Kogo Kościół powinien się bać

sxc.hu
sxc.hu
Po dobrym wyborczym wyniku Ruchu Palikota jedni głoszą szybki schyłek Kościoła, inni próbują jego środowisko lekceważyć. Tymczasem problem polskiej religijności A.D. 2011 leży gdzie indziej.

Jeśli ktoś został zaskoczony 10-procentowym poparciem dla Palikota i jego drużyny przystępującej do politycznej gry w ostatnich wyborach parlamentarnych, to widać niezbyt dokładnie przygląda się polskiemu społeczeństwu.

Jestem pewien, że osób dystansujących się dziś do Kościoła i nastawionych do niego krytycznie, a czasem z niechęcią jest w naszym kraju z pewnością daleko więcej niż 10 procent.

Kto zawinił

Powody tego są mocno złożone. Część winy za umocnienie Ruchu Palikota ponoszą sami pasterze i wielu księży w rozmowach samokrytycznie to przyznaje. Mechanizmy powstania tej winy są złożone i dość dobrze opisują je dwa obrazki z dwóch polskich parafii dostrzeżone w niedzielę 9 października, czyli w dniu ostatnich wyborów parlamentarnych.

O jednej - na Podkarpaciu - opowiadał mi działacz mniejszości niemieckiej, który znalazł się tam na mszy św. w ramach pobytu w sanatorium. Ksiądz od ołtarza namawiał wiernych, by głosowali na jedną konkretną partię, choć nazwy nie wymienił - "wy już tam wiecie, na kogo macie oddać głosy" - bo inaczej przyjdą tutaj Niemcy i Rosjanie i wszystko, co nasze, zabiorą. Mechanizm jest prosty: Otwarte poparcie jednej opcji politycznej przez duszpasterzy przysparza głosów partiom obojętnym lub nieżyczliwym Kościołowi.

Obrazek drugi pochodzi z diecezji opolskiej. W tę samą wyborczą niedzielę podczas mszy św. nie pada od ołtarza nawet jedno słowo o tym, że odbywa się głosowanie. Nikt nie przypomina, że miłość ojczyzny i odpowiedzialność za nią wynika dla chrześcijanina wprost z czwartego przykazania Bożego.

W czasie modlitwy wiernych nawet najkrótsze i najbardziej lakoniczne wezwanie nie zachęca do modlitwy za ojczyznę. Celebrujący tę mszę kapłan na pewno nie mieszał się do polityki. Ale posunął się w tej neutralności tak daleko, że jego wierni gotowi założyć, że między ich wiarą religijną a udziałem w życiu społecznym i politycznym nie ma żadnego związku. A to oznacza, że w tym konkretnym przypadku Kościół sam się nie tylko od państwa oddzielił, ale i zamknął w zakrystii.

Rozdział? Ale jaki

Ale w kwestii rozdziału czy autonomii Kościoła od państwa - jak w wielu kwestiach publicznych - diabeł tkwi w szczegółach. Postulat owego rozdziału pojawił się już w dokumentach Soboru Watykańskiego II, kiedy wielu uczestników dzisiejszego życia politycznego w Polsce nie było jeszcze na świecie.

Problem w tym, czy ów rozdział traktujemy jako punkt wyjścia do współpracy czy jako początek rywalizacji, by nie powiedzieć walki. Czy katecheta w szkole to emisariusz ekspansji czarnych na społeczeństwo czy ktoś, kto pomaga nauczyć i wychować nasze dziecko.

O tym, jak bardzo różnie można widzieć tę samą sprawę, przekonuje wciąż elektryzująca Polaków sprawa finansów Kościoła. Przeciętny chlebozjadacz ma, słuchając tej debaty, kompletny mętlik w głowie.

Na przemian słyszy bowiem, że księża nie płacą podatków albo że płacą także od liczby tych wiernych, którzy w parafii tylko mieszkają, bo do kościoła nie chodzą. Zwolennicy ostrego rozdzielenia państwa od Kościoła chętnie podają wielkie, miliardowe sumy, jakie z budżetu płyną dla Kościoła, wyliczają chętnie przywileje prawne i podatkowe.

Druga strona oponuje przeciw tym rachunkom. Przywilejom zaprzecza. Nie zgadza się na przykład, by traktować pensje katechetów jako budżetowe wsparcie dla Kościoła, bo jest to zapłata za pracę, a więcej niż połowa katechetów w Polsce to świeccy.

