„Czas przestać wątpić w polską zbrojeniówkę”. Wywiad z prezesem PGZ Sebastianem Chwałkiem

Lidia Lemaniak
Lidia Lemaniak
Udostępnij:
„Z różnych stron dostajemy sygnały, że nasz sprzęt, używany przez stronę ukraińską świetnie się sprawdza. Zresztą, sami żołnierze ukraińscy o tym komunikują i przedstawiają konkretne efekty działania naszych produktów. Sprzęt jest bezapelacyjnie niezawodny. Cieszy nas to, choć wolelibyśmy w innych okolicznościach prezentować jego skuteczność” – mówi w wywiadzie dla polskatimes.pl prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej Sebastian Chwałek. Rozmawiała Lidia Lemaniak.

Zawarta z Ukrainą umowa na sprzedaż armatohaubic Krab, która opiewa na 2,7 mld zł to największy w ostatnim trzydziestoleciu zbrojeniowy kontrakt eksportowy dotyczący sprzedaży broni Ukrainie. Czy poza tym PGZ sprzedaje Ukrainie jeszcze inny sprzęt?

O pomocy dla Ukrainy świadczonej przez Polskę, przemysł zbrojeniowy oraz Siły Zbrojne RP informuje rząd i chciałbym trzymać się tej zasady. Oczywiście, w mediach społecznościowych możemy zobaczyć produkty spółek PGZ, które w tej wojnie bardzo dobrze się sprawdzają, choć tego rodzaju rozgłos nie był naszym zamiarem. Myślę o Piorunach, karabinku Grot, granatnikach RGP-40 oraz Krabach. Z różnych stron dostajemy sygnały, że nasz sprzęt, używany przez stronę ukraińską świetnie się sprawdza. Zresztą, sami żołnierze ukraińscy o tym komunikują i przedstawiają konkretne efekty działania naszych produktów. Sprzęt jest bezapelacyjnie niezawodny. Cieszy nas to, choć wolelibyśmy w innych okolicznościach prezentować jego skuteczność.

Powiedział Pan „pomoc”. Sprzedaż również?

Sprzedaż to też pomoc. Premier Mateusz Morawiecki oraz wicepremierzy Mariusz Błaszczak i Jacek Sasin przedstawili taką informację. Oczywiście, PGZ sprzedaje produkty także na rynek ukraiński, ale jakie dokładnie są to produkty i w jakich ilościach, to jest już informacja wrażliwa. Przeciwnik nie wie, jaką bronią dysponuje obecnie armia ukraińska, dlatego im ciszej nad tymi sprawami, tym lepiej.

Czy sprzęt, który przekazujemy Ukrainie, nie odbywa się kosztem polskiej armii? Takie opinie też się pojawiają.

Decyzje o przekazaniu sprzętu wojskowego, będącego już na wyposażeniu polskiej armii, podejmuje strona rządowa, zapewne po głębokich analizach, które uwzględniają rzeczywistość, z którą mamy do czynienia. Warto postawić pytanie: czy powinniśmy ten sprzęt zachować u siebie i czekać, aż front przesunie się dalej na zachód? Czy jednak zdecydowanie wesprzeć dążenia Ukrainy do obrony swojego terytorium i do wyparcia przeciwnika ze swoich granic? Bezpieczeństwo Ukrainy i silne ukraińskie wojsko to również nasze bezpieczeństwo. Chcę podkreślić, że PGZ jednocześnie zwiększa zdolności produkcyjne tak, aby w zdecydowanie krótszym czasie dostarczyć Wojsku Polskiemu dodatkowy sprzęt. Prowadzimy te inwestycje m.in. w Hucie Stalowa Wola, w Fabryce Broni „Łucznik” czy Mesko. Ostatnio podpisaliśmy kontrakt na 3,5 tysiąca pocisków Piorun dla polskiej armii. To pokazuje, że momentalnie odpowiedzieliśmy na zapotrzebowanie. Zwiększyliśmy wolumen produkcji na przyszły rok. Będą to już kilkukrotnie większe ilości niż te, które były dostarczane do tej pory. Już w tym roku – na prośbę i w związku z oczekiwaniami polskiej armii i innych odbiorców – zwiększyliśmy je w zasadzie dwukrotnie, a przyszły rok, to już będzie wzrost prawie czterokrotny. To, co jesteśmy w stanie z dnia na dzień robić, załatwiamy od razu. W przyszłym roku odpowiemy na zwiększające się zapotrzebowanie Sił Zbrojnych RP. Nie bez powodu jesteśmy podstawowym dostawcą sprzętu wojskowego dla polskiej armii.

Chyba nie tylko dostawcą?

Oczywiście, jesteśmy też podmiotem, który w zasadzie utrzymuje sprawność 90 proc. sprzętu wojskowego będącego na wyposażeniu Sił Zbrojnych RP. To spółki PGZ dbają o utrzymanie tego sprzętu, serwis, remonty, modyfikację i modernizację. Każdy, poza nielicznymi wyjątkami, rodzaj uzbrojenia jest w naszych zakładach utrzymywany. To olbrzymi potencjał, który stanowi zaplecze i bezpieczeństwo dla polskich Sił Zbrojnych – utrzymania w gotowości tego, co już posiadamy.

Ale jednak nieraz słyszę, że Wojsko Polskie za mało kupuje od polskiej zbrojeniówki. Z tego, co Pan mówi, wynika, że to nieprawda.

Prawda jest taka, że przed 2015 rokiem liczba sprzętu wojskowego kupowanego dla polskich Sił Zbrojnych, była o wiele mniejsza. Przypominam, że lata rządów PO-PSL, to był okres – de facto – rozbrajania i likwidacji jednostek wojskowych, zmniejszania liczebnego Sił Zbrojnych i kierunku zmierzającego do rozbrojenia w niektórych aspektach polskiej armii. W ramach trendu ogólnego pokoju i spokoju w Europie, który – jak widać – bardzo szybko legł w gruzach, idea, że wojsko już nie będzie potrzebne, że pokój w Europie nastąpi już na wieki i że pokój można kupić za pieniądze – za rosyjski gaz i ropę – nie sprawdził się. Nie handlem i biznesem mogliśmy uzyskać bezpieczeństwo. Rosja takich argumentów nie rozumie. Twarda postawa, pełne zdolności obrony i silna armia w Europie, a szczególnie w Polsce, która jest krajem granicznym, daje nam bezpieczeństwo. Jak widać to my dziś jesteśmy trzonem NATO. Okazuje się, że zdolności polskiej armii versus deklarowane i opisywane w mediach możliwości, choćby naszych zachodnich sąsiadów, dają nam asumpt do tego, że jednak coś się w Europie zmieniło. My musimy wieść prym, jeśli chodzi o uzbrojenie, o liczebność armii i o zdolności bojowe, bo jesteśmy państwem frontowym NATO. Jeśli Putin zdecyduje się zburzyć mir w Europie Zachodniej, Polska będzie pierwszym krajem, który będzie odpierał atak.

O sprzęcie jeszcze porozmawiamy, ale skoro przy Ukrainie jesteśmy, to kto buduje kontenery mieszkalne dla Ukraińców?

Jak już powiedziałem, PGZ nie zawsze chwali się swoimi osiągnięciami. Mamy szeroki wachlarz zdolności produkcyjnych, wiele spółek, które są w stanie produkować, świadczyć i dostarczać zarówno siłom zbrojnym, służbom mundurowym, jak też na zewnątrz – na rynek cywilny – różnego rodzaju usługi i sprzęt. M.in. wspomniane miasteczka kontenerowe są dziś widocznym produktem jednej z naszych spółek wnuczek – spółki Zurad z Ostrowi Mazowieckiej.

Co takiego jeszcze robiła ta spółka?

