Co się wydaje obrońcom Dobrzenia

Krzysztof Zyzik
Archiwum (o)
Komentarz Krzysztofa Zyzika, naczelnego Nowej Trybuny Opolskiej.

Podczas gdy Opole, także dzięki ponadpartyjnej zgodzie, przeżywa dni historycznego sukcesu związanego ze zgodą na utworzenie kierunku lekarskiego, w Dobrzeniu Wielkim trwa w najlepsze wojna z władzami miasta. Przy okazji walki z wrogami pierwszoplanowymi, wytoczono też batalię opolskim mediom, w tym nto. Areną wojny, swoistą szczujnią na niezależną prasę, stał się profil fejsbukowy „Nie dla rozdzielenia gminy Dobrzeń Wielki”.

Niestety, wygląda to na zorganizowaną walkę z niezależną gazetą. Batalię prowadzoną z nieznanych mi powodów. Ponieważ o konflikcie wokół Dużego Opola piszemy uczciwie i z szacunkiem dla demonstrantów, można w nas uderzyć jedynie kłamstwami. I to się właśnie dzieje.

„List do ministra Patryka Jakiego, którego nie zgodziła się opublikować „Nowa Trybuna Opolska” – taka czołówka przez kilka dni napędzała agresję internautów wobec naszej gazety.

Joachim Pietrek: „Prawda w oczy kole, dlatego tego nie opublikowali”. Kasia Nowak: „To brukowiec, zero obiektywizmu. Komuna, jak kiedyś”. Monika Ciernia: „Redaktor naczelny drży przed Jakim i ratuszem”. Violetta Araszewska: „Mafia i tyle”. Cytuję nazwiska, bo autorzy wpisów ich nie ukrywają. W przeciwieństwie do redaktorów profilu.

To posłuchajcie jedni i drudzy: „Nowa Trybuna Opolska” nie odmówiła publikacji żadnego listu do Patryka Jakiego. Nikt go nawet do naszej redakcji nie wysłał. Jak ustaliliśmy, anonimowemu autorowi tylko – uwaga - WYDAWAŁO SIĘ, że nto nie opublikuje listu, dlatego napisał, że nie zgodziliśmy się go wydrukować. To nie jest żart. Tak wygląda poziom dziennikarstwa uprawianego przez ludzi, którzy mają czelność besztać na demonstracjach i w sieci Nową Trybunę Opolską.

Odnalezienie autorów ostatniego kłamstwa zajęło mi kilka dni, bowiem niemal wszyscy poważni liderzy protestu w bezpośredniej rozmowie odcinają się od profilu „Nie dla rozdzielenia...”.

Nie identyfikuje się z nim wójt gminy Henryk Wróbel, a radny i lider lokalnej grupy medialnej „Balaton” Łukasz Kołodziej daje mi nawet słowo honoru, że nie ma „z tym” nic wspólnego. Słyszę od wielu moich rozmówców, że „cenią nto”, „od lat czytają i szanują”, jest im głupio, że sprawy poszły w taką stronę „i w ogóle”. Świetnie, tylko w takim razie kto w Dobrzeniu szczuje na media?

Jedyną osobą, która przyznała mi się do jakiegokolwiek związku z profilem jest Piotr Libawski, rzecznik komitetu „Tak dla Samorządności”. On jednak nie chciał ujawnić, kto jest autorem ostatniego kłamstwa wymierzonego w wiarygodność nto. - Redagujących mamy sześciu, chcą pozostać w ukryciu, więc muszę to uszanować – powiedział. Po moich dalszych telefonach skontaktował się ze mną Rafał Łężny, działacz partii „Korwin”. Okazuje się, że to współpracujący z nim kolega (oczywiście anonimowy) nakłamał, że nto nie zgodziła się opublikować listu do ministra.

