Do szkolnej rewolucji dojdzie już za rok

Martyna Chmielewska
Anna Zalewska: - Chcemy wprowadzić reformę, która została  przemyślana i rozłożona na wiele lat.
Anna Zalewska: - Chcemy wprowadzić reformę, która została przemyślana i rozłożona na wiele lat. Fot. Marek Szawdyn
Minister edukacji przedstawiła rozporządzenie dotyczące zmian w strukturze szkół. Będzie powrót do ośmioletniej podstawówki.

Chcemy wprowadzić zmiany po to, by stworzyć nowoczesną szkołę, której zadaniem będzie solidne przygotowanie uczniów do studiowania - powiedziała Anna Zalewska, minister edukacji, w rozmowie z Agencją Informacyjną Polska Press. Dodała, że Ministerstwo Edukacji chce wprowadzić reformę, która została przemyślana i rozłożona na wiele lat. Jej podstawowe założenia Anna Zalewska przedstawiła w piątek na specjalnej konferencji prasowej.

Minister rozpoczęła od skrytykowania poprzedniej reformy edukacyjnej. - Ostatnie zmiany z 1999 r. nie sprawdziły się w praktyce, pozostają gimnazja lepsze i gorsze - powiedziała.

Tłumaczyła, że gimnazja nie wyrównują szans edukacyjnych. Potwierdzają to wyniki sprawdzianów, w których uczniowie osiągają słabe wyniki. Ponadto zmiana szkoły zaniża samoocenę uczniów, obniża ich motywację do nauki. Zalewska przypomniała o licznych skargach nauczycieli na program nauczania w szkołach ponadgimnazjalnych oraz o złym przygotowaniu absolwentów tych szkół do studiów. - Nie ma obawy, że będzie konkurencja z ostatnią siódmą klasą i trzecią gimnazjum. Będziemy to kontrolować - zapewniła.

Minister edukacji zapowiedziała zatem utworzenie od września 2017 r. ośmioletniej podstawówki, czteroletniego liceum, pięcioletniego technikum oraz trzyletniej szkoły branżowej pierwszego stopnia. Ta ostatnia ma być połączeniem obecnych gimnazjów i zasadniczych szkół zawodowych.

Zalewska zapowiedziała zmiany w podstawie programowej dla klas I, IV i VII. Dokument ma być gotowy pod koniec listopada. Nauczyciele będą musieli w 80 proc. zrealizować obowiązkowe zadania zawarte w podstawie programowej, a w 20 proc. dowolne, wybrane przez siebie założenia. Do programu nauczania zostaną wprowadzone elementy gry w szachy. A wszystko po to, by nauczyć uczniów logicznego myślenia, aby nie mieli problemów z nauką matematyki.

Ośmioletnia szkoła podstawowa zakończy się egzaminem. Będzie trwał dwa dni. W 50 proc. będzie testowy, a w 50 proc. problemowy. Znajdą się na nim następujące przedmioty: język polski, matematyka, język obcy oraz historia. To właśnie ten egzamin będzie przepustką do liceum.

Na pytanie, czy nauczyciele gimnazjów powinni obawiać się zwolnień, Anna Zalewska stanowczo zaprzeczyła. - Struktura reformy nie przewiduje zwolnień - powiedziała. Tłumaczyła, że po wejściu w życie reformy nauczyciele staną się nauczycielami nowych szkół, tj. ośmioletnich podstawówek, pięcioletnich techników i czteroletnich liceów oraz szkół branżowych. Dodała, że rozpoczęte wcześniej staże nie będą przerywane. Tłumaczyła, że Ministerstwu Edukacji zależy na tym, aby nauczyciele otrzymali godne pensje i doskonalili się zawodowo. W tym celu zapowiedziała prace ze związkami zawodowymi i samorządowcami.

Anna Zalewska powiedziała, że dwuletnie szkoły branżowe powstaną na życzenie pracodawców, którzy mają problem ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników.

Wideo

Komentarze 13

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

- Ten ustrój szkolny odpowiada wszystkim rodzicom –  mówiła w piątek min. Zalewska. Skąd właściwie o tym wie?

 

Nieszczęściem polskiej edukacji jest to, że od dawna rządzący nie traktują jej poważnie. Nie, błąd –traktują ją poważnie ci, którzy znają siłę manipulacyjną systemu powszechnej i obowiązkowej szkoły. Do czego by jej teraz PiS nie wykorzystał, nie odbędzie się to bez szkody dla jej beneficjentów: uczniów. Zamiast nowoczesności, dostaną skostniałą, narodową  kryptę z zapachem naftaliny.

 
G
Gość

Tymczasem na świecie, od dawna promuje się grupy różnowiekowe. Te świetnie sobie radzą, pod warunkiem, że w edukacji rozluźnimy gorset sztywnych ram programowych.

 

Pracodawcy narzekają na brak tzw. umiejętności miękkich absolwentów polskich szkół i uczelni.Ponoć ci rzadko potrafią współpracować.

To właśnie praca nad projektami i w grupach różnowiekowych tego uczy. My jednak zmierzamy w przeciwnym kierunku.

 

Min. Zalewska wspomina chętnie o innowacyjności polskiej szkoły. Ciekawe, jak ją osiągniemy, kiedy na egzaminie po ośmioletniej podstawówce tak bardzo kulejące w polskiej edukacji przedmioty spod znaku „science”, zostaną wyparte przez głównie narodową historię?

 

Wracamy do skostniałej, przebrzmiałej i nieadekwatnej edukacji, rodem  z XIX wieku. Tablice interaktywne w niczym tu nie pomogą.

 

Nawet zmiany w szkolnictwie zawodowym trącą myszką. W całej Europie pracuje się nad tzw. Life Long Learning (uczenie się przez całe życie) i udrażnianiem systemów tak, aby każdy dorosły mógł w każdym momencie swojego życia zdobyć nowy zawód, a raczej – nowe umiejętności. My fundujemy sobie szkoły branżowe, z jakąś hybrydową maturą, po której będzie można zdobyć najwyżej licencjat. Po co?

Min. Zalewska mówi, że zmiany wprowadza po powszechnych konsultacjach, 200 spotkaniach w terenie, przy prawie tysiącu ekspertów sprowadzonych do MEN. Uczestnicy tych spotkań natomiast powtarzają, że były tylko fasadowe. Urzędnicy w MEN nieoficjalnie żartują, że w noc przed oficjalną prezentacją ustawy, poprawiali w niej błędy, bo projekt powstawał w zaciszu gabinetów politycznych.

 
G
Gość

Cały świat zmierza w kierunku nauczania multidyscyplinarnego, które uczyć będzie rzeczywistości, a nie poszczególnych przedmiotów. Nasza reforma idzie w przeciwnym kierunku. Tak, żeby uczeń kiedy spojrzy w gwiazdy, dobrze wiedział, że to jest fizyka. A może geografia...? Nie będzie już profilowanych klas w liceach z multidyscyplinarnymi blokami – jeszcze nie zdążyły się dotrzeć, ale już się „nie udały”.

 

Wysiłek reformatorów PiS idzie również na to, żeby w klasach równoległych uczyły się dzieci w tym samym wieku – tak zapewniała w piątek min. Zalewska. Ale i tak w LO spotkają się na jednym poziomie dzieci, które zaczęły edukację jako 6-latki i te, które poszły do szkoły jako 7-latki i nie były w gimnazjach..

G
Gość

Min. Zalewska podkreślała, że chce uchronić polskich uczniów od testomanii. A jednak egzamin będzie jak dotąd metodą rekrutacji do liceów. Z języka polskiego, matematyki, języka obcego oraz historii kosztem ... przyrody.

 

Po drugie, "szkoła ma nie tylko uczyć, ale wychowywać" – jak powtarza minister Zalewska. MEN ma plan zwiększenia liczby godzin wychowawczych oraz napisania podstawy programowej z tego "przedmiotu". Znowu – centralnie sterowane wychowanie w duchu patriotyzmu?

 

Ken Robinson ostrzega, że powodując szkołą wyłącznie z przyczyn politycznych, "w rezultacie niszczy się perspektywy niezliczonej liczby młodych ludzi".

To właśnie powinno nas najbardziej martwić. Bo nie to, czy podzielimy edukację powszechną na trzy czy na dwa etapy, przesądza o jej powodzeniu, ale to, JAK będzie się w niej uczyć. Nad tym rząd PiS się nie zastanawia.

 

Minister Zalewska mówi w wywiadach, że wystarczy postawić na wiedzę o własnym narodzie, a uczniowie odnajdą się lepiej we współczesnym świecie. W piątek podkreślała, że dzięki światłowodom i tablicom interaktywnym polska szkoła będzie nowoczesna. Tylko w warstwie technicznej, pani ministro, tylko w warstwie technicznej.

G
Gość

Gołym okiem jeszcze tego dobrze nie widać, ale oto przykład: w piątek minister Zalewska ledwie wspomniała, że planuje m.in. certyfikować ośrodki szkolenia nauczycieli. Ponoć jest ich za dużo, a nauczyciele narzekają na poziom i niechętnie w tych szkoleniach biorą udział.

Czy certyfikowanie oznacza, że będą mogły działać tylko ośrodki dopuszczone przez MEN? Jeśli tak, zrobimy wielki krok do tyłu.

 

Najlepsze szkolenia to te, które są spoza puli dzisiejszych oficjalnie wspieranych przez samorządy ośrodków. Teraz MEN będzie decydowało, czego i który nauczyciel się dowie? Już nie będzie można doszkolić ich z równościowego wychowania czy z gender? To pytanie, zapewne, retoryczne. Odpowiedź wydaje się być oczywista.

 

Niby nic, ale już zapowiedź certyfikowania ośrodków szkoleniowych pachnie daleko idącą kontrolą MEN nad wszystkim, co się tyczy szkoły.

 

Zwłaszcza, kiedy zdamy sobie sprawę, że zmiany organizacyjne to tylko połowa edukacyjnego planu PiS. Polską szkołę bowiem czeka Dobra Zmiana również w tzw. podstawie programowej (według niej pisze się programy nauczania i podręczniki).

 

Jeszcze nie wiadomo, co w niej będzie. Ale znamy już akcenty: po pierwsze więcej historii i to głównie historii Polski. Tego nie mamy jeszcze w dokumentach, ale Anna Zalewska zapowiadała to już wielokrotnie. Historia również – wiemy to od dzisiaj – będzie jednym z przedmiotów obowiązkowych na egzaminie po nowej, 8-klasowej szkole podstawowej. Tym, który zastąpi dzisiejszy egzamin gimnazjalny.

G
Gość

Prognoza, że szkolna PiS-reforma spowoduje wielki chaos, nie jest oczywiście odkrywcza. Proszę sobie wyobrazić dwie klasy pierwsze w liceum, w których w tym samym 2019 roku uczą ci sami nauczyciele.

Z tym, że w jednej klasie siedzą absolwenci gimnazjów, a w drugiej – ci z „nowych” podstawówek. Otóż będą się uczyli czegoś innego i będą zdawali kiedy indziej oraz całkiem inną maturę - ci pierwsi po trzech latach, pozostali: po czterech i według nowych zasad. A to tylko malutka część problemu.

Gorzej, że za reformą stoi plan powrotu do centralizacji (tym silniejsze jest skojarzenie z edukacją rodem PRL).

 

G
Gość

MEN obiecuje, że zadba o bezpieczeństwo nauczycieli, którym grozi bezrobocie, z powodu reformy. Związek Nauczycielstwa Polskiego obliczył, że pracę może stracić aż 36 tys. nauczycieli. W piątek Zalewska temu przeczyła. MEN proponuje w nowej  ustawie, żeby nauczycieli, dla których w pierwszych latach reformy zabraknie pracy, przenosić w tzw. stan nieczynny. Dostawaliby wtedy pensję zasadniczą (ok. 75 proc. tego, co normalnie), mieliby też pierwszeństwo w staraniach o nową pracę, gdyby pojawiały się takie miejsca w szkołach, które będą się przekształcały.

 

Sęk w tym, że te zasady dotyczą nauczycieli mianowanych – to trzeci stopień awansu zawodowego, dostępny po ok. pięciu latach pracy  szkole.

 

W podobny sposób nie będą więc chronieni nauczyciele z krótszym stażem pracy. Skoro  dopuszcza się łączenie szkół w zespoły, likwiduje gimnazja, a do przedszkoli już przeniesione są 6-latki, należy się spodziewać zwolnień właśnie wśród młodej kadry.

 

Może to spowodować za kilka lat lukę pokoleniową wśród nauczycieli – w szkołach pozostaną tylko najstarsi, a kiedy odejdą na emerytury, nie będzie kogo zatrudnić. Zwłaszcza po latach zniechęcania kandydatów do tego zawodu. Podobny problem miały niektóre stany USA, kiedy uciekli im ze szkół młodzi nauczyciele przedmiotów przyrodniczych, zniechęceni obniżoną liczbą godzin i niskimi pensjami.

 

G
Gość

– Reforma z 1999 r. (czyli wprowadzenie gimnazjów) nie sprawdziła się, czas podjąć decyzję – mówi twardo Anna Zalewska.

 

Uzasadnienia, jakich na potrzeby konferencji i wypowiedzi medialnych szuka ministra Zalewska, to tylko przyszywanie liczb do tez. Nie wytrzymują one jednak testu na logiczną argumentację.

 

W jaki sposób np. MEN wydedukowało, że widoczny zwłaszcza w gimnazjach problem przemocy rówieśniczej, szkolnego rozwarstwienia, nadmiaru zajęć i ciśnienia na wynik rozwiąże właśnie prosta rezygnacja z tego elementu edukacji? Skąd pomysł, że wydłużenie nauki w liceach akurat o rok pozwoli uczniom na lepsze przygotowanie do studiów i pracy?

 

Stąd tylko, że to wszystko już było i… jakoś działało. W PRL-owskiej szkole, którą pamięta z osobistych doświadczeń każdy dorosły, każdy w rządzie PiS. Wystarczy szkołę zorganizować według starego przepisu i problemy się skończą?

 

G
Gość

– Reforma z 1999 r. (czyli wprowadzenie gimnazjów) nie sprawdziła się, czas podjąć decyzję – mówi twardo Anna Zalewska.

 

Uzasadnienia, jakich na potrzeby konferencji i wypowiedzi medialnych szuka ministra Zalewska, to tylko przyszywanie liczb do tez. Nie wytrzymują one jednak testu na logiczną argumentację.

 

W jaki sposób np. MEN wydedukowało, że widoczny zwłaszcza w gimnazjach problem przemocy rówieśniczej, szkolnego rozwarstwienia, nadmiaru zajęć i ciśnienia na wynik rozwiąże właśnie prosta rezygnacja z tego elementu edukacji? Skąd pomysł, że wydłużenie nauki w liceach akurat o rok pozwoli uczniom na lepsze przygotowanie do studiów i pracy?

 

Stąd tylko, że to wszystko już było i… jakoś działało. W PRL-owskiej szkole, którą pamięta z osobistych doświadczeń każdy dorosły, każdy w rządzie PiS. Wystarczy szkołę zorganizować według starego przepisu i problemy się skończą?

