Ekspert lotniczy: W powietrzu tyle się dzieje!

sxc
sxc
Rozmowa z Wojciechem Łuczakiem, ekspertem do spraw lotnictwa.

- Słyszał pan już ten żart: Leć jak orzeł, ląduj jak Wrona...
- Ha, słyszałem. Faktycznie kapitan Wrona wylądował podręcznikowo, perfekcyjnie i chylę czoła przed jego pilotażem w sytuacji awaryjnej, ale - co równie ważne - chylę czoła profesjonalizmowi działania całej załogi w sytuacji krytycznej. Wszystkim im, a nawet pasażerom, którzy nie spanikowali, należy pogratulować. Dobrze zrobione!

- Czyli żart winien się kończyć stwierdzeniem: ląduj jak stado Wron...
- Kapitan Wrona był - mówiąc obrazowo - czubkiem góry lodowej, częścią całego mechanizmu, który zadziałał. W ogóle nasze lotnictwo cywilne zdało egzamin w działaniu kryzysowym, bez względu na to z jakich powodów doszło do tego kryzysu. Dotyczy to także pracowników portów lotniczych. Nawet obsługa miasta zdała we wtorek egzamin, bo w takim specyficznym dniu zamknięto arterię dojazdową z zachodu do miasta i obyło się bez protestów oraz paniki. A to była przecież bomba komunikacyjna. Okazało się, że kluczem do sukcesu nie jest wielka improwizacja, tylko wyszkolenie, szereg doskonale opanowanych i wypracowanych procedur, które zabezpieczają w sytuacjach awaryjnych przed katastrofą, a nade wszystko ograniczają rolę przypadku do minimum. W lotnictwie podstawą jest działanie odruchowe i wytrenowane: na symulatorach lotu, na szkoleniach, podczas alarmów próbnych. Wówczas, w sytuacjach awaryjnych tylko część zdarzeń, nie wiem - może w 20-30% - jest wynikiem przypadkowości.

- Podkreśla pan, że te superlatywy dotyczą lotnictwa cywilnego...
- No, niestety nie mogę tego samego powiedzieć o lotnictwie wojskowym. Sami żeśmy się o tym przekonali podczas katastrofy smoleńskiej, bo jeśli kontrolerzy, będąc pod Piasecznem, dyskutowali o znalezieniu lotniska zapasowego dla tupolewa, a w tym czasie dym już unosił się nad wrakiem rządowego samolotu - to o czym tu mówić? W lotnictwie cywilnym nie ma miejsca na przypadek, a na pokładzie maszyny spotykają się ludzie dobrze wyszkoleni, stanowiący zgrany zespół, o starannie wytrenowanych umiejętnościach i zachowaniach. W lotnictwie wojskowym najważniejsze jest, aby wykonać zadanie. Czasami za wszelką cenę...
W lotnictwie cywilnym nie ma pojęcia: dolecieć do celu za wszelką cenę. W lotnictwie cywilnym najważniejsze jest dobro pasażera. Mam nadzieję, że w odradzającej się na gruzach 36. specpułku, na razie przyszłej, specjalnej lotniczej jednostce wojskowej ta cywilna filozofia wreszcie zatriumfuje..

- Lądowanie awaryjne nie oznacza tylko lądowania na tzw. brzuchu maszyny, bez wysuniętego podwozia?
- Ten termin oznacza szereg różnych sytuacji, na przykład jedna goleń podwozia się nie wysunie, może to być - jak w przypadku irańskiego boeinga 727 - lądowanie awaryjne, ponieważ nosowa goleń się też nie wysunie. Mogą nie wysunąć się klapy, więc prędkość podejścia jest bardzo duża, co jeszcze bardziej komplikuje lądowanie awaryjne.

- W Polsce to nie było pierwsze tak poważne lądowanie awaryjne, choć początkowo w ten sposób właśnie mówiono?
- W latach siedemdziesiątych rosyjskiej konstrukcji samolot turbośmigłowy An-24 - takie były kiedyś samoloty - lądował na brzuchu w Rzeszowie, załoga zdała egzamin, pasażerowie się uratowali, ale samolot spłonął. Bardzo twardo lądował kiedyś też lotowski boeing 767 - wprawdzie z wysuniętym podwoziem, ale tak twardo - że w czasie lądowania doszło do zwichrowania kadłuba. Odbudowano ten samolot i on nadal lata. Lądowania awaryjne - bardziej i mniej poważne - przydarzają się często i niemal na każdym lotnisku. Pamiętam też doskonale lot kanadyjskiego boeinga 757, to był bardzo krótki lot: na lotnisku doszło do kuriozalanej pomyłki i nie zatankowano do maszyny tyle paliwa, ile należało, na skutek pomyłki w odczycie automatycznym jednostek miar: galony - litry. Boeing wzniósł się na pewien pułap i nagle wszystko ucichło. Trzeba było maszynę sprowadzić na ziemię niczym szybowiec...

- Dlaczego pilot nie zauważył, że ma puste zbiorniki paliwa?
- Odczyt elektroniczny był w galonach, a faktyczna zawartość zbiorników w litrach, czyli znacznie, znacznie mniej niż w rzeczywistości i nikt się nie zorientował, do chwili kiedy silniki wyczerpały paliwo. Czasami przyczyną dramatu w powietrzu jest absolutny drobiazg, który jednak daje o sobie znać w całym ciągu przyczynowo-skutkowym, który w wielu przypadkach uruchamia lawinę na długo przed feralnym lotem.

- To duża sztuka: sterować ważącą tony maszyną dalekich zasięgów niczym leciutkim szybowcem. Podobnie zrobił kapitan Wrona...
- Tak, ale kapitan Wrona miał jeszcze do dyspozycji pracujące silniki, mógł sterować maszyną. Natomiast w przypadku kanadyjskiego boeinga - silniki nie działały, wszystko ucichło, samolot został w powietrzu z pustymi zbiornikami paliwa. Udało się pomyślnie wylądować na lotnisku cywilnym, wprawdzie nieczynnym, ale trwał tam akurat piknik lotniczy. Gdy piloci wychodzili z maszyny, uczestnicy pikniku najpierw byli przerażeni, a potem zgotowali im gorące owacje. Geniuszem lądowania awaryjnego jest też John Travolta. Posiada licencję pilota i jest właścicielem 5 samolotów. W listopadzie 1992 roku Travolta pilotował jeden ze swoich samolotów, na pokładzie była jego rodzina. Gdy leciał nad Colorado z powodu burzy wysiadło zasilanie maszyny i musiał awaryjnie lądować, kierując się tylko kompasem magnetycznym i światłami miejskimi, a podczas tego lądowania niemalże doszło do czołowej kolizji w powietrzu z boeingiem 727. Gdy Travolta wyszedł z samolotu, obecna na lotnisku ekipa ratunkowa przeżyła szok, stwierdziwszy, że tym doskonałym pilotem jest gwiazdor.

- Mówi pan, że Travolta to pilot geniusz. Co to znaczy?
- Miałem na myśli to, że czuje powietrze, prędkość, przestrzeń. Niektórzy się z tym rodzą. Ale tego można się nauczyć, latając szybowcami. Nawiasem mówiąc, ja wiele lat temu poznałem latanie szybowcowe w opolskim aeroklubie. To były czaple i bociany. Tych pierwszych już się w ogóle nie pamięta. A w Polskiej Nowej Wsi były jeszcze wtedy w hangarze już nie latające zabytkowe poniemieckie szybowce. To były czasy... Pozdrawiam Opole.

- Dziękujemy. Bardzo często, gdy mówimy o wysokich kwalifikacjach pilotów cywilnych, podkreśla się fakt ich doświadczenia szybowcowego, o ile je mają. Dlaczego?
- Doświadczenie szybowcowe jest bardzo ważne, właśnie w przypadkach awaryjnych lądowań. Rzecz w tym, aby instynktownie, nawet bez wskazań zegarów, umieć przetwarzać wysokość maszyny na prędkość i na odwrót, aby siedząc za sterami samolotu wykorzystać nabraną wysokość do powolnego szybowania z prędkością umożliwiającą lot. Jeśli ktoś tej umiejętności nie ma we krwi - maszyna może zostać przeciągnięta, utracić sterowność i wpaść w korkociąg. Prędkość zapewnia każdemu obiektowi wyposażonemu w skrzydła możliwość utrzymywania się w powietrzu. Jeśli spadnie poniżej tak zwanej minimalnej, umożliwiającej lot, obiekt zawieszony w powietrzu zamienia się w fortepian...

