Gorąca debata o publicznym karmieniu piersią. Rozmowa z Anną Dziewit-Meller

Anita CzuprynZaktualizowano 
11.08.2016 warszawaanna dziewit meller portret . portret osobistosc pisarka dziennikarka anna dziewit meller nz. anna dziewit mellerAnna Dziewit-Meller - pisarka , dziennikarka. Współautorka (z Agnieszką Drotkiewicz) wywiadów „Głośniej! Rozmowy z pisarkami” i „Teoria trutnia i inne. Rozmowy z mężczyznami”, a także bestsellerowej reporterskiej książki o Gruzji „Gaumardżos, opowieści z Gruzji”, jaką napisała wspólnie z mężem, dziennikarzem Marcinem Mellerem. Prowadzi autorski popularny kanał internetowy o książkach bukbuk.pl. Grała w rockowym zespole Andy Fot. Piotr Smoliński
- Nie rozumiem, dlaczego karmiące matki muszą się tłumaczyć - mówi pisarka Anna Dziewit-Meller w rozmowie z Anitą Czupryn.

Matki karmiące w Polsce są dyskryminowane?
Podchwytliwe jest to pytanie (śmiech). Ostatnimi laty mam coraz silniejsze poczucie, że w Polsce dyskryminowani z najróżniejszych powodów czują się wszyscy. Być może jako naród mamy pewną tendencję do przesadnego skupiania się na swoich odczuciach w różnych kontekstach. A z tego potem wyrastają różne kwiatki, typu „matki karmiące”, przewijaki, albo ich brak. To wzbudza emocje, które wydają mi się absolutnie nieadekwatne do problemu, jaki omawiamy. Jest takie angielskie sformułowanie: „I cannot believe I still have to protest this shit”, którego używa się w sytuacjach, kiedy opadły nam ręce z bezsilności. Trudno uwierzyć w to, że nadal trzeba walczyć o sprawy podstawowe. I w tym wypadku śmiało można to sformułowanie stosować. No, bo naprawdę - w 2016 omawiamy publicznie prawo do karmienia dziecka piersią?

Czy karmienie piersią to temat, o którym można rozprawiać godzinami?
To jest aż niedorzeczne, że tak podstawowe sprawy trzeba omawiać na forum publicznym, że w ogóle dla kogoś to stanowi problem. No, ale widać stanowi. Z jednej strony ci, którzy oburzają się na publiczne karmienie piersią, wytaczają najcięższe armaty przeciwko muchom, ale i druga strona też takie armaty wytacza. Jak zwykle atmosfera jest gorąca, a temperatura sporu tak wysoka, jakbyśmy kłócili się o nie wiadomo jakie imponderabilia. Jak zwykle wylewamy nomen omen dziecko z kąpielą. Przecież tak naprawdę to powinna być debata nie o tym czy zakazać publicznego karmienia piersią ( a w to się oczywiście przerodziła), tylko o tym jak można pomóc tym, którzy karmią.

Napisała Pani, że przeciwnikom karmienia piersią w miejscach publicznych nie wadzą biusty reklamujące blachodachówkę...
No właśnie!

... że nie ma protestów o cyce w reklamach. Ale napisała też Pani, że sama nie cierpiała publicznie karmić piersią.
Chodziło mi o mój własny komfort. Nie lubię kiedy ludzie się na mnie gapią. Kiedy więc karmiłam piersią, starałam się schować, ale nie wynikało to z mojego zrozumienia dla osób, które obrzydzają moje nagie piersi, tylko ze względu na mój własny komfort. Powód był więc egoistyczny. Kiedy jest się matką maleńkiego dziecka, to naprawdę ostatnią rzeczą, o jakiej się myśli, jest epatowanie swoim rodzicielstwem. O, już samo to sformułowanie wydaje mi się dziwne. Mam wrażenie, że ja marzyłam głównie o tym, by niczym nie epatować i zapaść się pod ziemię, bo zwłaszcza przy pierwszym dziecku czułam się potwornie zestresowana tą sytuacją. Dzieckiem. Jego płaczem. W ogóle bycie z dzieckiem w przestrzeni publicznej oznacza dla rodzica ogromny stres. Starałam się więc chować, a nie, jak to teraz mówią, „szczuć cycem” na postronnych, biednych, Bogu ducha winnych ludzi. Problem zaś omawiany jest tak, jakby po ulicach biegały wyłącznie matki karmiące bez biustonoszy. A mnie się wydaje, że to jakaś idiotyczna burza w szklance wody.

Ale też zwróciła Pani uwagę na coś, co nazwała nieznośną fizjologią, którą odrzucamy, a wiadomo, że wszystkim nam towarzyszy ona od urodzin aż po śmierć.
To, jak mi się wydaje, jest pokłosiem reklamowych wizerunków człowieka, a zwłaszcza wizerunków kobiet, bo i pani o tym dobrze wie, i ja to czuję doskonale, że nie są to prawdziwi ludzie. Prawdziwi ludzie tak nie wyglądają, tak nie wygląda ich ciało, tak się nie funkcjonuje. Przestrzeń publiczna zagarnięta jest przez takie fałszywe wizerunki człowieka, jego ciała, jego fizjologii. Dlaczego na przykład tak boimy się niepełnosprawnych? Szczególnie widoczne jest to, kiedy wraca się z jakiegoś kraju na Zachodzie - jak mało jest w Polsce ludzi niepełnosprawnych na ulicach. Jak mało jest ludzi na wózkach, jak mało jest dzieci z Zespołem Downa w restauracjach, jak mało widać osób z porażeniem mózgowym. Wszędzie na świecie te osoby są obecne i akceptowane w kinach, restauracjach, na plażach. Nikogo to nie dziwi, nikt się natrętnie nie przygląda, dla nikogo nie jest to sytuacja krępująca. Ale to chyba element szerszej debaty o tym, ile mamy w sobie akceptacji dla Innego. Nawet jeśli ten inny to matka z niemowlakiem przy piersi.
W tej dyskusji udział wzięła też moja znajoma. Pracuje w księgarni. Opisała sytuację, kiedy wtoczyły się do księgarni dwie panie w wózkami, po czym zapytały, czy mogą nakarmić swoje dzieci. Spointowała to dwojako. „Z filmów przyrodniczych wiem, że samic z młodymi nie wolno drażnić” oraz: „Bekanie przy stole to też natura”. Można pójść dalej: robienie kupy to też naturalna czynność fizjologiczna człowieka. Tylko jakoś nie załatwiamy się na oczach innych.
Jasne. Ale jednak upierałabym się, że argument, który często pojawia się w tej dyskusji, czyli argument kupy, jest jednak trochę chybiony.

Bo laktacja to coś innego niż defekacja.
Wspólne jedzenie to coś, co lubimy celebrować, przecież uwielbiamy razem jeść, siedzieć dookoła stołu. Defekację zostawiłabym więc na inną okazję. Bardzo mi się nie podoba łączenie tych dwóch zjawisk, bo jest nie tylko paskudna demagogia, ale również argument kulą w płot. Mleko to nie kupa. Małe dziecko chce jeść i już. Pozwólmy mu!

I to jest alibi dla karmiących matek. Przypomina mi się głośny tekst pana profesora Zbigniewa Mikołejko, który napisał o wózkowych - najgorszym typie matek i pokazał, w jaki sposób dzieci stanowią ich alibi. Bo dziecko jest głodne.
Bo jest głodne! Teraz kiedy rozmawiamy, ja jestem w trasie. Zatrzymałam się nie tylko by z panią porozmawiać przez telefon ale także dlatego, że jestem głodna.

Ale nie rozebrała się Pani do rosołu?
Gdyby natura funkcjonowała inaczej, to kto wie, może jedlibyśmy na golasa? (śmiech) Małe dzieci jedzą z nagiej piersi matki. Nie wymyślono niczego innego, karmienie piersią jest elementem człowieczeństwa. Nie rozumiem, dlaczego karmiące matki muszą się z tego tłumaczyć komukolwiek.

Karmiące matki tę dyskusję rozpoczęły.
Nie jest przecież tak, że pierwsze co robi po wejściu do restauracji taka wstrętna matka, to zdejmuje biustonosz, pryskając mlekiem w talerze ludzi siedzących dookoła. Błagam! Nie rozmawiajmy o skrajnościach, które moim zdaniem zresztą nie istnieją.

