Józef Żyłka - przyjaciel ludzi i gołębi

fot. Krzysztof Świderski
Ks. Józef Żyłka: - W drewnianym kościele remont trwa na okrągło.
Ks. Józef Żyłka: - W drewnianym kościele remont trwa na okrągło. fot. Krzysztof Świderski
Nie jestem typem pasterza, który idzie za ludźmi i ich popędza. Idę z przodu, by wierni mogli podążać za mną - mówi ks. Józef Żyłka.

W parafii Klucz, gdzie ks. Józef od 23 lat jest proboszczem, porównanie księdza do pasterza narzuca się samo. Teren jest tu lekko górzysty, jakby stworzony do hodowli owiec. W epoce Gierka był nawet pomysł, by urządzić tu stację narciarską. Bo śnieg lubi w Kluczu i okolicy padać wcześnie i leżeć długo. Jak zawieje drogę, to po pierwszej mszy św. w Kluczu na kolejne do Olszowej i Zimnej Wódki trzeba zimą nieraz jechać przez pola konnym wozem albo traktorem.

Bo w liczącej niespełna tysiąc wiernych parafii są do obsłużenia aż trzy kościoły. W dodatku wszystkie drewniane i wszystkie zabytkowe.

- Jak się zbuduje kościół murowany, to chociaż przez 20 lat człowiek ma spokój
- mówi ks. Żyłka. - A drewniany kościół jest trochę jak coś żywego. Trzeba go stale doglądać, troszczyć się. Drewno musi być impregnowane co 4-5 lat, więc prace przy naszych kościołach trwają właściwie na okrągło.

Co kościół, to zabytek

Pieniądze na materiały udaje się na szczęście zwykle pozyskać z różnych urzędów i instytucji. A parafianie dodają do tego swoją pracę. To jeden z fenomenów Klucza, że jak ksiądz prosi o pomoc przy kościele, to w sobotę potrafi przyjść ponad setka mężczyzn. A kobiety pomogą i jeszcze kawy dla wszystkich nawarzą.

- Cała sztuka w tym, żeby każdemu znaleźć pracę odpowiednią do wieku i umiejętności - mówi proboszcz. - Dziecku trzeba pokazać, jak uszczelnia się szpary między belkami, w sam raz na jego małe paluszki. Dla zmęczonego pracą starca muszą się znaleźć deski, z których będzie mógł wybijać gwoździe. Ważne, żeby nikt nie odszedł do domu z poczuciem, że nie był potrzebny.

W pewnym sensie Klucz pozostał reliktem z innej epoki, bo tu proboszcz nie najmuje firm do prac przy kościele. Nawet fundamenty pod swoje XVII-wieczne kościoły parafianie umacniali sami, oczywiście pod nadzorem konserwatora zabytków. A właściwie nie sami, bo proboszcz jest zwykle na placu kościelnym pierwszy.

- Jak była potrzeba, bo czas gonił, ks. Józef nie tylko kierował pracami, ale pierwszy łapał za taczkę i woził żwir z innymi - mówi Zenon Płachetka, organista i szafarz Komunii św. - Taki przykład najlepiej mobilizuje ludzi.
Proboszcz o swoich parafianach mówi nie gorzej niż wierni o nim.
- W Kluczu kościół to nie jest miejsce, które ma na głowie tylko ksiądz. U nas ludzie uważają światynię za swój wspólny dom i troszczą się o niego - uważa ks. Żyłka.
Prawdziwą chlubą parafii jest procesja Bożego Ciała. W każdej z wiosek ludzie układają na ten dzień kwietne dywany.

- Ostatnio tak się jakoś zdarza, że na Boże Ciało albo wielu kwiatów jeszcze nie ma, albo już przekwitły - mówi Aniela Umlauf. - Ale jak się zacznie ich szukać odpowiednio wcześnie, zawsze się ostatecznie znajdą. Trzeba je tylko przechować w miejscu ciemnym i chłodnym, by nie zwiędły.

W sam dzień Bożego Ciała na nogach jest dosłownie cała parafia. Najpierw trzeba na drodze ułożyć drewniane ramki i wypełnić je piaskiem. Potem w tym piasku układa się kobierce z kwiatów i polewa wodą, żeby były świeże. Taki kwietny dywan może mieć i trzy kilometry długości. Kobierce układa się we wszystkich wioskach, a proboszcz trzy razy idzie w procesji. Pierwsza rozpoczyna się o siódmej rano, ostatnia o piętnastej.

Tradycyjne są nie tylko kobierce, ale i miejsca ustawienia ołtarzy. W gospodarstwie Gerarda Prokszy stroi się go od ponad stu lat.
- Skoro ołtarz stał tu już za naszych pradziadków, dziadków i rodziców, robimy to z żoną dalej - mówi pan Gerard. - Proboszcz stara się nam pomagać we wszystkim, o co prosimy, to i my nie zostawiamy go bez pomocy.

Egzamin z miłości

Sprawdzian z gotowości pomagania innym parafianom z Klucza zgotowała ostatnio przyroda. Przez Zimną Wódkę przeszło tornado. Proboszcz potrzebował ledwo sześciu słów, żeby zachęcić wiernych do pomocy sąsiadom: - To jest nasz egzamin z miłości - powiedział. Poskutkowało. Do pracy rzuciła się cała parafia.

- Dziś w Zimnej Wódce wszystkie zniszczone domy zostały już odbudowane - mówi ks. Józef. - Może gdzieś jeszcze trzeba jakieś drobiazgi poprawić, ale wszyscy poszkodowani już mieszkają u siebie.

Ponieważ tornado zbiegło się w czasie z planowaną renowacją jednego z kościołów, proboszcz nie zastanawiał się ani chwili. Górali zamiast do naprawiania świątyni wysłał - wraz tirem pełnym drewna - do Zimnej Wódki, żeby reperowali więźby. Kościół poczeka na remont do przyszłego roku.

Struktura wiekowa parafii Klucz jest taka, że największą troską duszpasterską proboszcza są dzieci i młodzież oraz ludzie starsi. Ministrantem lub ministrantką jest w tej parafii 90 procent uczniów. Takie "przepuszczenie przez zakrystię' wielu z nich kształtuje na całe życie. Z myślą o najstarszych, samotnych, których bliscy wyjechali do Niemiec, proboszcz "rozkręcił" stację i parafialne koło Caritasu.

- W tej działalności ważniejsze od paczek czy prezentów dla samotnych jest darowany im czas - mówi Aniela Umlauf. - Zdarza się, że jak babcia dostanie od dzieci z zagranicy paczkę, to jej z żalu nawet nie otwiera, bo ona nie paczki potrzebuje, tylko troski, rozmowy, uśmiechu i czasu darowanego tylko jej. To wszystko nasz Caritas stara się dać seniorom.

Portret proboszcza z Klucza byłby niepełny bez gołębi. Ks. Żyłka jest nie tylko sędzią i hodowcą, ale i ogólnopolskim duszpasterzem hodowców. Gołębie są dla niego źródłem radości i sukcesów. To jego gołębica kilka lat temu została uznana na konkursie w Kapsztadzie za najpiękniejszą na świecie.

- Ale gołębie to nie tylko pasja - mówi ks. Żyłka. - To także mój klucz do męskiej duszy. - Wielu mężczyzn właśnie przez gołębie udało mi się sprowadzić do kościoła. Kiedy gdzieś wyjeżdżamy wspólnie, to jest okazja do rozmowy i o gołębiach, i o Panu Bogu. Często zaczynam od żartów, by ostatecznie znaleźć się razem z nimi na kolanach.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
JK
Siedzielismy cztery lata w tej samej klasie w liceum. Jestesmy nawet dalekimi krewnymi. Mamy wiele wspolnych wspomnien. Dziela nas tysiace kilometrow. Spotykamy sie zadko ale myslami i miodlitwa jestem przy Jozefie. Czlowieka z tak ogromnym sercem jak Ksiadz Jozef nigdy wiecej nie spotkalem i nie zapomnialem.
Jestem przekonany ze, glosuje na tego samego Jozefa jakiego podziwialem podczas wspolnej pielgrzymki Tworog-Czestochowa w 1971 roku. Moim wielkim marzeniem pozostanie zawsze uscisnac go w ramionach jako dobrego i wiernego przyjaciela! JK
~Rudi~
Ze jest dobrym gospodarzem i ze umie ludzi a szczegolnie mlodziez przyciagnac do Kosciola,
pokazal juz jako Vikary przy budowie Kosciola w Koloni Goslawickiej.
A jego Kazanie na naszyn Slubie przed 25 lat w Raszowej jeszcze dzisiaj brzmi mi w Uszach.
Pozdrowienia do Klucz sle Rudi.
a
alojz
achim to ti zej pisol, jol mzjslol ze bajesz u nol w pubie na piwie nqra
c
czarnosin
Wczoraj byłem tam goscinnie na pasterce.....piękne miejsce i piękni ludzie ....ksiądz dba o swoje loki ;-) . Pozdr. dla Kluczy.
Dodaj ogłoszenie