Zurad zajmował się do tej pory głównie produkcją radarów drogowych i różnego rodzaju elektroniki. W okresie pandemii, podjęte zostały decyzje, że Zurad wesprze zdolności PGZ, ale też państwa polskiego w zakresie dostaw i budowy np. szpitali polowych w oparciu o systemy kontenerowe, ale też urządzeń do dekontaminacji powietrza lampami UV-C. Te rozwiązania się sprawdziły. Produkowaliśmy i dostarczaliśmy wspólnie z jednym z podmiotów prywatnych kontenery na potrzeby szpitali polowych czy punktów szczepień. Modułowe kontenery dostarczyliśmy też na granicę polsko-białoruską, na potrzeby żołnierzy i naszych służb. Modułowość tego rozwiązania, możliwość zabudowy w różnych konfiguracjach, szybkość dostawy pozwala wykorzystać tego rodzaju produkt dziś na Ukrainie. Dostarczamy, w ramach pomocy polskiego państwa, całe miasteczka kontenerowe.

W jakich lokalizacjach znajdują się miasteczka mieszkalne?

We Lwowie, Buczy i Borodziance.

A w jakich jeszcze macie zamiar je budować lub już budujecie?

Nie chciałbym o tym przedwcześnie informować. Powodem są względy bezpieczeństwa. Mogę tylko powiedzieć, że będzie ich więcej. Jesteśmy gotowi, aby dalej świadczyć taką pomoc. Spółka Zurad współpracuje z agendami rządowymi na pełnych obrotach.

Ma Pan wiedzę, ilu Ukraińców znalazło w nich schronienie?

Na pewno już kilka tysięcy.

Zmieńmy temat na współpracę z Koreą Południową. W połowie czerwca wicepremier i szef MON Mariusz Błaszczak poinformował, że „Polska Grupa Zbrojeniowa i koreańska firma Hyundai Rotem podpisały memorandum o wspólnym rozwoju czołgów i transporterów opancerzonych”. Co to oznacza w praktyce?

Od wielu miesięcy prowadzimy rozmowy z naszymi partnerami z Korei Południowej. Jest to partner, z którym od lat współpracujemy np. na kanwie budowy Kraba, gdzie wykorzystujemy elementy produkowane w oparciu o rozwiązania koreańskie armatohaubic K9. Niemniej, nie poprzestaliśmy na tym. Prowadzimy dalsze rozmowy o zupełnie innym wachlarzu produktów, które moglibyśmy wspólnie realizować. Podpisaliśmy porozumienie z Hyundai Rotem o współpracy w zakresie rozwoju m.in. pojazdów 8x8 i czołgów K2.

Z jakimi koreańskimi spółkami, poza Hyundai Rotem, prowadzicie rozmowy?

Prowadzimy także rozmowy ze spółką Hanwha Defence. Te dwa koncerny dostarczają swoje wyroby nie tylko na rynek koreański i są to nasi naturalni partnerzy. Korea Południowa szukała w Europie partnerów do dalszego możliwego rozwoju swoich produktów. Takim naturalnym wyborem jest Polska, która ma bardzo dobrze rozwinięty przemysł zbrojeniowy, dużą armię i olbrzymie potrzeby wojska. Jest oczywiste, że będziemy w pewien sposób nadawali ton rzeczywistości, przynajmniej w tej części Europy, szczególnie w nowej sytuacji geopolitycznej. Dlatego też porozumienie z Hundai Rotem daje nam naprawdę szerokie możliwości współpracy.

Współpraca przy produkcji czołgów K2?

Jeżeli wszystko się dobrze ułoży i odpowiednie decyzje zostaną podjęte przez MON, to czołg tego rodzaju, jak K2, może szybko znaleźć się na wyposażeniu polskich Sił Zbrojnych, a co za tym idzie PGZ będzie naturalnym kontrahentem i partnerem do współpracy z Hyundai Rotem. Mamy też ambicje, aby wspólnie z naszymi partnerami z Korei Południowej, taką produkcję realizować w Polsce. Przygotowujemy się do tego już dziś.

Polonizacja koreańskich części? Polska zbrojeniówka będzie produkować części koreańskie?

