Kiedy słowa tańczą. Alicja jest ślepa na litery

Jolanta Jasińska-Mrukot
Sylaby nakładają się na siebie, jakby ktoś je specjalnie przesuwał. Zawsze mylą się jej "a" z "o", "e" z "a" nakładają się na siebie. A tu wszędzie trzeba coś czytać…

Ludziom nie mieści się w głowach, że ktoś nie potrafi czytać. Analfabeta, dziś? Kiedy Alicja pyta o odjeżdżający pociąg, słyszy, że przecież są tablice informacyjne, a poza tym wszystko jest już w internecie. Najgorzej, kiedy przychodzą pisma urzędowe, bo nie wie, skąd i czy są ważne. Musi czekać, aż przyjdzie mama i je przeczyta.

Życie Alicji to koszmar. W szkole od zawsze była narażona na kpiny, co chwilę słyszała, że jest niedorozwinięta. - Nauczyciele rzucali za mną zeszytami, nie pojmowali, że to mi nie pomoże w nauce czytania - skarży się Alicja.

- To głęboka i zaniedbana dysleksja - dopiero teraz psycholog postawił diagnozę. Czyli zaburzenie w nauce czytania i pisania.

W podstawówce co jakiś czas miała problemy ze stawami. - To zbawienie, kiedy jechałam do szpitala, zamiast chodzić do szkoły - mówi Alicja i płacze na wspomnienie tego, przez co przechodziła. Kiedy zaczęła dojrzewać, myślała o samobójstwie.

- Babcia mi wtedy zdradziła, że jej siostra Helena też nigdy nie opanowała pisania i czytania - opowiada Alicja. Siostra babci, kiedy nikt nie widział, wyjmowała elementarz Falskiego i ćwiczyła czytanie. - Została przy rodzicach na wsi, wyszła za mąż urodziła dzieci. Przez życie przeszła spokojnie i nikt jej z tego powodu nie dokuczał - uspakajała Alicję opowieścią o swojej siostrze.
Ale Alicja tak nie chciała. - Pragnęłam żyć jak inni, więc mama przenosiła mnie ze szkoły do szkoły, licząc, że ktoś to wreszcie zmieni - opowiada. - W domu czytali mi na głos to, czego miałam się nauczyć w szkole.

Kiedy trzeba było opowiadać, szło jej nieźle, szczególnie z historii i geografii. - Pisanie to był koszmar, starałam się od tego wykręcać, mówiąc, że mam chore stawy - wspomina. - Ale udało mi się skończyć podstawówkę. Chociaż nauczyciele nieraz mówili, że moje miejsce jest w szkole specjalnej.

Ala ma Anię, a Ania ma babcię
Córka Alicji w pierwszej klasie została wysłana przez wychowawczynię do poradni psychologiczno-pedagogicznej. - Kiedy widziałam, jak moja mama się denerwuje, kiedy z Anią robi lekcje, to wiedziałam, że coś jest z nią nie tak - mówi podenerwowana Alicja. - Wiedziałam, że wszystkie dzieci w jej klasie już czytały, tylko ona jeszcze nie. Przecież moja córka miała być inna, nie chcę, żeby była podobna do mnie…

Babcia w poradni pedagogiczno-psychologicznej usłyszała, że w przypadku Ani rokowania są bardzo pozytywne. Być może gdyby Alicja trafiła do odpowiednich specjalistów, to dziś jej sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej. Ale to babcia pracuje z Anią i prowadzi do specjalistów. Alicja chowa się przed światem.

- Dysleksja dotyka dzieci, które się normalnie rozwijają. To problem wynikający z braku możliwości syntezy i analizy - wyjaśnia Hanna Kanik, dyrektor poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Opolu. - Dysleksję najprawdopodobniej się dziedziczy i statystycznie częściej dotyka chłopców. U tych dzieci nie stwierdzono poważnych wad wzroku czy słuchu. To inny rozkład aktywności mózgu. W przypadku dysleksji trzeba przede wszystkim chronić psychikę i emocje dziecka. A im wcześniej się ją wykryje, tym więcej można osiągnąć. Z dyslektykiem trzeba też wiele wyćwiczyć. Terapia polega na usprawnianiu zaburzonych funkcji za pomocą ćwiczeń.

Alicja odetchnęła, kiedy usłyszała, że to, z czym ona i jej córeczka mają problem, to nie choroba. Odetchnęła. Ania chodzi na zajęcia kompensacyjne. W domu też ćwiczą - łączą głoski w sylaby. Potem analizują to w mowie, zaczynają pisać. Wszystko pod okiem babci, bo mama też się uczy.
- A najważniejsze, że w klasie nikt nie każe głośno Ani czytać - dodaje Alicja.
To właśnie głośne czytanie najbardziej zapamiętała. Jeszcze w piątej klasie nie potrafiła przebrnąć przez pierwsze dwa zdania, klasa miała niezły ubaw.

Ślepy na litery
W podobnej sytuacji była Patrycja, której mama dotarła do dr Teresy Wejner z Polskiego Towarzystwa Dyslektycznego w Łodzi. Pani doktor w porannym programie telewizji "Pytanie na śniadanie" opowiadała o dysleksji, mama Patrycji zaczęła się przysłuchiwać i doznała olśnienia: właśnie z czymś takim boryka się jej 12-letnia córka. Mieszkały w dużym mieście, miały dostęp do specjalistów, ale jakoś nikt nie nazwał problemu, z jakim borykało się jej dziecko. Nikt nie potrafił jej pomóc.

Patrycja w piątej klasie nie potrafiła jeszcze czytać. Miała też problem z pisaniem. W jej zeszycie panował po każdej lekcji chaos, to mama uzupełniała go w domu. Patrycja ginęła w gąszczu sylab i głosek, zawsze była w głębokim stresie. W domu przerabiały jeszcze raz to, co było w szkole. Opowiedziany materiał Patrycja przyswajała bez problemu.

- Często te dzieci są bardzo inteligentne - mówi dr Wejner. - Tak było w przypadku Patrycji, a praca dała nadzwyczajne rezultaty, bo dziewczyna po gimnazjum trafiła do najlepszego liceum w mieście. A przy tym problemie nie traciła wiary w siebie i miała swoje marzenia. Po maturze poszła na pedagogikę.
Zdecydowanie trudniej jest Maćkowi, od zerówki jest pod opieką poradni. Przy normalnej sprawności intelektualnej nie napisze niczego ze słuchu, nie napisze też żadnej notatki. Niby wszystko słyszy, a jednak jego mózg niczego nie rejestruje. Lekarz nie stwierdził niedosłuchu. Ma też problem ze skoncentrowaniem uwagi. Pod koniec gimnazjum nadal czytał wolno, jak na etapie nauczania początkowego podstawówki. Jeśli Maćkowi udało się nie przekręcić wyrazu, to i tak nie rozumiał przeczytanego przez siebie tekstu. Czyta zaledwie 14 wyrazów na minutę.

Lepiej mu idzie z matematyki, chociaż z tabliczką mnożenia nadal ma problemy. Nie chciał dłużej chodzić do szkoły, narażać się na stres. Na egzaminie według kolegów z klasy będzie miał fory, bo o połowę dłużej może pracować. Do tego specjalny arkusz do pracy i nauczyciel przeczyta mu polecenia. Maciek już nie chce chodzić do szkoły. Tylko co będzie dalej robił?
Nie przeoczyć Einsteina
- Przecież Kuroniowie, ojciec i syn, też byli dyslektykami - podkreśla dr Wejner. - Dyslektykiem był też Einstein i Andersen, wiele innych znanych osób. W każdym przypadku potrzeba nowego i indywidualnego podejścia. Zostawiając takie dziecko, można przeoczyć największe talenty, a jeżeli komuś nie potrafimy pomóc, to być może jeszcze nie potrafimy z nim pracować. Chociażby tak, jak kiedyś w dysortografi. Czy w przypadku dzieci głochoniemych. Wiele dzieci z małych miejscowości nadal nie jest pod opieką poradni i rosną w przekonaniu, że czytanie jest poza ich możliwościami.

W przypadku czytania angażowane są obie półkule mózgowe. Ale postrzeganie liter i ich usytuowanie kontroluje w większym stopniu prawa. W miarę doskonalenia czytania przechodzi się do treści ddzieś około 8. roku życia. - Ale u dyslektyka tak nie jest, dominuje lewa półkula - tłumaczą w opolskiej przychodni. - Ale to nie koniec świata. Czasem trzeba mu świat opowiedzieć i bywa, że "lewopólkulowiec" osiąga więcej.

Do dr Wejner trafił mężczyzna, który mówił, że popełni samobójstwo. Był w jakiejś firmie BHP-wcem, opanował przepisy, nie zaglądając do książki, po prostu lata praktyki. Ale czasy i przepisy się zmieniły, więc musiał opanować je od nowa. To wywołało u niego głęboką rozpacz. - Oczywiście, nie było wcześniej okazji, żeby ktoś mu powiedział, że jest dyslektykiem - mówi dr Wejner. - Okazało się, że przepisy są też na płycie CD, więc je opanował bez problemu, ale oprócz tego zaczął systematyczne ćwiczenia.

Innym razem dotarł do niej policjant, który chciał zrobić maturę, ale jego mózg płatał takiego figla, że nie potrafił opanować alfabetu i tabliczki mnożenia. Pomocy szukał też u niej… lekarz anestezjolog. - Chciał właśnie zrobić specjalizację, ale mówił, że nie rozumie, co czyta - mówi dr Wejner. - Dla wielu to tajemnica, jak przebrnął przez studia medyczne, ale to bardzo inteligentny człowiek. Tłumaczył, że polegał na koledze, który się głośno uczył.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

D
Detektyw Monk

Ja jestem wielkim miłośnikiem książek ,mam rentę socjalną i czytanie jest tym czym się zajmuję . Szkoda mi Ali ,bo mieć takich durnych nauczycieli to wstyd .

O
Optometrysta Brzeg

Opisana przypadłość mylenia liter idealnie opisuje kłopoty wzrokowe wprowadzane przez astygmatyzm, (wada wrodzona rogówki ocznej). Pierwszym etapem leczenia powinno być poddanie dziewczyny szeregowi badań w gabinecie Optometrystycznym, (w żadnym przypadku okulistycznym, gdyż okulista nie jest osobą wyszkoloną do wykrywania wad wzroku, a leczeniu choró. Dziewczyna powinna być zbadana zarówno pod względem refrakcji, czyli doborze prawidłowej korekcji okularowej, jak i powinno zostać sprawdzone czy nie występują dodatkowo forie bądź tropie, powinien zostać zbadany balans binokularowy, wrażliwość percepcji bodźców kolorystycznych oraz funkcja wrażliwości na kontrast. Szereg takich badań pozwoli poznać bądź też wyeliminować czynniki wpływające na opisane dolegliwości. W wielu województwach organizowane są akcje "zabierz dyslektyka do optyka-optometrysty" lub "chrońmy dzieciom wzrok" niestety w naszym województwie optometrystów z dyplomem i umiejętnościami jest góra 3-5. Podczas akcji przeprowadzonych w całej Polsce okazało się, że co 3 dziecko w szkole ma wadę wzroku, a co więcej po jej skorygowaniu wyniki osiągane w nauce znacznie się poprawiły.

Dodaj ogłoszenie