Druhu Mirku, spocznij!

    Druhu Mirku, spocznij!

    Bogdan Bocheński

    Nowa Trybuna Opolska

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    Reprezentowanie chorągwi opolskiej na różnego rodzaju oficjalnych uroczystościach wychodziło Mirosławowi Mandrydze znacznie lepiej niż obracanie harcerskimi

    Reprezentowanie chorągwi opolskiej na różnego rodzaju oficjalnych uroczystościach wychodziło Mirosławowi Mandrydze znacznie lepiej niż obracanie harcerskimi pieniędzmi. Na zdjęciu były komendant przekazuje „światło pokoju” biskupowi Janowi Kopcowi.

    Mirosławowi Mandrydze, byłemu komendantowi Chorągwi Opolskiej Związku Harcerstwa Polskiego, grozi usunięcie z szeregów tej organizacji.
    Reprezentowanie chorągwi opolskiej na różnego rodzaju oficjalnych uroczystościach wychodziło Mirosławowi Mandrydze znacznie lepiej niż obracanie harcerskimi

    Reprezentowanie chorągwi opolskiej na różnego rodzaju oficjalnych uroczystościach wychodziło Mirosławowi Mandrydze znacznie lepiej niż obracanie harcerskimi pieniędzmi. Na zdjęciu były komendant przekazuje „światło pokoju” biskupowi Janowi Kopcowi.

    Wniosek o wykluczenie harcmistrza Mandrygi z ZHP został przedłożony w Naczelnym Sądzie Harcerskim w Warszawie przez członków Komendy Chorągwi Opolskiej. "Druh Mirosław Mandryga pełniąc funkcję Komendanta Opolskiej Chorągwi ZHP dopuścił się poważnego naruszenia postanowień Statutu ZHP godzącego w dobre imię i dobro Związku. Swoim postępowaniem spowodował utratę zaufania do ZHP w środowisku opolskim, szczególnie wśród władz samorządowych i administracyjnych, powodując tym samym utrudnienie działalności poszczególnych hufców na ich terenach" - uzasadniają pismo wnioskodawcy.
    "Nowa Trybuna Opolska" kilkakrotnie w tym roku podawała (ostatnio zrobił to też za nią tygodnik "Newsweek"), iż w latach 1993 - 2002, czyli w okresie kiedy Mandryga kierował opolskim ZHP, długi chorągwi osiągnęły blisko 800 tysięcy złotych.

    Obecne władze ZHP na Opolszczyźnie idą jeszcze dalej w określeniu skali zadłużenia.
    Według nich jego wysokość wynosi ponad milion złotych. Twierdzą, że Mandryga, podejmując decyzje finansowe jednoosobowo, bez wiedzy pozostałych członków komendy, dopuścił się m. in. sfałszowania rozliczeń dotacji celowych otrzymanych z opolskiego kuratorium oświaty.
    W piśmie do Naczelnego Sądu Harcerskiego członkowie komendy opolskiej wymieniają sześć zarzutów przeciwko byłemu komendantowi.
    - Mirosław Mandryga doprowadził do nadmiernego zatrudnienia pracowników komendy - twierdzi harcmistrz Stanisław Bałaj, nowy komendant Opolskiej Chorągwi ZHP. - Spowodowało to olbrzymie zadłużenie wobec ZUS - kwota sięgnęła prawie 650 tysięcy złotych - oraz urzędu skarbowego - około 100 tysięcy złotych. W obu przypadkach były komendant nie odprowadzał obowiązujących składek. W roku 2001 komenda chorągwi otrzymała z kuratorium oświaty 64 tysiące złotych na organizację wypoczynku dzieci i młodzieży. Były komendant, rozliczając tę kwotę, fikcyjnie rozpisał ją na sześć hufców, fałszując dokumenty rozliczeniowe. Pieniądze z dotacji wydatkował na inne cele, przez co naruszył przepisy ustawy o finansowaniu publicznym. Całą sprawę wykryła Najwyższa Izba Kontroli. Dziś prócz zwrotu dotacji jesteśmy zobowiązani do zapłacenia kuratorium odsetek od niej w wysokości 25 procent. Wychodzi więc nam - bagatela - jakieś 80 tysięcy złotych.