Mamy bardzo duże ambicje, które wynikają z naszej zdolności i charakteru porozumień, które podpisaliśmy. To porozumienie nie jest tylko prostym dokumentem. Jest ono wcześniej poparte wieloma tygodniami rozmów, analiz, weryfikacją, zarówno naszych zdolności, jak i tego, co partnerzy koreańscy są nam w stanie zaoferować. Uzgodniliśmy, jak mogłaby wyglądać nasza współpraca w przyszłości. Moim zdaniem jest to przyszłość optymistyczna. Tak, jak już powiedziałem, początkiem tej przyszłości muszą być decyzje MON. Jednak wicepremier Mariusz Błaszczak, dał już wielokrotnie wyraz bardzo szybko podejmowanych działań i decyzji, które zwiększają zdolności bojowe polskich Sił Zbrojnych, a tempo, które narzucił jest bezprecedensowe w całej Europie.

Panie Prezesie, z Pana słów można jednoznacznie odczytać, że jest to pewne. Bo zapewne, gdyby pewne nie było, to tak by Pan nie mówił.

Nie mogę powiedzieć, że to jest pewne. Jesteśmy gotowi do tego, aby w każdym wariancie współpracy z Koreą Południową uczestniczyć. Mamy do tego kompetencje, przygotowanych ludzi i spółki, które mogą się tym zająć. Przygotowujemy też plany do finansowania i rozwoju poszczególnych fragmentów tej działalności.

To w takim razie kiedy spodziewa się Pan decyzji ze strony MON?

Wydaje mi się, że wicepremier Mariusz Błaszczak, będzie chciał tę decyzję podjąć szybko. Obecna sytuacja geopolityczna nie pozwala na miesiące czy lata analiz oraz dyskusji. Kluczowe decyzje wzmacniające bezpieczeństwo Polski powinny być podejmowane szybko i tak też się dzieje.

No dobrze, ale złośliwi przypomnieliby i mówią, że przecież kupiliśmy amerykańskie Abramsy, więc po co nam jeszcze K2? Wojsku potrzebna jest taka dywersyfikacja uzbrojenia?

Wojsku jest potrzebny nowoczesny sprzęt, który odpowie na zagrożenia, z którymi mamy do czynienia. Tego sprzętu potrzeba bardzo dużo. Musimy wyposażyć planowaną przez polski rząd 300 tys. armię, z czego 250 tys. wojsk operacyjnych i 50 tys. wojsk obrony terytorialnej. Zdolności produkcyjne kontrahentów zagranicznych, nawet choćby amerykańskich dostawców, czy też koreańskich, nie są z gumy. Jeżeli zależy nam wszystkim na czasie, to zasadnym jest, aby sprzęt pozyskiwać z różnych kierunków. Oczywiście, złośliwi mogą powiedzieć, że to spowoduje różnorodność rozwiązań oraz – być może – problemy logistyczne, ale mówią to oczywiście ludzie, którzy często się w ogóle takimi sprawami nie zajmowali. Nie wiem, czy będzie to miało znaczenie w sytuacji, kiedy będziemy musieli się bronić. My musimy mieć bardzo dobrze wyposażoną polską armię, która jest w stanie dać odpór potencjalnemu zagrożeniu. Im bezpieczniejsza będzie Polska, im będzie lepiej wyposażona nasza armia, tym wróg będzie się dłużej zastanawiał albo całkowicie odejdzie od pomysłu ataku na nasz kraj. Naszym zadaniem i zadaniem wicepremiera Mariusza Błaszczaka jest pozyskiwanie dobrego sprzętu w jak najkrótszym czasie.

I znów wracamy dla współpracy z Koreańczykami. To również impuls dla rozwoju polskiej zbrojeniówki?

Oczywiście, będzie to impuls rozwojowy. Kultura pracy przemysłu koreańskiego też zapewne będzie mogła być troszkę implementowana do naszych rodzimych zakładów. Da to nowy impuls, bo użyte technologie w produkcji czołgu K2 będą mogły być wykorzystywane do innych rozwiązań. Taką zapowiedź wspólnie uzgodniliśmy z naszymi partnerami koreańskimi – że nie będziemy poprzestawać na tym, co jest gotowe. Będziemy prowadzili też daleko idące prace nad produktami przyszłości.

