Grób musi migotać

Krzysztof Zyzik
Krzysztof Zyzik
Harcerze wzięli znicze na kredyt i handlują. Mają nadzieję, że zarobią tyle, by wystarczyło na remont żaglówek.
Harcerze wzięli znicze na kredyt i handlują. Mają nadzieję, że zarobią tyle, by wystarczyło na remont żaglówek.
- Znicz nie pomidor, nie zepsuje się - mówi Józef Kucharski, który z branży spożywczej przestawił się na produkcję nagrobnych lampek.

Kucharski chwali sobie nowy biznes: - Może kokosów z tego nie ma, ale człowiek zawsze na chleb zarobi. Kiedy handlowałem warzywami, dużo towaru się marnowało. Teraz, co mi nie zejdzie na Wszystkich Świętych, sprzedam pod cmentarzem w poświąteczny weekend.
Halina Góreczna handluje pod opolskim cmentarzem dwudziesty ósmy rok.

- Kiedyś był ogólny niedobór, jeździło się do państwowych zakładów w Kędzierzynie po toporne, gliniane miski z parafinką - wspomina. - Teraz mam tu codziennie producentów, którzy proszą się, żeby brać od nich coraz bardziej wymyślny towar, np. płonące czerwone serca.
Co najmniej kilkadziesiąt osób w samym Opolu (nie licząc sklepów) utrzymuje swoje rodziny z wyrobu i sprzedaży zniczy. Przycmentarny biznes dla wielu z nich jest ucieczką przed bezrobociem.
- Jesienią ubiegłego roku, w ramach grupowego zwolnienia, straciłam pracę w Frigoopolu - mówi Ewa Ciesielczyk. - Mogłam pójść na kuroniówkę albo pracować za 500 złotych jako kasjerka. Otworzyłam własną firmę, handluję kwiatami i lampkami. Stoję pod cmentarzem w każdą sobotę i niedzielę.
Pani Ewa ma układ z producentem spod Częstochowy.
- Na każdy mój telefon szef zakładu dowozi mi do Opola towar - mówi.
Część handlowców doszła do wniosku, że bardziej opłaca się samemu produkować znicze.
- Robię to od czterech lat - mówi Józef Kucharski. - Sama produkcja jest bardzo prosta, gorzej z zaopatrzeniem: jak się chce zarobić, trzeba się najeździć.

Kucharski kupił starego volkswagena transportera (rocznik 1978). Co kilka tygodni pokonuje nim setki kilometrów. Naczynia szklane kupuje w Wołczynie lub w Kielcach (tam bywa taniej). Po pojemniki z tworzywa sztucznego jeździ się do Lubawki pod Jelenią Górę. Tam też zamawia blaszane wiatrochrony (przykrywki). Po knoty nie trzeba jeździć, zamawia się je pocztą, producent z Zielonej Góry przysyła kilka tysięcy równo przyciętych kawałków.

Niektórzy księża ostrzegają przed desakralizacją dnia Wszystkich Świętych. Duchowni obawiają się, że gorączka przedświątecznych zakupów wypaczy istotę święta, podobnie jak dzieje się to z Bożym Narodzeniem.
- Samo palenie lampek nic nie znaczy, jeśli za tym nie idzie codzienna modlitwa, pamięć o zmarłych - mówił wczoraj w niedzielnej homilii ks. Alfred Michalik, proboszcz parafii św. Anny w podopolskich Chmielowicach. - Lepiej kupić jedną lampkę mniej, a zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na jakiś szczytny cel, np. na misje.

- Najważniejsza jest parafina, czyli "masa zalewowa" - tłumaczy pan Józef. - Nieuczciwi producenci kupują tę tańszą, która się nie chce palić albo - co gorsza - cuchnie ropą. Ja mam tylko dobry towar, z Trzebieszowic pod Kłodzkiem.
Kiedy już Kucharski nazwozi do domu wszystkie składniki potrzebne do produkcji znicza, zamyka się z żoną i dziećmi w przydomowym warsztacie. Produkcja zaczyna się od topienia w wielkim garze 22-kilogramowych bloków parafiny.
- Całą rodziną składamy około tysiąc zniczy dziennie - mówi pan Józef. - Produkcja jest prosta: pojemniki zalewa się jak lampki szampana...
Przed opolski cmentarz komunalny zajechał bus 41. Harcerskiej Drużyny Żeglarskiej "Barka" z Opola. Harcerze zmieniają się na stoisku co kilka godzin.

- Do wiosny musimy wyremontować 20 żaglówek - tłumaczy harcmistrz Maria Markuszewska, drużynowa opolskich żeglarzy. - Znicze bierzemy od producenta, na kredyt.
Handlowcy mówią, że ludzie, wprawdzie coraz biedniejsi, jednak na na Wszystkich Świętych nie oszczędzają. Największe obroty (poza dniem Wszystkich Świętych)) notuje się w miesiącach jesienno-zimowych. Wtedy Józef Kucharski jest w stanie wyciągnąć na czysto nawet 3 tysiące złotych.
- Grób musi być kolorowy, musi migotać - mówi Kucharski. - Nawet najbiedniejsi emeryci coraz więcej "świecą". Oni jednak kupują jedną lampkę, a potem tylko zmieniają wkładzik za 50 groszy.
Halina Góreczna: - Ludzie w ostatnich latach palą więcej lampek. Recesję widać tylko po tym, że raczej nie kupują tych najdroższych zniczy, o fantazyjnych kształtach. U mnie można coś znaleźć już za 50 groszy...

FLESZ: Kiedy będzie wiosna? Zwierzęta dają sygnały.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3