Co się dzieje gdy nie weźmiesz paragonu? "Tankujesz i cudzą kieszeń pompujesz"

Krzysztof Strauchmann
Krzysztof Strauchmann
Udostępnij:
- Nie wierzy mi pan? To niech pan sprawdzi ile jest wystawionych na "olx" ofert pracy na stacjach paliw w Polsce. Po obniżce stawki VAT na paliwo masa ludzi odeszła tam z roboty - usłyszałem. Sprawdziłem. W bazie portalu olx jest obecnie 850 ofert zatrudnienia na stacji paliw. Dużo. Bo eldorado się skończyło...

Stacja jak stacja, przeciętna, średniej wielkości. Prywatna, żadna wielka sieć. Kierowcy podjeżdżają, tankują, płacą w przeszklonym pawilonie. Czasem ktoś weźmie jeszcze z półki wodę czy batonik, inny zamówi hot doga albo kawę. Banalny widok, każdy z nas oglądał te sceny dziesiątki razy. A jednak toczy się tam niedostrzegalna gra.

Jak nie dać paragonu?

Klientom trzeba się dyskretnie przyglądać – mówi była pracownica stacji. Przed spotkaniem umówiliśmy się, że nie będzie żadnych nazwisk, imion, informacji ułatwiających identyfikację. Po artykule pewnie zrobi się szum, będzie polowanie na „informatora”. - Każda stacja ma swoich stałych klientów, w ich przypadku wiemy, kto bierze paragon, a kto nie. Nowego się obserwuje. Czasem wystarczy obsługiwać wolniej, najpierw wydać resztę. Część ludzi wtedy dziękuje i odchodzi, nie czekając na paragon. Paragon wydaje się na końcu. Część wręcz kładzie na ladzie odliczone pieniądze i wychodzi. Zdarza się też, że ktoś się wróci spod samochodu po paragon. Kasjer mówi wtedy: Oj, już wyrzuciłem do kosza. To proszę wyciągnąć! Ale jak, przed chwilą wrzuciłem tam jeszcze sos z hot doga. Wszystko w środku jest usmarowane. Najbardziej uparty powie wtedy: No to dobra, trudno.
Dawniej wszyscy płacili gotówką i omijanie kasy fiskalnej było łatwiejsze. Kasjer brał pieniądze, wydawał resztę, zwlekał z paragonem udając, że jest zajęty i czekał na reakcję kierowcy. Jeśli ten był uparty i czekał na paragon, to kasjer w końcu musiał wbić transakcję na kasę i wydrukować paragon.

Teraz jest trudniej, bo nauczyliśmy się płacić kartami bankowymi. Trudniej nie znaczy, że to niemożliwe.

- Jeśli klient płaci kartą, trzeba mu najpierw wydać wydrukowane potwierdzenie wpłaty z terminala bankowego, a dopiero potem, ewentualnie, wydruk z kasy fiskalnej. Jeśli się wbija należność na kasie później niż na terminalu, to już nie może wskazać płatności kartą, a wyłącznie gotówką. Klient dostanie więc na paragonie, że płatności dokonał gotówką. Jeśli się uważnie przyjrzy paragonowi, to zobaczy sprzeczność i się zorientuje – tłumaczy cierpliwie była pracownica stacji paliw. - Duża część wychodzi tylko potwierdzeniem przelewu, nie zastanawiając się, że powinien być jeszcze paragon z kasy. Zresztą nie każda kasa fiskalna na stacji jest spięta z terminalem, choć powinna być. Jeśli na stacji są dwie kasy, to główna zazwyczaj nie jest spięta z terminalem i to na tej pracownicy najchętniej przyjmują takie transakcje. Klient odchodzi bez paragonu, transakcja nie przechodzi przez kasę. Teoretycznie kontrola może dojść do tego, że ilość transakcji odnotowanych na terminalu i nie zgadza się z liczbą sprzedaży odnotowaną na kasie. Ja jednak nie słyszałam o takich kontrolach.

