reklama

KSW Colosseum. Damian Janikowski: Z każdą kolejną walką będę zbliżał się do pojedynku o pas

Tomasz Dębek
Tomasz Dębek
Damian Janikowski
Damian Janikowski Sebastian Rudnicki/KSW
Nie spodziewałem się, że pójdzie tak szybko. To moja pierwsza walka, ale presja na igrzyskach była większa - przyznaje Damian Janikowski, medalista olimpijski w zapasach, który na KSW Colosseum udanie zadebiutował w MMA. Podczas sobotniej gali na PGE Narodowym pokonał doświadczonego Julio Gallegosa (8-8) w niespełna dwie minuty.

Jak czuje się Pan po zwycięskim debiucie w MMA podczas sobotniej gali KSW Colosseum?
Dziękuję, bardzo dobrze. Nie wiem, czy już dotarło do mnie, że zadebiutowałem na tak ogromnej, historycznej gali. I że wygrałem w taki sposób. Po walce była ogromna radość. Wpadłem w euforię, wskoczyłem na klatkę i zrobiłem salto, a później rzuciłem trenerem. Powtórzyłem to, co zrobiłem na igrzyskach w Londynie. Pierwszy podszedł do mnie akurat trener Kamil Umiński, który jest zapaśnikiem. Po takim rzucie nie było ryzyka, że coś mu się stanie. (śmiech) Ale to już za mną. Teraz czas na wypoczynek, a później przygotowania do kolejnej walki.

Spodziewał się Pan, że debiut może skończyć się tak szybko?
Nie. Zakładaliśmy długi, ciężki bój. Julio Gallegos to naprawdę dobry zawodnik. Musiałem wywrzeć na nim presję. Plan był taki, żeby kopać na głowę. Zauważyliśmy, że Julio często opuszcza ręce, chciałem to wykorzystać. W klinczu też wiedziałem, co robić, pracowały łokcie i kolana. Starałem się je wykorzystywać i udało się, wziąłem to, co mogłem. Ale sam byłem zaskoczony, że poszło tak szybko.

Początkiem końca Gallegosa był cios kolanem na twarz. Obserwując pańskie treningi, widać, że kopnięcia są bardzo groźną bronią. Nie marnował się Pan trochę w zapasach, gdzie kopać nie wolno?
Zawsze śmiałem się, że skoro tak często zmieniają przepisy, to mogliby wprowadzić dogrywki z małymi rękawicami, w których byśmy się bili. Jak współcześni gladiatorzy. Niestety, ten pomysł nie przeszedł. Gdyby można było uderzać i kopać, nie byłyby to już zapasy. Nie żałuję, że zmieniłem dyscyplinę na MMA. Zakończyłem karierę zapaśniczą, ale nadal jestem sportowcem.

Jak bardzo irytują Pana pytania o powrót do zapasów? Trudno to sobie wyobrazić, a prawie w każdym wywiadzie ktoś o to pyta.
Żadne pytania mnie nie denerwują. Trzeba by się było bardzo mocno postarać, żeby tak się stało. Wszyscy pytają o podobne rzeczy, a ja staram się rozsądnie odpowiadać.

Jak porówna Pan treningi zapaśnicze do tych pod MMA? W zapasach jest chyba intensywniej, turnieje są często i trwają kilka dni.
Sport olimpijski jest bardzo ciężki. Co chwilę są turnieje, trzeba się na nie przygotowywać, robić wagę. Zawody są od rana, trzeba stoczyć pięć, sześć walk w krótkim czasie. Poza tym wiecznie jest się poza domem, na zgrupowaniach i wyjazdach. Aby odnosić sukcesy w zapasach, trzeba być dobrym w wielu rzeczach. Ta wszechstronność pomogła mi w przekształceniu się w zawodnika MMA. Tu też oczywiście nie jest lekko. Podczas przygotowań przychodzą kryzysy, czasem organizm ma po prostu dosyć. Ale między walkami ma się więcej czasu dla rodziny i siebie. W zapasach trenowało się praktycznie cały czas.

Jak podobała się Panu atmosfera i otoczka sobotniej gali?
Wszystko było zorganizowane bardzo profesjonalnie. Czułem się bezpiecznie. Nie miałem ciśnienia, że zrobię coś źle i na przykład spóźnię się na walkę. Wyznaczone do tego osoby czuwały nad wszystkim. Wychodząc do klatki, już wiedziałem, co mnie czeka. Jak wyglądają trybuny, ilu jest kibiców. Byłem tak skupiony, że zawęził mi się obraz i widziałem tylko swoją drogę do klatki. Nawet nie zdążyłem się rozejrzeć dookoła. Dopiero jakieś dwie godziny po walce, gdy skończyłem udzielać wywiadów, mogłem usiąść obok swojej żony i podziwiać inne pojedynki. A przy okazji chłonąć atmosferę tego, co działo się na stadionie. Było rewelacyjnie. Superwidowisko, walki też stały na najwyższym poziomie.

Jak porówna Pan występ na takiej gali do startu na igrzyskach?
Szczerze mówiąc, igrzyska wywierały na mnie większą presję. Zapasy uprawiałem od dziewiątego roku życia. Po kilkunastu latach marzyłem o tym, aby zdobyć medal olimpijski. To ciążyło na psychice. W sobotę byłem debiutantem, ale mam za sobą lata doświadczenia z kariery zapaśniczej. Wiedziałem, na co się piszę i jak muszę być skoncentrowany, by osiągnąć cel. KSW było megaprofesjonalne, ja tak samo.

Chyba jedyną rysą na świetnej gali były gwizdy z trybun na Mameda Chalidowa po tym, jak w walce wieczoru pokonał decyzją sędziów Borysa Mańkowskiego. Co Pan sądzi o tej sytuacji?
Dla mnie to niepojęte. Sam Borys wypowiadał się bardzo pozytywnie na temat tej walki i Mameda. Gwizdy były zupełnie niepotrzebne. Obaj są Polakami, choć większość ludzi była za Borysem. Mamed bije się dla KSW od lat. Ma już swoje lata i ma prawo od czasu do czasu dać trochę słabszą walkę. Ale patrząc okiem zawodnika, wygrał pierwszą i trzecią rundę. To stary lis, doskonale wiedział, co robi. Zdawał sobie sprawę z tego, że nie może iść z Borysem w bitkę. Świetnie wykorzystywał szybkość i umiejętności techniczne. Co jakiś czas zaznaczał swoją przewagę. Szkoda, że publiczność go wygwizdała. Mamed powinien dostać największe brawa na całej gali. W dużym stopniu dzięki niemu polskie MMA rozwinęło się na tyle, że taka gala mogła odbyć się na PGE Narodowym. I przyciągnąć takie tłumy. Moim zdaniem po walce wieczoru i Mamedowi, i Borysowi należała się owacja na stojąco.

>> MATEUSZ GAMROT PO KSW COLOSSEUM: DLA MNIE BORYS JEST ZWYCIĘZCĄ [WYWIAD] <<

Myśli Pan, że ta sytuacja - a do podobnej doszło rok temu w Gdańsku - mogą mieć wpływ na decyzję Chalidowa o przedłużeniu kontraktu z KSW? Sobotnią walką wypełnił poprzednią umowę.
Nie mam pojęcia. Mamed ma oddaną rzeszę fanów, którzy są z nim na dobre i złe. Ci, którzy gwizdali, pewnie sami nie wiedzieli, dlaczego to robią. Zostanie lub opuszczenie KSW jest wyborem Mameda. On już najlepiej wie, co powinien zrobić.

Tak czy inaczej Chalidow wciąż jest mistrzem pańskiej kategorii do 84 kilogramów. Zostanie czy odejdzie, Mamed ma już 37 lat. Po tak efektownym debiucie wielu widzi w Panu jego następcę. Będzie Pan jednak musiał to potwierdzić kolejnymi walkami...
Oczywiście. Wszystko chcemy robić zgodnie z planem. Z walki na walkę muszę poprawiać swoje umiejętności i eliminować błędy. Będę łapał doświadczenie. Kolejne pojedynki powinny wyglądać coraz lepiej. W sobotę trudno mi było wyczuć dystans w stójce. Trochę bałem się tego, że wpadnę w Gallegosa, a on mnie skontruje. Dopiero kiedy weszliśmy w klincz, zacząłem się bawić. Wtedy już wiedziałem, że mu nie odpuszczę. Myślę, że z każdą kolejną walką będę zbliżał się do pojedynku o pas kategorii do 84 kg. I zostania następcą Mameda w roli jej mistrza.

Kiedy stoczy Pan kolejną walkę?
O tym już muszą porozmawiać mój menedżer i Martin Lewandowski. Na pewno muszę mieć jakąś przerwę przed drugą walką. Wkrótce powinniśmy wszystko ustalić.

Jakiego chciałby Pan rywala? Jeszcze bardziej doświadczonego od Gallegosa, mocniejszego sportowo, bardziej medialnego?
Trudno powiedzieć, z kim chciałbym się zmierzyć. Przygotuję się pod tego, kogo wyznaczą mi włodarze KSW. Kogokolwiek wybiorą, z tym będę walczył. I zrobię wszystko, żeby dopisać sobie do rekordu drugie zwycięstwo.

Rozmawiał Tomasz Dębek
Obserwuj autora artykułu na Twitterze

Wideo

Materiał oryginalny: KSW Colosseum. Damian Janikowski: Z każdą kolejną walką będę zbliżał się do pojedynku o pas - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3