Przypomina, że Kościół bierze na siebie wiele obowiązków przekraczających jego podstawową działalność, czyli głoszenie Ewangelii. Prowadzi szkoły, szpitale, hospicja, stacje Caritasu. Parafie organizują letni wypoczynek dzieci itd., itp. i wtedy wkładają pieniądze na rzecz społeczeństwa, a nie wyciągają je z budżetu.

Każdy ma swoją prawdę. Bo też na temat kościelnych finansów i potrzeby ich reformy wypowiadają się i zaangażowani chrześcijanie - ci zwykle wiedzą, że statystyczny uczestnik mszy wrzuca do koszyka mniej niż 2 zł, a każda większa inwestycja w parafii wymaga zbierania funduszy miesiącami, a często latami - i osoby stojące bardziej lub mniej z daleka od Kościoła, które też bezpośrednio w jego finansowaniu nie biorą udziału, jeśli nie liczyć ofiary rzuconej na pasterce lub rezurekcji.

Kto nie chce krzyża

Sam Janusz Palikot zarzeka się - no, może nie na wszystkie świętości - że z Kościołem nie walczy i walczyć nie chce. Że chodzi mu tylko o świeckość państwa. W czasie kampanii tę jego argumentację przyjmowało z dobrą wiarą bardzo wiele osób.

Także tych, co na niego nie głosowały. Trochę trudniej uwierzyć mu po wyborach, skoro pierwszym postulatem posłów jego klubu, jeszcze nie zaprzysiężonych, jest zdjęcie krzyża z sali sejmowej i szerzej, usunięcie go z przestrzeni publicznej.

Zdejmowanie krzyża kojarzy się w Polsce źle. Zwłaszcza starszemu pokoleniu, które pamięta, że było ono synonimem wprowadzania w Polsce nawet nie tyle nowego powojennego porządku, ale raczej stalinizmu w końcówce lat 40.

Ale częściej podnosi się, że Ruch Palikota robi w sprawie krzyża pokazówkę. Wiadomo bowiem, że ten wniosek ma małe szanse na realizację. O tym, że krzyż w Sejmie i w przestrzeni publicznej im nie przeszkadza, zdążyli się już wypowiedzieć prezydent i premier RP i większość czołowych polityków, wreszcie samo społeczeństwo, a przynajmniej ci jego reprezentanci, których pytał o to OBOP. Z

a obecnością krzyża w Sejmie opowiedziało się 71 proc. z nich (20 proc. było przeciw). W szkole akceptuje go 72 proc., a w szpitalach aż 84 proc.

Sam Palikot jeszcze w grudniu 2009 roku pisał na swym blogu, że z krzyżem w Polsce nie należy głupio walczyć, bo jest on symbolem religijnym i narodowym. Przypomniał mu to zresztą niedawno w telewizyjnym wywiadzie Tomasz Lis. Polityk odparł, że zmienił zdanie po tragedii smoleńskiej, kiedy symbolika krzyża została zagarnięta przez jedną partię, czyli PiS, przy biernej lub wręcz akceptującej postawie hierarchów Kościoła.

I znów ten sam problem widziany przez każdą ze stron wygląda inaczej. O braku reakcji stanowczej, a zwłaszcza w miarę szybkiej, ze strony biskupów na wydarzenia związane z krzyżem na placu przed Pałacem Prezydenckim, niedopuszczeniu do jego przeniesienia itd. publicyści kościelni i świeccy napisali wiele. Z pewnością źle się stało, że do miana obrońcy krzyża przylgnęła od tego momentu niedobra dwuznaczność.

Z drugiej strony próba wepchnięcia wszystkich, dla których znak krzyża jest ważny i święty, do jednego worka opatrzonego napisem: zwolennicy PiS-u, jest nieporozumieniem. Takim samym jak nazywanie każdego, kto próbuje swoją wiarę przeżywać w miarę serio, mianem "moherowy beret". Przed taką etykietką nie ma ucieczki. A to, że wedle badań Radia Maryja słucha stale 18 procent polskich katolików, czyli mniej niż co piąty, niczego nie zmienia.

Lwów nie będzie

W takim klimacie coraz częściej pojawiają się w mediach spekulacje na temat zbliżającego się prześladowania chrześcijan w Polsce. I nie musi chodzić od razu o rzucanie ich lwom. Wystarczy demonstrowana przez część społeczeństwa niechęć.

Doświadczyli jej niedawno w Opolu stypendyści Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia. W przeddzień papieskiej niedzieli (wtedy zbiera się datki dla zdolnych, a niezamożnych uczniów przed świątyniami) kwestowali do puszek na mieście.

Wyzywano ich od najgorszych. Więc na hasło: "ty moherowy berecie" odpowiadali w końcu, że przynajmniej im ciepło w uszy. To oczywiście tylko pojedynczy przykład, ale pokazujący, że zaledwie sześć lat po śmierci Jana Pawła II część społeczeństwa ma pewien kłopot z - by nawiązać do tytułu jednej z jego książek - pamięcią i tożsamością. Bo całą winą stypendystów było to, że się przyznali do papieża.

Czy zatem Kościół powinien się bać Palikota i klimatu sporu, który jego obecność w Sejmie może spowodować? Trochę takich podszytych lękiem i agresją głosów się pojawia, np. że Ruch Palikota to pierwsza od czasów Hitlerjugend organizacja mająca w nazwie nazwisko swego lidera. Chętnie wypomina się Palikotowi, że wsparli go liderzy jednoznacznie antykościelnych tygodników: Jerzy Urban ("Nie") i Roman Kotliński ("Fakty i Mity").

Mimo to uważam, że Kościół dziś powinien się bać czegoś innego i w inną niż ten czy inny ruch stronę zwrócić swą wzmożoną aktywność. Najpierw dlatego, że nie wszystkie postulaty Ruchu Palikota muszą obrócić się na zło Kościoła.

Choćby zamiar wyprowadzenia katechezy ze szkół. Po pierwsze, jest w całości praktycznie nie do przeprowadzenia. Nie tylko dlatego, że wymagałby renegocjowania konkordatu. Także z tego powodu, że wielu Polaków widzi sens obecności w szkole księdza czy świeckiego katechety nie tylko jako świadka wiary (bywa, że jedynego, kiedy rodzice są obojętni religijnie), ale i jako wychowawcy.

A powrót części lekcji do sal przyparafialnych coraz częściej marzy się także części kapłanów i biskupów, by choć trochę wzmocnić więź dzieci i młodzieży z parafią.

90 procent to historia

Sam nacisk na Kościół też niekoniecznie musi mu przynieść same szkody. Tam, gdzie pojawiają się chętni do usuwania krzyży, powstaje przestrzeń do świadectwa dla jego obrońców (pisanych bez cudzysłowu). Pamiętający PRL wiedzą, że nic wtedy tak Kościoła nie wzmacniało, jak stan umiarkowanego prześladowania.

Jeśli więc Kościół w Polsce w ogóle powinien się czegoś bać, to złudzeń, w których część osób ciągle tkwi.

Trzeba przestać mówić o 95 procentach katolików w kraju, w którym na niedzielne msze św. przychodzi ich 45 proc., choć 90 proc. zostało ochrzczonych. Trzeba się bać słabości wiary, wynikającej z chwilami bezdennej niewiedzy.

Trudno być gorliwym chrześcijaninem, jak się nie zna imion czterech ewangelistów, nie mówiąc o znajomości Ewangelii. Budzi obawy rozchwianie przekonań religijnych: 85 proc. deklaruje, że wierzy w zmartwychwstanie Chrystusa, ale 33 procent równocześnie wierzy w reinkarnację itd.

A najbardziej powinien niepokoić stan religijności młodzieży. I nie przede wszystkim dlatego, że to ona chętnie głosowała na Palikota. Raczej z powodu zerwania transmisji wiary i wartości najpierw w domach, a potem w parafiach, gdzie młodych ubywa najszybciej.

Więc być może ma rację Szymon Hołownia, kiedy przewiduje, że za 20 lat chrześcijanie w Polsce będą stanowić jakieś 30 procent społeczeństwa, ale będą dynamiczni i pewni w swej wierze. Biskup opolski prosił, by we wszystkich parafiach modlić się za młode pokolenie. Na pewno warto i trzeba to robić. Ale powstrzymanie procesu ich odchodzenia nie będzie łatwe.

Wideo

Komentarze 35

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Aneta

Dużo tu na forum pomyj wylewa się na kościół katolicki. To typowe dla antyklerykałów a partia Palkota tylko takich skupia. Radzę aby ci co jeszcze do niej nie należą szybko się wpisali, ta partia rozrośnie się, w następnych wyborach wygra i będzie rządzić Polską. Kościół katolicki zostanie zepchnięty do podziemia ale ten kościół już przeszedł podobne prześladowania w komuniźmie,wyszedł z tego wzmocniony tak będzie i tym razem. Wiara w Pana Boga pomoże przetrwać wszystko - tak było, jest i będzie.

c
ch.

Kogo kosciol powinien sie bac? Samego siebie...
Ja nie jestem ateista ani zwolennikiem Pallikota , jestem katolikiem...
Ale gdyby ten kosciol nie tylko glosil, nakazywal, zabranial itd. ale sam szedl dobrym przykladem... wtedy by zaden Palikot czy ktotolwiek moglby mu zaszkodzic.

k
kosmos

Jeśli ktoś próbuje wmówić innym ludziom,że istniał kiedyś gadający,zły wąż,magiczne jabłko zwiększające mądrość,na skutek tego,że jakaś laska zjadła to magiczne jabłko każdy świeżo urodzony płód zrobił coś bardzo złego zanim się jeszcze urodził i dobrze jest go za to oblać wodą,trup może stać się zombie trzy dni po zgonie,dobrze jest symbolicznie zjeść truchło takiego zombie pod postacią ciasta z mąki bez sera i rodzynek,palący się krzaczor ma zdolność werbalizacji,wodę można zamienić w wino bez udziału winogron lub akceleratora cząstek,ktoś zdołał zmontować z drewna wielką łódkę na której zmieściłyby się wszystkie gatunki zwierząt,zdołał udać się na każdy kontynent i wysepkę a potem jeszcze złapać przedstawicieli każdego z gatunków, setki trylionów ton wody mogą zmienić swoje położenie bez użycia głowic termojądrowych albo poważnej komety (lub akceleratora cząstek,tylko nieco większego niż ten do robienia winiaka),na tej łódce ten sam typ był w stanie wykarmić te wszystkie zwierzaki (zdążyłby dawno umrzeć ze starości nim wyłapałby 5% gatunków albo z wykrwawienia po próbie złapania geparda),ktoś bez srogiego platfusa może człapać po wodzie,trzeba używać telepatii by móc kontaktować się z ogromnym,niewidzialnym,wszystko wiedzącym bytem z kosmosu i że jeśli mu w to wszystko nie uwierzę to po śmierci będę uczestnikiem grilla miesiąca a robiąc to wysyła kogoś by zbierał pieniądze od tych co w to wierzą to ja to nazywam po imieniu.

Pieprzenie ciężkich głupot.

Aha,bo zapomniałem. Dziewica zaszła w ciążę...Ostatnio czasem się zdarza,że jakaś wydmuszka tak twierdzi. Znacie kogoś kto w to wierzy? Na miejscu Józefa mocno bym się zastanawiał.

Wychodzi na to,że w tej całej bajce jest tylko jeden typ z rogami i wcale nie jest nim diabeł.

Poza tym jak mi ktoś wmawia,że jestem zły od urodzenia i gra przy tym smutną muzykę to ja mam go w okrężnicy.

m
matka

Artykuł dokładnie przeczytałam autorstwa Pana red.Ogioldy. Jednak nie znalazłam w nim odpowiedzi na nurtujące mnie od iluś tam lat pytania. ...Moim zdaniem, Pan Redaktor niby zahacza o problem...;który zaraz jakby tłumaczy. Wiele można napisać w tym temacie. Ja tym razem pozwolę sobie ustsunkować się do tytułu wspomnianego artykułu. Otóż Kościół nie musi się obawiać nikogo, gdy HIERARCHOWIE będą postępowali zgodnie z tym, co głoszą. Wtedy prawdziwe owieczki go nie opuszczą. Jednak, gdy te owieczki widzą i słyszą obłudę i zakłamanie ...wówczas buntują się i wcale żaden tam Palikot nie przewraca im w głowie, jak to niektórzy twierdzą.

z
zew

Uwazaj co piszesz bo cie wykasują. Forum z takich jak ty (myslących) jest czyszczone, obowiązuje tu dyscyplina i jednomyslność - ta jedynie słuszna. Dzisjaj to przeszli samych siebie. Moderator wycioł od rana pół forum.

G
Gość

Takiego steku bzdur już dawno nie czytałem. Już dawno nie kupuję tej gazety i proponuje zastanowić się nad tym czy warto zamieszczać tego typu insynuacje, aby utracić kolejnych czytelników. A jako konkurencji dla urbana was nie widzę.

Rozumiem, że trzeba się wykazywać przed zarządem, którego dawno już nie ma w Opolu, ale proszę szanujmy się, bo zaglądają czasem jeszcze tutaj ludzie potrafiący samodzielnie myśleć.

g
gość
Pieski szczekają, karawana jedzie dalej.

Właśnie od tego stwierdzenia kard.Glempa ludzie się gapnęli że kler cos nie tak.
K
KSIĄDZ PROBOSZCZ

OTO WIELKA TAJEMNICA WIAAARYYY...
ZIEMIA, ZŁOTO I DOLAAARYYY...

APELUJĘ O TZW. CICHĄ TACĘ, TZN. TYLKO BANKNOTY (CO NAKMNIEJ 20 ZŁ).

BÓG ZAPŁAĆ.

AMEN.

G
Gość

Kosciol powinien sie bac kary Boskiej za krzywdy, ktore przez 2000 lat wyrzadzil maluczkim.
A jest tego sporo.

A
Aleg

też jestem katolikiem-a czy dobrym? Bóg powiedział"darmo otrzymaliście darmo dawajcie" tylko Bóg nie wiedział,że po 2500latach będą jeżdziły mercedesy ale na wszelki wypadek przekazał swoim pasterzom (księżą i całej władzy kościelnej) że za ich pychę droga do nieba będzie brukowana ich czaszkami a po nich będą stąpać właśnie te stare ołmy i cały biedny lud Boży,który był ograbiony z ostatniej kromki chleba w imie owego MERCEDESA!!!!!!!!!!!!

D
Don Quijote

Moim skromnym zdaniem przyczyną kłopotów Kościoła Rzymskokatolickiego w Polsce jest to, że pod rządami Michalika, Głodzia, Dziwisza i pozostałych hierarchów zamiast służyć ludziom on chce nad nimi bezwzględnie panować, a co najmniej 75% kleru wcale nie służy Panu Bogu tylko się nim posługuje po to, aby wygodnie żyć. Przecież Chrystus urodził się w stajence i całe życie chodził w zgrzebnych szatach, a jego ziemscy słudzy mieszkają w pałacach i noszą szaty ociekające złotem. Cóż za przewrotność.

G
Gość

wielu Polaków widzi sens obecności w szkole księdza czy świeckiego katechety nie tylko jako świadka wiary, ale i jako wychowawcy.

"Praca - w czasie przerwy dyskusja między pracownikami na temat sensu nauczania w szkole religii. Jeden z nich kwituje spór stwierdzeniem: "Niech uczą, przecież na religii nie uczą niczego złego". Nie mija nawet pięć minut i syn tego człowieka opowiada barwnie i z humorem, o sposobie, jaki będąc ministrantem wypracował, by obrabiać księdzu skarbonkę... Ze strony przysłuchującego się tej wypowiedzi ojca, zero jakiejkolwiek reakcji. Nawet się tatuś nie zarumienił..."

B
Bodzio

RZymianie byli mocarstwem świata. Egipt wcześniej też ZSRR Czyli Stalin i Hitler też byli nie do pokonania .Walczyli z kościołem i proszę porównać te Tezy.I czy teraz mamy zamiar walczyć jak jesteśmy bardzo słabi i nędzarze.Pomyślcie czy warto stawać do walki.

g
gosc

Od kiedy jest NTO gazeto koscielno ?

k
katolik

kosciol w Polsce dazy na wlasne zyczenie do samozaglady .. pazerne klechy spropanowaly symbol wiary katolckiej w imie doczesnych uciech .. mamona kasa .. ilosc krzyzy nie idzie w parze z wiara .. chlopcy w czarnych sukienkach czym roznia sie od Judasza ... tak samo sa pazerni na kase .. klechy ze szkol .. VON..

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3