Gwiazdy nie wstydzą się Jezusa

    Gwiazdy nie wstydzą się Jezusa

    Krzysztof Ogiolda

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    Paweł Kukiz od Kościoła oddalił się po tym jak go potraktowano, gdy śpiewał "ZChN zbliża się”, ale nigdy się nie odwrócił od wiary.  Na zdjęciu:

    Paweł Kukiz od Kościoła oddalił się po tym jak go potraktowano, gdy śpiewał "ZChN zbliża się”, ale nigdy się nie odwrócił od wiary. Na zdjęciu: w roli św. Józefa w grudniu 2009 podczas bożonarodzeniowej sesji fotograficznej nto (w roli Maryi wystąpiła opolska aktorka Aleksandra Cwen).

    - Jak grasz muzykę, musisz się cały zaangażować. Z wiarą jest tak samo - mówi Paweł Golec. Muzyk rodem z Milówki jest jedną z wielu postaci show-biznesu, które publicznie przyznają się do Jezusa.
    Paweł Kukiz od Kościoła oddalił się po tym jak go potraktowano, gdy śpiewał "ZChN zbliża się”, ale nigdy się nie odwrócił od wiary.  Na zdjęciu:

    Paweł Kukiz od Kościoła oddalił się po tym jak go potraktowano, gdy śpiewał "ZChN zbliża się”, ale nigdy się nie odwrócił od wiary. Na zdjęciu: w roli św. Józefa w grudniu 2009 podczas bożonarodzeniowej sesji fotograficznej nto (w roli Maryi wystąpiła opolska aktorka Aleksandra Cwen).

    Wokalista i puzonista zespołu "Golec uOrkiestra", jak na górala przystało, silną wiarę wyniósł z domu. W dzieciństwie nietrudno było mu się modlić, skoro widział klękających do pacierza rodziców. Przyznaje, że do dziś robi to codziennie. Zwykle ma przy sobie różaniec przywieziony z Medjugorie i odmawia go, np. w podróży.

    - Dziadek był kościelnym, a ja od dziecka ministrantem - opowiada Paweł - ale w Milówce to nie było nic nadzwyczajnego, prawie wszyscy chłopcy z mojej klasy służyli do mszy. W takiej miejscowości jak moja, która po 15.00 zamierała, całe życie towarzyskie, kulturalne, odbywało się przy parafii.

    Boże Narodzenie w rodzinie Pawła Golca będzie obchodzone dwa razy. Bo żona należy do Kościoła prawosławnego. - To nie jest dla mnie żaden problem - mówi. - Wierzymy przecież w tego samego Chrystusa, a przez ponad tysiąc lat obu Kościołów nic nie dzieliło. A z wiarą jest jak z muzyką: albo gramy, albo bawimy się w granie. Kto na serio nie ćwiczy, ten dobrze nie zagra.

    Moda to za mało

    Wierzący artyści czy sportowcy funkcjonowali zawsze, ale w tym roku jest o nich szczególnie głośno. Przyczyniła się do tego m.in. internetowa akcja "Nie wstydzę się Jezusa". Breloczki z takim napisem nosi ponad pół miliona ludzi w Polsce, w tym sporo VIP-ów. Nie wstydź się Jezusa - apeluje w sieci m.in. najlepsza polska tenisistka Agnieszka Radwańska oraz Jadwiga i Dariusz Basińscy z zespołu "Mumio", znani z występów estradowych i reklam jednej z sieci telefonów komórkowych (na stronie internetowej akcji można wyklikać film z zapewnieniem, że i oni będą nosić charakterystyczne breloczki z krzyżykiem).

    - I w życiu, i w muzyce zawsze lubiłem się sprzeciwiać głównym nurtom - przyznaje tam Dariusz Basiński. - A słowo Jezus jest często wykropkowywane i pomijane w świecie. Nie chcę takiej rzeczywistości, która eliminuje Jezusa i krzyż.
    Jadwiga Basińska - zachęcając do udziału w akcji "Nie wstydzę się Jezusa" - nie ukrywa, że niełatwo robić to co dzień.
    - Jadę w wagonie restauracyjnym pociągu i myślę o tym, czy się przeżegnać przed jedzeniem. Czasem mnie na to stać, czasem nie - przyznaje. - Na planie filmowym czy reklamowym mam w torbie książkę o różańcu. Obok siedzi operator i czyta o Dalajlamie. Dlaczego jest tak, że on jest poszukującym, a ja jestem badziewiarzem? - pyta.

