Dyrektor szpitala w Nysie dostał mandat i zerwał umowę z...

    Dyrektor szpitala w Nysie dostał mandat i zerwał umowę z policją

    Sławomir Draguła

    Nowa Trybuna Opolska

    Dyr. Norbert Krajczy:- Lekarze pracujący na oddziale ratunkowym postawili sprawę jasno: albo osoby przywożone przez policję na badania, albo oni.

    Dyr. Norbert Krajczy: - Lekarze pracujący na oddziale ratunkowym postawili sprawę jasno: albo osoby przywożone przez policję na badania, albo oni.

    Nyski szpital wypowiedział policji umowę na badania wkrótce po tym, jak jego dyrektor Norbert Krajczy otrzymał mandat. - To nie ma ze sobą nic wspólnego - komentuje Krajczy.
    Dyr. Norbert Krajczy:- Lekarze pracujący na oddziale ratunkowym postawili sprawę jasno: albo osoby przywożone przez policję na badania, albo oni.

    Dyr. Norbert Krajczy: - Lekarze pracujący na oddziale ratunkowym postawili sprawę jasno: albo osoby przywożone przez policję na badania, albo oni.

    Była sobota 7 lipca. Na jednej z ulic w Nysie policyjny patrol zatrzymał kierowcę samochodu, który zignorował nakaz skrętu w prawo. Kierowcą okazał się dr Norbert Krajczy, dyrektor szpitala w Nysie.

    Dyrektor na początku nie chciał przyjąć mandatu. Wszyscy pojechali więc na komendę. Po dłuższej wymianie zdań Norbert Krajczy zgodził się na ukaranie. Na odchodne rzucił do dyżurnego: od teraz możecie już nie przyjeżdżać na badania.

    Kilka dni później, 13 lipca, szpital poinformował komendę, że nowe zaproponowane wzory policyjnych zaświadczeń po badaniach są nie do zaakceptowania. 1 września nyski ZOZ ostatecznie zerwał umowę, którą podpisał dwa i pół miesiąca wcześniej.

    Zgodnie z procedurami, zanim zatrzymany trafi na "dołek", musi zostać przebadany przez lekarza.

    Policja rozpisuje przetargi na świadczenie takich usług. Umowę z nyskim szpitalem Komenda Powiatowa Policji w Nysie podpisała 15 czerwca tego roku.

    Potem był jeszcze zawarty aneks do umowy, określający m.in. stawki za takie badania, a 9 lipca komenda wysłała pismo do nyskiego ZOZ-u w sprawie nowych zaświadczeń o takich badaniach. ZOZ poinformował, że nowe wzory naruszają tajemnicę zawodową lekarzy.

    - Chodzi o to, że jest tam rubryka, w którą trzeba wpisać nazwy leków, które zatrzymany ma dostać - mówi Katarzyna Janas z nyskiej policji. - Nasz radca prawny twierdzi, że to nie narusza żadnej tajemnicy.


    O co więc chodzi?

    Dr Norbert Krajczy uważa, że takie stawianie sprawy to niepoważne i nieprawdziwe twierdzenie.

    - Mandat nie ma tu nic do rzeczy. Powód zerwania umowy był inny i policja o nim wie - mówi dyrektor nyskiego Zakładu Opieki Zdrowotnej.

    - Lekarze pracujący na oddziale ratunkowym postawili sprawę jasno: albo osoby przywożone przez policję na badania, albo oni - tłumaczy Krajczy. - Mają już dość awantur wszczynanych przez pijane osoby, które zaczepiają pielęgniarki i lekarzy. Nie mogę sobie pozwolić na stratę takich fachowców. To również niekomfortowa sytuacja dla pacjentów, którzy oczekują na pomoc. Im potrzebny jest spokój.

    Kolejny problem jest taki, że pacjenci z konwoju są przyjmowani poza kolejnością.

    - A przecież na pomoc czeka w tym czasie kilkadziesiąt osób, część z nich w poważnym stanie - mówi Norbert Krajczy.

    Wczoraj nyski ZOZ przysłał też do redakcji nto faks z pismem, które 14 sierpnia 2012 roku wpłynęło do dyrektora Krajczego od lekarzy dyżurujących na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym i w zespołach wyjazdowych ratownictwa.

    Zwracają się oni do niego o nieprzedłużanie umowy z policją na badanie osób zatrzymanych i aresztowanych. Pod pismem widnieją podpisy i pieczątki pięciu lekarzy.

    Medycy wskazują między innymi na to, że do zadań oddziału ratunkowego należy ratowanie życia, a obowiązujące prawo nie nakłada na takie oddziały obowiązku badania zatrzymanych i aresztowanych.

    Mogą to robić lekarze podstawowej opieki zdrowotnej i nocnej wyjazdowej pomocy lekarskiej. Wskazują też na to, że pomiędzy ratowaniem życia a asystowaniem przy zatrzymaniach policyjnych zachodzi sprzeczność. Zamiast poszukiwania i przewidywania zagrożeń życia jest podejrzliwość, że osoby te symulują dolegliwości, by uniknąć zatrzymania.

    - Sytuację może tu zmienić jedynie powstanie w powiecie izby wytrzeźwień - mówi dr Norbert Krajczy.

    Teraz nyskiej policji pozostaje więc wożenie zatrzymanych na badania do szpitala w Głuchołazach.

    - To ponad 20 kilometrów w jedną stronę. Patrol, który w tym czasie mógłby strzec bezpieczeństwa na ulicach, mamy wyłączony na kilka godzin - mówi podinspektor Maciej Milewski, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu. - Policjanci nie są lekarzami, nie wiedzą też, czy życie zatrzymanego jest zagrożone czy nie. Dlatego jeśli będą mieli wątpliwości i tak będą wozić pacjentów do nyskiego szpitala.

    Czytaj treści premium w Nowej Trybunie Opolskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (60)

    Forum tylko dla zalogowanych.

    Załóż konto / Zaloguj się
    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (60) forum.nto.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Warto zobaczyć

    Kwartalny dostęp do prenumeraty cyfrowej NTO za POŁOWĘ CENY! ▶▶ KUP ◀◀

    Kwartalny dostęp do prenumeraty cyfrowej NTO za POŁOWĘ CENY! ▶▶ KUP ◀◀

    GAZ-SYSTEM realizuje program społeczny „GAZ-SYSTEM dla edukacji”

    GAZ-SYSTEM realizuje program społeczny „GAZ-SYSTEM dla edukacji”

    Pokaż się w internecie! >> Zapisz się za darmo do lokalnej bazy firm.

    Pokaż się w internecie! >> Zapisz się za darmo do lokalnej bazy firm.

    Szukasz architekta? A może kosmetyczki? Sprawdź mapę handlu i usług (Materiał Partnera)

    Szukasz architekta? A może kosmetyczki? Sprawdź mapę handlu i usług (Materiał Partnera)