Gdzie jest wejście do starej kopalni złota? W Głuchołazach ruszą poszukiwania

Krzysztof Strauchmann
Krzysztof Strauchmann
Jeden z podziemnych korytarzy, odkrytych przez Pomorski Klub Eksploracji
Jeden z podziemnych korytarzy, odkrytych przez Pomorski Klub Eksploracji Adam Wojcieszonek
Gdzie znajduje się wejście do historycznej Sztolni Trzech Króli? Co pozostało z wykopanego 450 lat temu korytarza, który miał 6 kilometrów długości? Na te pytania mają odpowiedzieć specjaliści z KGHM.

Kilka miesięcy temu przyjechała do nas na spotkanie grupa specjalistów z Instytutu Badawczego KGHM – relacjonuje wiceburmistrz Głuchołaz Roman Sambor. – Instytut przygotowuje dla nas projekt zabezpieczenia niewielkiej podziemnej trasy spacerowej w Sztolni Bialskiej, która jest turystyczną atrakcją na promenadzie zdrojowej. W czasie rozmów padł jednak temat zbadania stanu, w jakim zachowała się historyczna Sztolnia Trzech Króli. I sprawdzenia, czy nadawałaby się do turystycznego zagospodarowania? A jeśli tak, jakie prace trzeba by przy niej wykonać?

W przyszłorocznym projekcie budżetu gminy burmistrz zarezerwował 50 tysięcy złotych na sfinansowanie tych badań i wstępnych prac projektowych. Jeśli projekt turystycznego wykorzystania podziemi okaże się realny, trzeba będzie szukać kolejnych pieniędzy i to zacznie większych. Sztolnia Trzech Króli kończy się w Głuchołazach, a zaczyna w czeskich Zlatych Horach. Jest szansa na partnerskie uzyskanie unijnego dofinansowania z funduszy na współpracę transgraniczną.

- Złotym Stokiem pewnie nigdy nie będziemy, ale może będziemy mieli nową atrakcje turystyczna w mieście? – chłodzi zapędy wiceburmistrz Sambor.

Mądrość średniowiecznych gwarków

Pierwotne złoża złota w Górach Opawskich występują w skałach Przecznej Hory na południe od dzisiejszych Zlatych Hor, kilka kilometrów od polsko – czeskiej granicy. Setki tysięcy lat temu z górskich stoków spływała prarzeka i płynęła prosto na północ. Niosła ze sobą okruchy złotego kruszcu, które osadzały się w zakolach rzecznych, w żwirach na dnie, tworząc złoża wtórne. Ok. 300 tysięcy lat temu z północy nasunął się na ten obszar potężny lodowiec i stanął na granicy Sudetów. Lodowiec zostawił po sobie wzgórza morenowe, które pokryły warstwą żwirów dawne dno doliny prarzeki . Wtórne i bardzo bogate złoża złota zaległy od 50 do 100 metrów pod powierzchnią ziemi. I są tam do dzisiaj.

Podobno pierwsi na złoto w Górach Opawskich trafili jeszcze Celtowie. W XIII wieku już kwitło wydobycie, a biskupi wrocławscy zabiegali o poszerzenie swojego księstwa na kolejne tereny górnicze. Początkowo wydobycie koncentrowało się na złożach pierwotnych na Przecznej Horze, gdzie do dziś zachowały się pozostałości starych, głębokich sztolni, ciągnące się setki metrów zapadliska porośnięte lasem.

W XVI wieku górnicy zorientowali się, że w pobliżu musza być złoża wtórne, złota wypłukanego przez wodę i poniesionego w dół potoków. Zaczęła się eksploatacja tzw. Miękkich Dołów, czyli kopani u podnóża góry, na polach w stronę dzisiejszych Głuchołaz. Gwarkowie kopali pionowe szyby na głębokość do stu metrów. Drzewem i kamieniami szalowali ściany szybów, zabezpieczali podziemne korytarze, które ryli w bok od komory głównej. Nad szybami budowali kieraty końskie do wyciągania ludzi i urobku. Metodą prób i błędów lokalizowali pod ziemią dawne koryto rzeczne. Wydobyte złoto dawało zyski, tylko z szybu Jakub wydobyto 16,5 kg złota.

Największym problemem technicznym kopani była woda, która zalewała podziemne chodniki. Pomp przemysłowych wtedy jeszcze nie znano, czerpanie wiadrami było niewydajne. Jedynym sposobem było kopalnie poziomych korytarzy – sztolni, którymi wyprowadzano wodę na leżące niżej tereny.

Złoty biznes biskupa i spółki

W 1550 roku wrocławski biskup Baltazar założył spółkę, której celem było wybudowanie sztolni odprowadzającej wodę z zalanych już bardzo dochodowych szybów Sorkelsberg (Nadzieja), Nowy Sorkelsberg, św. Jakub i Miękki Cech. Tak zaczęła się historia Sztolni Trzech Króli, jak na tamte czas przedsięwzięcia czysto biznesowego. Udziałowcami byli: cesarz Rudolf II, biskup wrocławski Baltazar Promnitz i książę brzesko – legnicki Jerzy II (stąd nazwa). Budowa pochłonęła gigantyczną na tamte czasy kwotę 90 tys. talarów. Zachowały się biskupie edykty, organizujące pracę gwarków. Już w czasie kopania znaleziono największe dotychczas złote samorodki na tym terenie o wadze 1,385 kilograma i 1,780 kilograma. Zanim korytarz Sztolni Trzech Króli został zalany w 1609 roku, osiągnął długość blisko 6 kilometrów. Od niego odchodziły liczne boczne chodniki.

Sztolnia zaczynała się w Głuchołazach, nad rzeką Białką pomiędzy dzisiejszą ulicą Damrota a Zdrojową. Tak przynajmniej ustalił wieloletni badacz historii górnictwa na tym terenie, czeski geologii Josef Vecera. Pozostał po niej jar, zarośnięty laskiem. Dalej biegła prosto na południe pod ulicą Szopena, Elsnera, Ogińskiego, pod szpitalem MSWiA, a potem pod polami wzdłuż dzisiejszej drogi powiatowej do Zlatych Hor. Zostały po niej liczne zadrzewienia wśród pól – przez Niemców zwane pindenfeldami. One też kryją zapadliska ziemne po dawnych szybach i hałdy kamieni, wydobytych przez górników na powierzchnie.

Ziemia ciągle się zapada

W XVII wieku wydobycie na polach pomiędzy Głuchołazami a Zlatymi Horami porzucono. Sztolnie i chodniki zasypano albo się zapadły, rolnicy przy orce zaczęli wyrównywać teren. Przyroda zamaskowała pozostałości dawnego przemysłu. Samych kopalni jednak nikt nie zabezpieczył, przez co od XIX wieku notowane były mniej lub bardziej bulwersujące informacje o tajemniczych zapadliskach, powstających nagle na polach. Listę zapadlisk spisał XIX wieczny nauczyciel z wioski Konradów, Józef Grundmann. Zachował się o tym artkuł z przedwojennej, miejskiej gazety.

W roku 1873 zapadło się 275 metrów kwadratowych ziemi na polu Augusta Schmidta, który był właścicielem gospodarstwa pod numerem 12 w Górnej Wiosce (dziś górny Konradów).

- Można było wówczas zobaczyć szyb o głębokości ok. 20 metrów, oszalowany deskami. Na dnie widać było przepływającą wodę. – pisał Grundmann. - W 1869 roku na polu pana Birnbacha pod numerem 47 utworzyło się zagłębienie tak duże, że zmieściłaby się w środku karuzela. Z wodą, która tu wypływała, pokazywały się belki szalunkowe. W innych miejscach ziemia również się zapadała. U Augusta Hermanna w gospodarstwie pod numerem 52, u Johana Bergera pod numerem 14. Prawdopodobnie takie przypadki miały miejsce też wcześniej".

Potężne zapadlisko powstało na trasie Sztolni Trzech Króli w styczniu 2001 roku, przy samej granicy z Czechami, na polu rolnym spółdzielni rolniczej. Według wykonanej miesiąc później inwentaryzacji specjalistów z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, zapadlisko miało początkowo 10 - 15 metrów głębokości, średnicę 5 metrów na powierzchni i kształt pionowej studni. Z czasem boczne ściany zapadły się do środka, zmniejszając głębokość studni. Po badaniach przewodniości gruntu, że w pobliżu mogą być kolejne pustki w ziemi.

We wrześniu 2006 kolejne choć mniejsze zapadlisko powstało w Konradowie na polu Ignacego Sojki. Dziura w ziemi o średnicy kilku metrów i głębokości 12 metrów błyskawicznie zalała się wodą, a potem stopniowo zamieniła się w lej ziemny. Z wody wypłynęła drewniana belka z zaciosami siekiery. Władze miejskie wysłały ją do badań dendrologicznych. Potwierdziły one, że drzewo, z której zrobiono belkę ścięto ok. 1590 roku.

Amatorzy już tam byli

Przed 20 laty grupa pasjonatów poszukiwań podziemnych obiektów, skupiona w Pomorskiem Klubie Eksploracji opublikowała w Internecie relację z kilku swoich wypraw do głuchołaskich podziemi. W 2005 roku udało nam się skontaktować z Adamem Wojcieszonkiem, który był uczestnikiem tych poszukiwań.
Bazując na terenowej penetracji szybu odkrytego przez naturę w 2001 roku i na swoich badaniach, eksploratorzy z Pomorza wytypowali wejście do sąsiedniego szybu o charakterze wentylacyjnym. Udało się odkopać wejście. Jak twierdził w rozmowie z NTO Adam Wojcieszonek, wejście do szybu jest w górnej części obetonowane i omurowane cegłami. W trakcie dalszych badań ta sama ekipa odkryła jeszcze 4 inne szyby wentylacyjne - wąskie, nie nadające się do wydobywania urobku górniczego. Wszystkie zasypane ziemią, zapadnięte, bez żadnych śladów betonowych zabezpieczeń. A pomiędzy nimi system korytarzy, chodników górniczych na trzech poziomach od 10 - 12 metrów pod powierzchnią ziemi do blisko 40 metrów w głąb.
Największe chodniki mają ok. 3 metrów wysokości, w najmniejszych trzeba się czołgać przez dziesiątki metrów. Korytarze ciągną się w różnych kierunkach, jakby były budowane w różnych okresach i w poszukiwaniu różnych kruszców. Najstarsze chodniki można poznać po niskich i małych korytarzach, ale ich zachowało się niewiele, głównie na 2. poziomie, ok. 18 metrów poniżej gruntu.

Stara kopania ciągle budzi ciekawość, ale jej badania mogą też zapobiec powstawaniu kolejnych zapadlisk.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Stanisław Żaryn o ruchach prorosyjskich

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na nto.pl Nowa Trybuna Opolska
Dodaj ogłoszenie