    - To jest jedno z poważnych niebezpieczeństw - uważa Ryszard Rynkowski - że lubimy ulegać modzie. Raz będzie moda na buddyzm, a może potem na chrześcijaństwo. Bo w skomercjonalizowanym świecie wszystko można próbować sprzedać. Nawet światopogląd. Według mnie, wiara powinna być czymś codziennym, trwalszym od mody i od doraźnej sytuacji: Jak się coś wali w moim życiu, to Boże pomóż. A jak się wyprostowało, to już dam sobie radę sam. Pan Bóg nie jest tylko od tego, by nam na każde zawołanie pomagać.

    Nie udawaj

    Ludzie powszechnie znani, tak samo, jak anonimowi chrześcijanie, są dość często w sytuacji, gdy ktoś atakuje albo wykpiwa wprost Chrystusa (rzadziej) czy Kościół (znacznie częściej). I każdy z nich ma inny sposób na radzenie sobie w takich sytuacjach.

    - To jest dzisiaj problem wielu chrześcijan, nie tylko w środowisku sceny czy estrady - uważa Ireneusz Dudek, bluesman i lider Shakin Dudi - że za wszelką cenę usiłujemy być grzeczni dla każdego. Nawet jak ktoś ewidentnie robi źle, czyli mówiąc wprost popełnia grzech, wolimy się grzecznie uśmiechać. Często nam się wydaje, że tak należy, że to jest takie nowoczesne i europejskie. Coś mi się zdaje, że to są raczej nasze postsocjalistyczne kompleksy wobec Europy.

    Ireneusz Dudek nie ukrywa, że zdarza mu się w rozmowach bronić księdza przed zarzutem, że z ambony gadał bez sensu.

    - Zwykle tego, kto atakuje, pytam, czy w ogóle słyszał kazanie - mówi Dudek - bo okazuje się, że często wcale nie. A jak słyszał, to namawiam, żeby w tym słabym kazaniu też spróbował znaleźć choć jedno zdanie, które do niego trafi.
    Zresztą bluesman pozwalał sobie także na dużo ostrzejsze i bardziej kontrowersyjne wypowiedzi.

    - Kuba Wojewódzki w swoim programie pytał mnie, co sądzę o homoseksualistach - opowiada - odpowiedziałem, zgodnie z tym, co myślę, że nie potępiam tych ludzi. W ogóle nikogo nie potępiam. Ale uważam, że akt homoseksualny jest wstrętny dla Boga. Zresztą zdrada małżeńska też.

    Jadwiga Basińska inaczej reaguje na ataki na wiarę. - Jeśli ktoś, z kim rozmawiam, kpi sobie z Jezusa i z Kościoła, to w trakcie tej rozmowy modlę się za niego. I proszę o to, żebym go nie sądziła i nie czuła się lepszą - mówi dla portalu "Nie wstydzę się Jezusa".

    - Ja zwykle w takich sytuacjach przypominam postać Jana Pawła II - często to pomaga - przyznaje Paweł Golec.
    Ryszard Rynkowski nie ma odczucia, że zewsząd jest jako chrześcijanin osaczany. - Czuję się bezpieczny i jestem tolerancyjny. Mogę się przyjaźnić z ateistą, jeśli będzie on szanował moje przekonania. Nie kłaniam się uczestnikom parady równości i nie oczekuję, że oni będą kłaniać się mnie, tylko dlatego, że ja jestem wierzący. Byle tylko nie przymuszali mnie do czegokolwiek. Często prawdziwym szatanem bywa komercja, która każe nam pracować jak najwięcej, by zarobić jak najwięcej, a zaraz potem wydać to na rozmaite rzeczy. Także te, których być może wcale nie potrzebujemy. Zwłaszcza gdy to się staje ważniejsze niż nasi bliscy, rodzina.

    Po czym poznać chrześcijanina

    Mieczysław Szcześniak, piosenkarz, kompozytor i autor tekstów, współzałożyciel zespołu "New Life'm" grającego muzykę chrześcijańską, uważa, że zwykle nie krytykuje się u nas chrześcijaństwa i Boga, ale ludzi.

    - Tych ludzi, którzy mają pełne usta słów - mówi - za którymi nie idą czyny. A poznaje się po owocach. Myślę, że gdyby było więcej dobrych owoców, a mniej słów, więcej miłości, a mniej walczenia o racje, pewnie nie trzeba byłoby akcji "Nie wstydzę się Jezusa". Czy można dziś chrześcijan poznać po miłości? Czy ci, którzy walczą o wartości chrześcijańskie, swoim życiem pokazują owoce Ducha Świętego? Chrześcijaństwo jest przecież religią miłości, a nie religią racji i oceny. Jeśli ktoś wierzy, Bóg jest mu bliski, drogi. Jeśli się kogoś kocha, to chce się go poznawać coraz bardziej. Chce się z nim rozmawiać, chce się uczyć Jego dróg. I postępować wedle Jego nauk. A On nie złamie nadłamanej trzciny...

    Wielu ludzi w Polsce uważa, że w show-biznesie trudniej niż w innych zawodach być zaangażowanym chrześcijaninem.

    - W środowisku intelektualnym być może jest to znacznie trudniejsze niż w moim - mówi Mieczysław Szcześniak. - Być może w środowisku lekarzy, gdzie codziennie rodzą się i umierają ludzie, bywa trudniej. W moim środowisku ludzie są wrażliwi i szukają. Czasem powierzchownie, opierając się na przykładzie innych ludzi. Jeśli ten przykład jest zły, to odstręcza ich to również od Boga, któremu niby służą ci ludzie. Ludzie często służą sami sobie, zasłaniają się Większym - artyści są na to bardzo wrażliwi, chwytają ten sztafaż natychmiast. Największym patronem wierzących i niewierzących jest dzisiaj święty stereotyp. Lub nieświęty. Usłyszałem kiedyś takie zdanie: Najbardziej liczny dziś kościół to kościół modnych trendów i obiegowych opinii. Również modnych trendów w teologii, socjologii, psychologii, modnych akcji. Jakoś mało mnie to zajmuje. Czytam w Piśmie św.: Stoisz, to patrz, żebyś nie upadł. I nie ja jestem od oceniania. Ale wyraźnie jest napisane, że poznają was po owocach, po miłości, jaką macie dla ludzi.

    Niewierzącemu trudniej

    Niektórzy znani chrześcijanie musieli się zmierzyć z cierpieniem i śmiercią bliskich. Ireneusz Dudek uległ poważnemu wypadkowi, a w 2001 roku umarło mu 7-letnie dziecko.

    - Jak człowiek parę razy leżał w szpitalu i miał się już właściwie żegnać z tym światem, to sobie uświadamia: Po to zostałem ochrzczony, by być wiernym Chrystusowi. I muszę powiedzieć, że ostatecznie zwykle wychodziłem ze szpitala podbudowany. A kiedy umiera dziecko... Szczerze mówiąc, gdyby nie wiara moja i mojej żony, to byśmy tego zwyczajnie nie przeżyli. Podobne tragiczne sytuacje spotykają przecież także ludzi niewierzących. Myślę, że im jest wtedy o wiele, o wiele trudniej.

    Takie skrajnie trudne doświadczenie ma też za sobą kapitan piłkarskiej reprezentacji Polski, Jakub Błaszczykowski, kolejny VIP zaangażowany w akcję "Nie wstydzę się Jezusa". Kiedy był dzieckiem, na jego oczach tato zabił nożem mamę. - Cały czas wierzę, że mama jest ze mną - mówi piłkarz Borussii Dortmund - obserwuje mnie z tamtego świata. I pomaga mi w podejmowaniu najważniejszych życiowych decyzji.

    Jakub nie ukrywa, że bierze swoją wiarę bardzo serio.

