Jedenaście przykazań mordercy

fot. Tomasz Dragan
Jedenaste przykazanie Józka: Daj drugiemu szansę. Nawet kiedy zbłądził
Jedenaste przykazanie Józka: Daj drugiemu szansę. Nawet kiedy zbłądził fot. Tomasz Dragan
Józek teraz żyje według dekalogu. Codziennie się modli i wierzy, że Bóg mu przebaczył wysłanie czterech kolegów na tamten świat.

Józek to prawdziwy zawodowiec. Gada wierszem, wtrąca cytaty z najznakomitszych dzieł światowej klasyki. Sam też pisze. Po prostu koneser. Własnych utworów ma już blisko 300. Nie jakichś tam gniotów, ale prawdziwych: o życiu, przemijaniu, miłości.

Zabiłem siekierą
- Zabiłem czterech ludzi podczas pijackiej kłótni. Siekierą - spowiada się z rozbrajającą szczerością. Ręce wędrują po stole. Palce próbują tłumaczyć jakość uderzeń. Kilka razy unosi dłonie, próbując zobrazować ciosy. Na palcach wytatuowane "Love", pozostałość po poprzednich odsiadkach. Na przedramieniu niewyraźna dziara.

- "Zjawę", czyli złodzieja, z którym piłem wódkę, uderzyłem siekierą w plecy. Tak - ciach - i gość upadł na ziemię. Potem już nic nie pamiętam. Jak się ocknąłem, obok niego leżały jeszcze trzy ciała, innych ludzi, z którymi wtedy piliśmy. Jak przez mgłę słyszałem tylko, że "Zjawa" charczał. Strasznie bałem się tego odgłosu. Był przeraźliwy. Myślałem tylko, aby uciec jak najdalej z tego mieszkania. Zmyć z siebie ślady krwi. Wszystko dookoła - ściany, sufit, meble - było zbryzgane krwią.
Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. Zagwarantowane! Na kim jak na kim, ale na Józku Bóg może polegać. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy Józek doskonale zna Biblię. Od "siekierezady" mija 17 lat i 8 miesięcy. Teraz siedzi w brzeskim więzieniu.

Świętą księgę przeczytał chyba piętnaście razy. I na tym nie zamierza skończyć. Józek sypie cytatami, zna na pamięć biblijne sceny. No i najlepsze: każdą sytuację z tamtych czasów potrafi przenieść do dzisiejszego życia codziennego. Człowiekowi aż głupio, bo cała rozmowa zamienia się w monolog. On gada, a ja ni w ząb. Siedzę z głową spuszczoną w podłogę, a Józek sunie o świętych, o Jezusie. Uciekam wzrokiem, by nie zdradzić, że to, o czym mówi, znam tylko z kościelnej ambony.
- Jestem świadkiem Jehowy - wyznaje. - Bóg mówi: nieważne, jakim byłeś dawniej łotrem, ale ważne to, jakim jesteś dobrym człowiekiem teraz i w przyszłości. Dawniej, zanim zabiłem te cztery osoby, było różnie. To znaczy źle. Nie wierzyłem w Boga. Miałem innych ludzi gdzieś. Poza kumplami nic się dla mnie nie liczyło. Okraść kogoś było jak bułka z masłem. Przygoda, adrenalina. Zrobiłem chyba 500 kradzieży z włamaniami.

No jasne! Świadek Jehowy. Stąd te cytaty z pamięci. On ma kilkanaście, ale lat wertowania Biblii za sobą.