Może jednak istnieją. Jak napisał prof. Mikołejko, to puszenie się macierzyństwem, które czyni z tych kobiet królowe balu.
Och, chciałabym kiedyś w związku z moim macierzyństwem poczuć się jak królowa balu. Ale jednak wydaje mi się, a dwukrotnie doświadczyłam macierzyństwa i wiem, co to znaczy, kiedy małe dzieci uzależnione są od mojego mleka, że to jest ostatnia rzecz jaką czuję - że jestem królową balu. Wręcz przeciwnie - mając maleńkie dziecko, które nie śpi po nocach czuję się raczej jak wieczny kopciuch.

Może są kobiety dla których dzieci potrzebne są do tego, aby coś znaczyć?
Każdy z nas chce coś znaczyć. Każdy z nas ma prawo do tego, żeby coś znaczyć. I każdy z nas coś znaczy. Nawet jeśli to „tylko” wózkowa matka, albo niemowlak.
Z tego powodu musimy domagać się zawieszania różnych praw i społecznych reguł?
To jest też pytanie do takich osób, jak profesor Mikołejko, jakie prawa zawieszamy? Prawo do posiłku? Do pojawienia się w przestrzeni publicznej? Gdzie wyznaczyć te granice? Na jak długo? Takie myślenie jest bardzo niebezpieczne, bo dobrze znamy przykłady wyznaczania pewnych granic i praw ludziom, którzy nie realizują założeń innych grup. Znamy tramwaje z napisem: „Nur für Deutsche”. Tak wiem, to bardzo odległe i przesadzone analogie, ale wszystko zaczyna się od pogardy dla tego drugiego człowieka. Zawsze. Znów powtórzę: „I cannot believe I still have to protest this shit”.

Urodziłam troje dzieci, wszystkie karmiłam piersią i nie doświadczyłam dyskryminacji, czy słów oburzenia. Robiłam to dyskretnie i do głowy mi nie przyszło, żeby o to walczyć (śmiech).
Bo to nie jest żaden problem. Czy widziała pani nagminnie kobiety „wywalające cyce” w miejscach publicznych?

Wtedy nie. Ale to było ponad 20 lat temu.
Ja po raz ostatni karmiłam zaledwie dwa lata temu i też nie odnotowałam problemu. (śmiech).

Szczerze mówiąc, nie przepadam za dziećmi (śmiech).
Rozumiem. Wiadomo, że najfajniejsze, to te własne, wszystkie inne są bardziej denerwujące. Ja zaś ostatnio odkryłam jaką ulgę sprawia mi oglądanie innych rodziców w trudnej sytuacji z ich dziećmi. Siedzę sobie wtedy i myślę - rozumiem was, ale jednocześnie w duchu się po cichu cieszę, że tym razem to akurat nie ja. Takie schadenfreunde. (śmiech)

Nie odczuwam przyjemności z powodu tego, że czyjeś dzieci wyją i przeszkadzają innym. Jestem zdumiona brakiem reakcji rodziców. Uważają, że ich dzieci również są królami balu.
Zgadzam się z tym, że bywają dzieci bardzo źle wychowane. Tylko czym innym jest źle wychowany kilkulatek, a czym innym niemowlę przy piersi, któremu nie wytłumaczymy, że teraz ma nie jeść, bo pan ze stolika obok czuje się oburzony, że to okropne niemowlę nie je w ubikacji (śmiech).

Informację , że pewna Gdańszczanka podała do sądu restauratora, bo nie mogła nakarmić dziecka i domaga się za to 10 tysięcy zł oraz przeprosin, komentowały kobiety. Pomyślałam, że nie lubią innych kobiet (śmiech).
To znowu jest jakaś generalizacja, a ja jestem ostrożna z tego typu generalizacjami, bo one często mi się w życiu nie sprawdzają. Można powiedzieć, że czasem jedni ludzie nie lubią innych ludzi. Wszystko to wynika z braku empatii jednej i drugiej strony. Wracam do tego, o czym mówiłam na początku naszej rozmowy - my się strasznie szybko nabzdyczamy, gulgoczemy, czujemy się obrażeni, dotknięci, zamiast przez chwilę spróbować zrozumieć drugą stronę. Tę kobietę, która musi nakarmić swoje dziecko, bo inaczej dziecko będzie się darło, a jej mleko w piersi eksploduje. Doskonale pamiętam ten ból. Może warto wytłumaczyć drugiej stronie, dlaczego tak ważne jest to, że ja w tej właśnie chwili, w tej restauracji, w której jestem, muszę nakarmić dziecko i dlaczego nie chcę tego robić w toalecie. Ja stosuję często takie ćwiczenie z empatii - wyobrażam sobie siebie na miejscu tych ludzi. To naprawdę dobrze działa! Mniej mnie wtedy wszyscy irytują, naprawdę! Za mało ze sobą rozmawiamy, za mało nastawiamy się na dialog. Jest raczej przerzucanie się argumentami, które nikogo nie przekonują, jedna strona nie przyzna drugiej racji i jest to nieustająca walka. Może o to chodzi, aby sobie wytłumaczyć i może się okazać, że to nie jest takie straszne i nie jest to najważniejsza rzecz na świecie, a spory można toczyć o bardziej zasadnicze kwestie, zamiast tracić czas, energię i zdrowie.
Powiedziała Pani, że macierzyństwo dla Pani to najbogatsze doświadczenie.
Tak właśnie jest. To doświadczenie dla mnie wcześniej niewyobrażalne. Moment w życiu kiedy naprawdę wszystko się zmienia, jakkolwiek to banalnie nie brzmi. Ale największe prawdy życiowe zawsze brzmią jak stek banałów.

Ale macierzyństwo oznacza też wieczny strach.
Tak jest. Napisałam o tym nawet książkę.

W ten oto przemyślny sposób chciałam do niej nawiązać do Pani książki „Góra Tajget”.
„Góra Tajget” jest książką nie tylko o strachu.

Jest potworną historią.
Tak. W dużym stopniu oparta jest na faktach, ale jest to powieść, w której wszyscy moi bohaterowie połączeni są łańcuszkiem lęku, w którym najbardziej pożerającym jest ich lęk o dzieci.

Dopowiem, że napisała Pani o eksterminacji psychicznie chorych dzieci w czasie wojny.
Rzeczywiście ta historia eksterminacji dzieci chorych psychicznie w czasie akcji T4, a w tym konkretnym przypadku dzieci ze szpitala na Śląsku, w Lublińcu, była punktem wyjścia do ogólniejszej refleksji o naturze Zła i o tym, jak ludzie potrafią być okrutni wobec najsłabszych i bezbronnych, czyli właśnie dzieci, czy chorych w ogóle. Ku mojemu zdumieniu i przerażeniu okazało się, że to o czym piszę - strach przed tym jaki świat zostawiamy naszym dzieciom - to rzecz bardzo aktualna. Dostaję bardzo dużo listów, wciąż, mimo że książka wydana została pół roku temu, od czytelników, którzy piszą, że współdzielą te emocje zawarte w książce. To przerażające, że tak wiele osób się boi wojny.

Pisarze, zwłaszcza kryminałów, przytaczają zdanie Fryderyka Nietzschego: „Kiedy patrzysz w otchłań, otchłań również patrzy na ciebie. Patrzy Pani w otchłań pisząc kolejną książkę?
Gdy obserwuję moich kolegów i koleżanki pisarzy i pisarki, którzy zajmują się na przykład tematem Holocaustu, to uświadamiam sobie, że są to tematy, które powodują, że człowiek nie jest już w stanie zajmować się niczym innym, nic innego nie wydaje się równie istotne, ciekawe, ważne i że się w tej otchłani pozostaje na zawsze. Ja chyba też już to mam.

Czytelniczkami Pani książek są głównie kobiety. Czy to znaczy, że to, o czym Pani pisze, nie jest uniwersalnym tematem?
To jest oczywiście słynna debata, czy doświadczenie kobiece jest doświadczeniem człowieczym i uniwersalnym, czy tylko kobiecym i nie od dziś toczy się ta dyskusja, podobnie jak ta, czy literatura dzieli się na literaturę i literaturę kobiecą. Cieszę się, że moje książki czytają i kobiety, i mężczyźni, choć kobiet czytelniczek jest więcej, bo, co wynika z badań Biblioteki Narodowej w ogóle więcej kobiet czyta książki. Jednak ten spór o to, czy jest się pisarzem, czy pisarką i co to w ogóle znaczy, jest kolejnym jałowym sporem i wiele już piór stępiono na ten temat. Cóż mogę powiedzieć prócz tego, że oczywiście doświadczenie kobiece jest doświadczeniem człowieczym?

