Kosowo - kraj rozdarty

Archiwum prywatne
Po zamieszkach ulicznych pozostają spalone auta i usypane z kamieni barykady. Archiwum prywatne
- Musisz być czujny, bo nigdy nie wiadomo, kiedy jedna lub druga strona zacznie jatkę - mówi sierżant sztabowy Zbigniew Leśniak z Opola, jeden ze 125 polskich policjantów, którzy stacjonowali w Kosowie.

Kontrowersje wokół Kosowa

Kontrowersje wokół Kosowa

Z punktu widzenia prawa międzynarodowego i zgodnie z rezolucjami ONZ Kosowo jest postrzegane przez jedne państwa jako część Serbii, a przez inne jako osobne państwo.

Zmiany statusu Kosowa nie udało się uzgodnić na forum ONZ ani w wyniku międzynarodowej mediacji. Na przeprowadzonej 17 lutego 2008 sesji parlamentu Kosowa w Prisztinie zadeklarowano zerwanie dotychczas istniejących związków z Serbią i ogłoszono niepodległość kraju.

Kwestię zgodności deklaracji niepodległości Kosowa z prawem międzynarodowym jednoznacznie ustalił Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze 22 lipca 2010, opiniując głosami 10:4, że deklaracja niepodległości nie była nielegalna.
Według stanu z 30 grudnia 2011 na arenie międzynarodowej Kosowo zostało uznane przez 86 państw, w tym przez Polskę.

Dlatego jadąc na patrol, funkcjonariusze są uzbrojeni po zęby. Mają na sobie kamizelki kuloodporne i hełmy, a w rękach kałasznikowy.

Jest 27 lipca 2011 roku. Do przejścia granicznego pomiędzy Kosowem a Serbią zbliża się grupa kilkuset mężczyzn. To Serbowie, których domy po odłączeniu Kosowa od ich ojczyzny zostały po drugiej stronie. Większość z nich twarze zasłonięte ma chustami, na głowach kaptury. Są agresywni. Część mężczyzn trzyma w rękach butelki z benzyną, inni kamienie, topory i pałki. Widząc nadchodzący tłum, celnicy i policjanci uciekają z przejścia. Schronienia szukają na pobliskim wzgórzu i z daleka obserwują dalszy rozwój sytuacji. Kiedy grupa jest w odległości 20 metrów do przejścia, w jego stronę lecą kamienie.

Zajście nagrywa serbska telewizja. Dziennikarze musieli dostać wcześniej cynk, że dojdzie do ataku. Ich kamery rozstawione są po serbskiej stronie, kilkadziesiąt metrów od granicy. Jak na dłoni widać uciekającą obsługę, odjeżdżające w pośpiechu samochody.

Manifestanci odpalają koktajle Mołotowa i rzucają nimi w zabudowania i samochody należące do międzynarodowych sił stabilizacyjnych. W pewnym momencie wybucha granat. Kiedy całe przejście stoi w ogniu, Serbowie triumfalnie wznoszą do góry ręce. W ruch idą też topory i kije bejsbolowe, którymi rozbijane są budynki. Cała akcja trwa kilka godzin. Kiedy tłum odchodzi, widać ogrom zniszczenia. Nie został kamień na kamieniu. Wypalone budynki, spalone samochody, porozrzucany sprzęt biurowy.

- Takie ataki na przejścia graniczne to nie rzadkość - mówi sierżant sztabowy Zbigniew Leśniak z Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu, jeden ze 125 polskich policjantów, którzy brali udział w misji pokojowej pod auspicjami Unii Europejskiej w Kosowie. Stacjonował w Prisztinie, stolicy Kosowa.

- Naszym zadaniem było pilnowanie porządku na pograniczu serbsko-kosowskim - mówi. - Tam cały czas utrzymuje się wielkie napięcie pomiędzy Serabami a Albańczykami, wystarczy niewielki zapalnik i konflikt przybiera na sile.

Bałkański kocioł

Kosowo. Najmłodsze państwo w Europie. Jego obszar to 10 887 kilometrów kwadratowych. Dla porównania obszar Opolszczyzny to 9411,87 km kw. Mieszka tam ponad 1,8 mln ludzi, podobnie ile w Warszawie. Kosowo leży w południowo-zachodniej części Serbii. Od południa graniczy z Macedonią i Albanią, od zachodu z Czarnogórą, od północy i wschodu wrzyna się w Serbię. Region zamieszkany jest w przeważającej części przez Albańczyków, jednak od XII wieku związany jest z władzą Serbów.

Serbowie stanowią tu mniejszość żyjącą w kilku enklawach. Większością są jedynie na północy kraju. Od wojny na Bałkanach Albańczycy dążyli do oderwania się od Serbów i utworzenia własnego państwa. Dopięli swego. Niepodległość ogłosili 17 lutego 2008 roku. Z tej okazji do stolicy Kosowa Prisztiny przyjechało niemal milion ludzi. Na ulicach rozpoczęło się świętowanie, mimo tego, że nowy kraj uznało zaledwie 85 ze 192 państw członkowskich ONZ, 22 z 27 Unii Europejskiej i 24 z 28 NATO, w tym Polska.

Wcześniej, bo od 1996 do 1999 roku, trwała tam wyniszczająca wojna domowa. Obie strony nie przebierały w środkach, dopuszczając się mordów na ludności cywilnej i czystek etnicznych. Działania zbrojne zostały zahamowane dopiero po nalotach samolotów NATO-wskich na Serbię. Ale i po zakończeniu wojny nie nastał spokój. Siły UCK, czyli Armii Wyzwolenia Kosowa, rozpoczęły czystki etniczne. Niszczyły serbskie wsie, świątynie oraz pomniki. 300 tysięcy Serbów i Cyganów zostało wypędzonych, reszta pozostała w nielicznych strzeżonych przez siły NATO i KFOR enklawach.

Od 17 do 18 marca 2004 roku zorganizowane grupy Albańczyków, pomimo ochrony KFOR-u, zaatakowały serbskie wsie. Zginęło 19 osób - 11 Albańczyków i 8 Serbów. Zgodnie z rozkazem KFOR w pierwszej kolejności zapewniał bezpieczeństwo własnym żołnierzom, następnie ewakuował zagrożonych Serbów i Romów.

Serbowie do dzisiaj nie pogodzili się z utratą Kosowa. Zaraz po ogłoszeniu niepodległości w zamieszkanych przez nich enklawach wybuchły zamieszki. Do najpoważniejszych doszło w Mitrowicy. Podczas starć pod tamtejszym sądem rannych zostało 28 polskich policjantów, zginął jeden ukraiński funkcjonariusz. Z kolei w 2002 roku na moście na rzece Ibar w Mitrowicy rozdzielającym serbską i albańską część miasta, rannych zostało 15 polskich policjantów.

- Tutaj punktem zapalnym może być każdy, nawet najbardziej błahy, powód - mówi Zbigniew Leśniak.

Na przykład wynik meczu. Tak było m.in. dwa lata temu po przegranym przez Serbów meczu z Turkami na koszykarskich mistrzostwach świata. W Mitrowicy doszło do gwałtownych zamieszek, gdy świętujący tureckie zwycięstwo Albańczycy zostali zaatakowani przez rzucających kamieniami Serbów. Rannych zostało wówczas siedem osób, w tym jeden francuski policjant. Do wydarzenia doszło na słynnym moście na rzece Ibar. Walczący zostali rozdzieleni przez międzynarodowe siły stabilizacyjne oraz kosowską policję.

Nasi strzegą spokoju w Kosowie

Mundurowi chronią Serbów przed Albańczykami i na odwrót. Pierwszy z prawej - opolanin Zbigniew Leśniak.
(fot. Archiwum prywatne)

Polscy policjanci służą w Kosowie w ramach unijnej misji EULEX. Najważniejszym zadaniem misji jest niedopuszczenie do konfrontacji, do których dochodzi pomiędzy kosowskimi Albańczykami a Serbami.

- Tam trzeba być czujnym, bo nigdy nie wiadomo, kiedy jedna lub druga strona zacznie jatkę - mówi sierżant sztabowy Zbigniew Leśniak.

Dlatego policjanci jadący na patrol są uzbrojeni po zęby. Zawsze mają na sobie kamizelki kuloodporne i hełmy, a ich broń to kałasznikowy.

- W teren jeździliśmy opancerzonymi wozami - wspomina opolski policjant. - Dostaliśmy je po tym, jak pewnego dnia ktoś próbował włoskim policjantom wrzucić do samochodu granat.

Jak mówi opolski funkcjonariusz, Serbowie i Albańczycy są generalnie przyjaźnie nastawieni do polskich policjantów.

- Takie jest przynajmniej moje odczucie - zaznacza Leśniak. - Serbowie podchodzą, rozmawiają, uśmiechają się. Ja ich nawet rozumiem. Przecież ktoś z dnia na dzień stwierdził, że teraz będą mieszkali w innym kraju. Kiedyś jeden starszy Serb wyciągnął rękę, pokazał palcem na góry w oddali i powiedział do mnie: "Popatrz, tam za tymi szczytami jest Serbia. To tam są groby moich przodków. Kiedyś i ja mieszkałem w Serbii, teraz jestem w innym państwie i nikt mnie o zdanie nie pytał. Coś tu chyba jest nie tak". I jak mu odmówić racji?

Ale w pracy policjanci sentymentów mieć nie mogą.
- Strzeżemy bezpieczeństwa, zarówno Serbów, jak i Albańczyków - mówi Zbigniew Leśniak.
Polski policjant zauważa, że Serbowie w Kosowie są znakomicie zorganizowani.
- W ciągu chwili potrafią skrzyknąć 200-300-osobową ekipę, podejść na przejście graniczne i spalić je - mówi.

Specjalizują się też w zasypywaniu głównych dróg w Kosowie. W ten sposób paraliżują kraj komunikacyjnie.

- Biorą buldożer, ciężarówki, ładują na nie odłamki skał i sypią na drogi - mówi sierżant sztabowy Zbigniew Leśniak. - Działają w nocy. Potrzebują kilku godzin, by zablokować główne drogi.

Z polityką w tle

Opolski policjant miał też inne zadania. Był w ekipie, która strzegła Nazima Bllacę. To jedna z najbardziej tajemniczych postaci bałkańskiej polityki. Etniczny Albańczyk, niegdyś bliski współpracownik Hashima Thaci, obecnego premiera Kosowa. Jest głównym świadkiem w sprawie zabójstw na zlecenie. Bllaca przyznał się, że to właśnie na rozkazy Hashima Thaci wykonywał wyroki na jego wrogach bądź organizował na nich zamachy. Wyjawił to, bo boi się o swoje życie. Według niego służby zalegają mu 220 tysięcy euro za zabójstwa na zlecenie. Kiedy upomniał się o pieniądze, próbowano go zabić. Według projektu raportu powstałego na zlecenie rady Europy, stworzonego przez szwajcarskiego senatora Dicka Marty'ego i opublikowanego w grudniu 2010, Hashim Thaci jako lider Armii Wyzwolenia Kosowa miał być też zaangażowany w przemyt narkotyków i nielegalny handel organami przeznaczonymi na przeszczepy. Thaci zaprzeczył tym zarzutom. Sprawą zajęła się Unia Europejska. Nazim Bllaca został świadkiem koronnym i osadzono go w areszcie domowym.
- Strzegliśmy go 24 godziny na dobę - mówi policjant. - Ze zrozumiałych względów nie mogę o tym za dużo mówić. Ale dom, w którym przebywał, to była istna twierdza. Uzbrojeni po zęby policjanci, ciężki sprzęt itd. Widać, że to ważny człowiek dla wymiaru sprawiedliwości.

U nas z pałką, tam z kałachem

Sierżant sztabowy Zbigniew Leśniak w Kosowie był od maja ubiegłego roku do lutego tego roku. Wcześniej był policjantem Samodzielnego Pododdziału Prewencji Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu.

- W Opolu i Kosowie patrolowałem ulice, ale w obu miejscach praca jest całkiem inna - tłumaczy policjant. - Tutaj co najwyżej spotkasz smarkacza, który wybije szybę, da komuś w nos, no, chyba że dojdzie do rozróby na meczu, ale i to od święta. Tam trzeba mieć oczy dookoła głowy. Dreszczyk emocji jest i z tego powodu, że na patrol jedziesz ubrany w kamizelkę kuloodporną, z pistoletem maszynowym w dłoni. W Kosowie często korzystaliśmy ze śmigłowca. To szybki środek transportu, zwłaszcza w górzystym terenie, jakim jest Kosowo.
Zanim Leśniak pojechał na Bałkany, musiał przejść specjalne szkolenia, testy i zdać egzamin językowy. Potem czekał na wyznaczenie daty wyjazdu. Do Prisztiny leciał samolotem z Warszawy.

- Pierwsze, co rzucało się w oczy zaraz po przyjeździe, to góry i wojsko pilnujące lotniska - opowiada opolanin. - Zresztą wszędzie na ulicach jest mnóstwo ludzi w mundurach. Żołnierze sił międzynarodowych, policjanci kosowscy i ci z sił pod egidą Unii Europejskiej.

Jak mówi, centra dużych miast podobne są do tych europejskich. Takie same samochody, towary w sklepach, podobnie ubrani ludzie. Różnice widać natomiast na prowincji.

- Spotkasz tam jeszcze domy ze śladami po kulach i pociskach, które przypominają o wojnie. Byłem też zdziwiony tym, że wiele domów na pierwszy rzut oka wyglądających na do zamieszkania, stoi pustych - opowiada Zbigniew Leśniak. - Jeden Albańczyk wytłumaczył mi, że większość z budynków jest zaminowana, a ładunki są sprytnie ukryte. To też pozostałości po wojnie. Ludziom, którzy to robili chodziło o to, żeby zabić lokatorów, którzy się będą wprowadzać.

Zbigniew Leśniak wrócił do Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu. Jednak nie do prewencji, a do wydziału kadr i szkolenia. Nie ukrywa jednak, że chciałby wrócić na Bałkany.
- Co tu ukrywać, tam zarobki są całkiem inne niż tutaj - kończy.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3