Geminiani na bis!

Bartosz Żurakowski
Jeszcze nie przebrzmiały echa koncertu inaugurującego jubileuszowy pięćdziesiąty sezon artystyczny Filharmonii Opolskiej, z udziałem światowej sławy izraelskiego wiolonczelisty Mischy Maisky?ego, a już w niespełna miesiąc po tym wydarzeniu zawitał do nas wirtuoz polskiej wiolinistyki Konstanty Andrzej Kulka.

Publiczność miała trafne przeczucie, przychodząc tak licznie piątkowego wieczoru do filharmonii, gdyż gra Konstantego A. Kulki była pokazem wielkiego mistrzostwa, mogącego sprawić pełną satysfakcję nawet najwybredniejszym znawcom tej dziedziny sztuki muzycznej.
Artysta zaprezentował bowiem opolskiej publiczności Koncert skrzypcowy A-dur op. 8 Mieczysława Karłowicza, który z uwagi na wirtuozerię mieści się pomiędzy koncertami Wieniawskiego a nowoczesnym typem koncertów Szymanowskiego.
Aby móc wykonać ten utwór na zadowalającym poziomie muzycznym i technicznym, trzeba posiadać wielką charyzmę artystyczną, a taką przecież Maestro Kulka dysponuje.
Bogactwo brzmienia, piękno prowadzenia karłowiczowskiej melodyki, zachwycająca i zawrotna biegłość oraz wirtuozowska swoboda w pokonywaniu "akrobatycznych" pasaży w pełni odzwierciedliły koncepcję kompozytora na płaszczyźnie partii solowej.
Karłowicz w warstwie dźwiękowej instrumentu solowego i orkiestry zawarł wiele wartości estetycznych, które wyrażają się w lirycznych fragmentach o szerokiej kantylenie i ciekawych rozwiązaniach harmonicznych. Orkiestra, nie bacząc na drobne niedokładności wynikające z głośnego brzmienia, które przysłoniły usterki techniczno-intonacyjne, wykonywała dzieło Karłowicza bez większych zarzutów. Akompaniowanie takiemu mistrzowi było zapewne dla zespołu dużym przeżyciem i nie lada doświadczeniem. Takie doświadczenie na pewno przydało się wszystkim młodym muzykom, którzy zasilają szeregi naszej orkiestry na stałe. Nie oznacza to jednak, że wykonanie pozbawione było mankamentów w synchronizacji obu podmiotów wykonawczych, ale zapewne miał na to wpływ fakt, że pierwsze spotkanie solisty z orkiestrą nastąpiło w dniu koncertu na próbie generalnej.
Doświadczony w pracy z licznymi orkiestrami symfonicznymi i kameralnymi dyrygent Bogusław Dawidow nie aplikował słuchaczom wyrafinowania i eksponowania wydumanej głębi tam, gdzie słyszalna jest melodyczna "pogoda ducha" i prostota wypowiedzi. Dał tym samym interpretację odzwierciedlającą walory tego młodzieńczego arcydzieła. Orkiestra dostała zasłużone brawa za dostrzeganie wyraźnych intencji solisty i dyrygenta. W odpowiedzi na aplauz publiczności, Maestro wykonał finał sonaty Geminianiego.
Tego wieczoru publiczność mogła wysłuchać jeszcze dwóch pozycji umieszczonych w programie. Pierwsza z nich to Uwertura - polonez do opery "Leszek Biały" Józefa Elsnera, urodzonego w Grodkowie na Opolszczyźnie - patrona filharmonii! To kolejny dowód na podkreślenie uroczystego charakteru roku jubileuszowego.
Gdy uwertura ta ukazała się drukiem u Breitkopfa i Härtla w roku 1811, to recenzent omawiający ją na łamach "Alg. Mus. Zeitung" zauważył, że Elsner doskonale wniknął w charakter polskiego tańca. Ten charakter był odczuwalny w zaangażowanej i tanecznej grze całego zespołu.
Po przerwie, w trakcie której emocje po grze mistrza nie opadały, zabrzmiała Symfonia "Zegarowa" Józefa Haydna. Pierwsza jej część została zagrana w nieco wolniejszym, spokojniejszym tempie, odmiennym niż podyktował to Haydn (Presto).
W części Andante fagoty i instrumenty smyczkowe grą pizzicato bardzo zgrabnie zilustrowały tykanie wielkiego zegara - stąd nazwa symfonii. Szczególnie efektownie zabrzmiał temat główny po dramatycznym epizodzie utrzymanym w tonacji mollowej. Tutaj "tykanie zegara" przejął wdzięcznie flet, co sprawiło wrażenie, że początkowy wielki zegar zmienił się w mały zegarek. Menuet (część III) zabrzmiał jak "pozytywka" tego zegara. Finał, zgodnie z intencją kompozytora, utrzymany został w nastroju lekkim i wesołym, ale nieco przerysowanym przez orkiestrę, co przesłoniło miniaturową fugę wprowadzoną w środkowym ogniwie tej części. Całe wykonanie symfonii Haydna miało przebieg klarowny logicznie, a muzycy odczuwali przyjemność muzykowania. Oba te elementy mogły sprawić słuchaczom wielką radość. Koncert był bardzo ciekawy i dobry wykonawczo. A że chciałoby się, aby było jeszcze lepiej? Cóż - to właśnie dlatego, że już jest dobrze.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie