Cukrzyca nie musi ograniczać marzeń

Akcja specjalna DEXCOM WARRIORS
Udostępnij:
Źle leczona cukrzyca typu 1 może być bardzo groźna, jednak to nie znaczy, że normalne życie z nią nie jest możliwe. Udowadnia to Maja Makowska, znana jako Sugar Woman, która pomimo choroby stawia sobie coraz to większe wyzwania i realizuje swoje marzenia w ekstremalnym sporcie.

Cukrzyca typu 1 to choroba autoimmunologiczna. W organizmach chorych ich własne przeciwciała niszczą niemal całkowicie komórki beta w trzustce, które produkują insulinę. W efekcie brak jest tego istotnego dla funkcjonowania całego organizmu hormonu. W Polsce co roku rozpoznaje się cukrzycę typu 1 u około 16 na 100 tys. dzieci w wieku 0-14 lat. Ta groźna choroba stanowi około 10 proc. wszystkich typów cukrzycy.

„W wieku 8 lat przechorowałam na ospę, ale po jej zakończeniu byłam bardzo osłabiona. Do tego stopnia, że lekarz rodzinny uznał, że to trochę podejrzane i skierował mnie do szpitala w Olsztynie. Tam zrobiono mi szczegółowe badania i szybko okazało się co jest przyczyną” - opowiada Maja Makowska, zwana w sieci jako Sugar Woman.

W przypadku Mai początek był w miarę łagodny, ale zdarza się, że pierwsze objawy cukrzycy u dzieci występują nagle, niekiedy w postaci kwasicy i śpiączki ketonowej. Brak produkcji insuliny przez trzustkę doprowadza bowiem do znacznego zwiększenia stężenia glukozy we krwi i zaburzeń metabolicznych.

Zwykle jednak objawy cukrzycy typu 1 rozwijają się w ciągu kilku tygodni. Te najpowszechniejsze to wzmożone pragnienie (wypijanie od kilku do kilkunastu litrów płynów na dobę), wielomocz, chudnięcie, senność, osłabienie, skłonność do infekcji. Podstawą rozpoznania cukrzycy jest zwiększone stężenie glukozy we krwi.

„Nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego czym jest ta choroba i jak dalej będzie wyglądało moje życie, ale pamiętam że rodzice bardzo to przeżyli” – wspomina dziś Maja Makowska.

Rewolucja w rodzinie

Cukrzyca typu 1 to choroba, która bardzo zmienia życie i to nie tylko chorego, ale i całej jego rodziny – szczególnie, gdy chorym jest dziecko.

Podstawowym lekiem stosowanym w leczeniu chorych na cukrzycę typu 1 jest insulina. Chory ze świeżo rozpoznaną cukrzycą wymaga leczenia w warunkach szpitalnych. Początkowo podaje mu się insulinę w ciągłym wlewie dożylnym z zastosowaniem pompy zewnętrznej do podawania leków.

Gdy uda się osiągnąć prawidłowe stężenia glukozy we krwi i wyrównać zaburzenia metaboliczne, co zwykle zajmuje kilka dni, zaprzestaje się dożylnego podawania insuliny i zaczyna się stosować insulinę podskórnie. Jedynym sposobem leczenia cukrzycy typu 1 jest insulinoterapia, której musi towarzyszyć systematycznie stosowana odpowiednia dieta cukrzycowa. W celu utrzymania prawidłowego stężenia glukozy we krwi chory musi prowadzić samokontrolę, czyli samodzielnie mierzyć stężenie glukozy we krwi za pomocą glukometru.