 

MEN obiecuje, że zadba o bezpieczeństwo nauczycieli, którym grozi bezrobocie, z powodu reformy. Związek Nauczycielstwa Polskiego obliczył, że pracę może stracić aż 36 tys. nauczycieli. W piątek Zalewska temu przeczyła. MEN proponuje w nowej  ustawie, żeby nauczycieli, dla których w pierwszych latach reformy zabraknie pracy, przenosić w tzw. stan nieczynny. Dostawaliby wtedy pensję zasadniczą (ok. 75 proc. tego, co normalnie), mieliby też pierwszeństwo w staraniach o nową pracę, gdyby pojawiały się takie miejsca w szkołach, które będą się przekształcały.

 

Sęk w tym, że te zasady dotyczą nauczycieli mianowanych – to trzeci stopień awansu zawodowego, dostępny po ok. pięciu latach pracy  szkole.

 

W podobny sposób nie będą więc chronieni nauczyciele z krótszym stażem pracy. Skoro  dopuszcza się łączenie szkół w zespoły, likwiduje gimnazja, a do przedszkoli już przeniesione są 6-latki, należy się spodziewać zwolnień właśnie wśród młodej kadry.

 

Może to spowodować za kilka lat lukę pokoleniową wśród nauczycieli – w szkołach pozostaną tylko najstarsi, a kiedy odejdą na emerytury, nie będzie kogo zatrudnić. Zwłaszcza po latach zniechęcania kandydatów do tego zawodu. Podobny problem miały niektóre stany USA, kiedy uciekli im ze szkół młodzi nauczyciele przedmiotów przyrodniczych, zniechęceni obniżoną liczbą godzin i niskimi pensjami.

 

Prognoza, że szkolna PiS-reforma spowoduje wielki chaos, nie jest oczywiście odkrywcza. Proszę sobie wyobrazić dwie klasy pierwsze w liceum, w których w tym samym 2019 roku uczą ci sami nauczyciele.

Z tym, że w jednej klasie siedzą absolwenci gimnazjów, a w drugiej – ci z „nowych” podstawówek. Otóż będą się uczyli czegoś innego i będą zdawali kiedy indziej oraz całkiem inną maturę - ci pierwsi po trzech latach, pozostali: po czterech i według nowych zasad. A to tylko malutka część problemu.

Gorzej, że za reformą stoi plan powrotu do centralizacji (tym silniejsze jest skojarzenie z edukacją rodem PRL).

 

Gołym okiem jeszcze tego dobrze nie widać, ale oto przykład: w piątek minister Zalewska ledwie wspomniała, że planuje m.in. certyfikować ośrodki szkolenia nauczycieli. Ponoć jest ich za dużo, a nauczyciele narzekają na poziom i niechętnie w tych szkoleniach biorą udział.

Czy certyfikowanie oznacza, że będą mogły działać tylko ośrodki dopuszczone przez MEN? Jeśli tak, zrobimy wielki krok do tyłu.

 

Najlepsze szkolenia to te, które są spoza puli dzisiejszych oficjalnie wspieranych przez samorządy ośrodków. Teraz MEN będzie decydowało, czego i który nauczyciel się dowie? Już nie będzie można doszkolić ich z równościowego wychowania czy z gender? To pytanie, zapewne, retoryczne. Odpowiedź wydaje się być oczywista.

 

Niby nic, ale już zapowiedź certyfikowania ośrodków szkoleniowych pachnie daleko idącą kontrolą MEN nad wszystkim, co się tyczy szkoły.

 

Zwłaszcza, kiedy zdamy sobie sprawę, że zmiany organizacyjne to tylko połowa edukacyjnego planu PiS. Polską szkołę bowiem czeka Dobra Zmiana również w tzw. podstawie programowej (według niej pisze się programy nauczania i podręczniki).

