Żyłkę biznesową Bronisław Fryt, prezes i współwłaściciel Centrum Elektrycznego el12 przejął po dziadku, który był rzemieślnikiem.

Dał przykład wnukowi, że nawet w trudnych czasach siermiężnego komunizmu można „być na swoim”.Kapitalizm, który wybuchł w Polsce na początku lat 90-tych kusił do podjęcia nowych wyzwań. W 1988 roku Bronisław Fryt, mając za sobą pracę w szkole i opolskiej wagonówce, założył Zakład Elektrotechniczny w Opolu, a dwa lata później hurtownię elektrotechniczną.

Do biznesu dołączyła żona Małgorzata (także nauczyciel), a po niespełna roku zatrudnili pierwszą pracownicę, która związała się z firmą do dziś. Tyle że dziś Centrum Elektryczne el12 zatrudnia ponad 140 osób w dziewięciu miastach w Polsce od Opola przez Górny i Dolny Śląsk i Łódź po … Gdynię.

Zobacz: Nagroda dla el12 z Opola za dynamiczny rozwój

- Naszym podstawowym podręcznikiem biznesu były treści z ciągle aktualnej „Lalki”  – żartuje Bronisław Fryt. – Gdyby odrzucić z niej wątki miłosny i społeczny, to zostają doskonale opisane mechanizmy biznesowe, które niewiele się zmieniły od czasów Prusa.

Teraz tę lekturę podsuwają uczniom opolskich i wrocławskich średnich szkół technicznych w których el12 prowadzi program edukacyjny „Akademia el12”, żeby przyspieszyć proces zapoznawania się młodych adeptów kierunków elektrycznych z nowościami rynkowymi z tej branży.

- Hurtowania rozwijała się proporcjonalnie razem z polskim rynkiem. Zaczynaliśmy od wynajmowanych biur, potem budynków, w końcu kupiliśmy działkę przy ul. Św. Anny i wybudowaliśmy siedzibę firmy w połowie lat 90-tych – kontynuuje Bronisław Fryt.

Biznesowy strach zaczął zaglądać opolanom w oczy, kiedy Polskę zaczęły szturmem zdobywać zachodnie koncerny z branży. – Jeszcze była dobra koniunktura, ale przeczuwaliśmy, że przychodzi kryzys. Pojawiała się obawa, raczej  na wyrost jak się później okazało, czy przetrzymamy napór konkurencji z Zachodu – dodaje opolanin.

Decyzja o sprzedaży udziałów zachodniemu koncernowi paradoksalnie, co podkreśla prezes Fryt, okazała się „życiowym strzałem w dziesiątkę”. - Mieliśmy możliwość i obowiązek dwa lata pracować w tej firmie, która, co ciekawe, też była rodzinną, choć działała już na dużą skalę. Firma ta miała wtedy równe sto lat. To pozwoliło nam dokładnie przyjrzeć się mechanizmom funkcjonowania i przekonać, że strach, który pojawił się w związku z ekspansją zachodnich przedsiębiorstw na nasz rynek, jest bezzasadny – wspomina Bronisław Fryt.

Po zakończeniu pracy w koncenrnie Frytowie postanowili  spędzić czas na słodkim lenistwie i konsumowaniu zysków z udanej transakcji. - Każdy o tym marzy i każdy kto marzy, nie wie, o czym mówi. Próżniaczy tryb życia, przynajmniej w moim przypadku, okazał się niemożliwy – twierdzi Bronisław Fryt. Po skończeniu pracy przez trzy miesiące niestety organizm protestował i nie chciał zaakceptować stanu bezczynności. Dotychczas nie wiadomo czy z przeziębienia czy ze strachu przed nudą. Najlepszym lekarstwem na dolegliwości okazały się stałe zajęcia: nauka angielskiego i następne studia. Frytowie zaczęli też spełniać marzenia: te z dzieciństwa (pan Bronisław zapisał się na naukę gry na saksofonie) i te z dorosłych lat (dwa razy małżeństwo objechało świat w tę i z powrotem).

- Po tym okresie, zaczęliśmy myśleć o kolejnej firmie. Kiedy się ma pieniądze i dużo wolnego czasu, to każdy biznes wydaje się atrakcyjny i możliwy do zorganizowania, ale jak przychodzi do konkretów, to ten stary wydaje się jednak najlepszy. W 2005 roku kupiliśmy firmę z tej samej branży – el12 – mówi Bronisław Fryt. Do nowej firmy wróciła spora część dawnych pracowników.

Joanna Kochel  zrobiłaby zapewne wrażenie na pracodawcy, gdyby przeczytał w jej CV, że jako 18-latka została członkiem Rady Nadzorczej firmy. Nie miała wyboru. Rodzice potrzebowali swojego przedstawiciela w firmie, którą współtworzyli z nowymi udziałowcami  z zachodu. Któż byłyby do tego lepszy niż własna córka, która w dodatku swobodnie mówi po angielsku. Czy była na to gotowa?