Mam jednak wrażenie, że stoi Pani po stronie literatury kobiecej.
Nie do końca rozumiem, co Pani ma na myśli, mówiąc „literatura kobieca”. Czy to jest literatura pisana przez kobiety, czy pisana z założenia dla kobiet, czy jest to literatura lżejsza?
Mam na myśli i jedno, i drugie, i trzecie.
W który więc z tych worków włożyć kogoś takiego jak ja? Staram się z tych worków wychodzić i zżymam się na określenie „literatura kobieca”. W porównaniu z literaturą męską, („Och ten Hłasko, ten męski pisarz”), w Polsce, „literatura kobieca” brzmi pejoratywnie.

Ja tak nie uważam, od czasu Festiwalu Literatury Kobiet „Pióro i Pazur” w Siedlcach.
Dobrze znam ten festiwal, byłam nawet w jury, ale mam wrażenie, że owe pisarki wręcz hołubią sformułowanie brzmiące nie „literatura kobieca” a „literatura kobiet”. One je aprecjonuja, wzmacniają, z tym, że to są jednak pisarki piszące literaturę popularną. To, jak z literaturą podróżniczą. Niektórzy reporterzy będą się zżymać na określenie, że ich książka może być zaliczona do literatury podróżniczej. Stąd też wszystkie te kategorie są bardzo płynne, nie określone do końca i moim zdaniem trzeba być ostrożnym z ich używaniem. Ja sama zaś lubię i muszę czytać różne książki, bo tego też oczekują ode mnie ci, którzy zaglądają na mój portal bukbuk.pl poszukując inspiracji książkowych.

Co się Pani podoba w literaturze kobiecej?
Podoba mi się, że w ogóle kobiety tak chętnie piszą. Popularna literatura kobieca ma się całkiem nieźle i coraz lepiej. Z roku na rok jest coraz więcej świadomych gatunku, grających z tym gatunkiem autorek, które piszą coraz lepsze książki. Mam nadzieję, że tak, jak swego czasu mieliśmy otwarcie z polskim kryminałem, który wyszedł z niszy, bo choć dziś trudno w to uwierzyć, przez wiele lat był to pośledni, niemal wzgardzony gatunek, to coś podobnego stanie się z tą popularną literatura pisaną przez kobiety dla kobiet. I Katarzyna Grochola nie będzie musiała mówić po wydanych kilkunastu bestsellerowych powieści, że dopiero teraz, kiedy napisała poważną książkę poczuła się pisarką przez duże P. Kiedy o tym przeczytałam, pomyślałam sobie: „No, bez jaj”. Jest autorką literatury popularnej i dlaczego sama deprecjonuje swoje niewątpliwe osiągnięcia na tej niwie?

Pani Katarzyna Grochola od czasu „Nigdy w życiu” została zdetronizowana co najmniej kilka razy.
Ależ to bardzo dobrze! To świadczy o tym, że mamy inne fajne autorki, im większa konkurencja na rynku, tym lepiej dla gatunku.

Wśród tych zajęć związanych z macierzyństwem, z pisaniem, z prowadzeniem bloga, ma Pani jeszcze czas na muzykę?
Nie (śmiech). Zupełnie nie mam na to czasu. Bardzo za tym tęsknię. Jeśli zdarzają się okazję, kiedy mogę z kimś zagrać, zaśpiewać, to łapię się tego bardzo chętnie. Bardzo mi brakuje muzyki, ale też pracy zespołowej, która jest czymś kompletnie różnym od tego, co teraz robię, bo głównie pracuję teraz sama i nie ma dookoła mnie zbyt wielu ludzi.

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Materiał oryginalny: Gorąca debata o publicznym karmieniu piersią. Rozmowa z Anną Dziewit-Meller - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 8

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

b
babcia

Nie wiem ale myślę, że można tak zorganizować sobie dzień aby pory karmienia niemowlęcia dostosować do czasu kiedy przebywamy w domu. Wychowałam dwójkę dzieci w stanie wojennym , stałam godzinami w kolejkach i nigdy by mi nie przyszło do głowy, aby stojąc w ogonku karmić dziecko piersią. Są przecież ściągaczki do pokarmu, więc nie wiem w czym problem. Roszczeniowe pokolenie, wszystko im się należy. Dlaczego mam być narażona na widok cudzych cycków, w parku czy w restauracji. Więcej poszanowania i pokory, szanowne młode mamuśki.