    - Znak krzyża, który wykonuję, dotykając murawy na początku meczu - nie jest tylko gestem - deklaruje - jest zawierzeniem mojej gry Opatrzności. Rozumiem to, że dla kogoś, jego wiara, jego religijność mogą być sprawą indywidualną. Mam przekonanie, że Chrystus pomaga nam w codziennym życiu. Staram się więc namawiać ludzi do tego, by o swojej wierze i o modlitwie pamiętali na co dzień. Nie tylko wtedy, kiedy jest ciężko, pojawiają się problemy i nie można już liczyć na lekarzy czy na jakąkolwiek pomoc.


    Wiara, ale nie msza

    Deklarowane publicznie wiara w Boga i katolicyzm może się wiązać z bardzo zróżnicowanym podejściem do religijnych praktyk.

    Wychowany w śląskim domu Ireneusz Dudek nie wyobraża sobie niedzieli inaczej, jak tylko rozpoczętej mszą świętą.
    - Ten przykład niedzielnego porządku dawała mi od dziecka moja mama - mówi. - Najpierw kościół, potem wspólny rodzinny obiad i dopiero popołudniowy wypoczynek.



    Paweł Kukiz mówi o sobie, że jest katolikiem. A o swojej wierze, że jest drogą krzyżową.

    - Bo to z nią wiążą się upadki, które są po to, żeby powstać - mówi - a także nadzieja, wola poprawy, rachunek sumienia i refleksja. Moja wiara jest czymś naturalnym i instynktownym. Nie mam wątpliwości, że dotykalnie czuję obecność Boga. Nie mam wątpliwości, że On jest.

    Jednocześnie pan Paweł nie ukrywa, że do kościoła chodzi bardzo rzadko i częściej ze względu na doznania historyczne niż duchowe.

    - Choćby pasterka - wspomina - kiedy byłem dzieckiem, była wielkim przeżyciem. Potem msza coraz bardziej stawała się obowiązkiem. Łapałem się na tym, że wprawdzie jestem wtedy w kościele, ale myślę o czymś zupełnie innym lub zastanawiam się: kiedy się skończy. Choć nie chcę, by to, co mówię, było traktowane przez kogoś jako usprawiedliwienie tego, że do kościoła nie chodzi. Skoro Bóg jest, trzeba go szukać.
    Paweł Kukiz przyznaje, że od Kościoła oddalił go m.in. ostracyzm, z jakim się spotkał po wykonaniu piosenki "ZChN się zbliża".

    - Nie byłem w stanie tego znieść - mówi. - A kiedy rozmawiam z ludźmi, którzy podobnie jak ja oddalili się od Kościoła i niedzielnej mszy, to ich motywacje są bardzo podobne do moich. Msza często staje wydarzeniem bardziej towarzyskim niż mistycznym, bardziej przeglądem mody niż duchowym przeżyciem. Zbieranie tacy kieruje myśli raczej ku Kościołowi nieopodatkowanemu i tym kapłanom, którzy jeżdżą mercedesami S-klasy. Choć pamiętam i o takich jak zaprzyjaźniony ksiądz. Miał takiego rzęcha, że kiedyś razem z grupą przyjaciół sprowadzających samochody z Niemiec zaproponowałem, że znajdziemy mu jakieś fajne auto za fajne pieniądze, po prostu dla jego bezpieczeństwa. Uznał, że ten jego wóz całkiem mu wystarczy.

    Jednocześnie muzyk nie ma wątpliwości: - Gdyby nie wiara w Boga, byłbym gorszy - miałbym w sobie mniej pokory, byłbym mniej otwarty na innych, i to nie z lęku przed karą ani nie dla nagrody. Wiara pomaga mi także, gdy jestem oskarżany. Czasem słusznie, a czasem zupełnie niesłusznie. Wtedy przypominam sobie o wezwaniu z Ewangelii: jak ktoś w ciebie rzuca kamieniem, ty zrób to chlebem, i o nadstawianiu drugiego policzka. To są bardzo ważne sytuacje.


    Czytaj treści premium w Nowej Trybunie Opolskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (7)

    Forum tylko dla zalogowanych.

    Załóż konto / Zaloguj się
    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (7) forum.nto.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Warto zobaczyć

    Wideo