Dostałem 25, zostało 8
- Dlatego staram się, by imię Pana Boga było czczone i nikt nie wzywał nadaremnie - zapewnia nas o wierze w drugie i trzecie przykazanie dekalogu. - Ja nie biadolę z byle powodu do naszego Stwórcy. Tylko dziękuję mu za każdy nowy dzień życia. Mam nadzieję, że kiedyś pozwoli mi jeszcze pochodzić po normalnym świecie. Bez krat, więzień i innych okropności. A do kościoła? Dawniej, jak byłem złodziejem, to oczywiście nie chodziłem. Bo po co? Żyłem z dnia na dzień i, prawdę mówiąc, świątynie robiły na mnie straszne wrażenie. A już stać godzinę na mszy i słuchać księdza, śpiewać, modlić się? O, co to, to nie. Byłem młody, to nie potrzebowałem wiary. Teraz, po tych 17 latach w więzieniach, kościół jest takim miejscem, które pozwala mi przetrwać. Wyciszyć się, pomyśleć nad sobą. Dostałem przecież 25 lat pudła. Mam jeszcze do odsiadki osiem...

Józek pochodzi z Gliwic. Mieszkał z matką i dwiema siostrami. Ojciec popełnił samobójstwo, kiedy chłopak był mały. Wychował się w dzielnicy, gdzie trudno było znaleźć kogoś bez więziennej kartoteki. Tam nawet łebki wiedziały, jak obrobić z portfela frajera w garniturze, skutecznie komuś dać w mordę lub po prostu opędzlować dzianych kolesi pytających o drogę do centrum. Mimo że matka po śmierci ojca chuchała na syneczka, licho zrobiło z niego prawdziwego bandytę. Już w podstawówce trafił do poprawczaka, potem było już prawdziwe pudło. Za włamy i kradzieże.

W sumie 9 lat paki odsiedział za komuny. Ale matka nie odwróciła się od niego nawet wtedy, kiedy siekierą wysłał na tamten świat czterech chłopów. Dlatego Józek stara się o warunkowe zwolnienie. Mama ma już 70 lat i coraz trudniej jest jej przyjeżdżać na widzenia z synem. Na razie sąd odrzuca wszystkie prośby mordercy. A on chciałby teraz wypełniać czwarte przykazanie dekalogu: czcij ojca i matkę swoją. Precyzyjniej - matkę. O to modli się każdego dnia.
- Twierdzą, że nie jestem dosyć zresocjalizowany - żali się. - Ale sędziowie to tylko ludzie, którzy często nie mają wrażliwości na drugiego człowieka. Przecież wystarczy tylko porównać to, jakim kiedyś byłem człowiekiem, a jakim jestem teraz. Zapytać kogokolwiek tutaj za murem. Chciałbym zacząć pracować na wolności, byśmy wspólnie spędzili z mamą jeszcze trochę czasu. Chciałbym naprawić jej wyrządzone krzywdy. Jak Bóg pozwoli, zdążę...

Z tym może być największy problem. Delikatnie próbuję przejść do następnego przykazania, by ominąć piąte: Nie zabijaj. Ale Józek wyraźnie nie ucieka od tematu. Co więcej: ze szczegółami opowiada to, co pamięta z feralnego dnia w lutym 1992 roku. Przysięga, że jeden z mężczyzn, ten "Zjawa", chciał go zabić. Miał zresztą wcześniej za pazuchą siekierę, którą przyniósł do mieszkania. Tylko zimna wódka ostudziła jego niecne zamiary. Mimo to strach paraliżował naszego rozmówcę. Jak tamten rzucił się niego, Józek okazał się szybszy.

To było jak w "Potopie"
- To było jak scena w "Potopie" Sienkiewicza, kiedy w knajpie wyrżnęli kompanów Kmicica, a jemu samemu udało się ujść z życiem - niespodziewanie nasz rozmówca porównuje swój czyn z klasykiem narodowym. - Jestem właśnie takim Kmicicem, który został zaskoczony i nie miał innego wyjścia, jak zabić. Byłem złodziejem, ale nie mordercą. Zresztą nadal nie czuję się zabójcą. Zabójcą jest człowiek, który planuje zbrodnię. Zbiera do niej sprzęt, ma plac, chce zabić dla zysku. Ja niczego nie planowałem. Jak "Zjawa" rzucił się na mnie z siekierą, po prostu się broniłem. Skąd te cztery trupy? Bóg mi świadkiem, że nie wiem. Nie wiem. Mówiłem już w sądzie. Ale oni mi przyporządkowali wszystkich. Jak się ocknąłem, znaczy się, odzyskałem świadomość, to już leżały. "Zjawa" się uratował. Harczał, ale przeżył. Inaczej skazaliby mnie za pięć osób. Natomiast "przydzielili" mi jeszcze trupa gościa, którego znaleziono w sąsiedztwie miejsca, gdzie piliśmy. Owszem, miałem z nim spięcie, ale go nie zabiłem. Sąd uznał, że to moja robota i siedzę za 4, a nie za 3 trupy.

