reklama

Kluby sportowe nie są praktycznie w stanie istnieć bez kasy z gminy

Marcin Sagan
Marcin Sagan
Zaktualizowano 
Hokejowy Orlik (z lewej jego czołowy zawodnik Słowak Branislav Fabry) nie grałby w ekstraklasie, gdyby nie duża dotacja z budżetu Opola.
Hokejowy Orlik (z lewej jego czołowy zawodnik Słowak Branislav Fabry) nie grałby w ekstraklasie, gdyby nie duża dotacja z budżetu Opola. Archiwum
Od kilkunastu lat polski sport jest głównie finansowany z budżetu samorządów. Tak jest i w naszym regionie. Samorządy mają tego dość, ale - bywa - lokalni politycy są zakładnikami klubów.

Wyjątkowa ZAKSA

Jedynym w zasadzie klubem sportowym w regionie, który nie narzeka na problemy finansowe i dotacji miejskiej nie traktuje jako być albo nie być, jest siatkarska ZAKSA. Klub z Kędzierzyna-Koźla może sobie pozwolić na ściąganie wielkich gwiazd głównie dzięki wsparciu potężnego sponsora, jakim jest Grupa Azoty.

W Niemczech jest inaczej.

W Niemczech jest inaczej.

Były piłkarz Odry Opole Krystian Kowalczyk od pół roku gra w Niemczech. Klub Wacker z liczącego około 13 tys. ludzi miasta Neutraubling w Bawarii występuje na poziomie 7. ligi.
- Pieniądze klub dostaje na młodzież i na utrzymanie obiektu - tłumaczy Kowalczyk. - Nasz zespół ligowy finansują natomiast w całości różne firmy działające w mieście. Ich właściciele mocno identyfikują się z miastem i klubem, choć gramy przecież na niskim poziomie. Normalnie oczywiście pracujemy, a zwykle jest to praca w firmach, które pomagają klubowi.

Największy problem, z jakim się spotkałem, to ambicje działaczy z różnych klubów - mówi wiceprezydent Opola Janusz Kowalski, który od ponad pół roku odpowiedzialny jest w nim za sport.

- Jestem nawet w stanie to zrozumieć, bo ci ludzie najczęściej społecznie dbają o poszczególne dyscypliny. Skoro coś robią, to zwykle w ich przekonaniu jest to niezwykle ważne i oczekują pomocy. Niestety, takie działania nie przekładają się na sukcesy, a wydając publiczne pieniądze na sport - musimy wymagać, i nie chodzi tylko o same wyniki. Jednocześnie nie stać nas na to, by wydawać pieniądze na wiele dyscyplin. Potrzeba koncentracji i określenia, na jakie dyscypliny nas stać.

Ambicje działaczy niekiedy rzeczywiście są zbyt wybujałe. Przykładem tego może być fakt, że w Opolu istniały dwa kluby łyżwiarstwa figurowego. Kiedy rodzice kilku chłopców nie byli zadowoleni z sytuacji w hokejowym Orliku Opole - założyli nowy klub. Później na jedynym lodowisku w Opolu trzeba było tak kombinować z ustawianiem godzin treningów, że brakowało czasu na rekreacyjne ślizgawki dla mieszkańców.

Pieniądze na swoich

Władze opolskich gmin nie odżegnują się od pomocy klubom, ta bywa nawet spora. W gminie Dobrzeń Wielki na sport przeznacza się sporo, bo ponad 1,5 mln zł rocznie. Jest jednak na co dzielić. W gminie są choćby cztery drużyny piłkarskie na wysokim, jak na warunki naszego regionu, poziomie. W minionym sezonie w Czarnowąsach była 3. liga, w Dobrzeniu Wielkim i Chróścicach 4. liga, a klub z Kup właśnie do tej 4. ligi awansował.

Tyle że, zwłaszcza w przypadku Swornicy Czarnowąsy, dobry wynik sportowy nie szedł w parze z zainteresowaniem meczami. W większości przypadków oglądało je 30-40 osób. Doceniając operatywność prezesa Krzysztofa Kantorskiego, nie można oprzeć się wrażeniu, że klub był tylko dla garstki działaczy w nim skupionych i rodzin zawodników. Od nowego sezonu Swornica już nie będzie grać w 3. lidze, a dwa poziomy niżej. Głównie ze względów finansowych, bo władze gminy nie chcą w takim jak dotychczas stopniu finansować drużyny opartej na "armii zaciężnej"

- Żałuję, że tak się stało, bo dużo pracy włożyliśmy w to, żeby zbudować dobry zespół - mówi prezes Kantorski. - Wspólnie jednak z kolegami pomagającymi mi oraz władzami gminnymi doszliśmy do wniosku, że tę trudną decyzję trzeba podjąć.
Wójt Henryk Wróbel zapowiada, że gmina nie chce finansować klubów stawiających na zawodników spoza gminy.

Odważna postawa, ale trudno nie przyznać mu racji. Kilka lat temu TOR Dobrzeń Wielki miał zespół w 3. lidze oparty głównie na piłkarzach z Opola, a w klasie A grała drużyna rezerw klubu złożona z miejscowych zawodników. Na jej mecze przychodziło więcej kibiców. Nie dość, że grali "nasi chłopcy", to walczyli z zespołami z najbliższej okolicy. Takie mecze wywoływały więcej emocji niż starcia z ekipami z Bielska-Białej czy Katowic. Od pewnego czasu czy to w TOR-ze Dobrzeń Wielki, czy w Victorii Chróścice już tak nie przeważają gracze spoza tych miejscowości, jak jeszcze pięć czy sześć lat temu, kiedy w środowisku piłkarskim kluby te uważane były za znakomitą przystań, w której można było dorobić dobre pieniądze. I kibiców przybywa, jak ongiś na meczach "rezerwistow".

Czy akurat w tej gminie nie warto byłoby zjednoczyć sił i zrobić jeden porządny zespół, mogący grać na dobrym poziomie, złożony z wychowanków poszczególnych klubów? Nad takim rozwiązaniem zastanawiano się kilka razy i chyba dobrze, że go nie wprowadzono. Trudno wyszkolić choćby 7-8 chłopaków mogących grać na poziomie 3. ligi. Znów trzeba byłoby się posiłkować zawodnikami z zewnątrz. Nic natomiast tak nie elektryzuje lokalnej społeczności, jak mecz między drużynami z Dobrzenia Wielkiego i Chróścic (zdarzało się, że było na nich nawet ponad tysiąc widzów), czy też, jak będzie w najbliższym sezonie, przy okazji starć drużyn z Dobrzenia Wielkiego i Kup.

W Opolu będą duże zmiany

W stolicy naszego regionu też szykuje się duża zmiana w finansowaniu sportu. Ostatnie 10-15 lat to głównie przykład "dziadowania" opolskich klubów. Zarówno pod względem sportowym, jak i organizacyjnym. Żużlowy Kolejarz czy też piłkarska Odra, które przez wiele lat były sportową wizytówką miasta, stały się obiektem kpin. Hokejowy Orlik po swoim największym sukcesie, jakim było 5. miejsce w kraju w 2004 roku, do następnych rozgrywek już nie przystąpił, bo nie miał pieniędzy.

- Do tej pory właściwie wszystkie kluby dostawały pieniądze - mówi wiceprezydent Kowalski. - Tych jak na możliwości miasta było za mało, a jeszcze były rozproszone. To powodowało, że na efekty sportowe czy organizacyjne trudno było liczyć. W najbliższych latach pieniądze nie dość, że będą większe, to jeszcze zostaną skoncentrowane na wybranych dyscyplinach. We wrześniu chcemy uchwalić strategię finansowania sportu w mieście do 2018 roku. Pozwoli ona klubom w dłuższej niż roczna perspektywie planować działania. W zamyśle będzie kilka wiodących, jak: hokejowy Orlik, piłka ręczna, a więc Gwardia, piłkarska Odra czy też odradzający się żużel i siatkówka kobieca. Do tego dyscypliny indywidualne opierające się na wykorzystaniu infrastruktury i potencjału, jaki mamy w mieście, czyli podnoszenie ciężarów, lekkoatletyka i pływanie. To oczywiście nie oznacza, że całkowicie zaprzestaniemy finansowania innych dyscyplin, ale będzie ono ograniczone. Spodziewam się niezadowolenia części środowiska sportowego, ale jeśli chcemy postępu klubów, to reformy trzeba podjąć. Jednocześnie będziemy wymagać pewnych rzeczy. Przede wszystkim szkolenia młodzieży i odpowiedniego marketingu. Szkolenie to rola społeczna i w tym będziemy pomagać klubom choćby poprzez tworzenie klas sportowych w szkołach. Marketing ma natomiast służyć przyciąganiu biznesu i pieniędzy prywatnych. Nie ukrywam, że z tym w Opolu jest bardzo duży problem i w większości przypadków miasto jest głównym sponsorem.

Bez dotacji ani rusz?

W wielu polskich miastach dochodzi natomiast do sytuacji, że politycy są zakładnikami klubów i ich kibiców. Głównie dotyczy to piłki nożnej. Nawet w ekstraklasie, gdzie są duże pieniądze z praw telewizyjnych. W Zabrzu trzeba było wyemitować obligacje, żeby pieniądze z nich przeznaczyć na uratowanie przed bankructwem miejscowego Górnika, który jest jednym z najbardziej zasłużonych klubów w kraju i symbolem miasta. W Kielcach tamtejsza Korona funkcjonuje dzięki "kroplówce" podłączanej z budżetu miasta. Kilkanaście tygodni temu kosztowała mieszkańców ponad 8 milionów złotych. Bez tych pieniędzy Korona nie wystartowałaby w lidze. Po co w takiej sytuacji byłby piękny stadion na ponad 15 tys. miejsc, który i tak trzeba utrzymywać z miejskich pieniędzy. W podobnej sytuacji jest kilka innych miast w Polsce.

W naszym regionie najlepszym klubem piłkarskim jest MKS Kluczbork, który swój sukces zbudował w znacznej mierze na tym, że ma solidne oparcie w pieniądzach przekazywanych z ratusza.

- Oczywiście, że od kilku lat słyszę głosy, czemu przeznaczamy pieniądze na piłkarzy, bo to jasne, że są ludzie, którym się to nie podoba i woleliby, żeby były wydawane na coś innego - mówi burmistrz Kluczborka Jarosław Kielar. - Dla naszego miasta piłka to promocja, a MKS to marka kojarzona z Kluczborkiem. Po drugie to rozrywka dla sporej części mieszkańców. Klub pełni też rolę społeczną. Integruje ludzi, trenuje w nim wielu młodych chłopców, a to z kolei angażuje ich rodziców. Jeśli ktoś uważa, że przez to jesteśmy zakładnikami klubu, to akurat w takiej formie nie mam nic przeciwko. W MKS-ie jest dobra struktura jego finansowania. Miasto jest głównym sponsorem, ale w jego funkcjonowanie wkład ma wiele firm. Pieniądze gminne są gwarantem stabilności zarówno dla nich, jak i dla samego klubu. Gdyby nie jednak ich zaangażowanie, to i pieniędzy z kasy gminy byłoby znacznie mniej.

Zadaniem samorządu jest finansowanie sportu, ale przede wszystkim dzieci i młodzieży.

- Potem winniśmy finansować sport zawodowy - nie ma wątpliwości Janusz Kowalski. - Nie powinno jednak dochodzić do sytuacji, że budżet klubu to w całości miejska dotacja. W dłuższej perspektywie nawet połowa to jest za dużo. Powtarzam - podstawowym zadaniem jest finansowanie sportu dzieci i młodzieży. Tyle że koło się zamyka, bo żeby zachęcić uczniów do sportu, to musi ona mieć najpierw wzorce w środowisku lokalnym. Ustalamy strategię na najbliższe trzy lata, bo to jest dobry okres dla klubów na wykazanie się. Mają czas, żeby poważniej zaistnieć w świadomości kibiców i biznesmenów. Jeśli okaże się, że kluby w dyscyplinach drużynowych jak piłka nożna, piłka ręczna, hokej czy siatkówka nie są w stanie spełnić choćby jednego z dwóch warunków, czyli ściągania ludzi na trybuny czy też pozyskiwania pieniędzy z innych źródeł niż dotacje, to znaczy, że są one nieefektywne i tak naprawdę mało potrzebne.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3