Jak podołać senioralnej próbie czasu

Materiał informacyjny Województwa Opolskiego
Udostępnij:
Rozmowa Mireli Mazurkiewicz z Dariuszem Zaworą, psychologiem zajmującym się psychologią starzenia.

Boi się pan starości?

Raczej nie. Starość nie musi być straszna, trzeba tylko ją dobrze zaplanować.

Pracując na oddziale geriatrii sporo się pan naoglądał. Nie znam ani jednej osoby, która z radością czekałaby, aż nadejdzie starość.

A ja znam ludzi, którzy czekają na ten moment może nie z radością, ale z optymizmem, bo na przykład zamierzają realizować marzenia lub pasje, na które wcześniej nie mieli czasu. Przejście na emeryturę sprawia, że w końcu możemy poświęcić się temu, co przyjemne.

Kreśli pan kolorową wizję. Ale starość to też zmarszczki, z którymi pewnie trudniej pogodzić się kobietom, to spadek formy. Ubywa sił, odzywają się choroby i schorzenia… Podobno jeśli człowiek w pewnym wieku budzi się i nic go nie boli, powinien sprawdzić, czy aby na pewno żyje.

Wszystko zależy od tego, co jest dla nas priorytetem. Faktycznie mam pacjentów, dla których uroda była ważna, i gdy ona przemija, trudno się z tym pogodzić. Dla sportowców i osób aktywnych, szczególnie dotkliwy jest spadek formy. Jedni i drudzy nierzadko przeżywają frustracje, bo wiedzą, że nie mają nad tym żadnej kontroli. Dobra informacja jest jednak taka, że sporo osób przechodzi przez ten czas bez jakichkolwiek rozterek. Kluczem jest to, o czym powiedziałem wcześniej, czyli zaplanowanie starości.

Powiedział pan, że nie boi się starości. Dlatego, że ją pan zaplanował, czy dlatego że nie jest ona taka straszna?

Jedno i drugie. Wiele osób martwi się tym, że zachoruje. Oczywiście wraz z wiekiem nasz organizm będzie funkcjonował gorzej, ale to od nas zależy, na ile będzie to uciążliwe. Mam tu na myśli profilaktykę, o której dobrze jest pomyśleć już w wieku średnim, a nawet w młodości. Tak naprawdę są to proste rzeczy, takie jak zdrowa dieta, unikanie toksyn, czy uprawianie sportu. Zdrowe życie oczywiście nie jest gwarantem tego, że nie zachorujemy, ale warto to ryzyko minimalizować.

Wielu seniorów, równie silnie co chorób, boi się odstawienia na boczny tor. Tego, że nie będą już nikomu potrzebni.

Dlatego planowanie starości powinno obejmować też obszar relacji społecznych, o które należy zadbać nim ten moment nastąpi. Idąc na emeryturę wiele relacji – zwłaszcza jeśli były powierzchowne – kończy się. Dotyczy to na przykład osób, które kontakty ze współpracownikami ograniczają do niezobowiązującej pogawędki na korytarzu, a jednocześnie nie budują innych relacji poza pracą. Jedną z większych zmór starości jest samotność, która często prowadzi do dużych problemów psychicznych oraz rzutuje na nasze funkcjonowanie. Człowiek jest zwierzęciem stadnym i to się nie zmienia przez całe życie. W pewnym wieku potrzebujemy nie tylko kogoś, kto nam pomoże fizycznie, na przykład w zrobieniu zakupów, ale też kogoś, kto będzie obok, z kim będziemy mogli porozmawiać. Przełomowym, bardzo trudnym momentem, jest najczęściej śmierć partnera, zwłaszcza, gdy para nie miała dzieci albo one mieszkają daleko i do domu rodzinnego wpadają rzadko. Dlatego tak ważne jest, by pielęgnować relacje zewnętrzne, wychodzące poza cztery ściany domu. To może być sąsiadka, koleżanka z dawnej pracy, przyjaciel z dzieciństwa. Paradoksalnie człowiek lepiej funkcjonuje, gdy ma się z kim posprzeczać, niż wtedy gdy zostaje sam. W tym drugim przypadku błyskawicznie obniża nam się nastrój, czujemy się niepotrzebni, tracimy w życiu sens. To może przerodzić się na przykład w depresję. Powiem więcej, wpływ emocji na funkcjonowanie organizmu jest udowodniony, więc nie dbając o swoje dobre samopoczucie narażamy się na choroby, nie tylko te natury psychicznej.

Dorosłe dzieci, widząc że tata czy mama coraz bardziej podupada na zdrowiu, czasami decydują się na wspólne zamieszkanie. Nie zawsze dobrze się to kończy.

To prawda i przyczyny niepowodzeń są różne. Bardzo często spotykam się z tym, że senior trafia do domu swoich dzieci i nadmierna opieka powoduje, iż odbiera mu się poczucie sprawczości. Słyszy na przykład: „Mamusiu usiądź, ja wszystko za ciebie zrobię”. Domyślam się, że syn czy córka działa w dobrej wierze, ale seniorowi na zdrowie to raczej nie wyjdzie. Starszy człowiek, podobnie jak ludzie w sile wieku, musi czuć, że jest potrzebny, że jeszcze potrafi dać swojej rodzinie coś wartościowego. Brak należytej opieki jest zły, ale nadopiekuńczość również. Rodzice intuicyjnie czują, że zamieszkanie pod jednym dachem z dzieckiem oznacza rewolucję w ich życiu. Dotąd to oni decydowali o sobie, a będąc częścią domu dorosłych dzieci w pewien sposób tracą wpływ i muszą się podporządkować.

