Jest życie poza polityką

    Jest życie poza polityką

    fot. Witold Chojnacki

    Nowa Trybuna Opolska

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    Kazimierz Szczygielski wrócił do nauki: - Wreszcie nie jestem dla ludzi człowiekiem z politycznej szuflady.

    Kazimierz Szczygielski wrócił do nauki: - Wreszcie nie jestem dla ludzi człowiekiem z politycznej szuflady. ©fot. Witold Chojnacki

    Jeszcze niedawno udzielali wywiadów, stali w świetle jupiterów - dziś są już za tą burtą. Czy czują się przez to lepiej?
    Kazimierz Szczygielski wrócił do nauki: - Wreszcie nie jestem dla ludzi człowiekiem z politycznej szuflady.

    Kazimierz Szczygielski wrócił do nauki: - Wreszcie nie jestem dla ludzi człowiekiem z politycznej szuflady. ©fot. Witold Chojnacki

    Zenon Tyma, dawny lider opolskiej Samoobrony, poseł IV kadencji, obecnie właściciel firmy transportowej, Kazimierz Szczygielski - przed laty symbol Unii Wolności, później Demokratów, poseł I, II i III kadencji, obecnie pracownik naukowy Instytutu Śląskiego, Stanisław Skakuj - liberalny konserwatysta, były szef Rady Miasta Opola (1990-1994) z Ruchu Obywatelskiego Śląska Opolskiego, obecnie przedsiębiorca, zgodni są co do jednego: ponieważ polityka schodzi na psy, więc tęsknić nie ma za czym.

    Gdy człowiek jest już poza, łatwiej stać go na szczerość wobec samego siebie. Na przykład taką, że widocznie byli kiepskimi politykami, skoro nie zdołali przekonać wyborców.

    - Często odnoszę wrażenie, że od momentu, gdy przestałem bawić się w politykę, wielu ludzi patrzy na mnie z większym zaufaniem - przyznaje dr Kazimierz Szczygielski. - Nie dostrzegam już u ludzi tej nutki podejrzliwości, że jeśli coś mówię, do czegoś staram się przekonać, to nie ma to podtekstu politycznego. Może to paradoks, ale teraz czuję się - jako dostarczyciel produktu, jakim jest myśl - jakby swobodniej. Nie jestem dla rozmówców człowiekiem z politycznej szuflady. I bardzo dobrze.

    - Ja spadałem nie z parlamentarnego, lecz miejskiego konia - przypomina Stanisław Skakuj. - Byłem szefem rady miasta, członkiem wpływowego swego czasu ugrupowania, ale i wówczas, i dziś miałem wrażenie, że polityka u nas ma charakter wyjątkowo naskórkowy. Ta ekipa, to środowisko, które wzięło władzę w mieście po panu Berce, ostatnim prezydencie z peerelowskiego rozdania, ku mojemu utrapieniu wcale nie miało zamiaru dokonać jakichś rewolucyjnych zmian. Oni chcieli robić to samo co poprzednicy z komuny, tylko uważali, że zrobią to lepiej, mądrzej. Kolejne budżety, które są zawsze wisienką na torcie polityki miasta, w gruncie rzeczy jeśli różniły się od budżetów poprzedników, to jedynie w odcieniach, akcentach. Nigdy nie było tak, by jakaś ekipa skonstruowała budżet na przykład stricte liberalny albo wprost socjalny. Rok 1989 przyniósł przełom, ale nie powstały wizje nowego porządku. Dlatego nie żałuję, że skończyłem z czynną polityką.
    - Mówiąc wprost - poszedłem do polityki, bo uważałem, że mogę wiele konkretnych rzeczy dla ludzi załatwić - mówi Zenon Tyma. - I to nie ja zrezygnowałem, ale moje ugrupowanie zrezygnowało ze mnie. Po szeregu spięć zostałem zmuszony do wystąpienia z Samoobrony, bo nie zgadzałem się na dyktat centrali w każdej najdrobniejszej sprawie. Wątpię, by dziś ktoś z tej partii chciał mnie z powrotem przygarnąć.

    Najpierw znikają przyjaciele

    Stanisław Skakuj przyznaje, że gdy "poszedł w odstawkę", jego telefon dzwonił dużo rzadziej:
    - Oczywiście przyjaciele i koledzy nadal się odzywali, ale to już nie była taka intensywność jak kiedyś. Śmieszna rzecz - pracowałem potem w urzędzie wojewódzkim i nagle gruchnęła plotka, że jestem szykowany na wicewojewodę. I tak jak dotąd chodziłem po korytarzach urzędu jak zwykły pracownik jednego z działów, czyli umiarkowanie zauważalny przez innych, tak od tej chwili zauważyłem, że nawet ludzie, których nie kojarzyłem z nazwiska, raptem kłaniają mi się, wyciągają rękę. A gdy okazało się, że z tym wicewojewodowaniem to bujda, znów wszystko wróciło do normy...