- Zwraca uwagę też szczególne opanowanie pasażerów, nie było żadnych oznak paniki, a przy ewakuacji - przepychanek.
- Tu wracamy do początków rozmowy: lądowanie awaryjne zakończyło się szczęśliwie za sprawą całej załogi, nie tylko pilotów - którzy zresztą byli odizolowani od pasażerów. Dobrą robotę wykonali stewardzi i stewardesy, byli profesjonalistami, ich opanowanie udzieliło się pasażerom. Załoga pokładowa to nie kelnerzy czy ludzie od podawania koców.

- Ważne jest chyba też to, aby w odpowiednim momencie powiadomić o konieczności awaryjnego lądowania? Ostateczna informacja: lądujemy awaryjnie przyszła do pasażerów - jak czytałam - około 40 minut przed lądowaniem.
- To podstawowa zasada, aby informację podawać we właściwym momencie, wtedy nie było już czasu i miejsca na panikę, trzeba było wykonywać polecenia obsługi samolotu. Dlatego łapię się za głowę, gdy słyszę, że niektóre linie - dla obniżenia kosztów - mają pomysły zwalniania personelu pokładowego. Maszyna byłaby jak autobus: dwóch kierowców - pilotów, kasownik - i wystarczy. A mało to mieliśmy przypadków, że pasażerowie w ataku histerii czy klaustrofobii usiłowali otworzyć - i to na dużej wysokości - drzwi awaryjne? Gdyby się udało - doszłoby do całkowitej dehermetyzacji kabiny pasażerskiej i tragedii.

- Jest pan ekspertem, zna się na tej branży w Polsce. Łatwo jest z taką wiedzą latać jako pasażer...
- To znaczy?

- Jest pan w stanie wyłapać każdy niuans, który może świadczyć o tym, że lot nie przebiega planowo.
- Kiedyś w samolocie, na lotnisku w Hamburgu, podczas nabierania prędkości na chwilę zgasły wszystkie światła - wiedziałem, że to mógł się zresetować komputer i że gdyby stało się to w na wysokości 100 metrów - pewnie byśmy nie przeżyli. Pasażerowie nie mają zielonego pojęcia, co naprawdę dzieje się kabinie pilotów, jakie są ewentualne problemy. Dlatego, gdy słuchałem relacji jednej z pasażerek boeinga, twierdzącej, że od momentu startu wiedziała, że lot nie przebiega prawidłowo, a wysnuła ten wniosek na podstawie rzekomo wyjących silników i dlatego, że bardzo rzucało - to tylko kiwałem głową. Te objawy o niczym złym nie świadczyły.

- Czy są w samolocie miejsca dla pasażerów bardziej i mniej bezpieczne? Może warto wybierać miejsca bliżej wyjścia awaryjnego?
- Radę mam tylko jedną - jeśli nie lubisz szumu, nie siadaj blisko silników. Słynny był przypadek serbskiej stewardesy Vesny Vulović, która przeżyła upadek z wysokości ponad 10 tysięcy metrów. Oczywiście była poturbowana, miała kłopoty z kręgosłupem, do jego operacji była sparaliżowana. W momencie awarii maszyny w powietrzu nie siedziała w żadnym specjalnie bezpiecznym miejscu, po prostu wykonywała swoją pracę, chodziła między rzędami foteli pasażerów. Samolot się rozleciał, prawdopodobnie to był zamach bombowy. Stewardesa przeżyła upadek z tak ogromnej wysokości, bo trafiła na pokrytą grubym śniegiem koronę drzew, potem wpadła w dół - też wypełniony puchem śniegowym. A przede wszystkim - miała bardzo dużo szczęścia.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie