Droga przez mękę

Ewa Kosowska-Korniak
Andrzej Mossakowski napisał kilkanaście skarg na polski wymiar sprawiedliwości, w tym jedną, która może okazać się skuteczna - do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

GDZIE SKIEROWAĆ SKARGĘ
The Secretary European Commision of Human Rights Council of Europe
F-67075 STRASBURG CEDEX

W SKARDZE NALEŻY
- Przedstawić przedmiot,
- Określić prawa konwencji, których naruszenie się zarzuca,
- Poinformować, które środki prawne zostały zastosowane
- Jakie podjęto oficjalne decyzje w sprawie (kiedy i przez jaki organ)
- Nie należy wysyłać oryginałów, lecz kserokopie.
Skarga nie może być anonimowa.
Można ją napisać w języku polskim, w tym też języku będzie prowadzona dalsza korespondencja.

Skarga Opolanina przeszła pomyślnie przez kolejne ręce prawników zatrudnionych w trybunale. Uznali oni, że spełnia wszystkie przesłanki, w tym najważniejszą: skarżący wyczerpał wszelkie przewidziane w polskim prawodawstwie możliwości dochodzenia swoich praw. Dwa tygodnie temu pan Andrzej dowiedział się, że jego skarga została zarejestrowana w Sekcji Czwartej i będzie przedmiotem obrad trybunału. Teraz musi czekać na rozstrzygnięcie najwyższego międzynarodowego gremium broniącego praw człowieka.

- To nie jest normalne, że od 5 lat nie mogę odzyskać zasądzonego ma moją rzecz wynagrodzenia za pracę, dlatego skarżę się na przewlekłość postępowania egzekucyjnego - wyjaśnia Andrzej Mossakowski. - Zarzucam komornikowi Sądu Rejonowego w Strzelcach Opolskich i tamtejszemu Sądowi Rejonowemu prowadzenie postępowania egzekucyjnego w taki sposób, abym nie mógł odzyskać słusznie należącego mi się wynagrodzenia za pracę.
Zdaniem Mossakowskiego, organy polskiego wymiaru sprawiedliwości nie brały pod uwagę wykazanych przez niego "ewidentnych uchybień", gdyż broniły tylko własnego prestiżu.
- Nie licząc się w ogóle z moją trudną sytuacją materialną - dodaje skarżący, który przez pięć miesięcy żył z zasiłku przyznanego przez pomoc społeczną. Mieszkał w Domu Pomocy Społecznej "Szansa" w Opolu.

Andrzej Mossakowski na początku lat 90. był osobą publiczną. Jako szef Związku Pokrzywdzonych Byłych Właścicieli Nieruchomości i działacz Porozumienia Centrum częściej bywał w Warszawie w parlamencie (brał udział w pracach komisji sejmowych) niż w Opolu. Dziś jedyną pamiątką z tamtych czasów jest plik wycinków z ogólnopolskich gazet z udzielonymi przez niego wywiadami.
- Zawiesiłem działalność związku i zostałem bez pracy. Wówczas mój kuzyn Henryk F. zaproponował mi pracę u siebie, w firmie handlującej drewnem.
Kuzyn pana Andrzeja od wielu lat jest poszukiwany listem gończym, ukrywa się przed dłużnikami i wymiarem sprawiedliwości.
- Pracowałem u niego blisko 3 lata, jako jego pełnomocnik. Kuzyn zataił przede mną jednak swoje liczne długi i zbywał mnie, kiedy rozmowa schodziła na temat mojego wynagrodzenia. Obiecał, że w zamian za moją pracę przepisze na mnie dom w Racławiczkach, w którym wspólnie mieszkaliśmy.
Dom ten Mossakowski musiał opuścić pod eskortą policji w 1995 roku, gdy na hipotekę weszli dłużnicy. Kuzyn już się ukrywał.
Pan Andrzej z dwiema walizkami zjawił się w ośrodku pomocy społecznej, od listopada 1995 do marca 1996 mieszkał w "Szansie". W tym czasie złożył w sądzie pracy pozew o zapłatę. Sąd Wojewódzki w Opolu wydał w styczniu 1996 roku wyrok zaoczny, w którym przyznał mu wynagrodzenie za pracę.
Kwota jest spora: 57427 zł, z ustawowymi odsetkami za zwłokę od dnia 6 września 1995. W ciągu ostatnich pięciu lat znacznie urosła. W tej chwili wynosi, według wyliczeń pana Andrzeja przedstawionych w Strasburgu, 230789,86 złotych.

- Oglądam te pieniądze jedynie na papierze - stwierdza Mossakowski, obecnie prowadzący biuro pośrednictwa kredytowego.
Niedługo po złożeniu u komornika SR w Strzelcach Opolskich wniosku o egzekucję dłużnik dostał pismo zatytułowane "Zajęcie wierzytelności i prawa", z potwierdzeniem należności i naliczeniem odsetek.
Egzekucja miała być przeprowadzona z nieruchomości w Racławiczkach. To duży dom, w czerwcu 1993 roku został wyceniony na 140 tys. zł. W kolejce do niego ustawiło się wielu wierzycieli (Henryk F. ma 25 dłużników).
- Bardzo się ucieszyłem, że wszystko toczy się tak szybko. Niestety, wkrótce zaczęły się schody - mówi skarżący.

Cztery lata przyszło czekać Mossakowskiemu na oszacowanie wartości domu i wyznaczenie terminu jego licytacji.
- Komornik od początku nie respektował tego, że moje roszczenie dotyczy wynagrodzenia za pracę i powinno być zaspokojone w pierwszej kolejności - dodaje Mossakowski.
W styczniu 1999 roku, a więc po trzech latach od prawomocnego wyroku sądu, złożył pierwszą oficjalną skargę na opieszałe działania komornika do prezesa SR.
- W odpowiedzi przeczytałem głównie zarzuty... wobec mnie. Dowiedziałem się, że nie odbieram nadesłanych przez komornika pism, a pod wskazanym adresem jestem nieznany. Przecież ja wyprowadziłem się z "Szansy" w marcu 1996 roku, podałem komornikowi adres do korespondencji, co więcej - swoje pierwsze pismo przysłał mi na ten nowy adres. A teraz tłumaczy się, że nie było mnie w "Szansie" - mówi pan Andrzej.

Andrzej Mossakowski od kilku lat studiuje wnikliwie kodeks postępowania cywilnego i... punktuje komornika. Skoro dłużnik się ukrywa, należało powołać kuratora. Można to zrobić w ciągu trzech miesięcy. Komornik potrzebował na to 3 lat.
- Prawdopodobnie powołał kuratora sądowego dopiero w czerwcu 1999 roku, ale mnie o tym nie informował - mówi Mossakowski.
Operat szacunkowy nieruchomości. Można było zlecić jego przeprowadzenie już w sierpniu 1996. Komornik zrobił to w marcu 1998 roku, a jego poinformował dwa lata później, w lutym 2000.

Punktuje i pisze kolejne skargi. Między innymi do prezesa Sądu Okręgowego. Odpowiedź: "tryb skargowy leży tylko w kompetencji prezesa Sądu Rejonowego".
Poszedł ze skargą do biura poselskiego byłego posła Jana Piątkowskiego, a ten doradził mu, aby zamiast pisać skargi złożył w Sądzie Rejonowym oficjalny pozew przeciwko bezczynności i opieszałości komornika.
- Wkrótce po złożeniu pozwu, w lutym zeszłego roku, komornik odwiedził mnie w moim mieszkaniu i wreszcie przedstawił mi operat szacunkowy domu w Racławiczkach. Początkowo się ucieszyłem, ale zdębiałem jak przeczytałem datę. Ta wycena została sporządzona dwa lata wcześniej! Przez dwa lata nie raczył mnie o tym poinformować.
Sąd Rejonowy uznał, że można się skarżyć jedynie na czynność komornika lub zaniechanie dokonania czynności, natomiast skarga nie przysługuje na... bezczynność.
Opolanin napisał więc do byłego ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego, który skierował jego skargę do Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu.- Jestem wdzięczny ministrowi za to posunięcie, gdyż dzięki temu umożliwił mi wyczerpanie procedury odwoławczej - twierdzi Opolanin, który w tym czasie sporządzał skargę do Strasburga.
Sąd Apelacyjny, 31 sierpnia ubiegłego roku, w jednym punkcie przyznał mu rację: "w późniejszym terminie czynności egzekucyjne nie były już efektywne".
- Pozostałe zarzuty sąd usprawiedliwił lub pozostawił bez komentarza - narzeka Mossakowski.
Prezes Sądu Apelacyjnego wyznaczył też termin licytacji nieruchomości, na 29 września 2000.
- Termin ten był abstrakcyjny. Gdyby miał obowiązywać, doszłoby do złamania przepisów, gdyż ani w prasie, ani w urzędzie gminy nie było wywieszonej informacji o licytacji i nie zawiadomiono odpowiednio wcześnie wierzycieli. Ale dzięki jego wyznaczeniu prezes Sądu Apelacyjnego mógł zakończyć odpowiedź optymistycznym stwierdzeniem "w ostatnim czasie nie miała miejsca bezczynność komornika" - cytuje Mossakowski, teraz niemal już pewien swojej wygranej przed Trybunałem.

