Cztery razy skazany. Człowiek z biedaszybu

Redakcja
Ludzie z biedaszybów na inżyniera Wałowskiego i Politechnikę Opolską patrzą jak na szansę.
Ludzie z biedaszybów na inżyniera Wałowskiego i Politechnikę Opolską patrzą jak na szansę. Paweł Stauffer
Ta myśl narodziła się w głowie Grzegorza Wałowskiego podczas fedrunku w wałbrzyskim dole. To wtedy go oświeciło: "A jakby nie ryć tego węgla i zamieniać go na energię pod ziemią?".

- Tak, żeby biedaszybnik został kiedyś szejkiem tej nowej energii - rzuca niby żartem 33-letni inż. Grzegorz Wałowski, kiedyś biedaszybnik, a dziś doktorant III roku z Katedry Inżynierii Procesowej Politechniki Opolskiej. - A przynajmniej żeby ludzi z nieistniejącego dolnośląskiego zagłębia węglowego nie musieli żyć jak dwieście lat temu.

Póki co pod Wałbrzychem biedaszybnicy nadal wydzierają z podziemnej ściany węgiel. I szarpią go na powierzchnię z podziemnego piekła, gdzie w jednej chwili strop może runąć pod naporem setek ton ziemi. Wtedy świerkowe stemple łamią się jak zapałki.

- Zanim pod ziemią się wali, na powierzchni też pękają świerki, żywe, rosnące - opowiada inż. Wałowski. - Akurat zasypywaliśmy z chłopakami jedną z biedaszybniczych dziur i wtedy ten jedyny raz słyszałem, jak świerk potrafi śpiewać. Na szczęście słyszałem na górze…

Ten niemiłosierny dźwięk, sygnał natury, który górników biedaszybników ostrzega przed zawałem. Świerki często pękają, bo w Wałbrzychu stale drży ziemia.

Wtedy patrzyli spokojnie, jak na eksperyment. Ale nie zawsze tak jest, bo wielu górników z biedaszybów odeszło na wieczny fedrunek.

Kiedyś kopaczami w biedaszybach byli doświadczeni górnicy z likwidowanych kopalń. Teraz kopią ich synowie, wychowani już tylko przy kopalniach. Ich "dziury" i zabezpieczenia nie są już tak dokładne.

Zanurzenie - ponad dziesięć metrów pod ziemię. Niekiedy mniej, niekiedy jeszcze głębiej. Czasem można kopać i nic, tylko jałowa skała.

- Ale jak wreszcie pomiędzy płoną skałą ukazuje się czarna żyła węgla, to fedrujesz! Nie myślisz wcale o zawale, tylko o życiu - opowiada inżynier Wałowski. - Ta antracytowa "żyła" daje chłopakom kopa. I już nie myślisz o tym, że może świerk na górze śpiewa. Fedrujesz. Potem liczysz worki z urobkiem, bywa, że chłopaki dostaną osiem dych na twarz. Więc spokojnie ich matki, żony mają co do gara włożyć.

A urobek nietrudno sprzedać, bo jest tańszy i wysokokaloryczny. Tak w ciągu roku wałbrzyscy górnicy z biedaszybów wydobywają około tysiąca ton węgla.

Inż. Wałowski mówi otwarcie: - Dzięki biedaszybom mogłem skończyć studia. Ale też przez to, że nielegalnie wydobywałem węgiel, ciążą na mnie cztery prawomocne wyroki. Więc gdzie taki ktoś, na miłość boską, znajdzie robotę?!

Ile węgla w węglu

Podczas kolejnego nielegalnego fedrunku, dziesięć metrów pod ziemią zastanawiał się, jak węgiel zamieniać na energię pod ziemią. Chodzi o to, żeby nie wydzierać go, nie narażać ludzi - zamiast tego pod ziemią zamieniać na gaz. Zaczął projektować nowe narzędzia i urządzenia, potrzebne do przetwarzania wysokokalorycznego węgla, to wymagało całkiem innego podejścia. To zmieniło jego życie.

- Chodzi o podziemne procesowanie węgla kamiennego, czyli zgazowanie - mówi fachowo doktorant Politechniki Opolskiej. - Na temat technik i technologii podziemnego zgazowania i uwodorniania węgla kamiennego istnieje obszerna literatura naukowa. Ja niczego nie odkrywam, zastanawiam się tylko, jak gospodarczo i przemysłowo zostaną wykorzystane istniejące zasoby.

Myśl zgazowania węgla kamiennego rozrastała się, dojrzewała, aby wreszcie przerodzić się w eksperyment. Wałowski prezentował swoje prace badawcze na konferencjach naukowych.

- Niezbędna jest nowoczesna technologia zgazowania i uwodornienia węgla kamiennego - podkreśla młody badacz. - Przy tej technologii zyskujemy jeszcze wodór. Ale musimy się go nauczyć magazynować w podziemnych zbiornikach.

A ludzie z biedaszybów na inżyniera Wałowskiego i Politechnikę Opolską patrzą jak na szansę. Patrzą i widzą dla siebie lepsze życie.

Profesor Gabriel Filipczak z Wydziału Mechanicznej Katedry Inżynierii Procesowej, promotor Wałowskiego, bardzo się cieszy z entuzjazmu i zapału swojego doktoranta. - Droga do praktycznego wykorzystania wyników badań jest bardzo daleka, także daleka jest droga do opanowania technologii podziemnego zgazowania węgla, to wymaga czasu. I mają na to wpływ różne czynniki, nie zawsze związane z prowadzonymi pracami badawczymi - tłumaczy profesor. - Na pewno badania te przyczynią się do rozwoju tej technologii, ale to, co robimy dzisiaj, to na razie początek drogi, a zapewne i namiastka zakresu koniecznych do wykonania prac badawczych.

"[…] Człowiek żyje w złożonym układzie, będącym światem materii, na jaki wpływ mają żywioły: powietrze, ogień, woda i ziemia" - pisze Wałowski we wstępie swojej książki "Podziemne uwodornienie węgla kamiennego" (częściowo sfinansowanej przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego). "Po setkach lat człowiek zrozumiał istotę owych żywiołów i cały czas dąży do ich zagospodarowania, ponieważ »kryją w sobie« energię. […]"

Z górnika w biedaszybnika

- Kiedy likwidowano dolnośląskie kopalnie w Wałbrzychu i Nowej Rudzie, wszyscy słyszeli, że pokłady węgla są nieopłacalne w eksploatacji - mówi inż. Wałowski. - Więc jako nieekonomiczne trzeba je pozamykać.

Na bruk poszło wtedy piętnaście tysięcy ludzi, do dzisiaj co czwarty z nich jest bez pracy, a kilka tysięcy rodzin bez stałego dochodu.

- Dostali odprawy i mieli sobie sami radzić - denerwuje się Wałowski. - Margaret Thatcher w 1984 roku też pozamykała brytyjskie kopalnie, ale zupełnie inaczej potraktowała górników. Stworzyła przemyślany system, długofalowy, który pozwolił im odnaleźć się w życiu. A u nas? Nie można liczyć na to, że człowiek, który jest całe życie pod ziemią, nagle będzie miał pomysł na swoje nowe miejsce pracy!

Wałowski oburza się też, że niewielu polityków chciało to dostrzegać. Wykręcili się sloganami, że rynek wszystko załatwi.

Inżynier żałuje też wałbrzyskich kopalń z innego powodu.
- Dolnośląski węgiel to antracyt, jedyne takie pokłady w kraju i w Europie - podkreśla. - Mówiąc najprościej, antracyt ma 96 procent węgla w węglu. Przecież pożytek z kawy czy herbaty mamy dopiero z chwilą odkrycia technologii parzenia. Trzeba nauczyć się wydobywać antracyt, opracować odpowiednią technologię wykorzystania naszego czarnego złota. Na razie w sferze badań. A w Wałbrzychu zasypano kopalnie…

Oskard zdradzi biedaszybnika

- Górnik to zawsze górnik, biedaszybnik też obchodzi "Barbórkę" - dodaje Wałowski. - Co roku 4 grudnia, na oczach całego Wałbrzycha, odświętnie ubrani nielegalni górnicy składają w Wałbrzychu legalne wieńce pod pomnikiem upamiętniającym zmarłych górników. A na ich czele zawsze idzie Roman Janiszek, współtwórca filmu "Wszyscy jesteśmy z węgla".

Mówi, że ryją, stale ryzykując życie, bo nie mają innego wyjścia - z biedaszybów utrzymuje się około trzech tysięcy ludzi.

- Nielegalnie kopiesz, żeby przeżyć, a jak cię złapie policja, to pożyczasz i płacisz, a potem kopiesz, żeby oddać dług. Sypią się wyroki, to błędne koło - mówi inż. Wałowski. - No i zawsze ci rekwirują urobek, który trafia do miejskiej ciepłowni, gdzie jest legalnie spalany…

Już drugie pokolenie kopaczy wydobywa węgiel z biedaszybów.
- Wychodzi, że chłopaki z "dziur" to przestępcy, bo ciążą na nich prawomocne wyroki za nielegalny urobek, potem za paserstwo, tak stajesz się przestępcą - kontynuuje. - Wielu z tych młodych nie ma jeszcze dwudziestki, kopią, żeby matka miała co do gara włożyć. Nie po to, żeby sobie kupić adidasy. A z dwojga złego - jak ma kogoś okraść, to lepiej niech żyje z biedaszybów.