    Szczygielskiemu odejście z polityki przyszło bezboleśnie, bowiem - jak mówi - nasza demokracja przeżywa coś na kształt burzy hormonalnej, typowej dla nastolatków:
    - Jest młoda, wciąż szuka dla siebie właściwego kształtu, więc często miota się od płota do płota, wyszukując sobie albo tematy zastępcze, albo tworząc sztuczne obszary konfliktu. Chyba nawet nie ma potrzeby nazywać tych sporów po imieniu, bo przecież każdy z nas widzi je codziennie na czołówkach gazet, w telewizji, i chyba coraz więcej ludzi zaczyna odczuwać znużenie tym jałowym bombardowaniem, które niczego nowego nie wnosi, niczego nie rozstrzyga, żadnej sprawy nie posuwa naprzód. Nabierając dystansu do tego zgiełku, odczuwam ulgę.
    Tymie zsyłka do "politycznej rezerwy" przyszła z większym trudem. Bo sam siebie określa mianem idealisty, a tylko pragmatykom w tej branży łatwo przychodzi czasowe zejście ze sceny. Zastanawia się:
    - Szedłem do polityki tak jakby z sercem na dłoni. Ktoś powie - w porządku, stać go było na to, bo zawsze wiedział, że ma gdzie wrócić. Mam firmę transportową, dlatego nie musiałem się uzależniać od diet poselskich i innych apanaży. Nie byłem ani przez chwilę "posłem dietetycznym", a po latach doświadczenia w Sejmie uważam, że jedyną metodą na kurczowe trzymanie się przez niektórych parlamentarzystów stołka byłoby wprowadzenie jakiegoś cenzusu majątkowego. Na zasadzie: umiałeś się, chłopie, w życiu czegoś dorobić, więc nie będziesz szukał w parlamencie tylko kasy...

    Ja jako były

    Jeśli ty nie zajmujesz się polityką, ona i tak zajmie się tobą - uważa Stanisław Skakuj. I jeszcze jedna ważna zasada, którą wyniósł z tamtych czasów: - W polityce nie ma przyjaźni. Gdy człowiek odchodzi, wiele znajomości natychmiast się kończy.
    - Gdy patrzę na to polityczne rozstanie z dystansu kilku lat, to sądzę, że wyszło mi to na dobre. Musiałem wszystko zaczynać od początku. Czasem miałem wrażenie, że jest mi trudniej niż innym. Bo ci, którzy jeszcze niedawno mi czapkowali, ściskali rąsię, a teraz mieli załatwić banalną nawet sprawę, zdawali się delektować myślą, że oto role się odwróciły...

    Kazimierz Szczygielski rozbrat z parlamentem i usunięcie się z kierowania opolskimi demokratami traktuje jako kolejny, zwykły etap w życiu:
    - W tamtych, romantycznych czasach przełomu większość z nas szła do polityki z poczucia obowiązku. Właściwie nie mieliśmy większych rozterek. Bo skoro komuna padła, a każdy z nas w miarę swych możliwości temu się przysłużył, nie wypadało rejterować. Trzeba było podjąć wyzwanie budowy społeczeństwa obywatelskiego, gospodarki wolnorynkowej etc. I sądzę, że większość z nas traktowała te wyzwania jako zadania do wykonania. Nie gest, nie misję, ale jako obowiązek. Jeśli tak podchodzi się do polityki, jeśli uniknie się upojenia jakąś tam władzą, zaszczytami, tym, co młodzież określa dziś "kasą", to zapewniam, że konieczność rezygnacji, oddania pałeczki kolejnej zmianie nie jest jakąś życiową tragedią. Mówiąc może górnolotnie - państwu i współobywatelom można być pomocnym nie tylko piastując zaszczytne funkcje. Jeśli jestem autorem cyfrowej mapy województwa, to uważam, że ze względu na możliwość jej wykorzystania w wielu dziedzinach jest to może ważniejsza rzecz niż splendor bycia ministrem, posłem czy senatorem.
    Zenon Tyma cieszy się, że po latach posłowania ludzie pozytywnie go zapamiętali. Gdy przechadza się ulicami Nysy, ludzie się do niego uśmiechają, pozdrawiają, nawet o czwartej rano dzwonią do drzwi, by pomógł im załatwić jakąś życiową sprawę:
    - Właściwie nie czuję się jak ktoś, kogo wyroki demokracji odstawiły na aut. Bo wciąż przychodzą do mnie ludzie, a cały pokój w domu mam zawalony papierami ze spraw, których nie zdążyłem załatwić, gdy byłem posłem. Więc dzielę teraz czas na swoją firmę i sprawy innych ludzi. To nie wyborcy odmówili mi zaufania. Z Samoobrony wypędzili mnie ci, którzy zwyczajnie chcieli zrobić w tej partii karierę, a ja ich uwierałem.

    Na swoim

    Tyma i Szczygielski wrócili do swych dawnych zajęć. Pierwszy hula po kraju, załatwiając kontrakty, drugi w domu pod Opolem pracuje naukowo i czeka cierpliwie, że może kiedyś TPSA podłączy mu telefon. Skakuj kończy budowę domu i tylko co jakiś czas próbuje zainspirować środowisko opolskich intelektualistów, organizując spotkania Opolskiego Klubu Myśli Społecznej.

    Mają trochę politycznego doświadczenia, wciąż iskrę zapału, by wyjść poza własne podwórko i zrobić coś ot, tak - dla dobra wspólnego.
    Ale nowa generacja opolskich polityków nie prosi ich o wsparcie czy choćby o rady. W polskiej polityce każde pokolenie chce zaczynać wszystko od zera.

    Czytaj treści premium w Nowej Trybunie Opolskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Forum tylko dla zalogowanych.

    Załóż konto / Zaloguj się

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Warto zobaczyć

    Wideo