"Jutro nieczynne" - film dokumentalny o sklepie kolonialnym w Opolu. To było kultowe miejsce na mapie miasta

Piotr Guzik
Piotr Guzik
Antoni Przybecki w sklepie kolonialnym wiosną 2018, krótko przed zamknięciem. Artur Janowski
Sklep kolonialny działał w przedwojennej kamienicy przy ul. Krakowskiej 32 od 1946 roku. Zamknięto go wiosną dwa lata temu, bowiem budynek przeznaczono do rozbiórki. Sklep oraz prowadzącego go pana Antoniego Przybeckiego przypomina krótki dokument "Jutro nieczynne".

- Każde miasto, miasteczko, czy wieś, niezależnie od miejsca na globie, ma swoje kultowe miejsce - mówi Piotr Wrona, dziennikarz i urzędnik, reżyser filmu. - Wiele osób z sentymentem będzie mówiło o barze Jacek i Agatka z Wrocławia, okienku Murzynek na warszawskim rynku z bułkami nadziewanymi pieczarkami, czy frytkach z "La maison d`Antoine" w Brukseli. Takim miejscem w Opolu z pewnością był sklep pana Antoniego, częściej nazywany „Kolonialnym” - opowiada.

- Takich miejsc, gdzie kumuluje się całe życie miasta już nie ma. Przyciągająca uwagę wystawa, sentyment starszych mieszkańców i niepowtarzalny wystrój z hakami rzeźniczymi. Ten sklep miał swoją drugą tajemnicę, całe zaplecze z niewielkim pokoikiem oraz magazynem. Magazyn miał ciekawą podłogę dostosowaną do rzeźni, która tam się znajdowała przed wojną i w pierwszych latach po niej, kiedy sklep prowadzili państwo Bejmowie, teściowie pana Antoniego - mówi Piotr Wrona.

Antoni Przybecki, duch sklepu kolonialnego

Wyróżnikiem sklepu kolonialnego przez lata były różne rarytasy, niedostępne nigdzie indziej. Ale autor filmu "Jutro zamknięte" zaznacza, że magnesem nie był tylko asortyment.

- To były również długi rozmowy ot tak, przy okazji pakowania jabłek czy „rarytasów” niedostępnych nigdzie indziej. To był raj dla fanów sportu. To tutaj prowadzono gorące dyskusje na temat mundialu, kolejnego meczu naszej reprezentacji w piłkę ręczną czy rozgrywek koszykarskich - wspomina.

- W naszym otoczeniu są takie osoby z którym nie spędziliśmy popołudnia przy kawie, a czujemy, że są naszymi bliskimi. Takim jest Antoni Przybecki. Nasza znajomość jest taka jak każdego, kto wpadał na chwilę do sklepiku przy ul. Krakowskiej. Chwila rozmowy, wspominki o tym co działo się w ostatnich tygodniach czy rozmowy o trenerskich latach pana Antoniego. Bo to właśnie tutaj rodziły się najlepsze i najciekawsze komentarze z życia Opola - uważa.

Klamra po dwóch latach

Piotr Wrona mówi, że gdy było już pewne, że kamienica przy ul. Krakowskiej będzie wyburzona, a w jej miejsce w ramach szerszego planu rewitalizacji deptaku powstanie nowy budynek - Centrum Aktywizacji Społecznej - uznał, że to jest ostatni moment na udokumentowanie tego miejsca. - Zależało mi na obrazie oddającym emocje, wzruszenie, ale też takim, że jak ktoś obejrzy go za 50, 100, 200 lat, będzie miał materiał badawczy, tak jak teraz my chętnie wracamy do filmów i zdjęć sprzed dziesiątek lat - zauważa.

- Z panem Antonim znaliśmy się od lat, więc kiedy powiedziałem mu o swoim pomyśle, on tylko powiedział "Czy już nagrywamy"? Wtedy do zdjęć namówiłem Mateusza Tomczaka i to właśnie dzięki niemu są te niezapomniane obrazy. Nagrania trwały ponad miesiąc, a pan Antoni bardzo się w nie zaangażował. Czasem popołudniu przyszliśmy ograć same przedmioty, innym razem byłem sam, porozmawiać, zastanowić się co jest dla nasz ważne w filmie. Do tego dochodzą kadry z zaplecza czy z zewnątrz budynku - wylicza.

Piotr Wrona przyznaje, że dziesiątki ujęć leżały na dysku komputera przez niespełna dwa lata. - Cały czas było jednak poczucie, że jeszcze nie jest ta chwila na ukończenie filmu. Dopiero, kiedy w miejscu kamienicy otwarto CAS, film został objęty klamrą - opowiada.

Ostatnie ujęcia powstały w kwietniu tego roku, w dwa lata od zamknięcia sklepu kolonialnego, a także w szczycie obostrzeń związanych z epidemią koronawirusa.

Mniej znaczy więcej

Piotr Wrona żałuje, że do nagrań nie udało się ostatecznie namówić pani Krystyny, żony pana Antoniego, która w dzieciństwie obok rodziców wraz ze swoją siostrą sprzedawała warzywa i owoce w sklepie.

- Kiedy już byłem umówiony z panią Krystyną na popołudnie przyszliśmy z całym sprzętem, ustawiliśmy wszystko. Pan Antoni powiedział, że mamy iść na górę, bo nad sklepem było mieszkanie, a tam jego żona. Zastaliśmy ją w trakcie pakowania pudeł, bo zbliżała się wyprowadzka. Nie udało się - mówi.

- W planach było też pokazanie mieszkania, ale nawet dobrze, że te zdjęcia nie powstały. To pozwoliło się skupić na samym sklepie, w myśl popularnego powiedzenia „mniej, znaczy więcej” - stwierdza.

Kolejne filmy w planach

Film "Jutro nieczynne" miał być tylko pamiątką po sklepie kolonialnym. Ale ostateczny efekt sprawił, że jego twórcy postanowili zgłosić go do przeglądu w ramach Festiwalu Filmowego "Opolskie Lamy". - Myślę, że będzie on ciekawostką i opolskim akcentem - mówi Piotr Wrona.

W planach ma kolejny dokument. Już o samym Antonim Przybeckim, o jego życiu sportowym. A także kolejne.

- Bardzo mi zależy, aby pokazać na przykład warsztat pracy Arkadiusza Branickiego. Jego słynne zdjęcia baletnic zachwycają cały świat, warto o tym opowiedzieć, przybliżyć naszym mieszkańcom. Interesują mnie wspomnienia jednego z kolejarzy, który za niedługo odchodzi na emeryturę, a pamięta czasy, kiedy na dworcach grano w karty, a pociąg był dla większości głównym transportem do i z swojego zakłady pracy. Ta mozaika i barwność ludzi jest bardzo szeroka, dla każdego tutaj wystarczy miejsca. Trzeba tylko znaleźć czas i dobrze wszystko poukładać - kwituje Piotr Wrona.

ZOBACZ TAKŻE - Antoni Przybecki o Sklepie Kolonialnym

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jurek

Komentuje maruda - niezadowolony ... jak Polak !

c
czarekmat

Może w sporcie się spełniał natomiast jeśli chodzi o obsługę klienta ten Pan niestety nie sprawdzał się wcale. W latach osiemdziesiątych byłem dwa razy w tym sklepie, za pierwszym razem zostałem obsłużony jakby ten sprzedawca za karę mi sprzedawał towar , może miał zły dzień pomyślałem. Po ok dwóch tygodniach zajrzałem tam znowu i niestety poziom chamstwa ten sam! Nigdy już więcej nie odwiedziłem tego sklepu. Żeby nie być posądzonym o uprzedzenie to kilkoro znajomych też omijało ten sklep i tego Pana z daleka. Są to wspominki sprzed kilkudziesięciu lat ale warto mieć większe spektrum historycznego spojrzenia.

I
Iza

A ten dziadunio na zdjęciu to kto?

Dodaj ogłoszenie