- Po wymianie maili i Pana reakcji – napisał mi Łężny - dociśnięty do muru autor przyznał, że nie rozmawiał z Panem w tej sprawie, bo był przekonany, że „zapewne nto tego nie wydrukuje”. Wypada przeprosić za zaistniałą sytuację”.
Świetnie, ale mleko już się wylało.

Na podstawie bezczelnego kłamstwa dziesiątki osób w Dobrzeniu Wielkim wyzwały mnie i kierowaną przeze mnie gazetę od tchórzy, cenzorów, a nawet od mafii. Na podstawie innych, uporczywie powtarzanych tam kłamstw („nto siedzi w kieszeni ratusza”, „naczelny przyjechał do elektrowni w samochodzie z wiceprezydentami”), szarpie się naszą zdobywaną latami wiarygodność. Smutnym paradoksem jest, że dotyczy to nto - dziennika, który konsekwentnie utrzymuje niezależność od władzy, który z powodzeniem uprawia dziennikarstwo śledcze, co nie jest już w polskich mediach regułą.

W rozmowach „off the record” wpływowe osoby z gminy i mniejszości niemieckiej dostrzegają problem bezsensownego i niesprawiedliwego ataku na media. Brakuje im jednak odwagi, a może i motywacji, by wezwać oszczerców do opamiętania. Raz to zrobili, występując w obronie ordynariusza Andrzeja Czai.

Biskup opolski podczas Światowych Dni Młodzieży dał się sfotografować w radosnej pozie z prezydentem Opola Arkadiuszem Wiśniewskim i przewodniczącym rady miasta Marcinem Ociepą. Na profilu uznano to za skandaliczne bratanie się ze „złodziejami”. „Pasterz nas opuścił” – komentowano. Zarzucono też kościołowi „branie pieniędzy od ratusza”. Po interwencji polityków, zdjęcie biskupa z fejsbuka wyparowało. Dobrze, bo był to faktycznie wyjątkowo niesprawiedliwy i głupi atak. Szkoda tylko, że ci sami notable nie kiwnęli palcem w sprawie oszczerczych ataków na media.

W dobie mediów społecznościowych, jak zauważyła w eseju Ann Applebaum, prawda rozmywa się w morzu kłamstw i pomówień, bo głos doświadczonego redaktora, który weryfikuje informacje, waży tyle samo co głos fejsbukowego oszczercy, którego kres możliwości intelektualnych to np. wyśmiewanie się z nazwisk adwersarzy (red. Łukasz Żygadło „rzyga teksty” - przeczytałem na profilu). Tym większa odpowiedzialność ciąży na tych, którzy zyskują w sieci nagłą popularność. Którzy z miesiąca na miesiąc stają się kreatorami opinii, choćby w wymiarze lokalnym.

Drodzy koledzy z „Nie dla rozdzielenia gminy Dobrzeń Wielki”, wbrew waszemu wyobrażeniu, dziennikarstwo to nie jest „fiku, miku”. To przede wszystkim odpowiedzialność. Za słowo i za ludzi, których emocjami zarządzacie. Te cztery tysiące osób, które śledzą wasz profil, plus ich rodziny i znajomi – to już się robi armia. Możecie tymi ludźmi manipulować, możecie używać w jakichś bieżących rozgrywkach, których nie rozumiem i nie chcę rozumieć. Ale wszystko, co napisaliście, również wasze kłamstwa, pozostanie.

Nie wstydzę się ani jednego mojego komentarza na temat Dużego Opola. Jestem też dumny z roli gazety, która w tej rozhisteryzowanej rzeczywistości zachowuje zimną krew, stara się łagodzić emocje, co tak was irytuje. Życzę wam, drodzy redaktorzy, żebyście mogli to samo powiedzieć o sobie. Pomyślcie o tym, zanim kolejny raz wpadniecie na pomysł, by kogoś bezpodstawnie oczernić i zohydzić. Bo coś się tam komuś wydawało.

Wideo

Dodaj ogłoszenie