"Drogi kolego, nie przykładaj ręki do tego, by zdemontować demokrację". List otwarty do Marcina Ociepy

Marek Mazurkiewicz
Marcin Ociepa jest członkiem Porozumienia Jarosława Gowina.
Marcin Ociepa jest członkiem Porozumienia Jarosława Gowina.
Siedzę w domu, oglądam telewizję, czytam internet. I szlag mnie trafia. Nie wyjdę na ulicę, nie spalę opony na Wiejskiej w Warszawie, nie pójdę nawet na pocztę wysłać petycji, więc może chociaż tą drogą spróbuję ruszyć sumienie jednego z tych, którzy są u władzy. Mojego Kolegi.

List otwarty do Rówieśnika, Kolegi z podstawówki i ze studiów, Kolegi Ministranta, Kolegi z pracy

Drogi Kolego, Ministrze Marcinie Ociepo, znamy się już blisko 30 lat. Nie byliśmy nigdy przyjaciółmi, ale w różnych momentach życia, krzyżowały się nasze życiorysy. Sam popatrz.

Zaczęło się od wspólnej dzielnicy na opolskim Zaodrzu. Później była ta sama szkoła podstawowa, choć inne klasy. Byliśmy nawet (ja krócej) ministrantami w parafii katedralnej. W październiku 2003 r. spotkaliśmy się na dłużej w Instytucie Politologii Uniwersytetu Opolskiego. Na studiach. Nie podejrzewałem wtedy, że kilkanaście lat później – tego samego dnia – pochowamy Ty ukochanego tatę, a ja mamę. Ani tego, że Twój awans, otworzy mi drogę na uczelnię.

Nie prowokowaliśmy tego, samo przychodziło. I może dlatego - mimo, że nie byliśmy bliskimi kolegami - czuję, że coś nas łączy. Tak powstał ten list.

W formie publicznej, bo spodziewam się, że w natłoku „ważniejszych spraw” niewiele Cię obchodzą wynurzenia kolegi z dawnych lat.

Na co liczę? Na chwilę refleksji, bo być może – gdy płynie się z rwącym nurtem wydarzeń – czasami jej brakuje. A wtedy można się dotkliwie poobijać na głazach historii.

Pamiętam, jak wielkie wrażenie zrobiłeś na koleżankach i kolegach z roku, gdy w pierwszych tygodniach studiów pojawiłeś się w telewizji, jako rzecznik prasowy ZHR. Niektórzy z nas nieśmiało podchodzili do Ciebie porozmawiać. Myślę, że pękałeś wtedy z dumy. Chyba wszyscy intuicyjnie czuliśmy, że zostaniesz politykiem. Ty sam też nigdy tego nie kryłeś. Miałeś talent i determinację, a to chyba w polityce jest najważniejsze. I charyzmę, której nawet ja dałem się przez moment ponieść. Miałem 19 czy 20 lat i chciałem działać. Mnie i naszym wspólnym kolegom ze studiów spodobał się pomysł Stowarzyszenia Ludzi Aktywnych „Horyzonty”. Dla mnie był to eksperyment, krótki epizod, być może szukanie swojej drogi. Ty poszedłeś nią dalej.

Determinacja zaprowadziła Cię wysoko. Prosiłeś potencjalnych wyborców o głos i przekonywałeś, że można Ci zaufać. Wielu dało się uwieść tej obietnicy. To dzięki nim – mając 36 lat – jesteś posłem i ministrem w tzw. resorcie siłowym. Tworzysz prawo, któremu musimy podporządkować się my wszyscy. Jako politolog zapewne wiesz, że to duża odpowiedzialność.

Politolog musi też rozumieć, na czym polega demokracja. Wie, czym jest trójpodział władzy i dlaczego Konstytucji nie należy zmieniać podług widzimisię tej czy innej ekipy politycznej. Politolog rozumie też sens prawa wyborczego i wie, dlaczego wybory równe, tajne, powszechne i bezpośrednie są tak ważne. Nim podniesie na te wartości rękę, powinny mu stanąć przed oczami obrazy krajów, które traciły demokratyczny system. Zwłaszcza, że żadna władza nie trwa wiecznie i kiedyś przyjdzie czas rozliczenia. Przez wyborców, ale też przez historię, na kartach której zapewne chciałbyś się chlubnie zapisać.

Zostało półtora tygodnia do wyborów. Wyborów, które – gwarantuję Ci – przejdą do historii XXI wieku. Historii wstydliwej, bo będzie to jedynie spektakl, mający sprawiać wrażenie, że ogół społeczeństwa ma na cokolwiek wpływ. Nie ma gwarancji – ani prawnych ani organizacyjnych - że wynik tych wyborów będzie taki, jaki wyjdzie z policzenia głosów. Reasumpcja jest tu słowem kluczem. Wiele osób – jak deklarują – nie weźmie w nich udziału. Niektórzy z obawy o zdrowie, inni – bo karta wyborcza nie trafi do miejsca ich faktycznego zamieszkania, jeszcze inni – by nie legitymizować tej farsy. Bo tak należy nazwać działania Twoich politycznych kolegów i oczywiście Twoje, bo nie przypominam sobie, byś na którymś etapie sprzeciwił się temu szalonemu kierunkowi, w którym zmierzają, ciągnąc nas za sobą. Zastanawiałem się wiele razy, czy – gdy nasze drogi splotły się na studiach i wiedzieliśmy już co nieco o systemach politycznych – tych demokratycznych i niedemokratycznych – przypuszczałbyś, że kiedyś znajdziesz się w takiej roli…

Wracając jednak do wyborów. Nie wezmę udziału w tym spektaklu. Kartę być może zachowam (prawnicy mówią, że w obecnym stanie prawnym nie grozi mi za to rozstrzelanie). Po to, by mieć dowód tej wstydliwej, niechlubnej historii. To będą pierwsze wybory, w których nie wezmę udziału. Wiem, brak wyboru też jest wyborem. Nie będę swoim udziałem legitymizował tego, co z wolnymi, równymi, i powszechnymi wyborami nie ma nic wspólnego.

O takich pokazówkach, wkraczając w dorosłość, czytaliśmy w podręcznikach i mówiliśmy na zajęciach, za każdym razem z dezaprobatą kręcąc głową. Większą część życia spędziliśmy w wolnej Polsce i wydawało się, że takie obrazy już nigdy nie wrócą. Gomułkowskie wybory bez skreśleń i referendum 3xTAK, które służyły legitymizacji systemu opartego na represji. Ironicznie brzmi tu stwierdzenie, że historia kołem się toczy…

Co będzie po tym głosowaniu? Boję się myśleć, zwłaszcza – że tak jak Ty – mam małe dziecko i byłem przekonany, że przyjdzie mu żyć w wolnym kraju, gdzie szanuje się zasady demokracji. Nigdy nie przyszło mi do głowy – na przykład wtedy, gdy byliśmy ministrantami czy siedzieliśmy w uczelnianej ławie – że Ty staniesz się jedną z twarzy tego kierunku, który przypomina szarżę szaleńca. Jeśli bez podstaw prawnych można zrobić wybory, można zrobić wszystko, na przykład wydać wyrok bez sądu…

Historia pokazała, że systemy, które – według ich twórców – miały być niezniszczalne, padały jak domki z kart. Żadna władza nie trwa wiecznie i zawsze przychodzi czas rozliczeń. Mniej lub bardziej krwawych, ale standardy, które wprowadzacie każą przypuszczać, że następcy i/lub społeczeństwo mogą nie mieć litości…

Drogi Kolego, nie mam żadnego wpływu na Ciebie ani Twoje decyzje. Mogę jedynie apelować: nie przykładaj ręki do tego, by zdemontować demokrację. Wycofaj się, póki jest czas.

Może zaprzepaścisz karierę polityczną, może stracisz sporo pieniędzy, ale twarz ma się jedną. Szkoda ją stracić, gdy ma się dopiero 36 lat. Pomyśl o dzieciach i Żonie (którą serdecznie pozdrawiam). Udział w tej wyborczej farsie, w demontażu konstytucji to będzie Twoja plama na życiorysie, która już zawsze z Tobą zostanie. A gdy koledzy stracą władzę, ludzie na ulicy będą Ci pluć w twarz. Zastanów się, czy jesteś gotów zapłacić taką cenę. Nie masz chyba złudzeń, że ta władza będzie trwać wiecznie.

Marek Mazurkiewicz

od 7 lat
Wideo

Tadeusz Płużański - Dlaczego warto pielęgnować pamięć o wyklętych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na nto.pl Nowa Trybuna Opolska