    - Chciałem zmniejszyć stan liczebny chorągwianych etatów - broni się Mirosław Mandryga. - Kiedy w 1999 roku postanowiłem rozwiązać umowę o pracę z druhną Martą Markuszewską, komendantką Ośrodka Wodnego "Barka", rozpętała się burza. Zewsząd wysyłano do mnie listy, w których twierdzono, że nie mam prawa wysyłać na bruk "historii" opolskiego harcerstwa...
    W roku 2000 w komendzie chorągwi pracowały 33 osoby. Do chwili odejścia z funkcji komendanta (połowa czerwca 2002) Mandryga zdążył zwolnić z pracy 27 osób.
    - Pieniędzy sobie nie przywłaszczałem. Na przykład te pochodzące z Kuratorium Oświaty w Opolu przeznaczyłem na płace dla pracowników chorągwi. Skąd je miałem wtedy wziąć? - pyta Mirosław Mandryga.
    Mało kto wie o dotacji dla chorągwi opolskiej od tzw. Współpracujących Funduszy Holenderskich. Po powodzi "tysiąclecia" w lipcu 1997 Holendrzy przekazali komendzie 270 tysięcy złotych. Pieniądze miały być przeznaczone na pokrycie szkód powodziowych z konkretnym przeznaczeniem, m.in. na zakup namiotów, śpiworów, materaców, łóżek polowych, łódki klasy "Omega", kuchni polowej, minibusa oraz ciężarówki.
    Jednakże przyznana dotacja nie została wykorzystana zgodnie z podpisanymi warunkami umowy, w związku z czym holenderski fundusz zażądał jej zwrotu w 2002 roku.

    - Na komendanta chorągwi opolskiej wybrano mnie na czerwcowym nadzwyczajnym zjeździe wojewódzkich struktur ZHP - mówi harcmistrz Bałaj. - Rozwiązanie problemu holenderskich pieniędzy uznałem za najpilniejsze w pierwszych tygodniach mego urzędowania. Dziś mogę powiedzieć, że ze Współpracującymi Funduszami Holenderskimi chorągiew jest rozliczona co do grosza.
    Wedle wnioskodawców wykluczenia Mirosława Mandrygi z harcerstwa, w komendzie chorągwi brak jest jakiejkolwiek dokumentacji na temat owych pieniędzy, a co za tym idzie - rozliczenia finansowo-merytorycznego holenderskiego grantu.
    - Cieszę się, że harcmistrzowi Bałajowi udało się uporać z tym kłopotem - stwierdza Mandryga. - Mówię to szczerze.
    Inne, również mało dotąd eksponowane zastrzeżenie wobec Mandrygi dotyczy spowodowania przez niego wypadku samochodowego w 1996 roku. Były komendant miał w nim całkowicie zniszczyć auto będące własnością chorągwi, a którego używał do prywatnych celów.
    - Bzdura! - protestuje Mandryga. - Samochód nie został skasowany. W peugeocie do wymiany były tylko nieco uszkodzone maska, lewy bok i drzwi, wybita szyba oraz wyrwane koło. Na siłę szuka się na mnie bata...
    Jak stwierdza komendant Bałaj, sprawa wypłaty komendzie odszkodowania za rozbity samochód wydaje się od siedmiu lat nie do rozwiązania. - A przecież w świetle prawa odpowiedzialny za spowodowanie wypadku jest Mirosław Mandryga - dodaje Bałaj. - Niestety, do tej pory żadnych strat z tego tytułu chorągwi opolskiej nie wyrównał...
    - Na potrzeby komendy przejechałem swoim prywatnym wozem setki tysięcy kilometrów. Tego faktu jakoś nikt nie zauważa - żali się Mandryga.
    W drugiej połowie 2002 roku, w czasie przekazywania komendy chorągwi nowo wybranemu komendantowi, stwierdzono poważne braki w dokumentacji finansowej i merytorycznej.

