rozmowy, myślę że łatwo mnie znaleźć - dla dążącego do prawdy dziennikarza to nic trudnego. Dziwię się też redakcji że tak łatwo puszcza przekłamane artykuły.

w
wiki

Chyba nigdy nie zetknąłeś ( łaś ) się z doktorem Cezarym Judą . To jeden z nielicznych , którzy odbierają telefony od pacjentów , oddzwaniają i naprawdę pomagają . Gdyby nie dr ,dziś byłabym już na Półwsi , kiedy sam nie mógł poradzić sobie z moją chorobą , skonsultował mnie z innymi specjalistami . Biega za piłką - to prawda , ale tym samym daje nam przykład i mobilizuje do walki z chorobą . Doszukiwanie się teorii spiskowych w komentowanym artykule , świadczy tylko o autorze powyższego komentarza i jest szukaniem dziury w całym .

w
wika
Czytajac ten artykul odniosi sie wrazenie ze znow zyjemy w okupowanym kraju, po jednej stronie ciemiezone spoleczenstwo a po drugiej obca wladza. Autorka z pewnoscia miala praktyke w radiu maryja i doswiadczenie z walka z ukladem. Bez problemow znalazla winnych- bezdusznych urzednikow NFZ, ktorzy wszystkimi sposobami przeszkadzali panu doktorowi w wypelnieniu formularzy o dofinansowanie. Pan doktor oczywiscie bezinteresownie, na kilku etatach leczy chorych a w wolnych chwilach goni za pilka i nic dziwnego ze nie ma czasu na tak prozaiczne zajecie jak administracja.
p
pacjent

Czytajac ten artykul odniosi sie wrazenie ze znow zyjemy w okupowanym kraju, po jednej stronie ciemiezone spoleczenstwo a po drugiej obca wladza. Autorka z pewnoscia miala praktyke w radiu maryja i doswiadczenie z walka z ukladem. Bez problemow znalazla winnych- bezdusznych urzednikow NFZ, ktorzy wszystkimi sposobami przeszkadzali panu doktorowi w wypelnieniu formularzy o dofinansowanie. Pan doktor oczywiscie bezinteresownie, na kilku etatach leczy chorych a w wolnych chwilach goni za pilka i nic dziwnego ze nie ma czasu na tak prozaiczne zajecie jak administracja.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3