Co drugi polski uczeń chodzi na korepetycje

Tomasz KapicaZaktualizowano 
Monika Kowalska jest uczennicą kędzierzyńskiego liceum: – Rozważam wzięcie korepetycji z matematyki. Chciałabym się czuć pewniej na maturze.
Monika Kowalska jest uczennicą kędzierzyńskiego liceum: – Rozważam wzięcie korepetycji z matematyki. Chciałabym się czuć pewniej na maturze.
Korepetycje przestały być szalupą ratunkową dla słabych uczniów i coraz częściej opłacają je rodzice zdolnych dzieci. Koszt? Od 20 do nawet 100 zł za godzinę.

Rodzice Kuby, ucznia szkoły średniej z Kędzierzyna-Koźla, opłacają tygodniowo dwie godziny korepetycji: po jednej z angielskiego i matematyki.

- Na dodatkowy angielski chodzi już od podstawówki. Dzięki temu wyprzedza program, ma same piątki i prawie płynnie mówi w tym języku - opowiada ojciec chłopaka. - Podobnie jest z matmą. Uczy się jej dodatkowo, ponieważ chce zdać maturę z najlepszymi ocenami, by dostać się potem na dobrą politechnikę.

Z danych CBOS-u i platform internetowych pośredniczących w szukaniu korepetytorów wynika, że z dodatkowych zajęć korzysta już prawie połowa uczniów.

Portal Ekorki.pl ocenia, że 20 procent z nich bierze korepetycje z angielskiego, a 18 proc. z matematyki. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się jednak lekcje z rachunkowości, statystyki, informatyki czy biologii.

W jednym tylko portalu znaleźliśmy 335 ogłoszeń z Opolszczyzny. Średnia cena wyliczona na podstawie wszystkich ofert to 26 zł za godzinę. To o 9 złotych mniej niż w woj. mazowieckim.

Najwięcej ogłoszeń (94) jest jednak w przedziale cenowym od 28 do 32 złotych za 60 minut pracy. Najdroższe oferty sięgają 100 złotych. Słono trzeba płacić m.in. za 60 minut korepetycji z mechaniki (średnia cena 85 zł) czy logistyki (60 zł). Najpopularniejsze przedmioty, takie jak język angielski czy matematyka, kosztują około 30 zł.

Stawki wahają się w zależności od miasta oraz doświadczenia i wiedzy korepetytora.

Korepetycje biorą najsłabsi i... najlepsi

Rodzice się boją, że szkoła nie jest w stanie dobrze przygotować ich dzieci do matury i studiów.

- Spotykam się często z taką tezą, ale nie uważam jej za prawdziwą - mówi Aleksander Iszczuk, dyrektor II Liceum Ogólnokształcącego w Opolu.

Coraz większą popularność korepetycji tłumaczy swoistą modą.

- W mojej ocenie szkoła przygotowuje dobrze ucznia do matury i studiów. Nie ma mowy o tym, żeby nauczyciel nie poświęcił uwagi młodemu człowiekowi, który ma problem z jakimś przedmiotem. Są też tzw. godziny karciane, czyli dodatkowe zajęcia, które mogą rozwijać pasje uczniów albo pomagać w opanowaniu wiedzy, gdy jest taka potrzeba.

Rodzice, którzy płacą za naukę podwójnie, bo raz w formie podatków, a drugi raz za korepetycje, nie wierzą jednak w te zapewnienia. - W klasach liczących ponad 30 uczniów nie sposób jest wszystkim przekazać wiedzę. A szkoły z braku pieniędzy nie mogą, choć chciałyby, tworzyć małych oddziałów - mówi ojciec ucznia z jednego z kędzierzyńskich liceów.

Korepetycji najczęściej udzielają studenci i sami nauczyciele, dorabiając w ten sposób do pensji. Rodzice zarzucają tym ostatnim, że nie przykładają się w szkole do pracy, tym samym zmuszając młodych ludzi, by później korzystali z ich usług, ale już odpłatnie. - To jest absolutnie niedopuszczalne i ja nie znam takiego przypadku, aby nauczyciel brał pieniądze za dodatkowe zajęcia od ucznia ze swojej szkoły - zaznacza Małgorzata Krzemieniecka-Duraj, dyrektor gimnazjum nr 1 w Nysie.

Zwykle jednak nauczyciele korepetytorzy przekazują sobie uczniów kolegom. Oni również uważają, że korepetycje udzielane własnym uczniom są wątpliwe etycznie.

Dr Tomasz Grzyb, psycholog społeczny ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej we Wrocławiu, mówi, że decydując się na korepetycje dla dzieci, rodzice powinni przede wszystkim kierować się zdrowym rozsądkiem.

- Musimy się zapytać dziecka, czy chce chodzić na takie dodatkowe zajęcia, i sprawdzić, czy już nie jest za bardzo obłożony nauką - mówi dr Grzyb. - Będąc w Tokio, widziałem rano w metrze dzieci, które z samego rana jechały na zajęcia przedlekcyjne i wracały późnym wieczorem z kolejnych zajęć dodatkowych. Tylko nie wiem, czy my chcielibyśmy fundować naszym dzieciom taką ilość obowiązków.

Dyrektor Iszczuk z II LO tłumaczy, że są sytuacje, w których korepetycje mogą być bardzo potrzebne.

- Np. wtedy, gdy uczeń zbyt późno zorientuje się, że źle wybrał kierunek szkoły średniej. Ma np. za mało biologii, a na maturze chce zdawać ją na poziomie rozszerzonym. Wówczas warto skorzystać z dodatkowych zajęć - mówi dyr. Iszczuk.

Sami korepetytorzy przyznają, że dodatkowe zajęcia przynoszą im niezłe dochody. - Za godzinę biorę 35 złotych, mam dwie, trzy osoby dziennie - opowiada jedna z emerytowanych nauczycielek z Kędzierzyna-Koźla. - W tygodniu mam z tego tytułu 500 złotych. Przez cały miesiąc na korepetycjach mogę zarobić więc więcej, niż dostaję emerytury.

Na jednym tylko portalu Ekorki.pl są 43 tysiące ogłoszeń i 35 tys. zarejestrowanych korepetytorów. Szacuje się, że rynek płatnych zajęć wyrównawczych wart jest już kilka miliardów złotych.

Wideo

polecane: Flesz: Koniec gorszego jedzenia - żywność w Polsce, jak na zachodzie.

Materiał oryginalny: Co drugi polski uczeń chodzi na korepetycje - Nowa Trybuna Opolska

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 32

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
G
Gość

Przede wszystkim, żeby się czegoś nauczyć, to trzeba się czymś interesować. A tego właśnie najczęściej rodzice nie potrafią zaszczepić swoim dzieciom. Zwykłego zaciekawienia tym, co je otacza. Bezmyślność dominuje nasze czasy. Pytam kiedyś jednego współpracownika, straszliwego nudziarza i tzw. pierdołę dzień dobry - Sławek, a co ciebie interesuje tak poza pracą, coś czytasz, może jakieś hobby masz? A on mi na to - Yyy, mje to tylko robota interesuje. Robota, piniendze nu i samochód. Tylko czekać jak spłodzi potomka.

zgłoś
r
reywal

Wynika to z przeświadczenia rodziców myślących, że >>szkoła ma uczyć<<, ale to nie znaczy, że nauczyciel ma całość wiedzy przetransmitować dziecku do głowy. Dzieci powinno się uczyć w szkołach - skąd mogą zaczerpnąć wiedzę i jak ją przyswoić. Samodzielność i systematyczność to są sposoby na naukę, a jeśli uczeń sam sobie nie radzi, bo nie potrafi zrozumieć przedmiotu pomimo starań, korepetycje mogą pomóc, chociaż nawet one nie nauczą dyskalkulika matematyki, czy dysortografika ortografii. Cudów nie ma. Takich przedmiotów jak historia, gdzie jest dużo rzeczy do zapamiętania bez samodzielnej nauki trudno będzie dziecku się nauczyć. Korepetytor nawet najlepszy nic nie zdziała bez inicjatywy ucznia. Prawdziwa wiedza nie jest towarem, który można nabyć za pieniądze, a przez nakład własnej pracy umysłowej. Nie widzę nic złego w korepetycjach, ale nie każdego rodzica na nie stać. Na szczęście są zajęcia wyrównawcze, jednak z doświadczenia wiem, że są lekceważone przez uczniów. Korepetycje często też. Żeby się nauczyć trzeba chcieć i trzeba nad tym pracować. Osobiście. Korepetytor może tylko być podporą.