Do licytacji domu doszło 31 października zeszłego roku.
Znaleźli się chętni, którzy wpłacili wadium i zamierzali przystąpić do przetargu.
- Ale komornik ich wszystkich wystraszył, mówiąc, iż hipoteka domu jest obciążona, więc kupując dom, automatycznie są zadłużeni wobec m.in. urzędu skarbowego. W tej sytuacji nic dziwnego, że wszyscy uciekli - twierdzi Mossakowski.
Nieruchomości nie sprzedano do dziś, więc komornik uznał egzekucję za bezskuteczną i umorzył.
Podczas licytacji miał jednak miejsce incydent, który przekonał pana Andrzeja, iż komornik żywi do niego szczególną niechęć. Zebrał oświadczenia świadków zajścia i przesłał do trybunału.
- Gdy spokojnie rozmawiałem z kierowniczką urzędu skarbowego, podszedł do mnie komornik i w sposób arogancki powiedział, abym "przestał tu mieszać i cicho siedział". Świadkowie byli poruszeni sposobem, w jaki mnie potraktował.
- Skarżący jest przekonany, że źródłem opieszałości komornika były zadawnione osobiste animozje obu panów: związane ze sprawą alimentacyjną Mossakowskiego oraz sprawami politycznymi
- On się przyjaźnił z bratem mojej byłej żony, wysłał za mną list gończy za rzekome uchylanie się od płacenia alimentów. Jak się o tym dowiedziałem, stawiłem się w prokuraturze i pokazałem wszystkie dowody zapłaty. Prokurator mnie przeprosił i wypuścił.

O różnych animozjach mówi też otwarcie komornik.
- Znam tego pana od 25 lat, prowadziłem jego sprawę alimentacyjną, bo nie płacił na dzieci. Płacił za niego fundusz alimentacyjny. Namierzyłem go dzięki telewizji, jak występował w jakiejś audycji. Dlatego pisze na mnie skargi.
Komornik twierdzi, że nie bez powodu żadna z tych skarg nie została uwzględniona.
- Najłatwiej zwalić winę na komornika. To była egzekucja z nieruchomości, taka zawsze jest trudna. Kto będzie chciał kupić dom z zadłużoną na 150 tys. zł hipoteką. A skoro nikt jej nie kupił, jak mogłem wypłacić mu jego należności.
O zarejestrowaniu skargi przez Europejski Trybunał Praw Człowieka komornik dowiedział się od "NTO".
- Nie wiem, o co chodzi. Nie udzielałem trybunałowi żadnych wyjaśnień, ani ja, ani prezes sądu. Nikt się do nas nie zwracał o akta sprawy. Nie wiem, jakie dokumenty powysyłał pan Mossakowski i czy przypadkiem w nich nie nakłamał - dodaje komornik (prosi o niepodawanie nazwiska).

Kolejny plik kserokopii czeka na wysłanie do Strasburga.
- Nauczyłem się już, że za każdym razem, gdy przesyła się załączniki aktualizacyjne, trzeba wysyłać komplet - mówi skarżący.
Jest chyba jedynym człowiekiem, któremu chciało się przepisać na komputerze kilkunastostronicowy oficjalny formularz skargi, zawierający wszystkie uwagi w językach: polskim, francuskim i angielskim. To bardzo ułatwia kolejne aktualizacje.
- Ani razu nie konsultowałem się z żadnym prawnikiem. Radzę sobie sam - podkreśla z dumą i konsekwentnie analizuje kolejne orzeczenia Trybunału, porównuje daty rejestracji spraw. - Wyszło mi, że będę czekał na orzeczenie od 3 do 6 miesięcy.

FLESZ: Polacy żyją krócej. Co nas zabija?

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3