Epidemia – kryzys i psyche

Artykuł sponsorowany
Rozmowa z Mariolą Katarzyną Niepołońską-Ilnicką, psychoterapeutką z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Św. Jadwigi Śląskiej w Opolu.

*
Mariola Katarzyna Niepołońska-Ilnicka – psychoterapeutka

Koronawirus nieźle zamieszał w uporządkowanym życiu wielu z nas. Trudno znaleźć osobę, która nie odczuwałaby niepokoju.

To prawda. Epidemia zmieniła nasze zwyczaje i styl życia, ale zburzyła też poczucie bezpieczeństwa. Osoby, które żyły samotnie, na długie tygodnie zostały zamknięte w czterech ścianach swoich domów. I dla wielu osób - zwłaszcza tych, które prowadziły aktywne życie towarzyskie - był to wstrząs. Wychodząc na ulice widzimy ludzi w maseczkach i rękawiczkach. Miasta opustoszały. To surrealistyczny widok. Piorunujące wrażenie robią nagrania z dronów, bo przypominają sceny rodem z filmów katastroficznych. Te obrazy potęgują poczucie zagrożenia i sprawiają, że każdy z nas odczuwa wyższy poziom napięcia i leków. Efektem tego może być nasilenie objawów klinicznych u pacjentów borykających się z zaburzeniami psychicznymi. Nie tylko u nich zresztą mogą się pojawić zaburzenia snu, podwyższone ciśnienie, rozdrażnienie, czasem wybuchowość.

Ten stan w dłuższej perspektywie może odbić się na naszym zdrowiu psychicznym?

Możemy wnioskować jedynie na podstawie wcześniejszych doświadczeń, np. kataklizmów takich jak wielkie powodzie czy pożary. Tzw. zespół stresu pourazowego daje o sobie znać nie tylko w chwili zagrożenia, ale także po pewnym czasie. Może się okazać, że w przyszłym roku – w okolicach marca czy kwietnia – u części społeczeństwa pojawi się problem psychiczny, m.in. lęk, wzmożone napięcie, utrata odporności. Epidemia w wielu przypadkach spowodowała osobiste trzęsienia ziemi. Ludzie stracili kontakt z rodziną, dotknęły ich zwolnienia z pracy, upadły firmy, na które pracowali latami. Niektórzy, by odreagować, uciekają w alkohol. Siły tych traum nie należy bagatelizować. Paradoksalnie, lęk związany z zespołem stresu pourazowego daje o sobie znać nie tylko w momencie, gdy walczymy, ale gdy życie wraca do normy. Bezpiecznej normy.

Mija kolejny tydzień kwarantanny społecznej. Zaczęło się łagodzenie obostrzeń i mam wrażenie, że trochę przywykliśmy do nowej rzeczywistości.

Pod wpływem epidemii przeformułowaliśmy reguły codziennego życia, na przykład organizując pomoc dla tych, którym ona zagraża najbardziej, czyli dla seniorów. Pojawiły się też oddolne akcje wsparcia dla medyków. Tym, co jednak wyróżnia epidemię na przykład od powodzi czy innych kataklizmów jest izolacja. Ludzie w momentach kryzysowych chcą być razem. A tym razem nie mogą.

To, że lgniemy do ludzi pomaga nam przetrwać?

Jest to jeden z warunków zdrowia psychicznego, choć być może w XXI wieku zapomnieliśmy, jak ważne jest to, by mieć obok siebie drugiego człowieka. Nie bez powodu mówi się, że w grupie raźniej, że w grupie siła. Ona daje nam poczucie bezpieczeństwa. Proszę zwrócić uwagę, że mamy odruch atawistyczny gromadzenia się w sytuacjach zagrożenia. Na przykład wtedy, gdy na nasze osiedle zjeżdżają radiowozy na sygnale. Inni ludzie są dla nas źródłem informacji, a ta z kolei warunkuje często przetrwanie. Lgniemy do ludzi również dlatego, że liczymy na zrozumienie z ich strony, chcemy współodczuwać.

Musimy się wygadać, żeby oswoić nasze lęki?

Oczywiście. Ale chcemy też zobaczyć, że inni mają podobnie, że też odczuwają stres. To dodaje nam otuchy, że nie tylko my mierzymy się z takimi problemami. Świat zdominowała technologia. Młodzi ludzie żywiej reagują na emotikony w komórce niż na uśmiech drugiego człowieka. Trudno im się odnaleźć w realnych kontaktach społecznych…

*
Ogród Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Św. Jadwigi Śląskiej w Opolu

Ale epidemia pokazała, że jednak potrzebujemy drugiego człowieka i to nie tylko po drugiej stronie takiego czy innego komunikatora.

I to akurat jest optymistyczne. W sieci pojawił się ciekawy filmik. Narratorem jest w nim koronawirus w spersonalizowanej postaci, który tłumaczy, dlaczego świat musiał przejść tak bolesną lekcję. W tej narracji dużo było wyrzutów pod adresem ludzkości, bo wiele spraw faktycznie zaniedbaliśmy. Epidemia zmusiła nas do zmierzenia się z tym, na co dotąd nie mieliśmy czasu. Wiele osób uciekało przed problemami domowymi w pracoholizm. I w jednej chwili zostali zamknięci pod jednym dachem z najbliższymi. Nie wiedząc nawet, jak długo ta przymusowa izolacja potrwa.

Krążył w sieci nawet taki mem. Podpis brzmiał mniej więcej: „Rozmawiałem wczoraj ze swoją żoną. Całkiem miła kobieta”.

Sporo w nim ironicznej prawdy i wielu rodzinom nie było do śmiechu. Napięcie stało się nie do wytrzymania, czego efektem jest m.in. nasilenie się zjawiska przemocy w rodzinie. I to również w tzw. dobrych domach. Nastolatkowie, ale też dwudziestokilkulatkowie wkraczający w dorosłość, przebywają 24 godziny na dobę z rodzicami, o którym prześmiewczo mówili „Janusz i Grażyna”, żeby podkreślić, że to ludzie z innej bajki, z którymi oni nie mają nic wspólnego. Pacjenci mówili mi o tych międzypokoleniowych napięciach, które epidemia nasiliła. Tymczasem mijają kolejne tygodnie i słyszę, że oni zaczynają ze sobą współpracować. Początkowo z konieczności. Szybko jednak okazało się, że wiele ich łączy. Nie da się tego odkryć, kiedy mija się w korytarzu w drodze do pracy czy do szkoły, nie patrząc sobie nawet w oczy. W wielu rodzinach nie siadało się wcześniej wspólnie do stołu. Nie mówiąc już o aktywnym słuchaniu, o zainteresowaniu tym, czym żyją inni domownicy.. Można tutaj w reakcjach ludzi na epidemię dostrzec pewne pozytywy.

Wróćmy na moment do ciemnej strony epidemii. Zauważyła pani, że ludzie dziś częściej potrzebują pomocy specjalisty?

W pierwszym miesiącu pandemii widziałam pogorszenie samopoczucia u wszystkich moich pacjentów. Choć niektórzy byli już właściwie na końcu terapii. Na nowo zaczęli skarżyć się na przykład na lęki, zaburzenia snu, nasilenie objawów depresyjnych i poczucia zagrożenia. Jedna z pacjentek powiedziała mi, iż czuje taką niemoc, że nie ma siły opierać się przyciąganiu łóżka. Po prostu nie chce jej się chcieć. Ludzie na różne sposoby radzą sobie z zagrożeniem. Jedni uciekają w teorie spiskowe, tłumaczące przyczyny wirusa. Inni starają się racjonalizować zagrożenie. Zakładają, że groźniejsza od koronawirusa może być choroba psychiczna, w którą wpadną, jeśli będą obsesyjnie bać się zakażenia. Ludzie, którzy są w trakcie terapii mieli szczęście, bo byli w stałym kontakcie ze specjalistami. Wiedzieliśmy jak działać, więc nie zostali sami.

Gorzej z tymi nowymi. Ludzie wzdrygają się na myśl o psychiatrze czy psychologu, kwitując: „przecież nie jestem wariatem”.

Stereotyp, że do psychologa czy psychiatry chodzą ludzie chorzy psychicznie wstrzymuje innych przed szukaniem tam pomocy. Do specjalisty często idzie się właśnie po to, by uniknąć choroby. Bo stres czy zaburzenia nastroju, jeśli utrzymują się całymi miesiącami lub wręcz latami, mogą prowadzić do głębszych zaburzeń psychicznych.

Jak rozpoznać ten moment, kiedy nie ma sensu dłużej zwlekać z wizytą?

Jako, że jesteśmy dosyć smutnym i mocno zestresowanym społeczeństwem, łatwo przeoczyć ten moment. Nie pozwólmy jednak, by pesymistyczne myślenie zawładnęło naszym życiem. Jeśli nie czujemy radości życia, mamy utrzymujący się dyskomfort, warto skorzystać z pomocy. To my znamy siebie najlepiej i najskuteczniej możemy sobie pomóc. Ale, żeby to zrobić, psycholog czy psychiatra powinien nam wskazać kierunki działania. Do psychiatry nie potrzebujemy skierowania. Po takiej konsultacji możemy zostać skierowani na psychoterapię w poradni zdrowia psychicznego. Często słyszę od pacjentów, którym udało się pokonać własne demony, że dopiero teraz poczuli, jak piękne jest życie.

Poradnie zdrowia psychicznego - zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci i młodzieży - mieszczą się w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. Św. Jadwigi Śląskiej w Opolu, przy ul. Wodociągowej 4. Więcej informacji można uzyskać pod numerami telefonu: 77 54 14 221 oraz 77 54 14 222.

**

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3