zgłoś
c
cfaniak
Jako nauczyciel powiem Wam jedno - jakby się chciało dziecko nauczyć na lekcjach to by się nauczyło i tyle! A z drugiej strony spróbujcie nauczyć kogoś np. historii w klasie 30 osobowej, gdzie 10 osób jest dobrych i ich o interesuje, 10 ma stosunek obojętny, a 10 ma to głęboko gdzieś i rozwala całą lekcję...

Gdzie ty człowieku uczysz ? bo w polskiej szkole może być max 26 osób.
Liczebność klas ogólnodostępnych w szkołach nie jest określona w przepisach w równie całościowy sposób, jak w przypadku przedszkoli. Istnieje jedynie wskazanie, aby edukacja w klasach I-III szkoły podstawowej odbywała się w zespołach rówieśniczych liczących nie więcej niż 26 osób.
Podstawa prawna: punkt 4 Zalecanych warunków i sposobów realizacji, zawartych w rozdziale „I Etap edukacyjny: klasy I-III Edukacja wczesnoszkolna” Załącznika nr 2 Podstawa programowa kształcenia ogólnego dla szkół podstawowych do Rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 23 grudnia 2008 r. w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz kształcenia ogólnego w poszczególnych typach szkół (Dz. U. 2009 nr 4 poz. 17)
zgłoś
G
Gość
Jako nauczyciel powiem Wam jedno - jakby się chciało dziecko nauczyć na lekcjach to by się nauczyło i tyle! A z drugiej strony spróbujcie nauczyć kogoś np. historii w klasie 30 osobowej, gdzie 10 osób jest dobrych i ich o interesuje, 10 ma stosunek obojętny, a 10 ma to głęboko gdzieś i rozwala całą lekcję...

Słuszna uwaga. Myślę, że w końcu należałoby uznać rację Jasia, który nie chce się uczyć i uwolnić go od tego obowiązku. Nie chce się Jasio uczyć - niech Jasio idzie do domu. Zamiast urządzać w szkole rozróby - do domu! Do taty, do mamy!
zgłoś
G
Gość

Rodzice się boją, że szkoła nie jest w stanie dobrze przygotować ich dzieci do matury i studiów.

Rodzice są robieni w bambuko przez dzieci. Te bowiem tracą w szkole czas na zwyczajne obijanie się. Kolo, który zechce przyjąć tylko to, co oferuje mu szkoła, może z powodzeniem osiągać bardzo dobre wyniki w nauce i doskonale zdać egzamin maturalny na rozszerzonym poziomie. Mój kolega tak zdał i bez problemu został przyjęty na politechnikę wrocławską oraz dwa uniwersytety techniczne w Niemczech. Wybrał Niemcy. Doskonale posługuje się językiem angielskim i niemieckim. Wprawdzie niemieckiego uczył się prywatnie, ale angielskiego tylko w szkole. Da się. Jak się chce. A jak nie bardzo się chce, to robi się starych w balona, skubiąc niekiedy korkową kasę na własne potrzeby, a starzy uspokojeni dodatkowymi zajęciami nie zawracają głowy. Znacie to?

zgłoś
G
Gość
Psioczycie, że nauczyciele nie pracują za darmo, bo wg Was chyba powinni i najlepiej jeszcze płacić dzieciom i Wam, że je uczą. Dyskutujecie na temat ich rzekomo ,,wywindowanego" wynagrodzenia za pracę. Podam dla przykładu pewną historię. Pewnego razu zapchała mi się toaleta i musiałam sprowadzić hydraulika. Zainkasował 170 zł za 5 min pracy, nie wydał mi paragonu fiskalnego, ale nic nie szkodzi, cieszę się, że odepchał ustęp i jestem mu za to wdzięczna. Za pracę należy się zapłata, a jeśli uważacie inaczej, bo kiepsko przędziecie i żałujecie innym, to do nauki było się brać nieroby i też moglibyście dorabiać korepetycjami. W prawdzie nie tyle co Pan hydraulik, ale zawsze 3 dyszelki by Wam wpadły. A tak psioczycie jak psy ogrodnika, bo sami nie macie, a żałujecie innym. Szkoda Waszych dzieci, że mają rodziców pieniaczy, którzy nie doceniają wartości edukacji, bo macie gdzieś ich rozwój, myślicie tylko o sobie. Przesiąknęliście jadem i żółcią, bo Wam się nie udało ustawić, ale nie zapominajcie moi mili, kto Was nauczył pisać. Gdyby nie ci ,,źli" nauczyciele byście byli analfabetami, więc ochłońcie, zacznijcie trzeźwo oceniać sytuację, bo żal czytać takie bzdury rodem wprost z marginesu społecznego.