    14 marca 1996 roku wieczorem Mirosław Mandryga, jadąc peugeotem 405 przez las w okolicy Świerczowa, wpadł do rowu. Jak tłumaczył, musiał zjechać na pobocze, żeby nie zderzyć się z pędzącym z naprzeciwka trabantem, który wpadł w poślizg.
    Były komendant zgłosił szkodę z Inspektoracie PZU w Kluczborku, gdzie ubiegał się o zwrot kosztów naprawy samochodu. Wysokość odszkodowania miała wynieść 10.850 zł i 35 gr.
    Inspektorat PZU do zbadania sprawy wynajął prywatnego detektywa z Dolnośląskiego Biura Zleconych Dochodzeń Cywilno-Prawnych we Wrocławiu (sytuację, w której kierowca ucieka do rowu, by nie zderzyć się z nadjeżdżającym autem, nazywa się "zderzeniem z powietrzem", okoliczności takiego wypadku - dla wyeliminowania możliwości wyłudzenia pieniędzy z PZU - są wtedy szczególnie ostro prześwietlane). Okazało się, że kierowcą trabanta - głównym świadkiem zdarzenia - jest mieszkaniec podkluczborskiej Bogacicy, pracujący wówczas społecznie w... hufcu ZHP Kluczbork.
    Podczas policyjnych przesłuchań bogaciczanin zmienił wersję przebiegu kolizji. Powiedział, że do wypadku w ogóle nie doszło, bo on tamtędy w owym czasie swoim trabantem nie przejeżdżał.
    Za próbę wyłudzenia odszkodowania (prawie 11 tysięcy złotych miało być potrącone z ubezpieczenia OC kierowcy trabanta) szefowi chorągwi opolskiej zagrożono karą pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 5 lat. Wyjaśnienie sprawy gmatwa się do dziś.



    - Wynikało to z tego, że druh Mirosław przechowywał u siebie wiele dokumentów, których - jak sądzę - raczej nie zamierzał oddać naszej komisji inwentaryzacyjnej - komentuje harcmistrz Bałaj.
    Swoje obowiązki harcmistrz Mandryga zdawał ponad kwartał. Do ostatecznego pożegnania z chorągwią przymusili jej byłego komendanta inspektorzy z Głównej Kwatery ZHP.
    - Wezwaliśmy ich z Warszawy na pomoc, ponieważ byliśmy bezsilni wobec druha Mirka - stwierdza harcmistrz Bałaj.

    - Chciałem się szybko dogadać z nowymi władzami opolskiej chorągwi. Ale zaraz po zjeździe druh Stanisław wyjechał na wakacje i kontakt z nim mi się urwał - odpiera zarzut o opieszałość w przekazywaniu obowiązków Mirosław Mandryga.
    Jeszcze w 1998 roku opolska chorągiew ZHP uznawana była za jedną z najprężniejszych, najbardziej rzutkich w kraju (została wówczas wyróżniona prestiżową nagrodą Fundacji im. Stefana Batorego dla Najlepszej Organizacji Pozarządowej). Jak to się mogło stać, że w ciągu niespełna pięciu lat doszło do tak szybkiego zjazdu w dół?
    - Wierzę, że druh Mandryga chciał dobrze dla opolskiego harcerstwa, ale jak to czasem bywa, dobre chęci nie zawsze idą w parze z rezultatami - mówi Bałaj. - Z perspektywy widzę, że funkcja go przerosła. Dzisiaj przez jego niektóre nieodpowiedzialne decyzje finansowe jesteśmy bankrutem. I zanim się wygrzebiemy z tego dołka - o ile w ogóle zdołamy to uczynić - mnóstwo wody w Odrze upłynie. Szkoda straconego czasu...
    Pierwsze oznaki tego, że opolska chorągiew ZHP staje powoli na nogi, już się pojawiły.

    - Przez ostatnie trzy miesiące przeprowadziliśmy wiele nerwowych rozmów z naszymi strategicznymi i pomniejszymi wierzycielami. Z jednymi udało się nam porozumieć co do odroczeń spłat długów, z innymi jeszcze musimy się układać - relacjonuje wyniki negocjacji restrukturyzacyjnych druh Marek Klimowski, skarbnik komendy. - Niestety, widmo niewypłacalności chorągwi stale nad nami krąży.
    Były komendant twierdzi, że nie zostawi obecnych władz chorągwi w biedzie. - Prowadzę kilka zagranicznych interesów, dzięki którym będę mógł wesprzeć finansowo poczynania komendy - obiecuje Mandryga.
    - O jego związkach z pewną firmą z Południowej Afryki, z Niemcami wiemy od dawna. Mamy prośbę do druha Mirka. Niech da nam spokój i pozwoli się skupić na bieżącej pracy chorągwi - apeluje Stanisław Bałaj.
    Pomoc dla opolskich harcerzy zadeklarował Leszek Korzeniowski, opolski poseł Platformy Obywatelskiej. Zaoferował się m. in. zebrać podpisy pozostałych 12 parlamentarzystów z Opolszczyzny pod petycją do premiera, w której poprosiliby oni Leszka Millera o niedopuszczenie do bankructwa komendy chorągwi.
    - List w tej sprawie już złożyłem. Teraz czekam na pozytywną odpowiedź szefa rządu - mówi poseł Korzeniowski.
    Petycję podpisała większość posłów. Niemal wszyscy z nich są jednak przekonani, iż na razie sytuacja chorągwi nie poprawi się ani na jotę.
    - Potrzebne są radykalne działania nowych komendantów. Pokazanie ludziom, że naprawdę chcą coś zmienić. Wniosek o usunięcie poprzedniego komendanta z szeregów ZHP może się stać czytelnym sygnałem, iż właśnie tak zaczyna się dziać - zauważa poseł Zenon Tyma z Samoobrony RP, który jako jeden z pierwszych podpisał petycję Korzeniowskiego.
    Mirosław Mandryga nie rozumie, na czym polega sprzężenie - "naprawa finansów chorągwi za jego głowę".
    - Może jest to związane z tym, iż sporo wiem o różnych dziwnych sprawkach co poniektórych bardzo ważnych w województwie person? - zastanawia się były pierwszy harcerz Opolszczyzny.

    Były komendant zdaje się pogodzony z losem.
    - Dobrze, jeśli moja osoba zawadza komuś w uzdrowieniu chorągwi, to niech mnie wytną z ZHP - stwierdza Mandryga. - Ale pytam się pana Korzeniowskiego i innych posłów: w jakim to czasie po wyrzuceniu Mandrygi ze związku nadejdzie rzeczywista pomoc dla opolskich harcerzy? Ja na potrzeby ratowania chorągwi wydałem z własnej kieszeni niemal 50 tysięcy złotych. Pieniędzmi tymi pokryłem różne jej rachunki. Gdyby takich filantropów znalazło się kilkunastu, o kłopotach harcerzy nikt by nie mówił i nie pisał. Poseł Korzeniowski, właściciel wielkiej firmy rozprowadzającej w Praszce środki do produkcji rolnej, ma pole do popisu.
    - Pan Mandryga nie jest żadnym filantropem. Pieniędzy, o jakich rozpowiada na prawo i lewo, nie wydał ot tak sobie, bo miał taki kaprys. On nimi zapłacił część długów, których sam narobił - odcina się poseł Korzeniowski. - Jest wielce prawdopodobne, że jak władze chorągwi uporają się z problemem pana Mandrygi, to pojawi się realna pomoc dla opolskich harcerzy spod znaku ZHP.

    Czytaj treści premium w Nowej Trybunie Opolskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Forum tylko dla zalogowanych.

    Załóż konto / Zaloguj się

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Warto zobaczyć

    Wideo