Chrońmy polski Kościół przed romansem z władzą. Komentarz Krzysztofa Zyzika

Krzysztof Zyzik
Krzysztof Zyzik
Kościół istnieje dwa tysiące lat. Większość tego czasu dobrze radził sobie bez „obrońców” z PiS i TVP.
Kościół istnieje dwa tysiące lat. Większość tego czasu dobrze radził sobie bez „obrońców” z PiS i TVP. Fot. Piotr Krzyzanowski/Polska Press Grupa
Wojna światopoglądowa, jaką rozpętała pięć lat temu partia rządząca, a której apogeum przeżywamy w szczycie pandemii, wlała w serca Polaków nienawiść. Do przeciwnika politycznego, do mniejszości, do dawnego przyjaciela, a nawet do członka rodziny...

Niestety, Kościół katolicki w Polsce, z nielicznymi wyjątkami, do których zaliczam Kościół opolski, idzie pod rękę z dzielącą społeczeństwo władzą. A część księży, którzy są powołani do głoszenia Dobrej Nowiny, jeszcze tę agresję potęguje.

Tadeusz Rydzyk, z którym polski Kościół kojarzy się dziś bardziej niż z prymasem Wojciechem Polakiem, dzieli naród od początku powstania jego mediów. A jakim jest naprawdę chrześcijaninem, mogliśmy się przekonać m.in. w 2007 roku, kiedy podczas „wykładu” dla studentów swojej szkoły nazwał prezydentową Marię Kaczyńską „czarownicą, która powinna się poddać eutanazji”. Charakterystyczne, że była to jego reakcja na apel śp. prezydentowej, by nie zaostrzać ustawy antyaborcyjnej.

Mocne ale i prawdziwe są słowa senatora Michała Kamińskiego, że wielu z tych polityków władzy, którzy dziś deklarują, że słyszą „płacz mordowanych zarodków”, nie słyszało płaczu dzieci wykorzystywanych seksualnie na polskich plebaniach.

W sporze, który wyciągnął w szczycie pandemii setki tysięcy ludzi na ulice, wcale zresztą nie chodzi o ten „płacz zarodków”. Nie znam osobiście nikogo, kto protestuje na ulicach Opola i uważa, że aborcja jest czymś fajnym, a zabiegi przerwania ciąży powinny być dostępne jak usługi dentystyczne. Są skrajne feministki, które tak sądzą, ale to margines protestujących.

Główna oś sporu to zaburzona relacja władza-Kościół i o próby tworzenia w Polsce czegoś na kształt państwa wyznaniowego. W dodatku rękami opresyjnej partii, dla której religia to tylko narzędzie do utrzymania władzy i dzielenia społeczeństwa.

Dobra katoliczka, aby chronić życie poczęte, nie potrzebuje drakońskiego prawa świeckiego. Powinna się ona kierować nauką swojego Kościoła. Jeśli się do tej nauki nie stosuje, także w wielu innych aspektach życia, jest to problem jej i tegoż Kościoła, a nie świeckiego państwa.

W tym sensie nadgorliwość PiS, to finansowe i ideologiczne nadskakiwanie Kościołowi, długofalowo musi się obrócić przeciwko niemu. Już się zresztą obraca. Widać to po tych setkach tysięcy protestujących nawet w najmniejszych miasteczkach, gdzie od dziesięcioleci nie było demonstracji.

Kościół istnieje dwa tysiące lat. Większość tego czasu dobrze radził sobie bez „obrońców” z PiS i TVP. Przetrwał też gorsze nawałnice niż bazgranie fasad przez niemądre feministki.

Jarosław Kaczyński całe dekady wzbraniał się przed zaostrzaniem prawa aborcyjnego. W latach 90. nazwał partię ZChN, która do tego dążyła, „najkrótszą drogą do dechrystianizacji Polski”. W 2007 nie pozwolił marszałkowi Markowi Jurkowi procedować zaostrzenia prawa aborcyjnego, przez co ten opuści PiS. Teraz, kiedy Kaczyńskiego przyparli do muru radykałowie we własnych szeregach, sam obwołał się naczelnym obrońcą wiary. Tymczasem jeśli trzeba dziś przed kimś bronić polskiego Kościoła, to głównie przed Kaczyńskim i jego gasnącą partią.

Mobilnych ołtarzy jednak nie będzie?

Wideo

Dodaj ogłoszenie