Zdarzają się i skrajności w drugą stronę. Dzieci czekają, aż rodzić przejdzie na emeryturę i wtedy – czy tego chce czy nie – staje się opiekunem dla wnuków na pełen etat. Nic to, że mama czy tata mieli inny plan na życie, chcieli podróżować, zrobić to, na co wcześniej nie było czasu…

Takie stereotypowe postrzeganie emerytów bardzo mocno jeszcze tkwi w naszej kulturze. Rzadko się spotykam z sytuacją, gdy dziadkowie nie chcą pomóc w opiece nad wnukami, ale należy ich o to prosić z umiarem. Sami dziadkowie natomiast powinni podchodzić do sprawy asertywnie, aby w pierwszej kolejności zadbać jednak o swoje potrzeby. Miałem kilka rozmów z pacjentkami na ten temat i zapewniam, że to dbanie o swoje wcale nie jest tak trudne, jak mogłoby się to wydawać.

Pozytywne jest to, że seniorki, o których pan wspomniał, zdecydowały się poprosić o pomoc specjalistę. Wciąż chyba jeszcze jest z tym problem.

Z mojej obserwacji wynika, że wiele osób prędzej jest gotowych szukać pomocy u księdza niż u psychologa. Ksiądz najczęściej jest osobą znaną w swoim środowisku. Łatwiej to jemu opowiedzieć o problemach, niż otworzyć się przed kimś obcym. Inna rzecz, że psycholog wielu ludziom kojarzy się z psychiatrą. Przez to skojarzenie pojawia się lęk, że jeśli ktoś się dowie o wizycie, to nazwie mnie wariatką czy wariatem, więc wolą nie ryzykować. Dla ludzi starszych to, co ludzie powiedzą, jest bardzo ważne. Po spotkaniu nieraz widzę zaskoczenie w oczach pacjentów. Oni nie spodziewali się, że kontakt z psychologiem może być po prostu miłą rozmową, która potrafi wiele w życiu zmienić.

Z jakimi problemami zgłaszają się do pana seniorzy?

Najczęściej są to problemy emocjonalne, takie jak zaburzenia lękowe, poczucie frustracji. Stereotyp jest taki, że na starość tak już musi być. Pamiętam, jak w latach 80’ po raz pierwszy pojechałem na Zachód. Zobaczyłem tam, 60- może 70-letnią, uśmiechniętą kobietę, która - wystrojona w piękną sukienkę - jechała na rowerze. W Polsce wtedy to było nie do pomyślenia, bo kobiecie w tym wieku wypadało jedynie ubrać chustkę na głowę, wziąć różaniec do ręki i się modlić. Ten stereotyp wciąż jeszcze w pewnym stopniu w nas tkwi i jest niebezpieczny. Łatwo przecież, zamiast szukać pomocy, uznać, że na starość inaczej nie będzie, że to jest normalne, iż mama czy babcia popłakują sobie w kącie, właściwie bez powodu. Starość nie tylko nie musi, ale wręcz nie powinna tak wyglądać.

Specjaliście łatwo jest odczarować tę smutną rzeczywistość?

Wszystko zależy od tego, jakie jest podłoże problemów. W części przypadków tak. Nad innymi trzeba popracować dłużej, ale z całą pewnością warto.

Czasami zgłasza się do pana nie sam pacjent, ale rodzina, zaniepokojona tym, co się z seniorem dzieje.

Nawiązuje pani do tzw. problemów poznawczych. Moim zdaniem każdy pacjent powyżej 70. roku życia powinien przejść diagnostykę w tym kierunku. Niektóre zaburzenia w ewidentny sposób dają o sobie znać bardzo późno. Mówimy tu np. o chorobie Alzheimera, czy innych zespołach otępiennych. U pacjenta, ale też u jego bliskich, wcześniej włączają się zazwyczaj mechanizmy obronne. Fakt, że senior zapomina o pewnych rzeczach tłumaczy się jego wiekiem. Prawdą jest, że punkt kulminacyjny naszej sprawności umysłowej osiągamy około 30-35 roku życia, a później ta sprawność spada. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy na pewnym etapie ten spadek staje się zbyt gwałtowny. Zaburzenia pamięci najczęściej poprzedzone są zaburzeniami koncentracji uwagi. Przykładowo idziemy do lodówki po jogurt, a chwilę później stoimy w kuchni i nie pamiętamy, po co przyszliśmy. Nie należy też bagatelizować sytuacji, gdy w codziennej mowie coraz częściej zapominamy słów, których chcemy użyć. Oczywiście nie każda taka sytuacja jest powodem do niepokoju, ale diagnostykę lepiej zostawić specjalistom. Przykładowo otępienia są grupą chorób progresywnych i nieuleczalnych, ale im prędzej zdiagnozujemy pacjenta, tym skuteczniej możemy hamować ich rozwój. Niekontrolowany rozwój choroby może prowadzić do sytuacji, gdy pacjent będzie zagrożeniem dla siebie i dla innych, bo na przykład może on zgubić się w drodze na zakupy, czy nieświadomie zostawić odkręcony kurek z gazem. Tacy pacjenci są sporym obciążeniem m.in. dla rodziny. Ale gdybyśmy w porę ich zdiagnozowali i zaplanowali leczenie, zyskaliby na tym oni sami, bo byliby w znacznie lepszej kondycji, ale też zyskaliby ich bliscy. Radzę natomiast czytelnikom, by nie próbowali wyciągać wniosków na temat symptomów, które u siebie zaobserwowali bez kontaktu ze specjalistą. Bardzo podobne objawy jak na przykład otępienie może dać depresja, ale też zatrucie albo odwodnienie organizmu.

**

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Więcej informacji na stronie głównej Nowa Trybuna Opolska
Dodaj ogłoszenie