Zadzwoń lepiej i sprawdź, bo w mojej szkole, od poniedziałku, już nie musisz przychodzić do "pracy".
zgłoś
r
reywal

P.S. Dawniej w rodzinach inteligenckich dzieci miały guwernantki. Także nie rozumiem oburzenia niektórych. Wg Waszego toku myślenia powinno wszystko wrócić do epoki kamienia łupanego? To Wasza sprawa, ale nie siejcie propagandy, dość już tego ciemnogrodu. Żal Wam, że nauczyciel może dorobić, bo sami się nie nadawaliście, bo żeby nim zostać potrzeba odrobinę oleju w głowie, a jak macie dwie lewe ręce do roboty to pretensje miejcie do siebie, a nie do innych-czy to do nauczycieli, czy to lekarzy.

zgłoś
r
reywal

Psioczycie, że nauczyciele nie pracują za darmo, bo wg Was chyba powinni i najlepiej jeszcze płacić dzieciom i Wam, że je uczą. Dyskutujecie na temat ich rzekomo ,,wywindowanego" wynagrodzenia za pracę. Podam dla przykładu pewną historię. Pewnego razu zapchała mi się toaleta i musiałam sprowadzić hydraulika. Zainkasował 170 zł za 5 min pracy, nie wydał mi paragonu fiskalnego, ale nic nie szkodzi, cieszę się, że odepchał ustęp i jestem mu za to wdzięczna. Za pracę należy się zapłata, a jeśli uważacie inaczej, bo kiepsko przędziecie i żałujecie innym, to do nauki było się brać nieroby i też moglibyście dorabiać korepetycjami. W prawdzie nie tyle co Pan hydraulik, ale zawsze 3 dyszelki by Wam wpadły. A tak psioczycie jak psy ogrodnika, bo sami nie macie, a żałujecie innym. Szkoda Waszych dzieci, że mają rodziców pieniaczy, którzy nie doceniają wartości edukacji, bo macie gdzieś ich rozwój, myślicie tylko o sobie. Przesiąknęliście jadem i żółcią, bo Wam się nie udało ustawić, ale nie zapominajcie moi mili, kto Was nauczył pisać. Gdyby nie ci ,,źli" nauczyciele byście byli analfabetami, więc ochłońcie, zacznijcie trzeźwo oceniać sytuację, bo żal czytać takie bzdury rodem wprost z marginesu społecznego.

zgłoś
r
rozsądek

Jeżeli podane dane są prawdziwe to oznacza ni mniej, ni wiecej kompromitacje kolejnych reformatorów (magików) zajmujących się kolejnymi reformami szkolnictwa... Uważam, że w pierwszej kolejności powinno zlikwidowac sie gimnazja, których sensu nie rozumiem (osobiscie uwazam, ze to tylko zbętna biurokracja...). Nastepnie nalezało by urealnić pensje i czas pracy nauczycielom...(jasno okreslony czas pracy i pensja za ten czas, plus nagrody za wyniki w nauczaniu... tj. premiujemy najlepszych). Dodatkowo z systemu powinno eliminowac się najsłabszych nauczycieli jak i uczniów, którzy zanizaja poziom... Nie kazdy może uczyć jak i nie każdy musi skonczyc szkołe... nie chcesz sie uczyć to wyjazd.... A przede wszystkim przywrocic dyscypline w szkołach... Proste rozwiazania niestety bywaja nie realne... :/

zgłoś
G
Gość

"... Nauczyciel szkoły podstawowej przy tablicy spędza rocznie 502 godziny, co przy 186 dniach pracy daje około 162 minut - nieco ponad trzy i pół godziny lekcyjne dziennie. Dla porównania rosyjski ma średnio pięć lekcji dziennie, niemiecki 5,5, czeski blisko sześć, hiszpański prawie siedem, a amerykański osiem. Średni czas pracy dydaktycznej nauczycieli dla krajów OECD oraz UE wynosi ponad 5,5 godziny lekcyjnej.
Jeszcze gorzej wyglądają statystyki dotyczące wymaganego czasu pracy w szkole..."

