Łowcy tekstów

Danuta Nowicka
Opolski Empik, regał z wydawnictwami o charakterze upominkowym. Dziewczyna - kolczyk w nosie, kilka kolczyków na wardze - głośno czyta koleżance "Mały słownik rad dla przekornych". Szczególnie bawi je rada: "Witaj dzień wybuchem śmiechu na widok swojego odbicia w lustrze".

Głos na tle muzyki, która leci na okrągło, pewno nikomu nie przeszkadza. Przy półkach z prasą przedwcześnie posiwiała kobieta mniej więcej po dziesięciu minutach odkłada gazetę, sięga po następną. Ktoś inny dorwał się do najnowszej powieści Manueli Gretkowskiej. Ochroniarz nie spuszcza zeń oka. A nuż nawinął się złodziej?

"Kupowanie na własność książki, którą chcemy raz przeczytać lub tylko przejrzeć, jest sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem i stanowi ekonomiczny nonsens" - napisał przed dwoma laty Janusz Dunin, profesor filolog z bibliotekarską przeszłością. Jak jednak zinterpretować przypadek starszego mężczyzny, bywalca "Powszechnej", vis-á-vis Empiku? Przegląda album nawet przez miesiąc, a przy okazji tak go "wypalcuje", że książka trafia do koszyka z przeceną. Do niedawna stałym gościem była także dwunastolatka. Za każdym wejściem rytuał się powtarzał: odnajdywała miejsce za regałem, by delektować się wydawnictwami o roślinkach i zwierzątkach. Inny niedoszły klient do tej pory używa sklepu jako biblioteki. Czerpie wiedzę z wielu działów.
Największym powodzeniem wśród księgarnianych staczy cieszą się pozycje z literatury motywacyjnej. - O tym, jak kochać, jak zdobyć pierwszy milion i męża sąsiadki - śmieje się, choć to śmiech nie pozbawiony goryczy (dziś księgarnie nie mają lekko) właścicielka "Powszechnej", Elżbieta Chojnacka. Są tacy, co proszą o udostępnienie słowników, bo im zabrakło hasła do krzyżówki. I tacy, co w tej sprawie dzwonią.

Stacz z "Opolanina" poczuł się tak pewnie w swojej roli, że zaczął się rozglądać za kanapą ("bo w innych miastach mają"). Trudno się dziwić; interesuje się psychologią i filozofią, a ich zgłębianie przychodzi z większym trudem niż powieści o Bridget Jones. Pan Y, domyślają się księgarze, pewno pracuje zawodowo i nie jest obarczony rodziną. W przeciwnym wypadku nie pojawiałby się w godzinach późnopopołudniowych i nie zamykał drzwi jako jeden z ostatnich. Tylko raz zdarzyło mu się złamać zasadę: kupił książkę.

"Nasze polskie księgarnie upodobniły się do powszechnego standardu sklepowego. (...) Podobne są do sklepów z bielizną" - opisał sytuację sprzed dwudziestu pięciu laty Marcin Czerwiński. "Wypełnione książkami półki znajdują się za barierą lady, w odległości, która utrudnia - jeśli nie wyklucza - rozeznanie w nazwiskach i tytułach". Autor "Systemu książki" proponuje: "Rozwiązaniem (...) byłoby szersze stosowanie ekspozycji książek dostępnej (jak konserwy w samie) dla klientów. Istnieje tu oczywiście ryzyko kradzieży i zabrudzenia książek, wydaje się jednak, że nie jest ono większe niż w wypadku puszek ze śledziami, kawy marago czy mrożonych kurcząt".
Z tej rady z brodą, osadzonej w rzeczywistości prawie zapomnianej, nie skorzystano jeszcze w "Nowej" przy Ozimskiej (co nie znaczy, że stali bywalcy nie mogą tu korzystać z samoobsługi). Pani Natalka, młody, zdolny i doświadczony księgarz, zdradza jednak, że już niedługo wszystkim umożliwi się bezpośredni dostęp do półek. Ba, ma nawet powstać kącik czytelniczy, co pewno dowodzi, że - primo - zidentyfikowano staczy, secundo - nie wygłasza oczywistości Dunin, pisząc: "Księgarnie (...) posługują się rozpowszechnianiem książki handlowymi metodami marketingu. Zależy im przede wszystkim na sprzedaniu książki. To, czy ktoś ją będzie czytał, wydaje się niektórym mniej ważne".
"Omega", opolski Rynek. Pani Alicja, trzydziestoletni staż w księgarni, wymienia priorytety znajomych łowców tekstów: literatura piękna, zdrowie, poradniki, głównie dotyczące diet. Co prawda uważa, że czytanie w sklepie to zjawisko marginalne, niemniej opowiada o takim jednym, którego zmuszona była przywołać do porządku wykrzyknikiem: - Przepraszam, zamykamy! - To prawdziwy miłośnik książki - mówi - a że, jak większość z nas, kieszeń ma dziurawą... Dla kontrastu wymienia klientów bez dziur, kupujących "na kolor": - Tytułu nie pamiętam, autora też nie. Wie pani, o co mi chodzi - taka książka w czerwonej okładce...