Lewy fundusz socjalny

W efekcie takiego procederu na koniec dnia czy tygodnia stacja paliw ma większą sprzedaż paliwa niż to wynika z dokumentów kasowych. Dla przykładu założymy, że w ciągu dnia stację odwiedza średnio 100 kierowców z silnikiem diesla i każdy tankuje 20 litrów oleju napędowego. Łącznie do ich baków płynie 2 tysiące litrów paliwa, a należność za to trafia do kasy albo na konto stacji. Jednak co piątą transakcję udajesię pracownikom ukryć i nie wprowadzać na kasę fiskalną. W rozliczeniach z urzędem skarbowym właściciel stacji odprowadzi więc podatek VAT od 1600 litrów. Średnia cena oleju napędowego na Opolszczyźnie, bo proceder dotyczy tylko oleju napędowego, wynosi obecnie 7,3 złotego. W tej cenie każdy kupujący zapłacił 8 procent podatku VAT, który stacja ma obowiązek wykazać i odprowadzić do urzędu skarbowego. Przy obecnej cenie oleju napędowego to 58 groszy od jednego litra. Podatek od sprzedanych ale nie ujętych w ewidencji 400 litrów to 230 złotych. Miesięcznie około 7 tysięcy.

- Program komputerowy jest tak stworzony tak, że transakcję bez paragonu przerzuca się w odpowiednie miejsce, gdzie to jest schowane i zsumowane – kontynuuje była pracownica stacji. - Przy rozliczeniu doby kierownik stacji widzi dokładnie, ile paliwa sprzedano bez paragonu. Na taką ilość wystawia fakturę na zaprzyjaźniona firmę transportową, która odbiera fakturę bez tankowania i bez płacenia. A potem w swoich rozliczeniach z urzędem skarbowym przedstawia fakturę do zwrotu VAT i taki zwrot dostaje. To zazwyczaj są dobrze znane, zaprzyjaźnione firmy transportowe, które uczestniczą w procederze od dawna. Co miesiąc kierownik stacji i szef firmy transportowej spotykają się i dzielą pieniędzmi. Stacja dostaje swoją dolę ze zwróconego podatku. Kierownik wypłaca z tego premie dla ludzi na kasie, czasem pokrywa braki w kasie, bo zdarza się, że coś zniknie z półki albo kierowca ucieknie bez płacenia. Zdarza się nawet, że dekoracje świąteczne na stacji się z tego opłaca.

Jak duże są takie nieoficjalne „premie”? To zależy od stacji, wielkości obrotów. Na przeciętnej wielkości stacji wychodzi obecnie po kilkaset złotych na osobę. Kierownik odlicza dla siebie trochę więcej. Właściciel stacji nie ma z procederu nic, choć pewnie o nim wie i udaje, że tego nie dostrzega. Korzyść ma taką, że pracownicy nie domagają się podwyżek i na umowie o pracę może spokojnie wpisać nieco ponad minimalną pensję. Szefowie „na górze” nie ingerują w podział lewej kasy, chyba, że ktoś z pracowników poskarży się do nich, że jego premia była mała. Wtedy mogą sprawdzić, ile pieniędzy wpadło dodatkowo. Dokumentów nie ma, ale program daje możliwości sprawdzenia, ile faktur sprzedano na lewo.

- Wcześniej podatek VAT na paliwie wynosił 23 procent i pieniądze z tego procederu były trzy razy większe – tłumaczy była pracownica. – Kiedy w lutym tego roku rząd wprowadził tarczę antyinflacyjną, stawkę VAT na paliwo czasowo obniżono do 7 procent. W czerwcu znów przedłużono o kilka miesięcy obniżony VAT. Opłacalność z lewych faktur spadła, a ryzyko w razie wpadki jest duże. Dlatego sporo ludzi odeszło z tej pracy. Wystarczy sprawdzić ogłoszenia, na wiosnę stacje zaczęły pilnie szukać nowych pracowników.

Ryzyk – fizyk

Proceder z wyłudzaniem VAT na stacjach benzynowych był opisywany w mediach już lata temu. Aby go ograniczać Ministerstwo Finansów od lat cyklicznie organizuje akcję informacyjną „Weź paragon”. W 2016 roku adresowano ją specjalnie do kierowców na stacjach. Zachęca też do zgłaszania przypadków nie wydania paragonu. Skali tego zjawiska nie zna jednak nikt i nikt nie szacuje traconych przez skarb państwa dochodów. Duże koncerny zwalczają takie zachowania wśród swoich pracowników, zachęcają klientów do brania paragonów. Na małych stacjach bywa z tym różnie. Kary za taki proceder są jednak dotkliwe, można nawet trafić do więzienia. Kary grożą także firmie przewozowej, która kupuje lipną fakturę. Czasem też ktoś zaliczy wpadkę. Przed rokiem policjanci z sekcji przestępstw gospodarczych przyłapali pracownicę stacji paliw w Sieradzu na wystawieniu 8 lewych faktur dla firmy transportowej. Zarzucono jej fałszowanie dokumentów dla uzyskania korzyści majątkowej.