 

Jeszcze nie wiadomo, co w niej będzie. Ale znamy już akcenty: po pierwsze więcej historii i to głównie historii Polski. Tego nie mamy jeszcze w dokumentach, ale Anna Zalewska zapowiadała to już wielokrotnie. Historia również – wiemy to od dzisiaj – będzie jednym z przedmiotów obowiązkowych na egzaminie po nowej, 8-klasowej szkole podstawowej. Tym, który zastąpi dzisiejszy egzamin gimnazjalny.

 

Min. Zalewska podkreślała, że chce uchronić polskich uczniów od testomanii. A jednak egzamin będzie jak dotąd metodą rekrutacji do liceów. Z języka polskiego, matematyki, języka obcego oraz historii kosztem ... przyrody.

 

Po drugie, "szkoła ma nie tylko uczyć, ale wychowywać" – jak powtarza minister Zalewska. MEN ma plan zwiększenia liczby godzin wychowawczych oraz napisania podstawy programowej z tego "przedmiotu". Znowu – centralnie sterowane wychowanie w duchu patriotyzmu?

 

Ken Robinson ostrzega, że powodując szkołą wyłącznie z przyczyn politycznych, "w rezultacie niszczy się perspektywy niezliczonej liczby młodych ludzi".

To właśnie powinno nas najbardziej martwić. Bo nie to, czy podzielimy edukację powszechną na trzy czy na dwa etapy, przesądza o jej powodzeniu, ale to, JAK będzie się w niej uczyć. Nad tym rząd PiS się nie zastanawia.

 

Minister Zalewska mówi w wywiadach, że wystarczy postawić na wiedzę o własnym narodzie, a uczniowie odnajdą się lepiej we współczesnym świecie. W piątek podkreślała, że dzięki światłowodom i tablicom interaktywnym polska szkoła będzie nowoczesna. Tylko w warstwie technicznej, pani ministro, tylko w warstwie technicznej.

 

Cały świat zmierza w kierunku nauczania multidyscyplinarnego, które uczyć będzie rzeczywistości, a nie poszczególnych przedmiotów. Nasza reforma idzie w przeciwnym kierunku. Tak, żeby uczeń kiedy spojrzy w gwiazdy, dobrze wiedział, że to jest fizyka. A może geografia...? Nie będzie już profilowanych klas w liceach z multidyscyplinarnymi blokami – jeszcze nie zdążyły się dotrzeć, ale już się „nie udały”.

 

Wysiłek reformatorów PiS idzie również na to, żeby w klasach równoległych uczyły się dzieci w tym samym wieku – tak zapewniała w piątek min. Zalewska. Ale i tak w LO spotkają się na jednym poziomie dzieci, które zaczęły edukację jako 6-latki i te, które poszły do szkoły jako 7-latki i nie były w gimnazjach..

 

Tymczasem na świecie, od dawna promuje się grupy różnowiekowe. Te świetnie sobie radzą, pod warunkiem, że w edukacji rozluźnimy gorset sztywnych ram programowych.

 

Pracodawcy narzekają na brak tzw. umiejętności miękkich absolwentów polskich szkół i uczelni.Ponoć ci rzadko potrafią współpracować.

To właśnie praca nad projektami i w grupach różnowiekowych tego uczy. My jednak zmierzamy w przeciwnym kierunku.

 

Min. Zalewska wspomina chętnie o innowacyjności polskiej szkoły. Ciekawe, jak ją osiągniemy, kiedy na egzaminie po ośmioletniej podstawówce tak bardzo kulejące w polskiej edukacji przedmioty spod znaku „science”, zostaną wyparte przez głównie narodową historię?

 

Wracamy do skostniałej, przebrzmiałej i nieadekwatnej edukacji, rodem  z XIX wieku. Tablice interaktywne w niczym tu nie pomogą.

 

Nawet zmiany w szkolnictwie zawodowym trącą myszką. W całej Europie pracuje się nad tzw. Life Long Learning (uczenie się przez całe życie) i udrażnianiem systemów tak, aby każdy dorosły mógł w każdym momencie swojego życia zdobyć nowy zawód, a raczej – nowe umiejętności. My fundujemy sobie szkoły branżowe, z jakąś hybrydową maturą, po której będzie można zdobyć najwyżej licencjat. Po co?