Mam wrażenie, że chce Pan coś dodać.

Szeroko dyskutowane możliwości użycia alternatywnych źródeł energii, zapewne w niedalekiej przyszłości, znajdą też zastosowanie w produkcji zbrojeniowej. Koncert Hyundai Rotem jest m.in. właścicielem rozwiązań w oparciu o ogniwa wodorowe. Być może będzie też tak, że wspólnie uda nam się opracować sprzęt wojskowy z takim rodzajem napędu.

Wróćmy teraz do wojny na Ukrainie, na której świetnie sprawdzają się polskie karabinki MSBS Grot, czyli lepszej rekomendacji być nie może. Niedawno PGZ podpisała kontrakt na Groty z jednym z państw Afryki. Czy może Pan zdradzić jego szczegóły?

PGZ od dłuższego czasu oferuje na różnych rynkach swoje produkty. Niektóre z naszych inicjatyw wreszcie zaowocowały konkretami i rzeczywiście PGZ podpisała z jednym z krajów Afryki kontrakt na dostawę karabinka MSBS Grot dla wojska tego kraju. To jeden z ciekawych kontraktów, który w ostatnich tygodniach podpisaliśmy. Reklama, która została temu uzbrojeniu zrobiona na froncie ukraińskim, ma olbrzymie znaczenie, ale ten proces był rozpoczęty troszkę wcześniej, bo już w 2019 roku. Wtedy to pierwszy raz odbyły się pokazy i oferowanie tego rozwiązania stronie zamawiającego. Udało się to sfinalizować teraz. Być może pomogła rzeczywistość wojenna. Niemniej to nie jest tak, że kontrakty eksportowe podpisuje się z dnia na dzień. Nie jest to standard, chociaż takie umowy też udaje nam się realizować. Osoby, które śledzą działalność eksportową przemysłu zbrojeniowego mają świadomość, jak ciężko jest się poruszać na tym rynku, bo to nie jest tylko kwestia jakości i ceny.

Czego jeszcze?

To też kwestia polityczna – sojuszy i pewnego rodzaju układów geopolitycznych. Więc to nie jest tak, że jak się ma świetny produkt w dobrej cenie, to jest to od razu sukces i automatycznie jest to produkt eksportowany.

Szykują się inne kontrakty eksportowe, jeśli chodzi o karabinki Grot?

Mogę powiedzieć, że w ostatnich kilkunastu miesiącach poczyniliśmy zdecydowanie wiele kroków naprzód i w kilku miejscach, jeszcze przed wybuchem wojny na Ukrainie, jesteśmy już daleko zaawansowani w tych procesach. Niektóre udało się nam sfinalizować, jak choćby ten afrykański. Zarówno karabinek MSBS Grot, jak też pociski Piorun, których skuteczność odbiła się szerokim echem na świecie są dziś oferowane w kilku różnych miejscach. I tych potencjalnych kontrahentów jest coraz więcej. Nie tylko na ten sprzęt, bo i na innego rodzaju uzbrojenie „made in Poland” jest dziś duże zainteresowanie.

Czyli?

Mamy bardzo dobrej jakości optykę, termowizję i noktowizję, ale też nasze systemy radarowe, które w wielu miejscach przewyższają rozwiązania zachodnie w wielu swoich parametrach.

Ale priorytetem są oczywiście polskie Siły Zbrojne?

Oczywiście. Szef MON, wicepremier Mariusz Błaszczak oczekuje zdecydowanego zwiększenia dostaw dla naszej armii, więc musimy te wszystkie elementy ważyć, traktując bezpieczeństwo Polski jako priorytet. I tak je traktujemy.

Np. jeśli chodzi o przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe Piorun. Niedawno szef MON zatwierdził umowę na 3500 pocisków i 600 mechanizmów startowych systemu przeciwlotniczego Piorun dla Wojska Polskiego. Poza Polską, gdzie jeszcze sprzedajecie Pioruny?