- Każdy dzień spędzany razem z nami był dla córki przygotowywaniem do prowadzenia biznesu. Jeśli wychodziliśmy z domu wcześniej niż inni rodzice pracujący na etatach, a wracaliśmy później. Jeśli w trybie pilnym organizowaliśmy wyjazd na wczasy, bo akurat wyskoczyło kilka dni wolnego, to musieliśmy systematycznie tłumaczyć, dlaczego tak się dzieje. Córka zaakceptowała ten styl życia i naturalne było, że przejmie kiedyś firmę – ocenia Bronisław Fryt.

Rodzice zadbali, żeby Joanna wybrała takie kierunki studiów (informatyka i finanse), które przydadzą jej się w przyszłości do prowadzenia biznesu. - Pewnie jako nastolatka wolałaby zostać filozofem albo „turystką” – uważa Bronisław Fryt.

Od ponad roku Joanna Kochel zajmuje się rozwojem nowych technologii sprzedaży w Centrum Elektrycznym el12, a jej mąż Paweł Kochel, z wykształcenia finansista, objął stanowisko Dyrektora Finansowego w firmie.

Wcześniej młodzi (Joanna i Paweł  absolwenci renomowanej Wyższej Szkoły Biznesu - National-Louis University w Nowym Sączu) zdobywali doświadczenie zawodowe w Polsce i za granicą. Joanna studiowała również w Stanach Zjednoczonych, a Paweł w Finlandi, Włoszech i Irlandii. Paweł pracował w Irlandii w KPMG - międzynarodowej sieci firm audytorsko-doradczych, która zatrudnia obecnie 145 tysięcy pracowników w 153 krajach, gdzie został międzynarodowym biegłym rewidentem. Stał się obiektem łowów headhunterów, którzy proponowali mu pracę m.in. w Australii, Kanadzie czy Emiratach Arabskich.

Jednak najlepsza oferta okazała się z Polski gdzie pracował w międzynarodowej grupie HSBC, która zatrudnia obecnie 312 tysięcy pracowników.. Rodzice Joanny namówili ich do włączenia się w kierowanie firmą rodzinną, mimo że wynagrodzenie nie dorównywało temu z wielkich koncernów.- Nie była to łatwa decyzja, bo mam świadomość, że wiążę się z tą firmą prawdopodobnie do końca życia.– tłumaczy Paweł.

Sympatyczny 29-latek wydaje się mieć świadomość swoich kompetencji i wysokie poczucie własnej wartości. Obowiązkowy, próbuje porządkować naszą rozmowę, gdy za bardzo przeskakujemy z tematu na temat. Podkreśla wartość wykształcenia swojego i żony i doprecyzowuje szczegóły, kiedy teść opowiada o jego dotychczasowej karierze zawodowej. Ambitny, pierwszą pracę podjął już podczas studiów. Widać, że przejął się nową rolą zawodową, bo sam przyznaje, że nawet po pracy wisi z teściem na telefonie w sprawach firmy, co nie raz wytyka mu żona. Joanna jest teraz nieco na bocznym torze, bo przygotowuje się do urodzenia drugiego dziecka.

O czym rodzina rozmawia przy niedzielnym obiedzie? – O pracy oczywiście, a o czym innym, skoro to także nasze hobby – uśmiecha się Paweł. Starszy o 22 lata od zięcia Bronisław ma jeszcze kilka innych pasji. Oprócz gry na saksofonie, razem z żoną trenują taniec towarzyski, a on sam jest właścielem imponującej kolekcji cukru w jednorazowych opakowaniach z całego świata. Nawet na owalnym stole w gabinecie prezesa stoi szklana czarka wypełniona różnokolorowymi torebeczkami z cukrem. – Różnica między nami a dziećmi polega także na tym, że oni są profesjonalnie przygotowani do prowadzenia firmy, a my musieliśmy się tego uczyć intuicyjnie – przyznaje bez ogródek Bronisław Fryt.

El12 jest firmą rodzinną nie tylko dlatego, że prowadzi ją małżeństwo, a teraz dołączyły do teamu dzieci. Urodziny pracowników czy ważne dla nich święta nie przechodzą w firmie bez echa. Kiedy najstarsza stażem pracownica obchodziła 18-lecie pracy w przedsiębiorstwie zorganizowano uroczystość, której dostała ogromny dowód dojrzałości. Był tort i uściski od szefa.

Kiedy przed tygodniem inna pracownica wychodziła za mąż, koledzy udekorowali firmowe auto, którym jeździ jak auto weselne (z lalką na masce, kokardami i ozdobami). Oddziały, które osiągają najlepsze wyniki w nagrodę wyjeżdżają  za granice a to do Paryża, a to do Turynu. Jedną z nagród dla części pracowników była wycieczka do … Nepalu. Co roku el12 organizuje spotkania firmowe dla całych rodzin. To okazja nie tylko, żeby pobyć razem. Prezes Fryt stara się być w bliskim kontakcie ze swoimi pracownikami również na gruncie prywatnym.

Córka Kochelów jeszcze się nie urodziła a jej rodzice i dziadkowie już zastanawiają się, jak pokierować firmą, żeby w przyszłości ona i jej starszy brat (dziś 1,5-roczny) mogli ją przejąć i zgodnie prowadzić.