Min. Zalewska mówi, że zmiany wprowadza po powszechnych konsultacjach, 200 spotkaniach w terenie, przy prawie tysiącu ekspertów sprowadzonych do MEN. Uczestnicy tych spotkań natomiast powtarzają, że były tylko fasadowe. Urzędnicy w MEN nieoficjalnie żartują, że w noc przed oficjalną prezentacją ustawy, poprawiali w niej błędy, bo projekt powstawał w zaciszu gabinetów politycznych.

 

- Ten ustrój szkolny odpowiada wszystkim rodzicom –  mówiła w piątek min. Zalewska. Skąd właściwie o tym wie?

 

Nieszczęściem polskiej edukacji jest to, że od dawna rządzący nie traktują jej poważnie. Nie, błąd –traktują ją poważnie ci, którzy znają siłę manipulacyjną systemu powszechnej i obowiązkowej szkoły. Do czego by jej teraz PiS nie wykorzystał, nie odbędzie się to bez szkody dla jej beneficjentów: uczniów. Zamiast nowoczesności, dostaną skostniałą, narodową  kryptę z zapachem naftaliny.

 
G
Gość

Rodzice od lat narzekają na gimnazja? Zlikwidujmy.

Nauczycielom124 nie wystarcza 3-letnie liceum? Wydłużmy.

Egzaminy bolą? Wycofajmy.

Takie populistyczne "mówisz – masz" ma zapewnić rządzącym polityczny spokój i następną kadencję. Nikt nie może narzekać, że ten rząd nie słucha ludzi.

G
Gość

Wracamy do modelu szkoły rodem z PRL-u, tak znienawidzonego przez PiS. To, co budowaliśmy w szkole przez ostatnie niemal 20 lat, PiS rozmontowuje dziś jednym pstryknięciem. Centralizuje edukację – na negatywnych emocjach i pod narodową nutę.

 

Ministra edukacji Anna Zalewska przypieczętowała w piątek likwidację gimnazjów, powrót 4-letnich liceów i 5-letnich techników oraz wcześniej już przeprowadzone wycofanie 6-latków ze szkół. Podczas prezentacji założeń nowej ustawy Prawo Oświatowe powtarzała wielokrotnie sformułowanie:  „po raz pierwszy w historii”.

 

Po raz pierwszy rządzący słuchają głosu rodziców, po raz pierwszy zadbają o nauczycieli, po raz pierwszy zatroszczą się o dzieci, po raz pierwszy uporządkują prawo oświatowe – słowem: wreszcie ktoś się zabrał za porządki w szkole.

To oczywiście nieprawda. Cokolwiek PiS robi w edukacji, nie jest to żadna "pierwszyzna".

 

Popularny na świecie edukator i autor bestselerów o szkole Ken Robinson napisał: Jednym z najpoważniejszych moich zmartwień jest, że choć systemy na całym świecie są poddawane reformom, to w wielu z nich reformy są przeprowadzane z motywów politycznych i komercyjnych (Ken Robinson, "Kreatywne szkoły", wyd. Element, 2015 r.). Nie inaczej jest z reformą PiS.

J
Jot;
Fragment tekstu.
Minister edukacji przedstawiła rozporządzenie dotyczące zmian w strukturze szkół.
 
Do autorki  trzeba było uważać na lekcjach w szkole.
Minister przedstawiła projekt ustawy, a nie rozporządzenie.
Stwierdzam jednak z przykrością, że taki tekst z błędami uzasadnia reformę,
 
A kod pod tekstem jest unikatowy, a nie unikalny.
Ile razy mam o tym pisać?
A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Do szkolnej rewolucji dojdzie już za rok

P
Precz z pisem

A apel smoleński przed każdą lekcją? Durna pisowska bolszewiczka.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3