S
Stolec

Ja tam popieram, jestem zdania ze powinno sie robic to co chcemy bez zwracania uwagi na innych w naszym otoczeniu. Nastepnym razem gdy poczuje potrzebe defekacji np. w restauracji czy w autobusie obok matki karmiacej dziecko piersia nie bede sie juz powstrzymywac tylko zdejme galoty i postawie wielkiego, parujacego kloca.. .. mam swoje prawa i nie zawacham sie ich uzyc!!!

D
Dede

Piersi są atrybutem kobiecej seksualności. Nie można odsłaniać piersi w miejscu publicznym , z przekonaniem że WSZYSCY zareagują na ten widok obojętnością. Matka karmiąca musi sobie z tego zdawać sprawę. A tak na marginesie, jak można stosować uogólnienia że typu "wszędzie na świecie"

K
Katarzyna Supernak

Proszę zapoznać się z Kodeksem wykroczeń (art. 51 i 140 k.w.). Prawo jest po Pani stronie, a nie po stronie matek. Warto z tego korzystać. W każdej chwili osoba, która poczuje się urażona ostentacyjnym obnażaniem się innej osoby w miejscu publicznym, może zawiadomić na straż miejską lub policję. Osobie, która popełniła wykroczenia (ostentacyjnie obnażyła się publiczne), grozi mandat do 500 zł. Warto znać swoje prawa. Reagujmy!!!

K
Katarzyna Supernak

Według polskiego prawa za obnażanie ciała w miejscach publicznych grozi mandat do 500 zł. O fakcie, że ktoś naruszył „nagi” paragraf może poinformować władze każdy, kto poczuł się zgorszony widokiem nieosłoniętego kawałka ciała innego człowieka. W każdej chwili każdy z nas ma prawo zawiadomić policję lub straż miejską, jeśli zauważymy osobę odsłaniającą publicznie intymne części ciała! Np. w restauracji, komunikacji miejskiej, parku, galerii handlowej, kawiarni. Osoba taka będzie odpowiadała z art. 51 k.w. lub art. 140 k.w. Warto więc, żeby ludzie (w tym prowokacyjnie i obscenicznie zachowujące się karmiące matki!) mieli tego świadomość, zanim zostaną postawieni przed faktem dokonanym. Warto również wiedzieć, że według przepisów nie liczy się cel wykroczenia (w tym przypadku nakarmienie niemowlęcia), tylko sam fakt wykroczenia (publiczne odsłonięcie intymnej części ciała). Skrajne przypadki, jak np. paradowanie całkiem nago po ulicy, zagrożone są grzywną w wysokości 1500 zł lub aresztem.

X
XXX

skoro publikuje już kolejny kilkustronicowy tekst dot. karmienia piersią w miejscu publicznym.
Nie mam zamiaru czytać tego ale powiem, że dla mnie to nie jest obrazek gorszący lecz wręcz
przeciwnie b. sympatyczny tak jak sympatyczne są wszystkie niemowlaki zanim dorosną
i pokażą co potrafią a nie rzadko potrafią być niezbyt miłe szczególnie - gdy dorwią się do władzy.

a
ania

na upartego to mozna czuc sie urazonym z roznych przyczyn, moga mnie razi cosoby pijace kawe w kawiarnianych ogrodkach bo mnie w danej chwili na nia nie stac albo mnie zapach kawy brzydzi bo jej nie lubie, bez przesady, z jednej strony laktacyjny terror a zdrugiej obsesja cyca karmiącego, ogarnijcie sie ludzie i zajmijcie swoim zyciem,po prostu

U
Ulala

Nikt nie patrzy na uczucia tych kogo karmienie piersia brzydzi, ani na tych co dzieci nie moga miec, ani na tych kobiet co mialy masektomie, gdzie osoby z tych grup jesli do was nie dociera, maja szukac obroncow swych uczuc???

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3