Lasy pomiędzy Nową Rudą a Wałbrzychem usiane są biedaszybami, miejscami wygląda to jak księżycowy krajobraz.

- Te dziury w ziemi to synonim biedy i ubóstwa, ale nie można tych ludzi jak przestępców traktować - podkreśla Grzegorz Wałowski.

Oni sami jednak, jak przestępcy, żyją w atmosferze napięcia. Wystarczy, że ktoś rzuci "policja" i natychmiast wyskakują z dziur, porzucają w krzakach narzędzia.

- A oskard, podstawowe narzędzie biedaszybnika, zawsze cię zdradzi, po tym rozpoznają, że kopiesz. Od górniczego różni się tym, że ma skrócone ostrze, jakby ucięte. - Dostosowane do otoczenia - wyjaśnia Wałowski. - Krótszy dlatego, żeby w wykopie nie zahaczać o strop, nie spowodować zawału…

Górnik rewolucji nie robi

Grzegorz Wałowski do biedaszybów trafił przypadkiem. - Wszystko przez wyjazd do Włoch - śmieje się. - A raczej obozów pracy. Studiowałem na Politechnice Wrocławskiej, byłem na trzecim roku i nie miałem na czesne. Kiedyś mama niedaleko Nowej Rudy szyła ręczniki w zakładzie pracy dla kobiet, ale ten "socjal" już dawno się skończył. Poza tym jestem najstarszy z trójki rodzeństwa.

Miał 23 lata i musiał na siebie zarobić. We Włoszech już po tygodniu wiedział, że prawie nie płacą. - Jakieś marne pieniądze, żeby nie paść z głodu - wspomina. - Od rana do wieczora tylko plantacja, w następnych dniach przestoje, bo padały deszcze. Na całym ciele bąble od słońca. I żadnej kasy, chociażby tyle, żeby mieć na powrót.

Po roku wrócił, bez pieniędzy. I bez widoków na pracę w Polsce. - Chciałem dalej studiować, a najszybszy zarobek był na biedaszybach - wspomina. - Jak tylko zarobiłem, to pojechałem do Wrocławia zapłacić czesne, ale pojawiły się jakieś przeszkody, więc na Politechnice Opolskiej też złożyłem dokumenty. Potem okazało się, że zostałem przyjęty na obu uczelniach. Wybrałem Opole i to najbardziej trafny wybór w moim życiu.

Dwa lata temu obronił na PO, z wyróżnieniem, pracę magisterską, dotyczącą m.in. podziemnego procesowania węgla kamiennego. Teraz robi doktorat, tytuł pracy: "Hydrodynamika przepływu gazu przez złoże porowate". Jako "inżynier z biedaszybów" uczestniczy w roli eksperta w międzynarodowej konferencji w Pradze, poświęconej skutkom restrukturyzacji górnictwa.

Społeczny Komitet Obrony "Biedaszybów", gdzie jednym z liderów jest Wałowski, wielokrotnie postulował utworzenie skansenu biedaszybników. - Pod Górą św. Anny widziałem ogródki geologiczne, to mnie zainspirowało - przyznaje. - Pomyślałem: dlaczego u nas nie zrobić czegoś podobnego, tam gdzie są biedaszyby. Zaprezentować przekrój geologiczny.

To jest zagłębie z 500-letnią tradycją, więc dlaczego nie pokazywać tego wszystkiego, co tutaj się wydarzyło. W Wałbrzychu stało się coś, czego nie zrobiono nigdzie w kraju ani na świecie. - Wydobycie w biedaszybach, czy proceder, jak wolą to nazywać władze, trwa od kilkunastu lat - zżyma się Wałowski. - Przyjeżdżają tu Francuzi, Niemcy i Belgowie, jako atrakcję nasze życie oglądają. Tego się nie da ukryć, tutaj trzeba działać. Kopacze to nie margines społeczny. A władze miasta mówią, że nie ma problemu.

- Biedaszyby to sprawa kryminalna, a nie społeczna i dotyczy zaledwie stu, może dwustu osób - podkreśla Anna Żabska, rzecznik prezydenta Wałbrzycha. - To jest szybki i łatwy zarobek, więc z niego korzystają. O dorobku naukowym inżyniera Wałowskiego na Politechnice Opolskiej nikt u nas nie słyszał.

A szkoda, bo pisały o tym wałbrzyskie gazety.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3