Pioruny stały się przedmiotem naszego eksportu m.in. do Stanów Zjednoczonych. Jeżeli największy producent uzbrojenia na świecie kupuje od nas tego rodzaju sprzęt, to znaczy, że jest on wyjątkowo dobry. Piorun stał się poważnym graczem w swojej kategorii na rynku światowym. Dostarczamy również pociski z tej rodziny do innych krajów, np. bałtyckich. I, jak miała pani przyjemność wielokrotnie widzieć, skutecznie dostarczyliśmy je na Ukrainę.

Skoro Pioruny sprawdzają się na wojnie, to zapewne pojawiają się zapytania o możliwość ich kupna od innych państw? PGZ planuje kolejne kontrakty?

Tak. Mamy co najmniej kilku potencjalnie zainteresowanych. W zasadzie nie tylko potencjalnie, bo niektórzy są bardzo zainteresowani, aby dość szybko pozyskać to uzbrojenie na swoje wyposażenie. Ale – tak jak już mówiliśmy – my musimy świadczyć w pierwszej kolejności dostawy dla polskiej armii i dla naszych najbliższych sojuszników, którzy tego sobie życzą oraz tych, którzy szczególnie dziś potrzebują tego rodzaju uzbrojenia, czyli dla naszych braci z Ukrainy. Wszelkie możliwe potencjalne kontrakty traktujemy bardzo poważnie. Robimy wszystko, by systematycznie zwiększać zdolności produkcyjne. To nie jest jednak tak, że z dnia na dzień można rozpocząć produkcję czegoś w kilka razy większych wolumenach, bo to też kwestia pozyskania i wyszkolenia nowych pracowników, ale i zapewnienia warunków do efektywnej i bezpiecznej pracy.

Pandemia i zaburzenie łańcuchów dostaw też ma na to wpływ?

Oczywiście. Mesko, które jest głównym producentem pocisku Piorun, musi się zakontraktować u poddostawców części. Na całym świecie spotykamy się z problemem, który rozpoczął się w okresie pandemii, czyli wspomnianym zaburzonym łańcuchem dostaw wszelkiego rodzaju komponentów, półproduktów, produktów – od elektroniki przez stal. Łańcuchy dostaw zostały naruszone, więc zdywersyfikowaliśmy dostawców, mitygując ryzyka. Wszędzie tam, gdzie możemy w kraju rozpocząć produkcję tego rodzaju podzespołów, komponentów, to korzystamy z takiej możliwości.

Co poza Krabami, Grotami i Piorunami jest z polskiego sprzętu użytkowane przez wojsko ukraińskie?

Żołnierze ukraińscy chętnie pokazują, jakiego sprzętu używają. Sam w Internecie znalazłem wiele naszych produktów. Cieszę się, że armia ukraińska ich używa i bardzo wysoko ocenia. Widzieliśmy w mediach społecznościowych np. granatniki produkowane przez ZM Tarnów. Dostarczyliśmy też np. hełmy i kamizelki kuloodporne. Już podczas ataków na granicę polsko-białoruską spółka Maskpol została rozpędzona w produkcji. Dostarczaliśmy na potrzeby służb mundurowych zdecydowanie większą liczbę kamizelek kuloodpornych, nożoodpornych, hełmów, tarcz czy przyłbic. Ten impuls wykorzystany został do tego, aby obecnie zwiększone zdolności wykorzystać na potrzeby sił ukraińskich. Produkujemy bardzo duże ilości kamizelek, hełmów balistycznych, które strona polska przekazuje przyjaciołom z Ukrainy.

Kończąc naszą rozmowę chcę Pana jeszcze zapytać o projekty badawczo-rozwojowe PGZ. Zarzuca się Wam, że nie są one efektywne.

Przy okazji dyskusji na temat jakości naszych produktów, chociażby Grota czy Pioruna, wiedza, która jest prezentowana w mediach, często opiera się na mitach, stereotypach, a nie na faktach. Właściwie ten obszar też lubi ciszę, bo produkcja zbrojeniowa to nie jest produkcja chleba i nie powinno się o tym opowiadać wszem i wobec. Nasze badania i prace rozwojowe, które prowadzimy są bardzo szeroko zakrojone. Metodycznie doprowadzamy je do końca i zamierzamy – w dużej mierze – komercjalizować efekty tych prac.

Co ma Pan na myśli?

Pierwszym z nośnych i ważnych produktów jest chociażby karabinek MSBS Grot, który też był produktem stworzonym w oparciu o prace rozwojowe. Następny duży projekt to Borsuk. Lada chwila powinien stać się on przedmiotem kontraktowania przez Siły Zbrojne. Wicepremier, szef MON Mariusz Błaszczak czeka, kiedy będzie mógł formalnie rozpocząć zamówienia, bo wszelkie formalności muszą po drodze zostać dopełnione.

Ale to PGZ zarzuca się, że tak długo często trwają prace nad projektami przez Was realizowanymi.

Nie wszyscy chyba mają świadomość jak bardzo sformalizowane są te procesy, Najważniejszym elementem jest wytworzenie danego produktu, uzyskanie parametrów, które chcemy, żeby się znalazły na pokładzie, a drugą częścią jest cała administracja – wszelkiego rodzaju badania, testy, certyfikacja, które często trwają prawie tyle samo, co wytworzenie konkretnego rozwiązania. Pracujemy też wspólnie z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju, Siłami Zbrojnymi RP oraz z Ministerstwem Obrony Narodowej nad tym, aby wszelkie procedury były na tyle skrócone, aby Wojsko Polskie jak najszybciej dostawało sprzęt realizowany w ramach prac rozwojowych. Są już efekty – to m.in. dodatkowe zamówienie przez NCBiR, w oparciu o zapotrzebowanie Ministerstwa Obrony Narodowej, kolejnych czterech prototypów Borsuka po to, żeby stał się jak najszybciej przedmiotem analiz i testów przez żołnierzy. Chodzi o to, żeby wszelkie uwagi, które mogą się pojawić się w związku z użytkowaniem bieżącym, można było szybko implementować – już w produkcji seryjnej, którą będziemy chcieli rozwinąć w najbliższym czasie. To jest bardzo skuteczne rozwiązanie i myślę, że przyspieszy seryjną produkcję i da Wojsku Polskiemu produkt, który będzie odpowiedzią na wiele oczekiwań. Nie chcemy, aby prace były prowadzone w oderwaniu od ostatecznego użytkownika, bo wtedy nie ma to sensu.

Podsumowując – wiele osób myśli, że PGZ to tylko sprzęt wojskowy, a tak chyba do końca nie jest?

To prawda. Np. opracowana m.in. przez Wojskowych Zakładach Łączności nr 1 w Zegrzu platforma kryminalistyczna jest dowodem na to, że PGZ wytwarza sprzęt nie tylko dla wojska, ale też dla Policji, Straży Granicznej i innych służb. Za ten produkt dostaliśmy nagrodę w konkursie zorganizowanym pod patronatem szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Poza tym Autosan, jako jedyny producent w Polsce i chyba nawet szerzej, posiada pełną gamę certyfikowanych napędów autobusów – mamy LNG, CNG, wodór, diesel, elektryk i nawet hybrydę. Autobus wodorowy mieliśmy już w ubiegłym roku – np. woził gości Kongresu 590. PGZ ma zarówno szerokie kompetencje, dobre i sprawdzone rozwiązania oraz wykwalifikowaną kadrę, co obecnie coraz częściej jest zauważane i doceniane tu w Polsce.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Pogrzeb Franciszka Pieczki - video flesz

Materiał oryginalny: „Czas przestać wątpić w polską zbrojeniówkę”. Wywiad z prezesem PGZ Sebastianem Chwałkiem - Portal i.pl

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nowa Trybuna Opolska
Dodaj ogłoszenie