Józek nie ma nocnych koszmarów, a ci, których pozbawił życia, nie przyśnili mu się ani razu. Na początku, kiedy jeszcze błądził myślami po swojej zbrodni, żył jak w amoku. Nie wiedział, co się z nim dzieje. Dlatego pierwsze tygodnie w więzieniu zleciały bardzo szybko. Teraz jest inaczej. Stara się wykorzystać każdą chwilę. Na pisanie wierszy, książki o swoim życiu. Gra też w szachy. Koledzy z pudła mówią o nim "król szachownicy". I wychowawcy mają szacunek.

- Pan Józek ogra cię w szachy, zanim się obejrzysz. Ma gość łeb do tej gry - mówią.

Kobiety? Tylko w gazetach
Szóste: nie cudzołóż. I od razu dziewiąte: nie pożądaj żony bliźniego swego. Tu raczej nie ma tematu. Józek siedzi od tylu lat, że kobiety widuje tylko na zdjęciach w gazetach dostarczanych do pudła. I to czasem prasa jest z kilkudniową obsuwą. Ale poważnie: przed więzieniem miał żonę i córkę. Po drodze zdarzyła się konkubina z innym dzieciakiem. Jego pierworodne nawet nie wie o istnieniu tatusia. Ponoć wersja jest taka, że Józek umarł dawno temu. Ale i on sam nie zabiega, by dziewczyna dowiedziała się o ojcu, który przed laty popełnił straszną zbrodnię, o której do dzisiaj mówią całe Gliwice. Józek tłumaczy, że tak jest lepiej. Może kiedyś odezwie się do córki, by choć poinformować o swoim istnieniu.
Z filozofią jest podobnie jak z poezją. Wrażliwa dusza zrozumie wszystko, zakuta pała niczego. Z filozofii wie jedno: nikt nie rodzi się złym człowiekiem, bo to otoczenie powoduje, iż staje się przestępcą. Myśl wydaje się żadnym odkryciem, bo od tysiącleci myśliciele dochodzą do takiego samego wniosku. Józek jest jednak od nich lepszy. Przekonuje, że na własnej skórze doświadczył tego, co znaczy bandyckie otoczenie. Kradł, bo musiał. Sens przykazań: nie kradnij, nie pożądaj żadnej rzeczy, która jego jest, ma zupełnie inne znacznie dla tego, co ma wszystko, niż dla biedaka.

- Bo gdybym nie urodził się w takiej dzielnicy, to pewnie byłbym innym człowiekiem - filozofuje Józek. - Jest mi głupio, że kiedyś byłem złodziejem. Okradałem innych ludzi i nie myślałem, iż sprawiam im tym przykrość. Miałem to gdzieś. Dzisiaj padłbym z głodu, a nie ukradłbym kromki chleba. Nie wierzysz mi? Teraz jestem wrażliwym człowiekiem. Gdyby było inaczej, nie zgodziłbym się na tę rozmowę. Chcę to wszystko z siebie wyrzucić.

Józek stara się naprawić błędy z poprzedniego życia, więc w więzieniu uchodzi za człowieka uczynnego. Współwięźniowie mają o nim jak najlepsze zdanie, a on nie ma przed nimi żadnych tajemnic. Rozmawiamy w więziennej bibliotece, gdzie wspólnie z innymi kolegami pracuje.
- Józek sam wprowadził 14 tysięcy książek do komputera. Założył katalogi. Zeszło mu parę miesięcy roboty, ale wszyscy mają z tego pożytek - mówią skazani, z którymi rozmawiamy w bibliotece. - Ma grzechy na sumieniu. Ale to dobry człowiek.
Wolność kiedyś przyjdzie. Więc Józek błaga codziennie Boga, by ktoś kiedyś mu przebaczył i dał pracę. W pudle stara się dużo uczyć. Pisze dzieło o tatuażach i symbolach obowiązujących "za kratami".

