Co w głowie, to na języku, czyli o hołocie w sejmie

Ryszard Rudnik
Ryszard Rudnik
Jarosław Kaczyński w Sejmie RP.
Jarosław Kaczyński w Sejmie RP. Adam Jankowski
Tego się nie da odusłyszeć, prezes PiS znowu nie przebierał w słowach.

Chodzi o to, żeby się różnić pięknie, a spierać z klasą, ale zdaje się, że dla części naszych polityków to zadanie ponad ich siły oraz możliwości.

„Takiej hołoty chamskiej jeszcze nie było”- stwierdził na sali sejmowej prezes Kaczyński i trzeba mu chyba przyznać rację.

Każde dziecko od piaskownicy wie, że kto się przezywa, ten się tak nazywa. I to jest porównanie jak najbardziej a propos, choć pewnie niejedno z nas pamięta, że w piaskownicy, nie licząc zabranego wiaderka, jednak dzieci na siebie tak nie bluzgają.

Tak panie prezesie, takiego chamstwa w polskiej polityce dawno nie było. Nawet w PRL-u nie używano publicznie knajackiego języka ograniczając się do takich pojęć jak: reakcjoniści, awanturnicy czy wrogie siły.

W związku z tym, że wypowiedzi prezesa PiS nie da się odusłyszeć, część otaczającej go kamaryli idzie w zaparte i wyraża zdumienie reakcją na ich zdaniem prawdziwe przecież słowa prezesa w stosunku do opozycji.

Jest jeszcze druga grupa, która najwidoczniej ma więcej skrupułów i ona takich słów z ust prezesa nie słyszała. W przypadkach skrajnych po prostu ogłuchła, jak minister Emilewicz, która stała obok.

Teraz zaczęła się licytacja, kto kogo bardziej i częściej obrażał. Ale to jest trochę tak jakby porównywać tę „hołotę” z „moherowymi beretami”. To i to niby mowa nienawiści, jednak różnica wyczuwalna. Taka jak sikanie do basenu z wody i z trampoliny.

Czy wkrótce będzie cieplej?

Wideo

Dodaj ogłoszenie