Fani - wierna armia każdego idola

fot. Sławomir Mielnik
Anna Kostrzewa z Opola najpierw słuchała kaset "Universe", które należały do jej mamy. Teraz ma płyty, kolekcję autografów, w tym jeden na książeczce zdrowia.
Anna Kostrzewa z Opola najpierw słuchała kaset "Universe", które należały do jej mamy. Teraz ma płyty, kolekcję autografów, w tym jeden na książeczce zdrowia. fot. Sławomir Mielnik
Fanklub jest jak małżeństwo - na dobre i na złe. I zawsze na pierwszej linii frontu.

Kiedyś wielbiciele idoli listownie wnioskowali do fanklubu o kwestionariusz członkowski, który następnie wypełniali i - także pocztą - odsyłali. Gdy już byli w fanklubie - pisali do gwiazd listy, które, wraz z odpowiedziami, zwykle typu "kocham was, jesteście przemili" publicznie odczytywali podczas spotkań, gdzieś w piwnicznej izbie. O ścianach zaklejonych plakatami idola.

- Teraz mamy internet, jest łatwiej. Kwestionariusze są do pobrania ze strony fanklubu, ale my i tak z nich zrezygnujemy. Chodzi o to, by uprościć procedurę, wystarczy się zarejestrować na forum - mówi Nina Eszrych z Kalisza, która prowadzi fanklub zespołu "Bajm". Wejście do fanklubu gwiazdy jest łatwe, ale potem trzeba się wykazać, aby czerpać korzyści z członkostwa.

- Należy na przykład być aktywnym na forach, współorganizować zjazdy - mówi Nina Eszrych. - W zamian ma się dostęp do bezpłatnych biletów na koncerty "Bajmu".

Są kapele, które mocno inwestują w działalność swego klubu, wyposażają fanów w firmowe koszulki, dają prezenty.
- I nic dziwnego, bo nie byłoby gwiazd bez fanów - przyznaje Marek "Mały" Kryjom z zespołu "Piersi". - Lubię patrzeć ze sceny na fanów i tych czterdziestoparoletnich, i tych nastoletnich, którzy bujają się na naszych koncertach. To super, jak twarze się powtarzają, rozpoznajemy je. Od lat na nasze koncerty przyjeżdża dziewczyna z Warszawy. Zamówiła sobie nawet koszulkę z napisem "Piersi", który zdobi jej biust.

Lata mijają, a ona wciąż jest. W przyszłym roku zespół obchodzi 25-lecie i nie wyobrażam sobie, że zabraknie tej wiernej fanki na naszym srebrnym weselu.

Cuda po śmierci

Fani zrzeszeni w klubach mają niezwykłą moc sprawczą, co udowodnił fanklub "Universe". Jędrzej Chmielewski z Warszawy, fanklubowy lider zespołu "Universe" zaczął go słuchać na początku lat 90.

- Emocjonalne zaangażowanie się w życie zespołu rosło - mówi. - Jeździłem na koncerty, spotykałem się z chłopakami, teksty Mirka Breguły zawsze mnie poruszały. Polubiliśmy się, zostaliśmy przyjaciółmi, a przyjaciołom zawsze się pomoga. Zacząłem dla nich pracować, oczywiście - społecznie.

Jędrzej zawodowo jest jednym z menedżerów w sieci telefonii komórkowej Plus, świetnie zna się na internecie. Stoi więc za wszystkimi internetowymi działaniami klubu, między innymi uruchomił internetowe radio zespołu. - Szczyt zaangażowania nastąpił po śmierci Mirka. Ta tragedia była przełomowa dla fanklubu - mówi Jędrzej.

Anna Kostrzewa z Opola najpierw słuchała kaset "Universe", które należały wcześniej do jej mamy. Potem zaczęła jeździć na koncerty. Teraz ma płyty CD, kolekcje autografów (jeden na karcie choroby, bo wybrała się na koncert z książeczką rumowską w torebce i gdy doszło do spotkania z muzykami, karta choroby była jedynym wolnym papierem do zapisania) oraz podziękowania za aktywne uczestnictwo w działaniach klubu, szczególnie za pomoc w odsłonieciu gwiazdy "Universe" w opolskiej Alei Gwiazd.

- Zarówno ja, jak i setki innych fanów, bardzo zangażowały się w prace klubu rok temu, po samobójczej śmierci Mirka Breguły, lidera i współzałożyciela zespołu
- przyznaje.

Dzień po śmierci Mirka setki Polaków zaczęły szukać w internecie odpowiedzi na pytanie: co się stało. Tak trafili na stronę zespołu ("To ta grupa jeszcze istnieje?"
- dziwili się) i na forum fanklubu. Liczba wejść na stronę wzrosła do ponad tysiąca, a liczba zarejestrowanych forumowiczów - do kilkuset. Serwer się zawiesił.