- Mam jedenaste przykazanie: daj drugiemu szansę. Nawet wtedy, kiedy zbłądził - mówi. I po chwili recytuje własny aforyzm: - Miłe słowo wypowiedziane do człowieka zagniewanego jest tym samym, czym spadochron dla skoczka.

Autor dziękuje dyrekcji i wychowawcom Zakładu Karnego w Brzegu za pomoc przy pracy nad tekstem.

Wideo

Komentarze 81

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Landryn! I ty też pójdź!
l
landryn
W dniu 14.10.2008 o 10:58, Gość napisał:

Pójdź Alice do pana redaktora, pójdź dziecię... Pan redaktor pokaże ci świat.



tata psychopata:)
Gosciu zrób zjazd z forum bo pośmiewisko z sebie robisz!
jak mozna byc takim powaleńcem.
G
Gość
Pójdź Alice do pana redaktora, pójdź dziecię... Pan redaktor pokaże ci świat.
G
Gość
W dniu 14.10.2008 o 09:26, Alice napisał:

tak. Na szczęście gościu trafił na mądrzejszych od siebie, którzy uznali, że nie warto z kimś takim dyskutować. Redaktorowi jeszcze raz gratuluję artykułu i czekam na więcej równie interesujących, pokazujących świat, do którego my nie zawsze mamy dostęp.


O żesz! No że cholera nie zwróciłem na to uwagi, no!
Oto redaktor pokazał i mnie i Alice, nam wszystkim, świat do którego nie zawsze mamy dostęp - świat kryminalisty Józia, świat zakisłych, śmierdzących bram czynszowych kamienic w których tatusiowie popełniają samobójstwa, synkowie chleją i rąbią się nawzajem siekierami, zaś mamusie w wielkich, dymiących garach gotują strawę i plotkują, w wolnych chwilach doglądając czeredy brudnych, rozdartych, wpółogłupiałych dzieciaków.
To nic, że przybliżył nam redaktor świat, który zwykle omijamy z daleka, świat z którego nigdy nie wychodzi do nas nic dobrego, świat który budzi w nas obrzydzenie, odrazę i poczucie zagrożenia, świat Józków którzy byli szybsi i innych wykolejeńców... To nic... Podziękujmy panu redaktorowi, pogratulujmy mu, i jak Alice, czekajmy "na więcej równie interesujących".
G
Gosia
W dniu 14.10.2008 o 09:26, Alice napisał:

tak. Na szczęście gościu trafił na mądrzejszych od siebie, którzy uznali, że nie warto z kimś takim dyskutować. Redaktorowi jeszcze raz gratuluję artykułu i czekam na więcej równie interesujących, pokazujących świat, do którego my nie zawsze mamy dostęp.



Na jakich mądrzejszych?????? czytam od początku te wypowiedzi i nie widzę żadnych mądrzejszych tylko szczekanie - tak na przekór - "Gość" pisze bardzo dobrze. Cytat... "Alice" "pokazujących świat, do którego my nie zawsze mamy dostęp" ... nic nie stoi na przeszkodzie żebyś miała lub miał dostęp do tego świata o którym pisze redaktor - weź siekierke i w miasto zarąb pare osób okradnij pare osób i bedziesz miała/miał niedostępny świat na codzień za kratkami. Potem odezwij sie na jakimś formu i napisz cos mądrego. A dla "Gościa" gratulacje masz pisane. Brawo.
l
landryn
W dniu 14.10.2008 o 09:26, Alice napisał:

tak. Na szczęście gościu trafił na mądrzejszych od siebie, którzy uznali, że nie warto z kimś takim dyskutować. Redaktorowi jeszcze raz gratuluję artykułu i czekam na więcej równie interesujących, pokazujących świat, do którego my nie zawsze mamy dostęp.