... bez komentarza.

zgłoś
e
emgie

Wszystkiemu winny system.
Jest nieodpowiedni. W klasach jest po pierwsze za dużo uczniów a po drugie klasy są pomieszane. "Bardziej chłonni" wiedzy uczniowie z tymi mniej. Nauczyciel nie Napoleon-nie ma aż takiej podzielności uwagi żeby tych i tych nauczyć.

zgłoś
p
piszę z K-Koźla

Biedne dzieci, toż wy same doprowadzacie do takich sytuacji.
Brak dyscypliny nie tylko na lekcjach, ale także w samokształceniu i powtarzaniu materiału, powoduje systematyczne braki w wiedzy, które pogłębiają się z upływem kolejnych lat nauki.
I nawet jeżeli należysz do grupy tych uczniów, którym zależy na zdobyciu wykształcenia, to niektóre twoje koleżanki i koledzy z klasy olewają wszystko, zaniżając poziom nauczania.
Nie można mieć pretensji do nauczycieli, tylko do nieuków – polityków, którzy biorą się za reformowanie szkolnictwa chyba tylko pod wpływem nienawiści do szkoły i swoich byłych nauczycieli!
Największe nieszczęście spotkało szkolnictwo polskie w 1999r., gdy w systemie oświaty pojawiły się gimnazja! Niedługo później w tej szkole pojawiła się agresja do rówieśników i nauczycieli, palenie papierosów, picie alkoholu (nie tylko piwa), branie narkotyków i galerianki. Likwidacja gimnazjów pozwoli na powrót do normalności w systemie polskiej edukacji.
A wszyscy normalni rodzice i nauczyciele wiedzą, że optymalna ilość uczniów w klasie, to 15 osób. MEN odcina się od odpowiedzialności za przepełnione klasy, zrzucając winę na organy prowadzące szkoły (głównie samorządy).
I to wszystko staje się powodem brania korepetycji, bo 35 osobowej klasy żaden nauczyciel nie jest w stanie nauczyć obowiązującego programu, szczególnie w przypadku, gdy połowa uczniów ma braki w wiedzy z wcześniejszych lat nauki!

zgłoś
E
Emila

Jasne, ze dzieciaki biorą korki. Sama niedawno wyszłam z objęć edukacji licealnej i pamiętam, jakie były lekcje z niektórych przedmiotów. Żenada Tylko korki ratowały mnie przed rozszerzonymi egzaminami maturalnymi, inaczej byłoby kiepsko. I taki kurs w Speak up przydał się o tyle, że zdobyłam niemało procent z pisemnego i ustnego, i udało mi się dostać na filologię angielską. Warto było kuć tyle czasu

zgłoś
G
Gość
Witam, 20 ponad lat temu w szkole miałem język rosyjski , nikt się do nauki tego języka nie przykładał , a jednak po ponad 20-stu latach potrafię płynnie przeczytać tekst pisany po rosyjsku i nawet go przetłumaczyć na polski , to chyba wyjaśnia jak uczono kiedyś a jak teraz.

W szkole zahacza się pedagog, by ktoś za niego płacił ZUS i nie czuł się wyizolowany towarzysko - prawdziwe pieniądze, w wolnych chwilach, sam sobie drukuje w domu.
zgłoś
G
Gość

Witam, 20 ponad lat temu w szkole miałem język rosyjski , nikt się do nauki tego języka nie przykładał , a jednak po ponad 20-stu latach potrafię płynnie przeczytać tekst pisany po rosyjsku i nawet go przetłumaczyć na polski , to chyba wyjaśnia jak uczono kiedyś a jak teraz.

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3