„Najgorsze były zmiany z żywieniu, choć wtedy miałam też z tego tytułu pewne przywileje, bo mogłam jeść na lekcji. Jednak poza tą – jak mi się wtedy wydawało – przyjemnością, nie było już tak fajnie. Musiałam pilnować konkretnych godzin jedzenia, wstawać o określonej godzinie rano, podawać insulinę, odczekać żeby zjeść posiłek i tak za każdym razem, co dla dzieciaka w tym wieku było jak kula u nogi. Gdy koledzy stali pod oknem i krzyczeli żebym zeszła, ja najczęściej odkrzykiwałam, że nie mogę bo za 15 minut mam posiłek. No i nie mogłam jeść lodów, wtedy kiedy oni chcieli. Mam też przed oczami taki śmieszny obrazek z białego tygodnia - wszyscy siedzą w ławkach, a ja w nawie z boku wsuwam kanapkę z paprykarzem, bo właśnie był czas na posiłek. No i druga kłopotliwa dla mnie rzecz - zastrzyki. Bardzo się bałam, gdy robił mi je ktoś inny, więc od początku robiłam je sobie sama. Co najwyżej w niektórych sytuacjach mama lub tata” – opowiada Maja.

Dziewczynka była w uprzywilejowanej sytuacji, bo jej mama jest nauczycielką i pracowała klasę obok. Szybko przeszkoliła więc nauczycieli na czym polega choroba i jak należy reagować, gdy z dzieckiem dzieje się coś niepokojącego, więc nie było większych problemów.

„Podejrzewam, że dzieciaki z klasy pamiętają z tamtych czasów jak skakałam w czasie lekcji, żeby zbić cukier, albo że jadłam w czasie lekcji, czego bardzo mi wtedy zazdrościli. Nie widzieli jednak innej strony tej choroby: liczenia jedzenia, przeliczania na wymienniki, wyliczania insuliny” – dodaje.

Dzięki właściwej opiece rodzinie Mai nie przytrafiły się żadne dramatyczne sytuacje, nigdy nie straciła przytomność z powodu hipoglikemii, choć podczas jednych wakacji, gdy dużo jeździli na rowerach, napędziła im niezłego stracha.

„Jak się okazało to był zbyt duży wysiłek, do którego nie byłam odpowiednio przygotowana. Miałam zaburzenia świadomości i to było trochę straszne, bo byliśmy w obcym państwie, nie wiedzieliśmy gdzie są sklepy, żeby kupić coś, co mogłoby szybko podnieść mi cukier. Na szczęście udało się uniknąć katastrofy” – wspomina dziś dorosła już kobieta.

Tu podaj tekst alternatywny

Większość tego typu przypadków to niestety wina niedoliczenia węglowodanów czy przeszacowania insuliny, dlatego tuż po diagnozie chorzy – jeśli są w odpowiednim wieku - i ich rodzice muszą przejść szkolenie, podczas którego uczą się prawidłowego określania zawartości węglowodanów w posiłku, czyli liczenie wymienników węglowodanowych i obliczania dawki insuliny na posiłek.

Wartość energetyczna diety przy cukrzycy jest ustalona indywidualnie na podstawie takich parametrów jak: wiek, płeć, masa ciała, wzrost oraz poziom aktywności fizycznej. Do tego trzeba brać poprawkę na czynniki zewnętrzne, które wpływają na poziom cukru, jak choćby niezaplanowany wysiłek fizyczny. To jest trudne, ale można się tego nauczyć. Trzeba tylko zaakceptować chorobę i nauczyć się z nią żyć.

Spontaniczność kontrolowana

Aktywność fizyczna, szczególnie ta bardzo intensywna to coś, co często przeraża osoby z cukrzycą. Faktycznie wysiłek powoduje wahania cukru i trzeba z nim uważać. Kłopot w tym, że nie ma rozwiązań zero-jedynkowych, prostych wskazówek: to jest dobre, a to złe.