Zgadzam sie.
To nie pierwszy reportaz redaktora Tomasza Dragana,który miałam okazje przeczytac na łamach nto.
Jestem pełna podziwu i uznania.
Brawo!
A
Alice
tak. Na szczęście gościu trafił na mądrzejszych od siebie, którzy uznali, że nie warto z kimś takim dyskutować. Redaktorowi jeszcze raz gratuluję artykułu i czekam na więcej równie interesujących, pokazujących świat, do którego my nie zawsze mamy dostęp.
p
puk puk
W dniu 14.10.2008 o 08:15, puk puk napisał:

Oku..wa psychpata sie trafił!! wypisuje brednie nie majace zastosowania w rzeczywistosci.


oczywiscie na forum:)
p
puk puk
Oku..wa psychpata sie trafił!!
wypisuje brednie nie majace zastosowania w rzeczywistosci.
G
Gość
sam jestem złodzejem i załuje ze nikogo niezabiłem jak miałem tom okazie
m
mały
No weź , nie mogę, k**a masz talent. Hahahahahaha!
G
Gość
W dniu 13.10.2008 o 19:46, mały napisał:

Dobre, dobre gościu...


E tam... Takie sobie. Nie chwal mnie mały. To mi zawsze szkodzi.

Ale Józiu, cholera, to się marnuje w tym kryminale. Pomyśleć tylko, jak cudownie by się prezentował w panoptikum mego pomysłu, galanto wypchany świeżymi trocinami i z nowymi oczami ze sklepu jedności łowieckiej. Ach Józek! Pomyśl tylko, jakbyś tak kiedyś z fasonem zajechał pod dom mamusi, to by się po tym wydarzeniu kalendarz w Gliwicach zmienił. Już nikt by nie mówił, że coś tam miało miejsce wcześniej, czy później, tylko z szacunkiem by mówiono na przykład - "To było rok po tym, jak Józka z wystawą przywieźli". Widzisz Józek? Byłbyś znany, popularny i miał bezpośredni wpływ na bieżące zdarzenia, ludzie by cię podziwiali, a tak, to tylko pleśniejesz w tym kiciu, marnujesz się. Co za wszawe życie...
m
mały
Dobre, dobre gościu...
G
Gość
A wozy niech ciągnięte będą przez konie i niech przemieszczają się bocznymi drogami dbając, by do miast zajeżdżać wczesnym zmierzchem. Zaś wozami niech powożą osobnicy przyodziani w czarne peleryny i cylindry, o obliczach wychudłych, smutnych i trupio bladych. I niech będą oschli, małomówni i skostniali. I niech ludzie unikają ich spojrzenia. Niech wiedzie ich ku nim i ich osobliwej wystawie mieszanka lęku i zaciekawienia. I niech w sennych koszmarach przychodzą wraz ze swym makabrycznym taborem do tych, którzy mają coś na sumieniu. Do ciebie, do ciebie i do ciebie...
G
Gość
Oczywiście nic nie stałoby na przeszkodzie, by w tym tylko na pozór prymitywnym panoptikum udostępniać zwiedzającym nagranie ostatnich chwil morderców, tuż przed i tuż po egzekucji. Niech mają okazję posłuchać, jak ci skowyczą o litość, o jeszcze choć minutę życia, jak wyją z rozpaczy, że oto już w osobie kata zbliża się nieuchronny koniec ich wszawej egzystencji. I niech słychać tam będzie suchy trzask otwierającej się zapadni, drgnięcie naprężonej nagle linki i lejący się do miski mocz wisielca. Niech matki straszą tym taborem śmierci niegrzeczne dzieci, lud wiejski niechaj żegna się zabobonnie na widok nadjeżdżających wozów, pijani niech trzeźwieją, a chuliganeria znika z ulic, z do cna na resztę dnia spieprzonym nastrojem.
Dodaj ogłoszenie