Dobrodzień - miasto umeblowane

Edyta Hanszke
Edyta Hanszke
Marek Witek, wiceburmistrz Dobrodzienia (w domu też ma miejscowe meble), wylicza, że same zakłady produkujące meble zatrudniają ok. 2 tys. pracowników, drugie tyle pracuje w firmach współpracujących z meblarskimi - stolarskich, szklarskich, handlowych.
Marek Witek, wiceburmistrz Dobrodzienia (w domu też ma miejscowe meble), wylicza, że same zakłady produkujące meble zatrudniają ok. 2 tys. pracowników, drugie tyle pracuje w firmach współpracujących z meblarskimi - stolarskich, szklarskich, handlowych. Paweł Stauffer
Gdy staniecie u szczytu ulicy Lublinieckiej, tyłem do rynku w Dobrodzieniu, zobaczycie ciąg kilkunastu szyldów sklepowych: meble, meble, meble, meble...

Na pięćset miejscowych firm ponad sto wykonuje meble na indywidualne zamówienie. Niektórymi z nich zarządza dziś nawet piąte pokolenie.

Marek Witek, wiceburmistrz Dobrodzienia (w domu ma miejscowe meble), wylicza, że same zakłady produkujące meble zatrudniają ok. 2 tys. pracowników, drugie tyle pracuje w firmach współpracujących z meblarskimi - stolarskich, szklarskich, handlowych.

- Wiele dobrodzieńskich rodzin żyje dzięki tej branży. Kiedyś całe pokolenia pracowały przy produkcji mebli.Dziś młodzi niekoniecznie chcą robić to, co ich rodzice, ale miejsca pracy w stolarstwie zawsze u nas się znajdą - mówi.

Pochodzący z Dobrodzienia Joachim Wloczyk, dyrektor Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych (też umeblowany u miejscowych), bez problemu wylicza kilkunastu znajomych, którzy pracują na miejscu w branży drzewnej. Korzysta na niej także zarządzana przez Wloczyka szkoła, która od wielu lat kształci stolarzy i tapicerów (choć przez ostatnie lata zainteresowanie tymi zawodami spada) tak dobrze, że na kursy przyjeżdżają tu nawet ludzie z innych miast Opolszczyzny i Polski.

- Jesteśmy jednym z zagłębi meblarskich obok Swarzędza i Kalwarii Zebrzydowskiej. Nasi stolarze robią meble pod wymiar i wielu z nas nie wyobraża sobie, żeby mogły być inne - przyznaje Róża Koźlik, burmistrz. W domu pani burmistrz stoją meble miejscowych firm, a teraz, gdy pomaga w urządzaniu domu córki - także zamawia "pasowane" meble na miejscu. Róża Koźlik pamięta, jak jej mama, szukając mebli do kuchni, przeglądała ofertę miejscowych stolarzy na słynnych meblowych targach.

- Czekała na wymarzony zestaw dwa lata. Dziś trudno to sobie wyobrazić - uśmiecha się Róża Koźlik.

Za czasów dzieciństwa pani burmistrz targi odbywały się w szkole podstawowej, w trakcie wakacji. Z klas wynoszono wówczas ławki i krzesła, a w ich miejsce wstawiano sofy, łóżka, wersalki, kuchnie i komody, które wyszły spod ręki miejscowych rzemieślników. Przez dwa tygodnie targowe Dobrodzień był tłumnie oblegany.

Dwa lata temu miasto i firmy meblarskie wróciły do tradycji targowych, ale w nowej formule. Już nie zamieniają szkoły w halę wystawową. Miejscem targów (właśnie trwają, zakończą się 9 marca) są tutejsze salony meblowe - czynne dłużej, oferują rabaty i chwalą się nowościami.

Burmistrz jest zadowolona z reaktywowania targów. - Dwa lata temu spotkałam się z przedsiębiorcami. Postanowiliśmy połączyć budżety reklamowe, bo wiadomo, że duży może więcej. Zapowiedziałam, że konkretnych firm reklamować nie mogę, ale stolarstwo dobrodzieńskie - jak najbardziej. Kupiliśmy m.in. reklamy w dobrym paśmie przed pogodą w TVN24.

Targi rozkręcają się w weekend

Centrum Meblowe Agata. Małżeństwo w średnim wieku siedzi w fotelach, przeglądając jakieś dokumenty. Sprzedawca szykuje im kawę. Inna para przygląda się meblom kuchennym. Kobieta uważnie wysuwa szuflady, mężczyzna gładzi białe, błyszczące fronty. W pozostałych boksach... cisza i spokój. Ekspedientki albo czytają książki, albo podjadają kanapki. Na niektórych ekspozycjach kartki z napisem: "Jeśli nie ma sprzedawcy, proszę dzwonić na numer...".