U pani Rysi - tak wieloletni bywalcy nazywają dawny antykwariat w Rynku, po sąsiedzku - łowcy tekstów pojawiają się sporadycznie. - Bardzo przeszkadzają? Bo pomieszczenie małe i komunikacja utrudniona... - Skądże! - zaprzecza właścicielka. - Im także nic nie przeszkadza. Poza lekturą świata bożego nie widzą.
Ta uwaga szczególnie odnosi się do pana Q: najpierw zdecydowanym krokiem kieruje się we właściwą stronę, następnie dopada "swojej" książki, błyskawicznie odnajduje miejsce, w którym przerwał lekturę...
Są stacze, są także klienci jak burza. Przed chwilą zamknęły się drzwi za specjalistą od "przewietrzania" książek. Spytał o duży słownik - przekartkował w ekspresowym tempie, poprosił o rozfoliowanie największego - zrobił to samo. Na koniec spytał: - Mniejszego nie ma?

Janusz Dunin: "W angielskim języku istnieją słowa "browser" i "browsing" na określenie człowieka i czynności, którym się on oddaje, a moglibyśmy je nazwać szperaniem lub myszkowaniem. Przeglądanie, kartkowanie jest jednym z ulubionych sposobów bibliofilskiego korzystania z druków. Gdy jednak w polskich terminach pobrzmiewa pewien dystans wobec szperającego lub myszkującego, termin angielski kojarzy się radośnie ze skubaniem młodych liści, pasieniem się wśród świeżych pędów".
- Jaka szkoda, że nie przyszła pani pół godziny wcześniej - zauważa pani Ewa z "Akademickiej" przy Kośnego. - Był istny run na myszkowanie. Klient interesował się tico, odpisywał jakieś dane techniczne, prosił o odłożenie jednej z pozycji, wygląda na to, że chce dokonać naprawy we własnym zakresie.
Ktoś inny przeglądał albumy przez dwadzieścia minut, nie pobił jednak rekordu niedoszłej klientki, która przestała buszować piętnaście minut po zamknięciu księgarni. - Nie można było grzecznie wyprosić? - pada pytanie. Problem w tym, że pani Ewa, absolwentka teologii, sama kocha książki i wie, jak takie zajęcie smakuje.
Zdarza się, że czytacz odrywa wzrok od tekstu, by rzucić słowo, kolejne ubrać już w zdanie i rozmowa rozkręca się w najlepsze. Swego czasu pani X z takim przejęciem zaczęła wykładać słuszne zasady feng shui, że sprzedawczyni jeszcze w tym samym dniu usunęła z mieszkania zasuszoną roślinę. - Najbardziej skorzy do dialogu bywają filolodzy - zauważa właściciel "Akademickiej", Ryszard Chromik, pewno nie tylko dlatego, że oni szczególnie go lubią i szanują. Kiedy jeszcze księgarnia mieściła się naprzeciw kościoła jezuitów, a zza otwartych drzwi na ulicę dochodziły ożywione głosy o twórczości Podsiadły, jedna z przechodzących pań uznała, że to o wiele bardziej interesujące miejsce, niż jej się zdawało. W ten sposób księgarnia zyskała klientkę.
Ponieważ po przeprowadzce na Kośnego miejsca jest więcej, Chromik zamierza rozmowy niekontrolowane ująć w karby spotkania na temat konkretnej książki. Nie szkodzi, że kiedyś to przerabialiśmy. Spotkania dzisiejsze od wczorajszych mają szansę wyróżniać się wyższą temperaturą i beznakazowym trybem.

Księgarnianych staczy nie wszędzie i nie zawsze traktuje się jednakowo. Bo i stacze bywają różni. Są w tej grupie autentyczni, zubożeni bibliomani (w przeciwieństwie do bibliofilów, ceniących materię książki) - tacy z książką obchodzą się z godnym podziwu szacunkiem, są także klienci, którym odpowiada atmosfera księgarni, możliwość obcowania z wieloma nowościami naraz. Na przeciwnym biegunie ustawili się niechluje i złodzieje.

Czytanie na gorąco ma w Polsce długą tradycję, "uświęconą" szacownymi nazwiskami. Czesław Miłosz powiedział kiedyś, że najtrwalej zachował w pamięci te książki, szczególnie filozoficzne, które jeszcze jako student na jednej nodze przeglądał i czytał w księgarni. To samo mógłby lub będzie mógł powiedzieć niejeden Francuz. Żeby się o tym przekonać, warto przy okazji pobytu w Paryżu wstąpić do "La Hune", "Bocianiego Gniazda" na Saint Germain, otwartego przez dwadzieścia cztery godziny. Tam klienci nie pozwalają się zdrzemnąć obsłudze ani przez kwadrans. Albo do przypominającego nasz Empik "Fnaca", gdzie licznym gościom do czytania na siedząco i leżąco służą podłogowe wykładziny.

FLESZ: Polacy żyją krócej. Co nas zabija?

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3