„Trzeba nauczyć się myśleć na wyrost, czasem parę godzin, a czasem parę dni do przodu, przewidywać co może się wydarzyć w naszym życiu, a tym samym, co będzie się działo z naszym cukrem. Czyli na przykład jeśli rano myślimy o tym, żeby po obiedzie pójść na rower, to już wtedy trzeba zaplanować co zjeść, aby zmniejszyć dawkę insuliny. A jak to będzie długa przejażdżka, to że trzeba zmniejszyć ilość insuliny bazowej. Musimy prognozować, ale mimo to warto zawsze dodatkowo mieć przy sobie jakieś węglowodany. Ja w każdej kieszeni kurtki, w każdej torbie noszę coś słodkiego „na wszelki wypadek” – mówi Maja. Diabetycy nie mogą tak po prostu sobie wyjechać nie sprawdzając ile mają insuliny w zapasie albo czy wystarczy im węglowodanów. Przed każdą dłuższą wycieczką muszą policzyć czy wystarczy im pasków do glukometru. Spontaniczność więc raczej odpada.

Jednak można sobie z tym poradzić, a Maja Makowska jest tego najlepszym przykładem – właśnie przebiegła Ironmana i szykuje się do podwójnego Ironmana!

Żelazna dyscyplina pomaga na co dzień

Ale droga do tego momentu była długa i wyboista.

„Zaczęło się od tego, że chciałam schudnąć, bo na studiach nie prowadziłam zbyt zdrowego stylu życia. W końcu ważyłam prawie 90 kg i zaczęły się delikatne sugestie od rodziców i lekarzy, że chyba powinna o siebie zadbać, by łatwiej było mi utrzymać cukrzycę w ryzach. Zaczęłam więc uprawiać sport, żeby schudnąć. Moja walka o wagę skończyła się bulimią. Całe to odchudzanie, zaburzenia odżywiania, kompulsywne jedzenie poszło za daleko i musiałam zacząć się leczyć. Ale z czasem sport przestał być sposobem na schudnięcie lecz stał się moim sposobem na życie. Zaczęłam się w to wkręcać, ciągle podnosiłam sobie poprzeczkę” – opowiada.

Długo szukała sportu, który będzie sprawiał jej największą przyjemność i jest stosunkowo łatwy do opanowania cukrzycowo, próbowała zumby, fitnessu, siłowni, crossfitu, podnoszenia ciężarów. Aż w końcu zdecydowała: bieganie, do którego z czasem dołożyła pływanie i rower.

Ale trzeba sobie powiedzieć jasno: uprawianie sportu wyczynowo, szczególnie gdy się ma cukrzycę, wymaga konsultowania tego ze specjalistą. Maja regularnie spotyka się więc z lekarką z Instytutu Diabetologii, ma swojego fizjoterapeutę i dietetyka. Bo przygotowanie się do takiego wysiłku jak Ironman wymaga ogromnego wysiłku: godzin spędzonych na trenażerze, przebiegnięciu dziesiątków kilometrów, wypływania wielu basenów.

„Mam dwóch trenerów, którzy przygotowują mnie do udziału w IRONMANIE. Robię 10 treningów tygodniowo, czyli średnio po 2 dziennie, w weekendy dłuższe jazdy czy bieganie. Korzystam też z porad dietetyka, który rozpisuje jedzenie pod moje treningi, a ja już wyliczam sobie do tego insulinę” – mówi.

Takie przygotowania wymagają żelaznej dyscypliny, szczególnie jeśli trzeba pogodzić je z pracą.

„Pierwszy trening mam o 6:00 rano, do 9:00 muszę się ze wszystkim ogarnąć. Czyli na przykład najpierw jest bieganie, potem między prysznicem a rozciąganiem gotuję sobie posiłki, w pracy jestem do 18:00. O 19:00 zaczynam drugi trening, ok. 21:00 znowu staję do garów i o 23:00 idę spać. Namiastkę tego, co będzie się działo 8 września w Bad Radkersburgu możecie zobaczyć na youtube: https://youtu.be/pFD8UkxYpwE” - zachęca zawodniczka.

Jak każdemu, także Mai zdarzają się momenty, w których ma dosyć i kusi ją, żeby odpuścić trening albo żeby zamiast gotować kupić sobie coś gotowego do

jedzenia. Jednak wie, że to może się negatywnie odbić albo na efektach sportowych, albo na zdrowiu, więc się mobilizuje. Takie podejście pomaga ogarniać na co dzień cukrzycę, która wymaga systematyczności i ciągłego przestrzegania zasad.

Dodatkowe wsparcie

To wszystko byłoby znacznie trudniejsze bez dodatkowego wsparcia, jakie daje urządzenie do ciągłego monitorowania glikemii w czasie rzeczywistym, tzw. sensor Dexcom CGM. Jest to system do ciągłego pomiaru glikemii, dzięki któremu diabetycy nie muszą wielokrotnie w ciągu dnia nakłuwać opuszków palców, żeby pobrać krew do pomiaru cukru. Czujnik, który jest cały czas przyklejony do ręki co kilka minut robi pomiar cukru, a nadajnik poprzez bluetooth wysyła bieżący podgląd do wyników na telefon, zegarek, urządzenie na rower.

„A nawet - co jest super opcją - mogę udostępnić wgląd do nich mojemu chłopakowi i on będąc 500 km ode mnie widzi poziomu mojego cukru. A do tego Dexcom pokazuje tendencje, a więc to, że cukier bardzo szybko rośnie albo bardzo szybko spada i przewiduje spadek cukru 20 minut naprzód, czyli wiem, że zaraz coś może się wydarzyć. Mogę dzięki temu szybciej zareagować, tak żeby nie dopuścić do utraty przytomności czy dużych spadków cukru” – opowiada dziewczyna.

To świetna opcja nie tylko dla sportowca, ale też dla rodziców chorych dzieci. Bo gdy dziecko jest w szkole mama siedząc w pracy może zdalnie monitorować co dzieje się z jej dzieckiem i w razie potrzeby zadzwonić czy napisać do syna czy córki: „hej masz za wysoki cukier, zrób insulinę”. Dzięki temu dziecko może być bardziej samodzielne, a rodzice mają mniej stresu.

Nadajnik kupuje się na 3 miesiące, a plasterki wystarczają na 10 dni. I co ważne - można się z nimi kąpać.

„Sprawdziłam, podczas Otyliady, czyli dwunastogodzinnych zawodów pływackich. Ja wytrzymałam dziewięć godzin i plastry też, to chyba dobra rekomendacja” – zaznacza Maja.

Maja Makowska, czyli Sugar Woman

W ubiegłym roku podczas akcji „Z cukrzycą na kole” Maja wraz z innymi osobami chorującymi na cukrzycę przejechała trasę z Krakowa do Gdańska na rowerach, w sumie 800 km.

Teraz planuje kolejne akcje, ale na krótsze dystanse, np. 50 czy 100 km, tak aby były bardziej dostępne dla tych, którzy lubią jeździć na rowerze, ale nie od razu muszą to robić w ekstremalnym wydaniu.

„Myślę, że takie wydarzenia jak podwójny IRONMAN czy akcja „Z cukrzycą na kole” to fajny sposób, żeby zainteresować osoby z cukrzycą sportem, przekonać je, że da się pokonywać swoje słabości i robić fajne rzeczy, pomimo choroby” – ocenia organizatorka.

Maja znana jest na Instagramie i na Facebooku jako Sugar Woman. Chce w ten sposób dotrzeć do szerszego grona osób chorujących na cukrzycę.

„Może ktoś to zobaczy i powie swojemu dziecku: „słuchaj jest taka dziewczyna, która też ma cukrzycę, a przejechała tyle kilometrów, może my też spróbujemy?” – mówi Maja.

Joanna Rawik

Źródła:
https://www.mp.pl/cukrzyca/cukrzyca/typ1/65948,cukrzyca-typu-1
http://fundacjaslodziaki.pl/
https://zdrowie.pap.pl/wywiady/ruch/sport-i-cukrzyca-sie-nie-wyklucza

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Cukrzyca nie musi ograniczać marzeń - Portal i.pl

Więcej informacji na stronie głównej Nowa Trybuna Opolska
Dodaj ogłoszenie