Przedpołudnie w tygodniu wydaje się więc idealnym czasem na dokładne zlustrowanie oferty. Alicja Włodarz-Kempa z promocji urzędu miasta w Dobrodzieniu mówi, że tłumnie jest w weekendy targowe.

- Ruch podczas targów jest większy - przyznaje Marian Rust, właściciel firmy Rust z Pluder i prezes Centrum Meblowego Agata z Dobrodzienia. - Liczymy, że w efekcie przełoży się na wzrost sprzedaży. Niektórzy klienci przyjeżdżają na początku targów, żeby zapoznać się z ofertą, i na koniec, żeby złożyć konkretne zamówienie.

Dwie Agaty

Kiedy kilka lat temu w jednym z centrów handlowych w Opolu pojawiły się Meble Agata, przedstawiciele tej firmy byli zaskoczeni, że ich marka jest tak dobrze rozpoznawalna i ciepło przyjmowana. Okazało się bowiem, że wielu klientów skojarzyło pochodzącą z Katowic firmę z centrum meblowym o takiej samej nazwie z Dobrodzienia.

- Jakby popatrzeć historycznie, to są to siostry. - Przed laty przy fabrykach Katowickich Fabryk Mebli w Katowicach, Opolu, Głuchołazach i Dobrodzieniu funkcjonowały sklepy pod szyldami "Agata". - Katowickich fabryk już nie ma, ale nazwy sklepów stały się znakami rozpoznawczymi dwóch nowych firm. W Katowicach powstały Meble Agata, a u nas Centrum Meblowe Agata - wyjaśnia Marian Rust, prezes utworzonego ponad dziesięć lat temu dobrodzieńskiego centrum.

Jak na tamte czasy była to nietypowa formuła. Pod jednym dachem, w budynku po dawnej fabryce zgromadzono bowiem kilkudziesięciu wystawców z Dobrodzienia i okolic. Kilka firm jest właścicielami spółki, która zarządza centrum, pozostali wynajmują tu powierzchnie, na których prezentują meble. Od wzorów i kolorów w oczach aż się mieni.

Dobroteka z pomysłem na przyszłość

Położonej tuż przy obwodnicy Dobrodzienia Dobroteki trudno nie zauważyć. Parter zajmują aranżacje mebli różnych miejscowych marek. Najbardziej znane to chyba luksusowe komplety wypoczynkowe z firmy Piotra Klera. Aż trudno sobie wyobrazić, w ilu płaszczyznach można wyregulować sofę czy kanapę, dopasowując do wzrostu czy potrzeb użytkownika (picia popołudniowej herbatki czy leżakowania przed telewizorem).

Przy jednej ze szklanych ścian znajduje się coś na kształt wielopoziomowego labiryntu wyłożonego miękkimi tkaninami z różnej wielkości poduchami - to jeden z największych w Polsce wielopoziomowy, tapicerowany mebel relaksacyjny. Niedaleko wejścia zwisa ponaddwumetrowej średnicy kokon - to huśtawka marki Dedon. Właśnie z relaksu korzystają młodzi ludzie. Jak na centrum meblowe to sporo tu młodzieży.

- Mają zajęcia z kreatywności - wyjaśnia Jan Cegiełka, dyrektor kreatywny w MD Connect, spółce, która zarządza Dobroteką.

Na piętrze sala konferencyjna, wzorcownia, salonik historyczny, czytelnia. Powstały dwa lata temu obiekt ma służyć nie tylko eksponowaniu produktów miejscowych przedsiębiorców. - Pomysłodawcą był Piotr Kler. Przyklasnęli mu inni producenci mebli. Dobrodzień jako pierwszy spośród zagłębi meblarskich w Polsce postarał się o integrację środowiska - ocenia Waldemar Jagusz, produkt manager z Dobroteki. Jan Cegiełka: - Rolą Dobroteki jest też edukacja dzieci, młodzieży i dorosłych, praca z projektantami, organizacja imprez wystawienniczych i artystycznych.

Raz do roku Dobroteka organizuje "Dobry tydzień projektanta" z udziałem młodych absolwentów i studentów uczelni artystycznych i miejscowych firm. Rolą pierwszych jest zaproponowanie nowych wzorów, rolą drugich - wykonanie mebli według tych projektów. Efektem ubiegłorocznego takiego tygodnia były m.in. siedzisko Pique, idealne do hotelu, muzeum, poczekali na lotnisku zaprojektowane przez Marcina Kratera i Katarzynę Pełkę, a wykonane przez Piotr Kler Atelier, czy toaletki Baronki (łączą funkcję toaletki i komody) zaprojektowane przez Sabinę Knapczyk-Marek i Aleksandrę Satławę dla Meblonowak. Powstałe w Dobrotece nowości są potem pokazywane m.in. na Zamku Cieszyn czy w Galerii Wnętrz Domar we Wrocławiu.