- Każdy pracownik stacji jest świadomy tego, w czym uczestniczy – opowiada dalej anonimowa była pracownica stacji. - Tłumaczy się mu, że to fundusz na premie. Po prostu tak wypracowuje swoje premie. Każdemu się powtarza: Tak trzeba robić, tak tu jest. Jak się wyłamie, to nie dostanie premii. Z drugiej strony pracownik ma jasno powiedziane, że jeśli będzie wpadka, kontrola, coś się stanie, to właściciel o niczym nie wie, a cała odpowiedzialność spada na kierownika stacji i na personel. Każdy na kasie podpisuje oświadczenie, że zdaje sobie sprawę z tego, że nie wydanie paragonu jest niezgodne z prawem i odpowiada za to sam. Każdy jest też poinstruowany, że jeśli dostanie mandat od kontrolera ze skarbówki, to ma go nie przyjąć. Wtedy sprawa trafia do sadu, a tam już interesu firmy bronią adwokaci.

Opolska administracja skarbowa nie udziela informacji szczegółowych ile kontroli paragonów i kas fiskalnych przeprowadzono ostatnio na stacjach paliw czy w każdej innej branży. Udostępniane są dane statystyczne łączne, z których wynika, że liczba kontroli w tym roku wzrosła trzykrotnie, a mandatów nałożono 6 razy więcej.

- W pierwszym półroczu 2021 roku opolska Krajowa Administracja Skarbowa przeprowadziła 1 047 kontroli kas rejestrujących. Nałożono 26 mandatów karnych – mówi Agnieszka Jóźwin – Dalecka, rzecznik Izby Administracji Skarbowej w Opolu. - W pierwszym półroczu tego roku opolska Krajowa Administracja Skarbowa przeprowadziła 2 910 kontroli kas rejestrujących. 94 kontroli przeprowadzono w formie nabycia sprawdzającego. Nałożono 163 mandaty karne.

Nabycie sprawdzające to nowa procedura, która ma poprawić skuteczność kontroli skarbowych. Kontroler przychodzi do sklepu incognito, kupuje coś, a potem przedstawia się i zwraca towar. Akurat na stacjach benzynowych trudno ja zastosować, bo trzeba by paliwo odlać z powrotem z auta do zbiornika.

- Nie słyszałam o nakładaniu mandatów na stacjach. Jak gdzieś w okolicy wpada skarbówka, to zaraz idzie informacja przez telefon do innych, jakim autem jeździ kontroler. Potem ktoś z personelu staje na podjeździe i pilnuje – opowiada nasza informatorka. - Skarbówka musiała by wysyłać w teren innych ludzi, różnymi samochodami, albo przyjeżdżać jednocześnie na kilka stacji. Tak naprawdę jedynym sposobem na ograniczenie tego procederu jest branie przez kierowców paragonu za paliwo. Wtedy pieniądze z podatku trafiają do państwa. Fakt, szkoda pracowników, ale niech pracodawca płaci im porządne pensje, bo ten biznes jest dochodowy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Atak na cywilów pod Zaporożem. Wielu zabitych i rannych

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Zatem dla zwykłego szaraka który tankuje to bez różnicy bo zapłaci tak czy siak tyle samo...

A z korzyścią dla małych stacji, które i tak ledwo przędą bo państwo ich obiera że skóry, do tego faworyzuje wszystkim dobrze znana państwowa sieć paliw Orlen...

Poczekajmy aż Orlen będzie miał monopol...

Ciekawe co wtedy wszyscy powiedza....
G
Gość
Nie padła nazwa stacji ale wiadomo że nie chodzi o stacje ORLEN czy też LOTOS ponieważ system kasowy jest tak skonstruowany że nie da się już zrobić faktury zbiorczej na koniec dnia . Z treści jasno wynika że chodzi o stacje prywatne " właściciel " .

Bzdura jest pisanie że jest sporo etatów na stacjach z powodu nieopłacalności handlu fakturami . Od wielu lat nie ma chętnych do pracy nie tylko na stacjach .
S
Student
Zachęcam opolską skarbówkę do kontroli faktur na opolskich orlenach. Może się bowiem okazać, że nagle przed północą trwa masowe drukowanie faktur. Na jedną firmę.
G
Gość
Dlatego bezmajtek czuje się bezkarny i robi, co chce!
Więcej informacji na stronie głównej Nowa Trybuna Opolska
Dodaj ogłoszenie