Rozmowa z Jerzym Dymkiem, Kujawsko-Pomorskim Wojewódzkim Lekarzem Weterynarii o zwalczaniu chorób wirusowych zwierząt i skutkach

Strach przed skutkami afrykańskiego pomoru świń (ASF) jest coraz większy także na Kujawach i Pomorzu. Każda informacja o znalezieniu np. martwych dzików w tej części kraju, budzi obawy gospodarzy. Niektórzy zaczęli wątpić w to, że uda się nam powstrzymać rozwój choroby. Przecież wirus ASF rozprzestrzenia się także w innych krajach.

Zarówno EFSA (Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności) jak i DG SANTE (Dyrekcja Generalna ds. Zdrowia i Bezpieczeństwa Żywności) - które są podmiotami doradczymi w Unii Europejskiej - ostatnio zmieniły podejście do afrykańskiego pomoru świń.

ASF jest już na trzech kontynentach i nie da się go - według Komisji Europejskiej - uniknąć. W Rosji jest już przy jeziorze Bajkał, w Rumunii w rejonie Satu Mare, na Ukrainie - na Zakarpaciu. A przecież Zakarpacie graniczy ze Słowacją, Polską, Węgrami i Rumunią.

Jeżeli ASF jest w Rumunii, na Ukrainie, to jest niebezpieczeństwo, że przeniknie w stronę zachodnią.

EFSA uważa, że zlikwidować ASF-u właściwie się nie da, a sytuacja z tą chorobą jest podobna do problemów ze wścieklizną, bo dopiero wynalezienie szczepionki spowodowało, że udało się wygrać z wirusem. Województwo kujawsko-pomorskie jest wolne od wścieklizny. Gdyby istniała szczepionka na ASF, to też udałoby się rozwiązać ten problem.

Niestety szczepionki na ASF nie ma. Minister Krzysztof Jurgiel mówił podczas Europejskiego Forum Rolniczego w Jasionce, że na jej wynalezienie możemy poczekać kilka lat.

Wirus ASF jest bardzo „złośliwy i sprytny”, bo nie daje odpowiedzi immunologicznej. Otacza się zdrowymi, czerwonymi krwinkami i organizm nie widzi zagrożenia. Dlatego tak trudno wynaleźć szczepionkę, ale pracują nad tym m.in. Chińczycy, Niemcy i Rosjanie.

Prowadzone są także badania, które dotyczą zwierząt odpornych na ASF, takich jak guziec (ssak parzystokopytny z rodziny świniowatych). Czy uda się wygrać z wirusem, dzięki hodowli świń z genami guźca, odpornymi na ASF? To się okaże zapewne za kilka lat. Stworzenie populacji świń odpornych na tego wirusa to jeszcze bardziej czasochłonny proces.

To co powinniśmy zrobić do tego czasu?

Walka z afrykańskim wirusem świń nie jest łatwa. Dowodzi tego przypadek Czechów, którzy odnotowali przypadki ASF u dzików. Teren na którym występowały te zwierzęta ogrodzili płotem pod napięciem elektrycznym. Zachowali w tych ogniskach pola kukurydzy. Wokół pierwszego pierścienia (tego pod napięciem) stworzyli drugi, do którego też nie można było wchodzić (obowiązywały w nim np. zakazy wstępu). Przeprowadzili odstrzał redukcyjny dzików. Wydawało się, że po ich wybiciu nie ma już zagrożenia wirusem, a po dwóch tygodniach, poza zabezpieczonymi obszarami, stwierdzono dwa przypadki wystąpienia wirusa ASF!

Przeczytaj też: Trzeba działać, 1800 szkód łowieckich wymaga interwencji. A sołtysi odchodzą

Hiszpania też jest dobrym przykładem. Tam było znacznie mniej dzików, a przez 25 lat bezskutecznie zwalczano wirusa ASF. Po tym czasie postawiono przede wszystkim na bioasekurację. Kontrole prowadziły głównie związki hodowców trzody chlewnej. To one same określały, które gospodarstwa spełniają wymogi, a które nie. Te, które nie spełniały wymogów, musiały zlikwidować hodowlę. I to nie inspekcja weterynaryjna o tym decydowała, tylko związki!

Z kolei inspekcja kontrolowała hiszpańskie gospodarstwa, które spełniały wymogi. Żeby ją wzmocnić zwiększono liczbę etatów (to też by się naszej inspekcji przydało). Jeśli inspektorzy stwierdzali uchybienia, właściciele gospodarstw dostawiali decyzje, które zobowiązywały ich do wypełnienia zaleceń dotyczących pełnej bioasekuracji i na tym się kończyło. Kiedy w Hiszpanii pojawił się ASF, w tym kraju utrzymywano 15 mln świń, teraz to 40 mln i Hiszpania jest jednym z największych producentów wieprzowiny w Europie.