- W czerwcu planujemy akcję pod hasłem "Śląski czerwiec projektowy", do udziału w którym zapraszamy studentów i absolwentów akademii sztuk pięknych z Wrocławia i Katowic, Instytutu Sztuki w Opolu, wydziału architektury Politechniki Śląskiej. Chcemy udowodnić, że usługi projektowe to mocna strona regionu - zapowiada Jan Cegiełka.

Lista działań i planów Dobroteki jest dużo bogatsza. Na lotnisku w Pyrzowicach współtworzy ona odlotową galerię, a czterech studentów uczelni artystycznych pisze we współpracy z dobrodzieńską firmą prace dyplomowe, natomiast na miejscu powstaje apartament przyszłości - wzorcowe mieszkanie, wyposażone w nowinki wnętrzarskie.

Wiekowa tradycja

Pierwsze wzmianki o działalności cechowej w Dobrodzeniu pochodzą z XIV wieku. Dwa wieki później działało tu siedem cechów branżowych. W 1812 roku w Guttentag istniały już 104 warsztaty różnych specjalności. W połowie XIX wieku utworzono pierwszą szkołę zawodową dla uczniów rzemieślniczych.

W 1893 roku Karl Jończyk założył w mieście zakład stolarski, który dzisiaj jest zaliczany do najstarszych działających bez przerwy w tym samym miejscu. Prowadzi go czwarte pokolenie. Trzydzieści lat poźniej był to pierwszy zakład w Dobrodzeniu, w którym stanęły maszyny napędzane prądem. W 1900 roku Johann Koeppe jako 24-latek uruchomił własną stolarnię przy Kirchstraße, w której zainstalował przewoźny agregat parowy (reklamował ją jako "pierwszą dobrodzieńską stolarnię parową").

Niewielki zakład rozrósł się do przedsiębiorstwa tartacznego, obok którego powstała mała fabryka mebli, a w nowo wybudowanej kamienicy ulokowano sklepy meblowe. Inne znane wielopokoleniowe rodziny dobrodzieńskich stolarzy to Gaida (stolarstwem zajmuje się już piąte pokolenie), Badura, Knop (trzy pokolenia stolarzy), Einchorn, Kaczmarczyk, Grabiński (cztery pokolenia).

Historię dobrodzieńskiego stolarstwa dobrze zna i nadal poznaje pasjonat lokalnej historii Paweł Mrozek. Spisał ją w nie wydanych jeszcze "Wypisach do dziejów dobrodzieńskiego rzemiosła". - Rozkwit stolarstwa przypada na naszym terenie na XIX wiek, kiedy zaczęło podupadać hutnictwo, a że otoczony lasami Dobrodzień drzewa miał w bród, toteż i stolarze zaczęli rosnąć w siłę - wyjaśnia.

W 1968 roku Ernest Rust założył w Pludrach Mebel Rust. Dziś firmą kieruje Marian Rust, a on przysposabia do biznesu 28-letniego syna Patryka. - Wyrosłem z tradycji rzemieślniczych. Uczyłem się za stolarza. Dziś prowadzę firmę, zatrudniającą 160 osób. Mamy salony sprzedaży niemal w całej Polsce, z wyjątkiem Trójmiasta i ściany wschodniej. Ostatnie lata nie rozpieszczały naszej branży, ale jak się mniej sprzedaje, to jest więcej czasu na inwestowanie. Rozbudowaliśmy zakład, wyburzyliśmy pozostałości po starych warsztatach - wylicza Marian Rust.

Protoplastą kolejnego rodu dobrodzieńskich stolarzy jest Piotr Kler, który firmę uruchomił w 1973 roku. Dziś to grupa kapitałowa, do której należy kilka spółek, 35 własnych salonów handlowych w największych miastach w Polsce i czeskiej Pradze, zatrudniająca ok. 600 osób. Na całym świecie działa blisko 200 salonów meblowych oferujących meble z kolekcji Piotra Klera.

Na międzynarodowe wody wypłynął też Norbert Pyka z Malichowa. Klientów w Anglii, Belgii, Białorusi, a nawet USA znajduje też firma Meblonowak, założona w 1995 r. przez Jana Nowaka. Dziadek Janusza Lissego prowadził zakład rzemieślniczy, w którym robił m.in. drewniane koła do wozów. Jego wnuk produkuje m.in. profesjonalne stoły bilardowe, na których grali najlepsi zawodnicy podczas oficjalnych turniejów organizowanych przez Polski Związek Bilardowy.

Z czasów, kiedy Dobrodzień słynął z tradycji hutniczych - w miejscowych kuźnicach wytapiano tutejszą rudę żelaza - pochodzi powiedzenie "W Oleśnie pycha, w Lublińcu błoto, w Dobrodzieniu złoto". Po ponad stu latach to złoto nadal jest, ale schowane w drewnie, z którego miejscowe firmy produkują meble na wymiar.

W czerwcu zapłaciliśmy w sklepach mniej niż w maju

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie