Łowcy burz - ekstremalne hobby

    Łowcy burz - ekstremalne hobby

    fot. Michał Ratajczyk

    Nowa Trybuna Opolska

    Aktualizacja:

    Nowa Trybuna Opolska

    Łowcy burz - ekstremalne hobby

    ©fot. Tomasz Machowski

    Gęste jak bita śmietana ciemne chmury i ta cisza. Coś wisi w powietrzu: burza albo tornado. Nagle błysk, huk! W ludziach budzi lęk. Zostają tylko oni. Łowcy burz.
    Łowcy burz - ekstremalne hobby

    ©fot. Tomasz Machowski

    - My wychodzimy im naprzeciw - mówi 21-letni Artur Surowiecki, szef Polskich Łowców Burz. - Im bliżej, tym szybciej bije serce i skacze adrenalina. Zawsze jest czas, żeby się wycofać, ale wielu z nas woli być w samym sercu żywiołu.

    - Poczułem uderzenie piorunów z odległości stu metrów - mówi podekscytowany Artur. - Ale są wśród nas tacy, którzy doświadczyli tego z odległości dziesięciu metrów.

    Pewnie, że się boją, ale to strach przed potęgą natury. Artur mówi, że właśnie ten strach wyzwala siłę do dalszego działania. Podążają za burzą, analizują dane meteorologiczne.

    - Burzę trzeba złowić, utrwalić na zdjęciu i zapisać jej dźwięki - tłumaczy 17-letni Grzegorz Zawiślak, jeden z najmłodszych Łowców Burz. - Trzeba ją dogonić autem. I to szybko, bo widowisko z piorunami trwa krótko.

    Na Zachodzie wyładowania rejestrują detektory burzowe - lokalizujące i pokazujące siłę burzy. Ale u nas ten system ostrzegawczy praktycznie nie istnieje, w Polsce jest tylko 9 detektorów. Natomiast stacje meteorologiczne stojące co 70 kilometrów rejestrują jedynie, co dzieje się w pobliżu. A chmura burzowa rozciąga się zwykle na długości kilkunastu kilometrów.

    - Dlatego często sięgamy po dane niemieckich detektorów - mówi 21-letni Tomasz Machowski, student pedagogiki z Krakowa. - A potem obserwujemy rozwój chmury. Kiedy zaczyna się wypiętrzać, nabierać masy, to znaczy, że trzeba przygotować kamery i aparaty.

    Następnie jest łomot serca, spłycony oddech i oczekiwanie na to, co tym razem przyjdzie. - A jak przychodzi, to człowiek zdaje sobie sprawę z potęgi natury - opowiada Tomasz. - Energia z jednego, malutkiego pioruna wystarczyłaby, żeby zaopatrzyć na jeden dzień w energię średniej wielkości miasto. Ale nikomu nie udało się jeszcze ujarzmić tej siły.

    Pikujące i poprzeczne

    - Nie ma dwóch identycznych piorunów, podobnie jak nie ma dwóch identycznych płatków śniegu - mówi Artur Surowiecki. - Wyładowania mogą być co sekundę lub co minutę. - A z małej chmury mogą być duże pioruny i odwrotnie - dodaje Tomasz.

    Najgroźniejsze są pioruny pikujące z nieba na ziemię. Mniej groźne to te kotłujące się w samej chmurze
    - poprzeczne, które rozładowują napięcie, nie dotykając ziemi.

    Według Polskich Łowców Burz właśnie takich wyładowań w tym roku jest bardzo dużo. Jak powstają? Gorące masy powietrza znad Afryki spotykają się z tym zimnym znad Atlantyku akurat nad środkową Europą.

    - Na sierpień przewidujemy jeszcze kilka silnych burz, które przejdą nad Polską - dodaje Artur Surowiecki.

    Artur kiedyś bał się burz. - Miałem cztery lata, kiedy z mamą uciekaliśmy przed burzą - wspomina. - Wydawało mi się wtedy, że wyładowania trwają wieczność. Po wielu latach stałem pod wiatą przystanku i widziałem, jak pioruny odbijały się od chodnika. To chyba wtedy przestałem się bać...