Na pogrzebie pojawiło się ponad 5 tysięcy ludzi. Mogiłę pokrył stos kwiatów wysokości ponad trzech metrów. W księdze gości na stronie universe.pl znalazło się kilkanaście tysięcy wpisów. Część wielbicieli "Universe", którzy uaktywnili się po śmierci Breguły, została w fanklubie.

- Zrzeszyliśmy się w coś, co nazywamy rodziną - mówi Jędrzej Chmielewski.
- Dzwoniliśmy do stacji telewizyjnych, to dzięki tym telefonom nakręcono o "Universe" program w cyklu "Kulisy sławy".

A przebój "Mr. Lennon" zwyciężył plebiscyt "Kochamy polskie piosenki" w radiowej Jedynce, deklasując 49 pozostałych rywali, właśnie za sprawą głosów fanów
- dodaje Ania.

Gdy mimo to zespół nie został zaproszony na 45. Krajowy Festiwal Polskiej Piosenki, to fani ufundowali grupie gwiazdę w opolskiej Alei Gwiazd Polskiej Piosenki. I tak "Universe" zaistniało na festiwalu, wbrew woli jego organizatorów.
A w niebo poleciały setki balonów z listami do nieżyjącego Mirka.

- Część z tych balonów nadmuchiwaliśmy i wypełnialiśmy listami w moim mieszkaniu - mówi Ania.

Naczynia połączone

Nina Eszrych, liderka fanklubu "Bajmu', doskonale pamięta sukces fanów "Universe", w końcu dzięki nim piosenka "Mr. Lennon' przebiła nawet przeboje "Bajmu".

- Fan musi być gotowy na wielkie poświęcenie, także odpowiednio głosując we wszystkiego rodzaju plebiscytach - mówi. - Jeszcze cięższa praca czeka lidera fanklubu.

Nina pracuje jako pielęgniarka. Gdy wraca do domu, siada przed komputerem: załatwia pocztę wielbicieli "Bajmu", uaktualnia stronę www, organizuje akcje: wyjazdy na koncerty, pikniki, spotkania z Beatą Kozidrak.

- Nie mam rodziny - przyznaje. - Jeśli miałabym z kimś być, to chyba tylko z fanem Beaty i "Bajmu", takim jak ja. Bo kto inny zrozumie moje poświęcenie?

Oficjalne kluby fanów ściśle współpracują ze swym idolem, to działa jak naczynia połączone, fani zyskują autografy, pamiątkowe płyty, możliwość spotkań z artystą. Idol - publikę zawsze gotową do zamanifestowania swego przywiązania i sympatii.

- Grupa najbardziej zagorzałych wielbicieli "Bajmu" dostaje darmowe wejściówki na najważniejsze koncerty - mówi Nina. - I tak co roku około trzydziestu z nas przyjeżdża do was, do Opola, na festiwal. Mamy banery z hasłami na cześć Beaty, telewizja je pokazuje...

Idol może być zawsze pewny swych ludzi, którzy - gdy trzeba - staną w jego obronie.
- Kiedyś na jednej z poczytnych stron internetowych ogłoszono, że Krzysiek jest zarozumiały i nie szanuje swych fanów. Natychmiast daliśmy odpór i zasypaliśmy forum własnymi opiniami - dowodami na to, że Krzysiek jest the best - wspomina Ania Wołkos z Kędzierzyna-Koźla, wielbicielka Krzysztofa Ibisza.

Studiuje dziennikarstwo na Uniwersytecie Śląskim. Jak twierdzi, decyzja o wyborze przyszłego zawodu zapadła dlatego, że Ibisz jest dziennikarzem i prezenterem.
- Gdyby był piosenkarzem, to i ja chciałabym być wokalistką - stwierdza 22-latka.
Fanklubowicze Krzysztofa Ibisza mają swoje motto: - Jesteśmy jak małżeństwo. I zawsze na pierwszej linii frontu. To hasło dotyczy zresztą każdego klubu.

Fanatyzm trzeba zwalczać

Bywa, że poziom dyskusji fanów konkurujących ze sobą gwiazd i gwiazdeczek niebezpiecznie pikuje. Wojna między Dodą a Jolą Rutowicz z programu "Gwiazdy tańczą na lodzie"przeniosła się szybko na strony fanów obu pań.

To fragmenty wpisu na stronie oficjalnego fanklubu Doroty (oryginalna pisowna): "Po raz kolejny Doda udowodniła, że KRÓLOWA JEST TYLKO JEDNA. Mimo skamleń "fanów" Jolanty "Koniary" Rutowicz, została ona wygwiazdana przez Fanów DODY, którzy znajdowali się na Loży VIP-ów Dody. W zamian od tej jakże intiligentnej osoby (twierdzącej, że człowiek ma dwie wątroby), mogliśmy ujżeć jej środkowy palec (...) Taka osoba jak J. "Koniara" Rutowicz, powinna wrócić tam z kąd przyszła, czyli do taniego solarium i spalać się jeszcze bardziej".

Fani Rutowicz nie pozostali dłużni: "Dorotka "Słoniara" i jej Bydło! (...)Podana informacja przez FC, Dorotki jakoby Jolanta podczas programu miała pokazać " środkowy palec" fanom Rabczewskiej jest tak prawdziwa, jak biust waszej idolki!".

- Rolą fanklubowego lidera jest nie dopuszczać do takich fanatycznych zachowań -kwituje Nina Eszrych. - A pojawiają się one w każdym klubie. Mamy zarejestrowanych paru takich fanów, którzy potrafią schować się w krzakach pod domem Beaty i czatować, aż wyjedzie. Wtedy rzucają się pod jej samochód.

Albo dziewczynę, która na każdym spotkaniu z "Bajmem", dostaje histerii, płacze i mdleje - inaczej nie potrafi. Ostatnio świeżo upieczony klubowicz, z którym pojechaliśmy na koncert, przedarł się przez ochroniarzy, dopadł do Beaty i tak zaczął ją ściskać, że ta aż zesztywniała. Dostał ode mnie reprymendę, obiecał poprawę.

Jeśli coś takiego się powtórzy - możemy fana wykluczyć z klubu. Ale z reguły wolimy, by został. Tyle że na imprezach przydzielamy mu szczególną opiekę.

Przyjaźń idola

Co mają w zamian fani? Płyty, autografy, internetowe liściki od uwielbianych gwiazd. Justyna Steczkowska pozwala swym zaprzyjaźnionym fanom wchodzić na bankiety, wprowadza ich jako krewnych.

- Poza takimi dowodami sympatii, jest coś jeszcze - autentyczna przyjaźń - uważa Nina. - Ostatnio wraz ze znajomymi wpadliśmy na pomysł, by Beatę odwiedzić z okazji jej urodzin. Kupiliśmy bukiet kwiatów i pojechaliśmy.

Wizyta była niezapowiedziana, a jednak kiedy rano zadzwoniliśmy do domu Beaty, od razu nas wpuściła. Poczęstowała, porozmawiała dobrą chwilę. Beata nas nie nazywa fanami, tylko przyjaciółmi. I tak nas traktuje!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Małgośka
Napisaliście o Justynie Steczkowskiej, o Bajmie, a pominęliście Marylę Rodowicz. A to chyba najbardziej otwarta dla swoich fanów Gwiazda polskiej muzyki. Międzynarodowy Fanclub Maryli Rodowicz istnieje od roku 1975 (chociaż to oficjalnie, nieoficjalnie pewnie dużo dłużej) ilu ludzi współtworzy tę społeczność-nie mam pojęcia, gdyż co chwilę ktoś nowy zaczyna wpisywać się na stronie oraz pojawia się na koncertach. Z mojej perspektywy korzyści, to oczywiście te płyty, podpisy, ale przede wszystkim, właściwie nieograniczona, możliwość bezpośredniego kontaktu z p. Marylą (spotykamy się przed koncertami, po koncertach, jeśli ktoś mieszka na stałe w Warszawie, to ma możliwość uczestniczenia w wywiadach, pobytu na planie "Rodziny zastępczej" itp.). Ponadto jest jeszcze kontakt pośredni, wirtualny poprzez internet, gdzie Maryla Rodowicz zagląda niemal codziennie i z nami rozmawia na przeróżne tematy od najbardziej błahych, po bardzo osobiste i ważne. Czasami siedzimy i rozmawiamy do 3.00. czy 4.00 nad ranem. I co w tym wszystkim najważniejsze, nie jesteśmy ludźmi znanymi tylko z imienia, ale p. Maryla zna historię każdego z nas, aktualne problemy i często stara się pomóc. A co my dajemy - z pewnością jakąś odskocznię od tego życia w biegu, wsparcie (zwłaszcza na trudnych zamkniętych koncertach) i też staramy się pomagać, jeśli tego wymaga sytuacja. Maryla Rodowicz nazywa nas "rodziną" i wiele razy było tak, że gdzieś ktoś nie chciał nas wpuścić, to wówczas Maryla mówiła, że bez rodziny nie gra. I wpuszczali. Zawsze.
Dodaj ogłoszenie