    Burze zafascynowały go swoją nieobliczalnością.
    - Często wydaje nam się, że już wiemy, jak będzie przebiegała - opowiada. - Nagle z tej, zdawałoby się niegroźnej, robi się piekło. Chmura podnosi się, kręci i powstaje lejek. Panuje w nim niższe ciśnienie i kondensuje się para wodna. Przed każdą taką trąbą powietrzną powstaje złowroga cisza. To chwila grozy, a ludzie intuicyjnie przeczuwają, że coś się wydarzy.

    Łowcy przyszli z Ameryki


    Pioruny poprzeczne wyglądają bardzo efektownie. Rozładowują się w chmurach i są niebezpieczne dla samolotów.
    (fot. fot. Michał Ratajczyk)

    Tomasz burze w terenie zwykle obserwuje z samochodu. - Zwarta budowa auta i ogumienie sprawiają, że jest to w miarę bezpiecznie - tłumaczy. - Wolę jednak zaparkować w zagłębieniu terenu i na wszelki wypadek nie dotykam wtedy żadnej metalowej części.
    Czy się boi?

    - Tylko szaleniec może się nie bać - stwierdza. - Podczas burzy na pewno nie wolno stać na otwartej przestrzeni, bo wtedy człowiek wystawia się na wyładowania.

    Łowcy mówią, że nadchodzącą burzę można przewidzieć około trzydziestu minut wcześniej. O jej nadejściu powiadamiają stacje meteorologiczne, informację zamieszczają też na swojej stronie internetowej.

    To niepolski patent, pomysł jest zza oceanu. Amerykańscy Łowcy Burz obserwują je już od kilku pokoleń.
    - Mają więcej stacji meteorologicznych niż my, ale mają też zdecydowanie więcej tornad i burz - tłumaczą polscy łowcy. - Nauczyli się wzajemnie ostrzegać o nadciągającym niebezpieczeństwie.

    Tomek, zanim zaczął gonić z aparatem pioruny, panicznie bał się grzmotów i błyskawic. - Jako dziecko podczas każdej burzy chowałem głowę pod kołdrą - opowiada. - W końcu strach przeszedł w fascynację, ale trudno powiedzieć, kiedy i jak to się stało.

    Tomek często jeździ w góry, tam burze są najgroźniejsze, ale wyładowania widać i słychać najlepiej.
    Łowcy często obserwują, jak wśród błyskawic i grzmotów ludzie uciekają przed burzą. - Nie wolno tego robić - ostrzega Tomasz. - Przy większych, szybszych krokach elektryzujemy powietrze, zwiększa się napięcie, tym samym zwiększamy pole rażenia wokół siebie. Podobnie jest, kiedy na otwartej przestrzeni kładziemy się plackiem na ziemi. Bezpieczniej przykucnąć.

    Z dzieciństwa zapamiętał, jak rodzice wybrali się z nim na wycieczkę pod Warszawę.
    - W lesie złapała nas straszna zawierucha, rodzice przykucnęli, żeby mnie chronić - wspomina. - Chyba intuicyjnie przyjęli najbezpieczniejszą pozycję. Nic nie mówiąc, przekazali mi informację, że to groźne zjawisko, z którym się nie igra.

    Grzegorz uczy się w technikum elektrycznym, po maturze chciałby studiować kierunek związany z meteorologią. - I nadal przewidywać i ostrzegać ludzi przed tym, co niesie natura - dodaje.

    Pioruny są przewrotne


    Najgroźniejsze są pioruny pikujące, podczas gwałtownej burzy potrafią uderzać w ziemię nawet co sekundę.
    (fot. fot. Marcin Głogulski)

    Ludzie różnie reagują na ostrzegawcze komunikaty o burzach. Jedni paraliżującym strachem, nie wychylając nosa z domu, inni zupełnie je ignorują.

    - Często widzę, jak rolnicy mimo ogłaszanych komunikatów siedzą do ostatniej chwili na polu, do tego trzymają w rękach metalowe narzędzia - mówi Tomasz Machowski. - To już bezmyślność, której źródłem jest zgubne przekonanie, że "mnie nic się nie stanie".

    Polscy Łowcy Burz dostają wiele pytań związanych z burzami i wyładowaniami. Na niektóre nie mają racjonalnych odpowiedzi.

    - Choćby na takie: dlaczego piorun uderzył w budynek, gdzie był piorunochron, a ominął ten, który był go pozbawiony - mówi Artur Surowiecki. - Albo dlaczego uderzył w najniższy punkt w terenie, a ominął ten wyższy.

    Na logikę powinno być odwrotnie, ale nie było. Bo natura jest nieprzewidywalna.
    Można powiedzieć, że podczas burzy człowiek jest najbardziej bezpieczny w domu. Kiedy zrywa się wichura, intuicyjnie zamykamy okna. Rzeczywiście, to chroni przed piorunem. Na ogół. Bo znane łowcom przypadki pokazują, że nawet w domu człowiek nie może czuć się do końca bezpiecznie. Niektórzy nazywają to przeznaczeniem.

    Na przykład piorun zabił w mieszkaniu człowieka, który rozmawiał przez telefon stacjonarny. - Uderzył w maszt i po kablu dotarł do rozmówcy - przypuszcza Surowiecki.

    Uderzając w słup telekomunikacyjny, wyładowanie może przepłynąć też przez kabel do komputera. Dlatego ważne jest, żeby podczas burzy nie siedzieć przy włączonym monitorze.

    Są ludzie, którzy na czas błyskawic i grzmotów chronią się w łazienkach, gdzie nie widzą wyładowań.
    - Ale kilka lat temu piorun uderzył w wodociągową wieżę ciśnień i tak dotarł do wypełnionej wodą wanny w mieszkaniu, rażąc śmiertelnie kobietę - opowiadają łowcy.

    Niekiedy zdarza się cud, tak było w przypadku młodej kobiety, dla której spotkanie z piorunem zakończyło się tylko spaleniem brezentowego pokrycia parasolki. - Najprawdopodobniej piorun "zszedł" następnie po metalowej części parasolki i dalej prześlizgnął się po mokrym ubraniu kobiety do ziemi - tłumaczy Artur Surowiecki.

    Zabobony mogą chronić

    W mieście już rzadko się zdarza, że przed zbliżającą się burzą ludzie wyłączają z kontaktu wszystkie urządzenia elektryczne. - Z takim nawykiem spotykamy się jeszcze na wsi - mówią łowcy. - Ale też ludzie tam są częściej narażeni na niebezpieczeństwo, ze względu na napowietrzną instalację telefoniczną, która ściąga pioruny. W mieście przewody są w ziemi i mają dodatkowe uziemienie.

    Starsi ludzie traktują burze z nabożną pokorą, mają też wkodowane reakcje, które młodzi uważają za przesądy. Okazuje się jednak, że czasem te zabobony mają naukowe podstawy i mogą ustrzec przed niebezpieczeństwem. Jak chociażby zwyczaj, że podczas burzy trzeba wygasić ogień w piecu i nie wolno siedzieć przy palenisku.

    - W kominie z powodu ciepłego powietrza wytwarza się pole magnetyczne, co może "zwabić" wyładowania - tłumaczą łowcy. - A to, co często uważamy pochopnie za przesąd, może być wynikiem obserwacji natury prowadzonych przez wiele pokoleń.

    Na wsi spotykamy jeszcze zwyczaj zapalania gromnicy, która ma ustrzec przed burzą i trąbą powietrzną.
    - Ale w 2008 roku pod Strzelcami Opolskimi ludzie nie zdążyli nawet zapalić świec, a wielka siła zrywała dachy - mówi Artur. - Gromnica daje ludziom poczucie bezpieczeństwa, co w takich okolicznościach jest bardzo potrzebne. Z naukowego punktu widzenia jednak nie ma żadnego wpływu i przed piorunem nikogo nie chroni.

    Czytaj treści premium w Nowej Trybunie Opolskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (24)

    Forum tylko dla zalogowanych.

    Załóż konto / Zaloguj się
    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (24) forum.nto.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Warto zobaczyć

    Wideo